SKINNY – The Skin I’m In

Skinny Patrini – pamiętacie? Do 2013 roku było o nich głośno. Miłośnicy skoncentrowanego na elektronice brzmienia mogli czuć się dopieszczeni, czego potwierdzeniem jest recenzja ostatniego krążka zespołu “Sex“. A teraz? Teraz czas na “The Skin I’m In”, czyli debiutancki solowy album Michała SKINNY’ego Skórki.

rtg“The Skin I’m In” to zdecydowanie mocne, solowe wejście Skinny’ego. Czy debiutanckie? Ciężko powiedzieć patrząc na jego dotychczasowy dorobek. Przez ostatnie lata pozostawał jednak przede wszystkim “po drugiej” stronie sztuki. Jako producent muzyczny ma na swoim koncie m.in. dwie kompozycje z przedostatniej płyty Justyny Steczkowskiej (“Anima“). Oba tytuły doczekały się teledysków (mowa oczywiście o utworze “Kochankowie syreny” oraz “High heels“)! Michał jednak nigdy nie poprzestał na produkcji muzycznej. W jego prywatnej szufladzie czekały już gotowe utwory. Dojrzewały i czekały aż przyjdzie właściwy dla nich czas. Cierpliwie. I w końcu doczekały się – w najbliższy piątek, tj. 17.06.2016 roku, będzie miała miejsce premiera albumu “The Skin I’m In“.

A ja już przedwczoraj miałam okazję wsłuchać się w dźwięki, które tworzą ten krążek. Pozwolę więc sobie na dość subiektywną recenzję, kilka świeżych wniosków, skojarzeń i luźnych refleksji. Postaram się unikać “ciężkich” filozoficznych dygresji, chociaż będzie to trudne, bo w praktyce “The Skin I’m In” zmusza do myślenia! Ale do rzeczy…

OBAWY, OBAWY, OBAWY!

Przed pierwszym odsłuchem byłam pełna obaw. Uzasadnionych obaw, które nie wzięły się znikąd.

  • Po pierwsze – czy przekona mnie wokal Skinny’ego? I chodzi tutaj o rzecz dość banalną, która dla wielu może wydawać się bez znaczenia. Nie mniej jednak w mojej domowej płytotece obecność mężczyzn to wyjątek. Pojawiają się, a i owszem, ale ich muzyka nie towarzyszy mi na co dzień. Wyjaśnienie tego jest proste i wynika z prostego uwarunkowania percepcyjnego. W moim odczuciu (podejrzewam, że nie tylko w moim, ale nie chcę tutaj przypisać sobie prawa do wypowiadania się za “wielu”) muzyka jest sztuką matematyczną. Opiera się na liczbach, logice, przemyślanych połączeniach. Nawet w planowanej dysharmonii musi wystąpić pierwiastek logosu. logos, w moim odczuciu, bliższy jest męskiemu żywiołowi. Emocjonalność zaś – żeńskiemu. Może ona przejawiać się w brzmieniu konkretnych partii, ale najwyraźniej  – w wielobarwnym wokalu. Wtedy dopiero odczuwam równowagę, harmonię i pełnię satysfakcji (jako odbiorca oczywiście). Dlatego też pomimo ogromnego podziwu i szacunku do wielu artystów płci męskiej, rzadko “zabieram” ich ze sobą do pracy, w podróż etc. Brakuje mi w ich twórczości zderzenia łagodności i emocjonalności ze stanowczością i rozwagą. Na tej podstawie zrodziły się obawy, że wokal Skinny’ego będzie dla mnie niewystarczający. Że okaże się jednostajny, mało elastyczny. A jeżeli będzie też emocjonalny, to czy nie będzie to emocjonalność przejaskrawiona, przesadzona w swojej ekspresji?
  • Po drugie – czy elektronika nie przytłoczy kompozycji? Zamiłowanie Skinny’ego do brzmień elektronicznych nie jest tajemnicą. Artysta tworzy wyraziste utwory, którym daleko do “lekkości” i “sielankowości”. Obawiałam się, że po kilku propozycjach, tworzonych według spójnej estetyki muzycznej, efektem będzie odczuwanie przestrzeni dość klaustrofobicznych dźwięków.
  • Po trzecie – czy będzie różnorodność? To element, którego poszukuję w każdym albumie. Nawet w propozycjach spójnych stylistycznie MUSI pojawić się urozmaicenie. Artysta musi przecież przewidywać reakcje odbiorców i powinien też zadbać o utrzymanie ich uwagi. Niejednokrotnie wystarczy odpowiednie ułożenie i ciekawe zestawienie poszczególnych utworów. Innym razem – kilka mocnych i wyrazistych kawałków, które całkowicie zmienią ostateczny odbiór płyty.
  • Po czwarte – i tutaj wrócić muszę do kwestii wokalu – czy będzie on liniowy i jednostajny, czy też warstwowy? Tutaj potrzebna jest równowaga – przesadzenie w którąkolwiek ze stron może skutkować kakofonią bądź nudą.

The Skin I'm In cover

 

TRACKLISTA

Uwaga! Spoiler! 🙂

1. I Wish

Utwór, z którym już dawno zdążyłam się oswoić. To właśnie “TEN” kawałek przekonał mnie do Skinny’ego. Utwór jest odrobinę klaustrofobiczny – dzięki przemyślanej kompozycji muzycznej tworzy dość hermetyczną i autonomiczną wobec świata zewnętrznego przestrzeń dźwięków. To świat Skinny’ego. I dzięki temu emocjonalność, oparta na prostej i nieprzejaskrawionej linii melodycznej, jest prawdziwa. Ujmujący – od samego początku – był dla mnie ascetyzm. No i do tego jeszcze dekoracyjne brzmienie wokalu Kasi Stankiewicz. Pojawia się zaledwie kilka razy, dzięki czemu “bohaterem” kompozycji przez cały czas pozostaje Skinny. Nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, że dzięki takiemu duetowi utwór przybrał na romantyczności, a nawet darzy odrobiną erotyzmu.

2. As Time Goes By

Jeden z moich ulubionych utworów, o ile nie ten NAJ, numer jeden. Dlaczego? Przede wszystkim wprowadza do “The Skin I’m In” odrobinę urozmaicenia. Nieco więcej energii, a nawet – muzycznego optymizmu. I to wszystko zostało w bardzo przemyślany sposób zestawione z egzystencjalną refleksją: “I lost myself I don’t know where/ I lost my soul I don’t know when…“. Do tego dodać należy bardzo ciekawe przejścia, które są stopniowane (a to bez wątpienia buduje nastrojowość).  Zarówno pod względem muzycznym, jak i tekstowym przy tym utworze jestem na TAK!

3. Leaving You

Jest rytmiczność i bardzo wyraźnie słychać w tym utworze znaczenie pauzy muzycznej. Wyważone dawkowanie dźwięków. Ciekawe jest również skontrastowanie poszczególnych partii “Leaving You“. Obok tych bardzo stonowanych i niemal minimalistycznych w formie, są te liryczne, których linearność jest silnie odczuwana (w przeciwieństwie do punktowości poprzednich partii). Jest więc to, co w muzyce lubię – zderzenie żywiołów!

4. SKINNY PROMO 2We Can Share

Cenię ten kawałek za spokój, który w sobie ma. I za subtelne dźwięki gitarowych strun, które dynamizują całą kompozycję. To wspaniały przykład na to, że nie potrzeba długich i skomplikowanych poematów, aby przekazać odbiorcy coś ważnego. Czasami o wiele skuteczniejsze okazuje się powielenie komunikatu. To jednak nie wszystko! “We Can Share” jest utworem, który stale zaskakuje. I kiedy już, jako odbiorca, przyzwyczajam się do dźwięków, które słyszę, to otrzymuję porcję zupełnie nowych, świeżych i niejako zaczerpniętych z zupełnie innego świata (w szczególności słychać to po wyśpiewywanym jak mantra “In the sky light….

5. Happy Thought

To kolejna łagodna, spokojna i kojąca propozycja muzyczna. Znowu słychać bardzo ciepłe w swoim brzmieniu gitarowe struny. Tym razem jednak wchodzą one w dialektykę z całościową kompozycją.

6. The Good + The World = The Madness

Bardzo ciekawa i wyróżniająca się na tle pozostałych propozycja. Przede wszystkim ujmująca jest sama narracja i przewrotność wypowiedzi, z którą mamy okazję się zmierzyć. Jednak charakterystyczne jest także i brzmienie – o wiele mniej tutaj “typowej” elektroniki, a czuć bardziej undergroundowego czy też rockowego pazura.

7. The Loss, The Gain

Bardzo lubię ten utwór. Od pierwszego odsłuchu przypadł mi do gustu. Po pierwsze – jest tutaj stopniowanie, które buduje nastrój tajemniczości. Jako odbiorca oczekuję więc w napięciu na rozwój sytuacji. A Skinny utrzymuje przez długi czas wszystko na równym, jednostajnym poziomie. Po drugie – mniej więcej od 1:20 pojawia się druga linia narracyjna, która zdecydowanie urozmaica wokal. Stanowi dlań cień, dzięki czemu brzmi on bardziej trójwymiarowo. Po trzecie – są też elementy bardziej emocjonalne, które jednak nie zostały przekrzyczane (a tego się obawiałam!). I po czwarte – subtelne pulsowanie, przypominające nieco delirium, dość klaustrofobiczne w brzmieniu (od 2:28). Wszystko to tworzy kompozycję pełną niedopowiedzeń, która jednak implikuje bardzo wyrazisty sens. Warto go odkryć!

8. Two Kindred Spirits

SKINNY PROMO 1Zawsze, kiedy wsłuchuję się w taką “punktowość” muzyczną, jaka m.in. otwiera utwór “Two Kindread Spirits“, na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Takie momenty w sposób niezwykle paraboliczny uwypuklają matematyczność brzmienia. Wyznaczają też wyraźnie przestrzeń niedookreśloną – tę, która jest POMIĘDZY. I tutaj trzeba przyznać, że na takim tle fantastycznie brzmi płynny, nieszarpany wokal, który zarysowuje wyraźną linię narracyjną. Numer ósmy na płycie również zapisuję do “ulubionych”. Jest w nim bowiem także ta różnorodność – elektryczne brzmienia gitarowe ciekawie komponują się z elektroniką i perkusją. W ten sposób zarysowana zostaje cała przestrzeń utworu, która i tak oscyluje wokół precyzyjnie ujętej osi kompozycyjnej – wokalu Skinny’ego. To właśnie taki rodzaj równowagi w muzyce cenię sobie najbardziej.

9. We’ll Carry On

Kolejny przykład utworu, w którym w stosunkowo ascetycznej wartwie tekstowej zawarty został obszerny komunikat. Nałożenie kilku linii wokalnych na siebie pozwoliło uwypuklić pewne zwroty, które stanowią dla kompozycji cezurę. “Stay with me…“. Jest w tym utworze jeszcze coś. Po jego przesłuchaniu refren od razu zapada w pamięć. Sama złapałam się na tym, że nuciłam go sobie pod nosem 🙂 Także… “Stayyyy…. with me!” 🙂

Jest jednak jeden element, który mi się nie podoba. I jeżeli miałabym wskazać najgorszy moment w całej płycie, to byłoby to zakończenie “We’ll Carry On“. Moim zdaniem ta kompozycja zasługuje na bardziej finezyjne zamknięcie, niż zwykłe wyciszenie.

10. Nothing Wasted

Słyszałam ten utwór na długo przed premierą płyty Skinny’ego. Myślę, że to doskonała wizytówka tego Artysty. Jest tutaj wszystko, co obecnie określa Skinny’ego w sztuce, co czyni go takim, jaki jest. Szkoda więc wnikać w ten utwór głębiej – przynajmniej na razie 🙂 Niech każdy ma okazję przeżyć swoją odkrywczą podróż.

11. Nobody Comes

To utwór, który najczęściej wybrzmiewa z moich głośników. I też ten moment, w którym Skinny mnie ostatecznie zaskoczył. Długo kazał czekać na TEN moment, ale muszę przyznać, że było warto. Sięgając po “The Skin I’m In” spodziewałam się mocnej elektroniki i “męskich” brzmień. Poprzednie utwory mile zaskoczyły swoją wewnętrzną kontrastowością, ale nie miały tego dramatycznego liryzmu, który pojawił się w “Nobody Comes“. No cóż – smyczki mają magiczną moc. I jak się okazuje, ich odpowiedzialne wykorzystanie, może pomóc w stworzeniu naprawdę magicznej kompozycji. Trzeba przyznać, że siłą “Nobody Comes” jest muzyka. Wokal w tym momencie staje się jedynie dopowiedzeniem. Różnorodność przedstawiana w warstwie pozatekstowej jest głównym narratorem – to tutaj jest przestrzeń ekspresji całej emocjonalności.

Jest również kolejne zaskoczenie – to wyciszanie utworu, które przypomina prawdziwą agonię. Jeżeli oddać by się we władanie muzyce, to jest to ten moment, w którym osiągamy prawdziwe wyciszenie.

 

12. Of Our Love

To ciekawe podsumowanie pierwszego solowego krążka Skinny’ego. Przede wszystkim ujmujący jest spokojny wokal. Bez zbędnych krzyków, bez sztucznej ekspresji. Emocjonalność jest w bardzo naturalny sposób podana w czytelnej dla odbiorcy linii melodycznej. Są również elementy dekoracyjne, na które – przy kolejnym odsłuchu utworu – po prostu się czeka (np. 2:22). Potrzeba wyjątkowej wyobraźni muzycznej, aby nieskomplikowany w swej strukturze utwór przyozdobić, ale tą “ornamentyką” nie zniszczyć tego, co najpiękniejsze, czyli prostoty i czytelności zarazem.

SKINNY

THE SKIN I’M IN

Obecnie jestem już po kilku solidnych odsłuchach płyty. Może nawet kilkunastu 🙂 Ale odpowiedź na wyżej wspomniane obawy otrzymałam już przy pierwszym spotkaniu z “The Skin I’m In“.

1. MĘSKI WOKAL

Jest nieprzekombinowany, bez zbędnej dekoracyjności, która w przypadku wielu wokalistów przeradza się w groteskę lub tragikomedię. Jest “prosty” (w pozytywnym znaczeniu), a poprzez to – autentyczny. W wokalu słychać Skinny’ego. A co najważniejsze – w ciekawy sposób równoważy “matematyczność” warstwy muzycznej z emocjonalnością, która jest nieodłącznym elementem sztuki, jej siłą napędową.

2. PRZEMYŚLANA ELEKTRONIKA

Pomimo tego, że obawiałam się jej dyktatury – mile się rozczarowałam. Zdecydowanie jest, ale podana w sposób wyważony. Na płycie znajdą coś dla siebie i miłośnicy trip-hopu, i czystej elektroniki w stylu Jeanna-Michella Jarre’a, i też Ci, którym najbliższe są brzmienia gitary – akustycznej i elektrycznej.

3. RÓŻNORODNOŚĆ I NIESPODZIANKI MUZYCZNE

Różnorodność i niejednoznaczność to nie tylko ciekawe akcenty, zaskakujące dysonanse, niekiedy też zabiegi oparte na aporii. To również umiejętność łączenia skrajnych żywiołów, instrumentów pochodzących – wydawałoby się  – z zupełnie odrębnych światów.

 

REASUMUJĄC – PŁYTĘ MOGĘ Z CZYSTYM SERCEM POLECIĆ 🙂

A dla zainteresowanych – przypomnienie. PREMIERA JUTRO, TJ. 17.06.2016 r. 🙂

OCENA
  • 9/10
    Okładka/opakowanie - 9/10
  • 9/10
    Muzyka - 9,5/10
  • 9/10
    Wokal - 9,5/10
  • 8/10
    Teksty - 8/10
9/10

Podsumowanie

To mocne wejście Skinny’ego. Muzyka charakterna w bardzo dobrym opakowaniu. Czuć tutaj serce, które Artysta pozostawił. To płyta, do której można wielokrotnie wracać. Brawo Michał!

Sending
User Review
0 (0 votes)

Przeczytaj również...

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *