Aga Zaryan – High & Low – Recenzja

Twórczości Agi Zaryan przyglądam się od dłuższego czasu – wsłuchuję się uważnie w ścieżki którymi podąża, widzę niejednoznaczność. A może to po prostu ciągła walka o artystyczną wolność i niezależność? Kiedy więc trafiła do mnie jej najnowsza płyta – “High & Low” – ponownie podjęłam poszukiwania odpowiedzi.

Zacznijmy od tego, że Aga Zaryan nie brzmi komercyjnie. Nie nadaje się do radiowej sieczki, po której w głowie zostaje tylko “bum-bum”. Jednak takie niedopasowanie, a wręcz “nieprzystojność”, nie gwarantuje sukcesu i nie jest 100% receptą na udaną muzyczną przygodę.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam okładkę płyty “High & Low” poczułam lekkie zmieszanie. Miałam wrażenie, że przyglądam się reklamie salonu kosmetycznego, albo, że z płytą dotarł do mnie Revitalash. 🙂 U Rossmanna byłoby chyba więcej czerwieni… Tak myślę. Pół-żartem, pół-serio… ale nie jest to w moim odczuciu udana oprawa – dla żadnej muzyki. Są pewne wzorce kulturowe, utarte schematy, które – poprzez swoje stałe wykorzystywanie – narzucają odbiorcy pewną konkretyzację. W skrócie – budzą jednoznaczne skojarzenia. Wykorzystanie ich w odmiennym kontekście może być elementem gry, ale musi to być przemyślana gra. Dla mnie w tej oprawie zabrakło… Agi Zaryan. Bo, pomimo iż niemal całą okładkę stanowi jej twarz, to… w zasadzie nic nie mówi o artystce.

Pamiętajcie, drodzy producenci i artyści, że okładka i oprawa płyty ma ogromne znaczenie w marketingu – to ona będzie głosem artysty na sklepowej półce. A okładka do “High & Low” jest dla mnie nijaka, asekuracyjna, tak sterylna, że aż strach ją dotknąć. I zapowiada taki właśnie materiał.

Na szczęście – tutaj już wyprzedzam fakty – to najsłabszy punkt “High & Low“. Warto więc przymknąć oko na to, co zewnętrzne, i dotrzeć do najgłębiej skrywanych sekretów albumu. A jest ich sporo!

High & Low” tworzy 12 kompozycji, których po prostu nie da się jednoznacznie zaklasyfikować. Bardzo podoba mi się takie podejście do muzyki. Ale – nie ukrywajmy – aby móc tworzyć piękne mozaiki, trzeba mieć wyobraźnię artystyczną, umiejętność doskonałego łączenia muzycznych barw i wrażliwość na niemal niedostrzegalne subtelności. Aga Zaryan wydobywa je jednak na światło dzienne. Mało tego – zgrabnie je eksponuje, tworząc z nich bohaterów swoich opowieści.

High & Low” to propozycja anglojęzyczna. Tutaj trochę żałuję, bo artystka pięknie brzmi po polsku, a osobiście wolę rodzime muzyczne dialogi. To jednak subiektywna dość preferencja, która w żaden sposób nie ujmuje płycie. Wróćmy więc do albumu…

Jest spójny – pomimo całej swojej różnorodności. Mam wrażenie, że Aga Zaryan stara się zdefiniować w tych 12 utworach swój własny styl. To dla mnie nowe brzmienie jazzowe – może się mylę, a może po prostu nie dotarłam jeszcze do podobnych kompozycji, ale “High & Low” wychodzi poza utarte brzmienia i rozciąga jazz na sąsiadujące z nim ziemie. I – o dziwo! – nie są to chwilowe zapożyczenia. W “High & Low” słychać mocny, stały związek jazzu z funkiem, a nawet z R&B. To trochę jak przeszczep – kiedy jazz otrzymuje nowe płuca, i od teraz właśnie nimi zaczyna oddychać. W konsekwencji – płyta brzmi i znajomo, i świeżo, niemal zaskakująco. Wystarczy wsłuchać się chociażby w otwierający ją utwór – “Back“.

Kolejna rzecz warta podkreślenia – naturalność brzmienia. Im bardziej żyję w świecie, w którym każdy może nagrać płytę, a syntezator zrobi za niego całą ścieżkę dźwiękową, odpowiednie oprogramowanie natomiast zastąpi każdy instrument, tym bardziej cenię sobie czyste, piękne brzmienie instrumentów. Bo grać trzeba umieć. A jeszcze więcej trzeba umieć, aby tę grę łączyć z wokalem – dopasować narracje poszczególnych instrumentów, w odpowiednim momencie oddać im pierwszeństwo i pozwolić opowiadać. Tak jak np. w “Not Here For Long“, kiedy urzekające przejścia tworzą trąbki. Nie ma ich za dużo, nie krzyczą w tym utworze – są tłem, ale też otrzymują swoje przysłowiowe 5 minut. I dodają całej kompozycji pikanterii, niemal na granicy erotyzmu. Brawo za tę równowagę! Jest urzekająca i rozbudza apetyt.

Natomiast “Spirit Voices” to kolejne zaskoczenie na “High & Low“. Utwór, który brzmi zupełnie inaczej, a jednak – pozostaje w korespondencji z drogą i narracją, którą Zaryan wybrała. Tutaj jednak jazzowa improwizacja zostaje zepchnięta na rzecz błogiej, lekkiej beztroski. A sama Artystka przenosi odbiorcę w nieco bardziej żywiołowe klimaty. “Spirit Voices” odsłania kolejne karty z możliwości Agi – inspirująca bossa nova w jej wykonaniu jest czymś wyjątkowo smacznym.

Ulubiona kompozycja z “High & LowAgi Zaryan? A i owszem! Na pewno będę wracać do dwóch utworów. Pierwszym z nich jest “A Story From A Tram (Listen, Little Man)“. Przepiękna narracja, idealne wręcz połączenie. No i nakładające się linie melodyczne z wokalem Zaryan podkreślają przestrzenność brzmienia. To dla mnie utwór doskonale smakujący z porannym espresso. Rozbudzający, optymistyczny w brzmieniu, ale i niegłupi – wymagający podążania za narracją. I naprawdę urzekające jest to, jak rozwijana jest partia instrumentalna, jak kolejni jej bohaterowie dołączają się do tej historii i zmieniają jej kolory. Cudowne! To utwór, który spokojnie można ocenić jako 10/10!

A drugi to “Geri (In Memory Of Geri Allen)“.  Uwielbiam propozycje, które zmuszają podążania za kontekstem, do jego poznawania. Są po prostu motorem napędowym do odkrywania świata – w tym przypadku świata Agi Zaryan. Przyznajcie się – ilu z Was wsłuchiwało się z utwory Geri Allen? No właśnie… Ja też nie. Ale nadrobiłam – dotknęłam przepięknego obszaru dzięki Adze. Poznałam fantastyczne i obce mi dotychczas brzmienie panina. A potem wróciłam do utworu Zaryan i znalazłam tam nutkę mistycyzmu, swoiste pragnienie transcendencji, po którą świadomie się sięga. To się po prostu nazywa piękno 🙂 A dodatkowy plus i ogromna przyjemność, że to kolejny utwór na płycie “High &  Low“, który jest naprawdę ZUPEŁNIE inny.

Podsumowując. Jeżeli chodzi o okładkę – jestem całkowicie na nie. Ale “malkontencić” nie będę, bo materiał, który przygotowała Zaryan, jest naprawdę dobry, wyrafinowany, pełen subtelności, kobiecości w najpiękniejszej odsłonie. I proszę we wspomnianej “kobiecość” nie doszukiwać się naiwności, infantylizmu, trywialności i banału. “High & Low” to dojrzała propozycja, która wymaga od odbiorcy uwagi i zaangażowania. Pod kompozycjami, które są na tej płycie, kryje się kobieta w pełni świadoma siebie. A spotkanie z taką kobietą to zawsze wyzwanie – nawet, jeżeli to spotkanie przy kawie 🙂

Podsumowanie
  • 5/10
    Okładka/opakowanie - 5/10
  • 10/10
    Muzyka - 10/10
  • 9/10
    Teksty - 9/10
  • 9.5/10
    Wokal - 9.5/10
8.4/10

Summary

Najsłabsza strona płyty to zdecydowanie okładka, której kompletnie nie rozumiem. Nie wiem co autor miał na myśli, co chciał przekazać taką kompozycją graficzną. Najsilniejszym i niepodważalnym atutem “High & Low” jest muzyka – naprawdę wyjątkowa i niepowtarzalna. A w muzyce raczej chodzi o… muzykę 🙂 Więc płyta bez wątpienia godna polecenia.

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *