Matematyka dla humanistów, czyli słów kilka o “Operze Matematycznej”

Magdalena M. Jaroń

To nie jest projekt dla każdego. To nie jest widowisko dla zwykłego zjadacza chleba. To dzieło, które wymaga od odbiorcy pełnego zaangażowania itałej otwartości na ledwo sygnalizowane kwestie. Jeżeli więc masz ochotę na ponad dwugodzinny maraton z ambitną sztuką współczesną, to tak – “Opera Matematyczna” w reżyserii Romana Kołakowskiego jest dla Ciebie.

“Opera Matematyczna” – Kołakowski i Teatr Piosenki w dziele nie tylko dla matematyków

Opera Matematyczna. Paradoksalny rozkład sfery” to dzieło, które od samego początku stanowi dla odbiorcy nie lada problem. Widowisko składa się zarówno z w pełni samodzielnej ścieżki dźwiękowej, jak i spektaklu – obrazu możliwie najgłębiej angażującego zmysł wzroku.

Gdyby oceniać tort po wisience, to rzeczywiście wybór singla okazuje się niezwykle trafiony – prezentuje kwintesencję “Opery Matematycznej” – odkrywa jej sens oraz idee, które stoją u jej fundamentów. “Exodus” wydobywa bowiem na światło dzienne zarówno te kwestie indywidualne, której nauce i uczonym kazały podejmować niejednokrotnie trudne wybory, jak również odsłania i redefiniuje pojęcia uniwersalne – wartości, których sens nie zmienił się od pokoleń, jednak zmianie uległ ich odbiór.

 

Czas, czasowość, bezczas

Pierwszą i jedną z najważniejszych kwestii, która pozostaje tłem dla “Opery Matematycznej” jest czas. Od zawsze stanowił on kwestię sporną – tak dla filozofów, matematyków, logików, jak i metafizyków. Każdy z nich starał się ugruntowywać teorię czasu na właściwych sobie argumentach. Jednak, jak pokazują minione stulecia, czas pozostaje nieuchwytny – tak w swym trwaniu i przemijaniu, jak i definiowaniu. Dlatego też od czasu i jego problematyki rozpoczyna się “Exodus“.

Źródło: teatr-piosenki.pl

Tutaj jednak pojawia się nie lada wyzwanie, bo oprócz tego, że odbiorca zmuszony jest przez Artystów współtworzących “Operę Matematyczną” podjąć nie lada wysiłek odnalezienia siebie w teorii czasu, to również, aby móc w pełni uczestniczyć w dziele, musi także dokonać retrospekcji. Jest to o tyle trudne, iż nie jest to jego indywidualna retrospekcja, ale raczej powrót do czasów, które zadecydowały o definicji wielu bliskich nam pojęć. Roman Kołakowski oraz towarzyszący mu Artyści Teatru Piosenki podejmują się niełatwego wyzwania – zatrzymania widza w pędzie, w którym trwa i zachęcenie go do wycieczki wgłąb historii. “Exodus” jest jednak słodką obietnicą tego, co można odnaleźć w tej podróży i co czeka na nas po drugiej stronie czasu. Tam, jak mówią Artyści, jest sens.

Przed nami dal

przestrzeni czarna dziura

za nami ślad, zmurszały cień wspomnienia

Sens ten nie stanowi jednak końca podróży. Jest jednak możliwością stanięcia z prawdą twarzą w twarz. Nawet podróż w czasie, powrót do przeszłości – jak mówią Artyści – nie oznacza możliwości cofnięcia czasu. Wyśpiewują bowiem:
…Nie znajdziesz tam Kainie swego brata…“. Co więc może zmienić ta podróż? By się dowiedzieć, trzeba przebyć drogę “Opery Matematycznej“.

Historia pisana między pojęciami

Źródło: teatr-piosenki.pl

O trudności “Opery Matematycznej” decyduje jej konstrukcja – kręgosłup złożony w drobnych kręgów, gdzie każdy z nich to kompilacja pojęć wyjętych wprost z najbardziej powszechnych teorii. Paradoks sytuacji odbioru polega na tym, że odbiorca zupełnie nieświadomie może odrzucić to, co stanowi jego codzienność. “Opera Matematyczna” nie tłumaczy rzeczy i zjawisk przeznaczonych dla wąskiego grona konsumentów. To codzienność opatrzona jednak językiem sensu i zrozumienia. Ten natomiast, w swej szlachetności i czystości, niezbrukany monotonią, codziennością i współczesnością, wyciągnięty niejako z kolebki swojego istnienia, może dla odbiorcy stanowić trudnego przeciwnika. Warto jednak podjąć to wyzwanie.

Operę Matematyczną” otwiera “Wykład I” wygłaszany przez Andrzeja Seweryna. Już w pierwszych kilkudziesięciu sekundach odbiorca dostaje solidną dawkę wiedzy, którą przyjąć musi jako swój kapitał kulturowy – niezbędnik podróżnika. Jeżeli zignoruje ten przekaz, jeżeli pominie sens – zgubi się w wędrówce między pojęciami, zagubi rytm tej wędrówki. Seweryn natomiast bez zbędnej metaforyki sięga po akademicki ton. A kwestie głoszone ex cathedra niemal a priori nasączone są prawdą – za nimi stoją wieloletnie autorytety. Zamiast więc bać się tych pojęć, uciekać przed ich suchym i naukowym wydźwiękiem, warto je przyjąć. Po prostu zaufać. Kiedy bowiem strach przed powagą znaczeń odstawiony zostanie na drugi plan, okazuje się, że “Wykład I” to nic innego jak początek naszego człowieczeństwa – uchwycenie idei postępu i rozwoju w chwili jej narodzin. To jeden z najważniejszych pierwiastków, który wpisuje się w znaczenie słowa “człowiek”.

Historia pisana między nazwiskami

Źródło: teatr-piosenki.pl

Kolejną mocną stroną “Opery Matematycznej” jest jej klimat. A nie byłby tak autentyczny, tak mocno wyczuwalny, gdyby nie postaci tworzące historię tamtych czasów. Roman Kołakowski i Teatr Piosenki wskrzeszają do życia międzywojenny Lwów w jego akademickim blasku. I tutaj kolejne wyzwanie pojawia się przed odbiorcą – musi bowiem wejść w dialog z postaciami, które na stałe zapisały się w historii Lwowa, historii matematyki i filozofii. Jednak jak przeciętny Jan Kowalski, niekorzystający na co dzień z języka akademickiego, ma czerpać ze spotkania ze Stefanem Banachem czy Romanem Ingardenem? Czy odnajdzie tam kwestie ważne dla siebie? Znajdzie. “Być matematykiem można i humanistą zarazem” – w tym prostym zdaniu, które słyszymy na początku “Opery Matematycznej” tkwi rozwiązanie paradoksu sfery. To współistnienie w jednym pozornie innych światów. Jeden – ten naukowy – jest po to, by wyjaśniać, definiować, zatrzymywać w trwaniu i zapisywać w teoriach to, co właściwe dla tego drugiego – konsumpcyjnego, zwykłego. Jednak to w tym drugim, codziennym świecie drzemią zjawiska interesujące dla nauki. Pełnię można więc uzyskać tylko w spotkaniu Jana Kowalskiego ze Stefanem Banachem.

Przywołanie tak wielu różnych postaci ze świata nauki służy Artystom w procesie rekonstrukcji utraconego już świata. Trud tego wyzwana polega na tym, że nie tylko zjawiska i sytuacje starają się oni przywrócić do życia (chociażby kawiarniane spotkania naukowców, którzy przy kawie spierają się o rozwój kolejnych, tworzonych wówczas teorii). Ich obecność to także sposób na rekonstrukcję czasu – powrót do dwudziestolecia międzywojennego, okresu nasączonego wyjątkową atmosferą, kiedy to nienawiść i strach przeplatały się z niezrozumiałym jeszcze poczuciem wolności, chęcią jej pełnego wykorzystania. W tym czasie i w tej sytuacji rodzi się człowiek. Na nowo. Artyści Teatru Piosenki podejmują się więc próby jego ponownego zdefiniowania.

Nauka nauką, a życie?

Źródło: teatr-piosenki.pl

A no właśnie. Nauka, pojęcia, teorie, wykłady. Czy akademicki światek Romana KołakowskiegoTeatru Piosenki to wszystko, co jest w stanie zaoferować “Opera Matematyczna“? Nie. Równolegle toczy się historia, a wraz z nią zachodzą wszystkie znaczące zmiany kulturowe. Od pierwszej do ostatniej minuty “Opera Matematyczna” nasączona jest ciągłymi napięciami. Jest ich tak dużo, ich dynamika jest tak silnie odczuwalna, że opisać by je można teorią ruchu Browna. Ale teorii już wystarczy. “Opera Matematyczna” to także ważna karta z historii dwudziestowiecznej Europy, z naszej historii. Wszystkie akademickie cykle toczą się bowiem nie tempem nauki, ale spotkań, przyjaźni, tęsknot i pragnień.

Kolejną ważną kwestią jest ukazanie natury społeczeństwa ponowoczesnego. Coonsidentia oppositorum – jedność w sprzeczności. W “Kawiarni” usłyszymy bowiem:

Oj myślę sobie czasem, aż sam się śmieję

Oj czemuż to zbiór wszystkich zbiorów nie istnieje?

Oj byłby to hałas spory 

gdyby zebrać wszystkie zbiory. 

Czy aby na pewno Banachowi chodzi o matematykę i liczby? 🙂  Różnorodność tego zbioru idealnego potęguje wykorzystanie w “Operze Matematycznej” zarówno języka polskiego, rosyjskiego, francuskiego, niemieckiego, jak i japońskiego czy nawet jidysz. Dodatkowo – warto też wspomnieć o specyficznym humorze, który towarzyszy dziełu i podkreśla tą właśnie niejednoznaczność społeczną oraz różnice kulturowe. Przykład znajdziemy chociażby w “Kawiarni” – jednej z moich ulubionych kompozycji z “Opery…“. Doskonale obrazuje to monolog Kateriny, studentki, która zmuszona jest dorabiać sprzątając. Traf chciał, że w ten sposób udało jej się nawiązać kontakt z prof. Banachem. Jakież było rozczarowanie Kateriny, gdy Banach okazał się profesorem zwyczajnym, a nie nadzwyczajnym 🙂

Suma zbiorów “Opery Matematycznej”

Źródło: teatr-piosenki.pl

O projekcie Romana Kołakowskiego i Teatru Piosenki można mówić naprawdę dużo. Szczególnie w kontekście filozoficznym. Jednak nie można pomijać kwestii muzycznych. Artyści zdecydowali się bowiem zatrzymać klimat dwudziestolecia międzywojennego – nie zbezcześcili brzmienia tamtych dni współczesnością. Jednak naprawdę wypełnionym po brzegi skarbcem od początku do końca pozostają po prostu kwestie… humanistyczne. Okazuje się więc, że w pojęciach abstrakcyjnych, na których wzrasta matematyka, rozgrywa się to wszystko, co decyduje o indywidualnych wyborach jednostki. Tam jest problematyka polityczna, ekonomiczna, społeczna. Tam “gracz” ze “zbioru p” musi podjąć decyzję o przynależności do “swojego” lub “tamtego” zbioru. Tam też rozstrzygają się różne definicje wolności – rozumianej zarówno w kontekście globalnym, jak i metafizycznym.

Opera Matematyczna” trudnym jest dziełem. Bardzo trudnym. Śmiem nawet twierdzić, że nie sposób odczytać ją po pierwszym spotkaniu z dziełem. Mam też wrażenie, że przez brak kompromisowości w swojej formie (Artyści stawiają przed odbiorcą poprzeczkę na bardzo wysokim poziomie) “Opera Matematyczna” pozostanie dziełem niedocenionym. Obym się myliła i oby stała się ona zapalnikiem wielu żywiołowych dyskusji – nie tylko o matematyce. Niewątpliwie jednak projekt ten wyprzedza sztukę naszych czasów. Nie jest komercyjny i można to usłyszeć od pierwszych dźwięków. Taka forma i taki wydźwięk da “Operze Matematycznej” słodko-gorzki sukces. Gorzki, bo Artyści muszą włożyć sporo wysiłku, aby sens dzieła przekazać odbiorcom, by zachęcić ich do przekroczenia Rubikonu utkanego z trudnych i abstrakcyjnych pojęć. Słodki, bo dzięki bezkompromisowości i odwadze podejmowania takich kwestii Romanowi Kołakowskiemu i Artystom Teatru Piosenki udało się stworzyć dzieło, które nie straci na aktualności – nawet za kilkadziesiąt lat. Czyżby więc na koniec udało nam się wrócić do początku i tajemnicy czasu? Może to właśnie jest recepta na jego zatrzymanie i po prostu historia wydawnictwa stanie się zapisem nowej definicji 🙂

PS. Kwestii patriotycznych i narodowościowych, które są bardzo ważne dla “Opery Matematycznej” nie poruszam – szykuję na to osobny wpis 🙂

Podsumowanie
  • 8/10
    Okładka/opakowanie - 8/10
  • 9/10
    Muzyka - 9,5/10
  • 9/10
    Wokal - 9/10
  • 8/10
    Teksty - 8/10
8/10

Ocena

Z “Operą Matematyczną” jest nie lada problem. Przez jej skomplikowaną formę jakakolwiek ocena może wydawać się niesprawiedliwa. Chodzi tutaj głownie o kwestię tekstów i obrazów, które stanowią główne medium sensu dzieła. Z jednej strony, korci aby dać 10 pkt. Mało tak trudnych i wymagających dzieł. Czy jednak taka formuła ma szansę powodzenia i realnie może przekazać sens szerokiemu gronu odbiorców? Bardzo wysoko postawiona poprzeczka, przez co wielu odbiorców ją może odrzucić. Dlatego 8 pkt. za teksty. Gdybym miała jednak oceniać ze swojej, tylko swojej perspektywy – mojego małego akademickiego świata – byłaby to 10!
Opakowanie – piękne zdjęcia i ogromny plus za tak bogate wydawnictwo (3 płyty!!!). Minus jednak za brak “instrukcji obsługi” dzieła 🙂 To niespotykane, wiem – takich rzeczy się nie robi. Ale takich “Oper Matematycznych” też się nie wydaje codziennie i nie ma takich dzieł na półkach. Warto pomyśleć o tym, co pomyśli odbiorca za lat 50, kiedy na domowej półce swojego ojca lub dziadka odnajdzie “Operę…”?

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *