Ania Wyszkoni – Recenzja Platynowej Edycji “Jestem tu nowa”

Bardzo, ale to bardzo nie lubię tych wszystkich edycji “złotych”, “platynowych”, siakich i owakich. Są jak odgrzewane kotlety. Jednak Reedycja albumu “Jestem tu nowaAni Wyszkoni to nieco inna kwestia – zaskoczenie w kilku kwestiach. Materiał warty jest recenzji i poświęcenia mu kilku zdań.

Wrócę do początku, czyli do odpowiedzi na pytanie dlaczego edycje platynowe albumów są przeważnie jedną wielką porażką. Ponieważ eksponują artystyczny marazm wokalisty – jego brak pomysłu na siebie w danym okresie. Są taką kropką nad “i” w momencie, kiedy zewsząd czuć oddziaływanie, że “czas najwyższy coś wydać”. A pomysłów brak. I co wtedy? No najlepiej poczekać z rok, dwa i wydać coś jubileuszowego. Najlepiej jeszcze bez wysiłku, czyli po prostu skopiować na nowy albumik stare utwory. Albo właśnie wypromować edycję platynową – dodać może jakiś bonus (albo i nie…), wrzucić kilka nowych linii do projektu okładki – i jest! Niech się sprzedaje.

To zabieg bardzo niskich lotów – nastawiony na komercję. I przykry w odbiorze. Właśnie dlatego w chwili, gdy usłyszałam, że Ania Wyszkoni ma w planach wydanie platynowej edycji “Jestem tu nowa“, ogarnął mnie sceptycyzm. Naprawdę nie spodziewałam się niczego po tym albumie. Ani po jego zawartości, ani tym bardziej po opakowaniu.

I tutaj pierwsze zaskoczenie – zanim włożyłam płytę do odtwarzacza. Estetyka płyty całkowicie odbiega od poprzedniego, dobrze już znanego wszystkim wizerunku Wyszkoni. Kto by się po niej spodziewał tak odważnych, żywiołowych, niemal wgryzających się w oczy kolorów? No nie da się przejść obojętnie obok półki sklepowej z tą płytą, nie zwracając na nią uwagi. Ona zdaje się krzyczeć. Jest to całkowite odejście od tego, co prezentowała wersja podstawowa “Jestem tu nowa“, wydana rok wcześniej. Odbiorca odnosi więc wrażenie, że dostaje do rąk zupełnie nowy materiał. To obietnica czegoś, co nie zostało przygotowane “z braku laku”, ale nowego, ciekawego konceptu artystycznego – czegoś, co Artystka ma do powiedzenia.

No i kolejna rzecz związana z promocją krążka, ze sferą wizualną. Nie wiem czy ktoś o tym pisał czy też odbiorcom to umknęło, ale… teledysk został przygotowany w wersji dedykowanej urządzeniom mobilnym! Tak, to jest coś – bo to całkowity przełom w polskiej scenie muzycznej! W ogóle w scenie muzycznej – to milowy krok, który świadczy o tym, że Ania Wyszkoni gromadzi wokół siebie ludzi postępowych, odważnych. Niby nic, ale dużo zmienia, bo mnie, jako odbiorcy, daje świadomość tego, że nad Platynową Edycją “Jestem tu nowa” ktoś po prostu mocno pracował. Z przyjemnością czyta się więc taki materiał.

Wrócę jeszcze na chwilę do okładki, bo jest ona dla mnie naprawdę ujmująca. Nie zaliczam się już do nastolatków od dekady, mogę więc pozwolić sobie na nutkę sentymentalizmu… gdyż okładka Platynowej Edycji “Jestem tu nowaAni Wyszkoni tak cudnie nawiązuje do grafiki kaset, które w latach 80. i 90. królowały na rynku muzycznym. Każdy, kto jeszcze pamięta lub trzyma w domu kolekcje kaset, wie jak mistrzowskim zabiegiem było umieszczanie (w sposób czytelny) spisu utworów na niewielkim zgięciu okładki. Ania Wyszkoni bawi się z tą konwencją, wykorzystując ją na swoim albumie. Jest to świeże, ujmujące, estetyczne i oryginalne. Bawi oko i budzi sentymenty. Brawo!

Muzycznie płyta także ujmuje – z jednej strony można być czepialskim i uwziąć się na brak nowego materiału. Jednak Ania Wyszkoni chyba za wczasu przygotowała się na krytykę malkontentów 🙂 Bo Platynowa Edycja “Jestem tu nowa” to naprawdę obszerny materiał, złożony z 2 CD, które oferują ponad 2 godziny dobrej muzyki! Co więcej – drugi krążek to nie tylko akustyczne nagrania Live najpopularniejszych utworów z płyty, ale również kilka dźwięków, które można było dotychczas usłyszeć jedynie na koncertach Artystki. Ujmujące są więc “Oczy szeroko zamknięte“, które pamiętają wszyscy fani Łez. Takiej wersji jednak nie znajdą na płytach i koncertach zespołu. Ta wersja zdejmuje z utworu brzemię smutku i samotności, a pozostawia jedynie delikatną słodycz nostalgii. Można więc dźwiękami odczarować utwór? No można! 🙂

Podsumowanie
  • 10/10
    Okładka/opakowanie - 10/10
  • 8.6/10
    Muzyka - 8.6/10
  • 8/10
    Teksty - 8/10
  • 9.5/10
    Wokal - 9.5/10
9/10

Ocena

Najsilniejszą stroną jest świeży wygląd wydawnictwa – z pomysłem, oryginalnie, zaskakująco i ujmująco. Dokładając do tego ciekawe podejście do promocji i nakręcenie singla w wersji wertykalnej, nie pozostaje nic innego jak dać komplet punktów za opakowanie/okładkę, czyli estetykę płyty.

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *