Lanberry – MiXtura – Recenzja

Drugi w karierze Lanberry album studyjny – “MiXtura” – miał chyba udowodnić, że artystka nie jest nastawiona na komercyjne, radiowe produkcje. Miał – bo niezbyt to wyszło. Po odsłuchu płyty mam wrażenie, jakbym rzuciła bumerangiem. Były momenty odejścia, ale wcześniej czy później – wróciły one do tradycyjnej, radiowej papki.

Największy problem w tym, co oferuje Lanberry, leży w braku osobowości. Niekoniecznie jest to obrak osobowości artystki. Może po prostu ma złych doradców, którzy nijak potrafią przełożyć charyzmę wokalistki na konkretne utwory. Z jakiegoś powodu wysiłki te tworzą poczucie miałkości, przewidywalności, nijakości i masowości. Nie wiem czy tego oczekuje Lanberry, ale zakładam, że żaden artysta nie chce być “taki jak wszyscy”. A tak pokrótce można podsumować “MiXturę“. To twór przygotowany pod radio – taki, który ma się sprzedać, przynieść zysk. Ale – bardzo mi przykro – nie przetrwa on próby czasu. Za 5 lat nikt nie będzie o tym albumie pamiętał.

Spójrzmy jednak po kolei na to, jak wygląda “MiXtura“. Okładka – żywiołowa, energetyczna. Stanowi doskonałą zapowiedź materiału, z którym powinno się dobrze biegać, ćwiczyć, bawić ze znajomymi. To zdecydowanie na plus, chociaż nie do końca rozumiem obecność liścia w tej kompozycji. Przywodzi mi on na myśl tandetne składanki inspirowane Ibizą bądź klimatem Palm Beach. No zdecydowanie nie jest to półka, na której chciałabym gościć.

Wejdźmy jednak dalej – spójrzmy na zestaw kompozycji. Wśród utworów znajdują się i polskie propozycje, i anglojęzyczne. To chyba efekt przekonania, że światowe może być tylko to, co w języku angielskim. No nie wiem – tego też do końca nie kupuję. Jednak takie zestawienie nie jest przeszkodą w odbiorze.

Co na plus? Zdecydowanie eksperymentowanie z muzyką. Przykładowo – wykorzystanie syntezatorów, które odeszły w zapomnienie. Jest kilka momentów, które zachwycają na krążku i są “inne”. Zdają się płynąć w zupełnie nową przestrzeń i fantastycznie łączą radiową komercję z artystyczną wyobraźnią (“Come With Me“). Aha, czyli jednak można, tak? No można.

Anglojęzyczne propozycje na “MiXturze” to zdecydowanie utwory na TAK. Brzmią płynnie i muzycznie też zostały podciągnięte bardzo wysoko. Są ciekawe przejścia, nienudne powtórzenia, jest tam dynamika (nawet jeżeli tempo wolniejsze). Nie można się więc przyczepić.

Za to polskie propozycje kuleją. I to bardzo. To zupełnie inna muzyka – jakby tworzyli ją inni artyści, z dwóch różnych światów. No i teksty – też kuleją. Nie oferują nic wzniosłego – to typowa paplanina o miłości. Może bym się tym zachwyciła, gdybym miała kilkanaście lat i przeżywała pierwsze uniesienia. Niestety – dla kogoś, kto ma za sobą już kilka doświadczeń, teksty są zbyt infantylne.

Żałuję bardzo, bo nawet w tych złych utworach jest coś, co zostało zaprzepaszczone. Np. “Nie ma mnie” proponuje ciekawe przejścia, elektroniczne zaskoczenia, które tak naprawdę stanowią duszę utworu. Jednak w zestawieniu ze smętnymi, ascetycznymi zwrotkami, tworzą dość komiczny efekt.

Mój ulubiony kawałek? Hmmm. Chyba “Next Mistake“. Ma dobrą linię melodyczną, utrzymuje rytmikę, ma podkręconą linię basów, co dodaje kompozycji przestrzenności i zdecydowanie poprawia jej brzmienie. Jest to zdecydowanie utwór, który podkreśla charakter “MiXtury” – łączy elektronikę z klasycznym brzmieniem soft popu.

Niestety – reszta jest dla mnie nie do skonsumowania. I oczywiście – album, jak zakładam, się sprzeda i znajdzie swoje uznanie w radiu. Tylko czy dzisiaj radia krystalizują trendy? Poza tym nie o to chodzi w muzyce, aby być tylko tu i teraz, ale by tworzyć coś, co trwać będzie dłużej niż pokolenia. “MiXtura” nie jest albumem o takim potencjale, chociaż Lanberry stale się rozwija i to słuchać na tym krążku. Pozostaje więc życzyć artystce wytrwałości w dalszej pracy.

Podsumowanie
  • 8.5/10
    Okładka/opakowanie - 8.5/10
  • 4.8/10
    Muzyka - 4.8/10
  • 2.1/10
    Teksty - 2.1/10
  • 7/10
    Wokal - 7/10
5.6/10

Ocena

Do wokalu nie można się przyczepić, chociaż nie został on w pełni rozwinięty – i to słychać. Najbardziej drażnią infantylne teksty.

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *