Pawbeats – koncert (05.03.2016 r./ Bydgoszcz)

Dla kogoś, kto z hip hopem ma niewiele wspólnego, spotkanie z muzyką proponowaną przez Marcina Pawłowskiego było nie lada wyzwaniem. Nie powiem – z obawą i nutką niepewności sięgałam po płytę. Jednak otuchy dodawały mi zapowiedzi, a konkretniej – instrumentalizacja każdego z utworów promujących nowy krążek Pawbeatsa. Takiej harmonii już dawno nie słyszałam.

No i ta wyobraźnia, umiejętność podniesienia prostej linii melodycznej do patetycznego poziomu muzyki filmowej. To jest to! Krążek trafił w moje ręce pod koniec lutego. Był zaskoczeniem –niewątpliwie. Ale i miłym kuksańcem nakazującym opanować się we własnych uprzedzeniach:) I za to wielkie DZIĘKUJĘ! Bo dzięki temu albumowi mogłam wykonać kolejny krok do przodu:) Jednak nie o samej płycie tutaj będzie, ale o koncercie.

ae4c9160-b602-44a5-b0c2-f7b04043fa25

1. Promocja

To, co zachwyciło mnie od pierwszych chwil (czyli już kilka tygodni przed koncertem), to doskonale zaplanowana promocja. Stopniowana, różnorodna, nieopierająca się jedynie na wpuszczaniu w wirtualny świat plakatów i informacji o wydarzeniu w odpowiednich odstępach czasu. Ukłony w kierunku zespołu Good Crews! Nie znam tych ludzi osobiście, ale muszą być doskonale zgranym teamem. Nie tylko zadbali o to, aby o wydarzeniu było głośno, ale również i o to, aby promocja była ciekawa, niosła ze sobą wiele niespodzianek! Ba! Uczestniczył w niej również Marcin, więc czuć było to doskonałe zgranie między nim, a agencją. A to ważne! To właśnie takie elementy tworzą fundament dobrej aury wokół wydarzenia.

Dla mnie naprawdę dużym plusem jest dopięcie wszystkiego na ostatni guzik – włącznie z wpuszczaniem widzów na salę, udzielanie im wszelkich informacji (bezproblemowy kontakt mailowy – można było uzyskać wszelkich, niezbędnych informacji od przedstawicieli agencji). Wielkie brawa drodzy Państwo! Oby tak dalej!:)

IMG_6220

2. Część pierwsza koncertu

Pierwsza część koncertu to zupełnie nowe aranżacje największych hitów artystów występujących z Pawbeatsem, przygotowane przez Krzysztofa Herdzina.  Tutaj chyba jednak nie każdy z nich umiał się odnaleźć. Po pierwszym utworze myślałam, że z nagłośnieniem jest coś nie tak (co było dla mnie dziwne, bo Filharmonia Pomorska słynie przecież z doskonałej akustyki). Niestety – problem leżał nie w nagłośnieniu, ale w artykulacji. Niektórzy z wykonawców po prostu „przedobrzyli”, a w konsekwencji nie można było zrozumieć ani jednego słowa. Żałuję również, że nie zapoznałam się przed koncertem z utworami artystów – miałabym dzisiaj punkt odniesienia i możliwość porównania oryginału z nową aranżacją Herdzina. Pozostaje mi więc odnieść się jedynie do dwóch, znanych mi artystów – Natalii Nykiel i Justyny Steczkowskiej.

IMG_5937

12825345_845033662304104_861873371_n

Natalia Nykiel to piosenkarka radiowa. Niemal codziennie można ją usłyszeć. Tym razem zaskoczyła nową wersją „Ekranów”. I jak dla mnie utwór ten w aranżacji orkiestrowej prezentuje się o wiele ciekawiej. Zyskał zupełnie nowe życie. Ogromny plus dla samej Natalii, która doskonale odnalazła się w nowej przestrzeni muzycznej!

Drugi znany mi utwór, to „Dziewczyna Szamana” Justyny Steczkowskiej. Aranżacji tego przeboju słyszałam już kilka, jak nie kilkanaście. „Dziewczynę…” znam w wersji akustycznej, jazzowej, afrykańskiej… Jednak ta, która została przedstawiona na koncercie mnie nie przekonała. Z jakiegoś powodu nie mogłam się odnaleźć w tej propozycji. Sama nie wiem dlaczego.

3. Część druga koncertu

Przyznać należy, że koncert Pawbeats – Orchestra był wyjątkowym wydarzeniem. Prawie 3 godziny mocnych, muzycznych wrażeń! Na drugą część złożyły się oczywiście utwory z Orchestry. I mogłabym tutaj pisać wiele, jednak słów kilka poświęcę tylko niektórym z nich.

Do wykonawców, którzy w tej części zdecydowali zawładnęli moim muzycznym serduchem zaliczyć muszę: Tau, KęKę, zespół Mama Selita…

Po pierwsze – TAU! Niezwykły człowiek o ogromnym potencjale i odwadze. Emanuje takim optymizmem i wiarą w człowieka, że nie sposób się nie uśmiechnąć. A oprócz tego – wchodząc już bezpośrednio w kwestie muzyczne – ma doskonałą dykcję. Z wykonawców, którzy stanęli na bydgoskiej scenie – najlepszą!

IMG_5316

Po drugie – KęKę! Dawno się tak szczerze nie śmiałam! Wprowadził fantastyczną równowagę do całego koncertu – tyle luzu na tle poważnej orkiestry to chyba nigdy nie widziałam. A ponadto – wszystko z klasą i wyczuciem!  No i jeszcze doskonałe wyczucie rytmu, umiejętność wybicia go i pociągnięcia za sobą publiczności. Brawo!

IMG_5502

Po trzecie – Mama Selita! Zgrane i jednocześnie różnorodne głosy. No i to co mnie ujęło, to nieprzypadkowe przemieszczanie się po scenie. W przypadku wielu wykonawców miałam wrażenie, że po prostu skaczą, w zasadzie nie wiedząc samemu gdzie, w którym kierunku i po co… Nie wiem – może ja się nie znam na hip hopie i w tej muzyce jest taka moc, że nie można ustać w miejscu. Mnie jednak to przeszkadzało w odbiorze i skupieniu. A przecież twórcy mieli coś do zakomunikowania i przez przypadek nie znaleźli się na scenie. I kiedy już naprawdę zaczęłam sądzić, że to kwestia moich uprzedzeń i powinnam się przestawić na inny styl odbioru, to na scenie pojawił się zespół Mama Selita, który przywrócił mi spokój ducha:) Było i żywiołowo i z klasą! Czyli jednak można! Tutaj jednak chyba chodzi przede wszystkim o pomysł na siebie na scenie… Zespół Mama Selita go miał – zdecydowanie!

IMG_5358

12834780_845033668970770_69145830_nPo czwarte – Justyna Steczkowska, która chyba spotkała się z największą niechęcią fanów hip hopu jeszcze zanim postawiła pierwszy krok na scenie. Występ był jednak bardzo udany, a „Afekt” zabrzmiał niezwykle dramatycznie. I co dla mnie, jako widza najważniejsze, Justyna znowu zaproponowała coś nowego. Nawet jeżeli przez poprzednie kilka dni już się osłuchałam z utworem, to tym razem miałam okazję wsłuchać się w jego zupełnie nową aranżację. Steczkowska odrobinę zaingerowała też w linię melodyczną, co znacznie podniosło utwór. Brawa były jak najbardziej zasłużone.

Czy było coś na minus? Zapamiętałam tylko jeden moment. No przepraszam, ale tekst wykonawcy, stojącego na scenie i krzyczącego do publiczności „Podnieście pier***ne ręce w górę” na mnie nie działa. Nawet jeżeli jest to szalony i spontaniczny koncert hip hopowy. Można się bawić z klasą. I tak, jak do wielu rzeczy jestem w stanie przywyknąć, czy też otworzyć się na nie (lub po prostu ich uczyć), tak w tym momencie mówię stanowcze NIE. I nigdy nie odwrócę się w kierunku „artysty”, który prezentuje taką postawę – nawet jeżeli ma ona być u źródeł zabawna, śmieszna czy po prostu „na luzie”. I tak jak przekleństwa pojawiające się w utworach (chociaż nie preferuję ich obecności) w ogóle mi nie przeszkadzały, tak taki komunikat uznaję za kompletne nieporozumienie i niską kulturę artystyczną wykonawcy. Cóż. Może się nie znam. W tej kwestii jednak zdania nie zmienię.

Warto jednak ten krótki opis zakończyć miłym akcentem, a nie marudzeniem:) A do plusów koncertów bez wątpienia zaliczyć należy samego Marcina Pawłowskiego, który – pomimo tak młodego wieku – wykazał się niezwykłą dojrzałością sceniczną. Każdy artysta i utwór był przez niego zapowiedziany. Ponadto Marcin umiał też nawiązać żywy kontakt z publicznością. I jako bydgoszczanka jestem bardzo, ale to bardzo dumna z tego, że reprezentuje on nasze miasto! Brawo Marcin! Brawo Ty!:)

IMG_5420

OCENA

organizacja                   Rating Stars - 0 to 10

setlista                            Rating Stars - 0 to 10

scenografia/scena       Rating Stars - 0 to 10

live                                    Rating Stars - 0 to 10

OCENA OGÓLNA:       Rating Stars - 0 to 10


Przeczytaj również...

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *