Anita Lipnicka & The Hats – Miód i dym

Magdalena M. Jaroń

Długo zapowiadana płyta Anity Lipnickiej miała być odważnym połączeniem zmysłowości i słodyczy z siłą i energią. Ale czy takie połączenie w ogóle jest możliwe? Czy nie prowadzi do kakofonii?

Przyznam szczerze – odsłuchując pierwszy raz “Miód i dym” spodziewałam się efektu groteski ze sporą dozą “przedobrzenia”. Czekałam na moment, w którym będzie “za słodko”, a zaraz po nim “zbyt agresywnie”. Czekałam na przepaść pomiędzy tymi pierwiastkami, w którą Artystka mnie wrzuci, a potem będę mogła napisać, że jej tego nie jestem w stanie wybaczyć.

Ale tak się nie stało. I muszę przyznać, że po odsłuchaniu całego albumu czuję się mile skarcona przez Anitę za swoje wydumane uprzedzenia. Faktem jest, że to wydawnictwo zupełnie inne, różniące się od dotychczasowych poczynań Lipnickiej. Jednocześnie jednak nie można mu odmówić charakterystycznej dla Anity lekkości, delikatności na granicy balladyczności. To wszystko jest!

Wróćmy jednak do samego krążka. “Miód i dym” otwiera utwór “Z miasta“, który też Lipnicka wybrała jako jeden z singli promujących płytę. I słusznie, bo utwór ten od razu zdobył moje serce. Jest łagodny, niekrzykliwy… Czyli co? Jednak nie trzeba dzisiaj krzyczeć w niebogłosy, aby dotrzeć do odbiorcy? No nie trzeba Drodzy Artyści, nie trzeba… 🙂 Lipnicka wychodzi więc z ciszy, ale to nie oznacza, że w niej chce pozostać. Wręcz przeciwnie. Ale jej muzyczne wybory są bardzo starannie przemyślane i to słychać. “Z miasta” jest doskonałą zapowiedzią tego, co się za chwile wydarzy – to początek podróży. Lipnicka wychodzi ze świata, w którym dotychczas tkwiła i do tego samego zaprasza odbiorców. Jeżeli więc ktoś ma ochotę na zmianę, na ucieczkę w nieznane, to rzeczywiście – po tym utworze już chyba nic go nie powstrzyma.

To, co jeszcze należy Lipnickiej oddać, to bardzo ciekawy kompromis pomiędzy wyrazistością a delikatnością. W tym klimacie udało jej się utrzymać niemal wszystkie utwory z płyty.

Chce tu zostać” to jeden z moich faworytów z płyty. Utwór refleksyjny, ale nie wpadający w smutek. Tutaj naprawdę można zachwycić się głosem Anity. Co jednak dla mnie, jako filozofa, najciekawsze, to mocne zakorzenienie projektu w określonym nurcie. Bo o ile po utworze “Z miasta” mogłam mieć podejrzenia o korelacje z koncepcją Jean-Jacquesa Rousseau, to tak naprawdę “Chcę tu zostać” całkowicie mnie w tym ugruntowało. Sporo w narracji Anity Lipnickiej elementów przyrodniczych, które po prostu dają poczucie wolności. Jeżeli się ucieka, to z miasta, jeżeli zostaje – to wśród traw i pól.

Miód i dym” nie jest projektem przekombinowanym muzycznie. Ale bez wątpienia nie można tej płyty nazwać przeciętną czy bezbarwną. Ma swój styl, w który wkrada się iście hipisowska wolność. Lipnicka postawiła tym razem na coś niedzisiejszego – weszła w świat dźwięków dalekich od elektroniki, która podbija polskie rozgłośnie radiowe. I w tym również obrazuje swój powrót “do natury” – tak bliski nawoływaniu Rousseau 🙂 Można więc i w tekście i w samej warstwie brzmieniowej odnaleźć wolność właściwą tylko tylko naturze.

Bardzo, ale to bardzo dobrze, że “Miód i dym” ukazuje się zaawansowaną jesienią. Bo wnosi sporo energii do listopadowej szarugi. Sięgając po banjo, delikatne smyczki, czy też subtelne piano, Lipnicka wyciąga to co najlepsze z amerykańskiego folku. Nie boi się też zaczerpnąć inspiracji z alt country czy bluesa. I dzięki tak niezwykłej mieszance udaje jej się zamknąć na płycie wszystkie zapachy lata. Nie można bowiem odmówić tej płycie tego, że przesiąknięta jest promieniami słońca. Jest. I realnie, po jej odsłuchaniu, chce się uciec z miasta.

Miód i dym” to chyba najciekawszy z dotychczasowych projekt Lipnickiej. Dotychczas Anita trzymała się dość balladycznych dźwięków, pozostając tym samym bardzo liryczną. Teraz zyskała wolność, dzięki której brzmi optymistyczniej. I nawet w tych spokojniejszych kawałkach z płyty odnaleźć można zupełnie inną Lipnicką. A zmiana ta cieszy – bardzo cieszy! Jak widać i słychać – współpraca z The Hats wyszła – nie tylko Artystce, ale i nam wszystkim – na dobre 🙂

Podsumowanie
  • 8/10
    Okładka/opakowanie - 8,5/10
  • 10/10
    Muzyka - 10/10
  • 10/10
    Wokal - 10/10
  • 9/10
    Teksty - 9,5/10
9/10

Ocena

Zdecydowany plus za duety, które wnoszą dużo urozmaicenia (szczególnie damsko-męskie duety). Ogromny plus za zestaw instrumentalny, który dodaje projektowi wyjątkowej energii.

Sending
User Review
5 (1 vote)

Przeczytaj również...

1 komentarz

  1. Podpisujemy się pod każdym słowem Twojej recenzji! 🙂 “Miód i dym” to nieco inna Anita Lipnicka, a ta wolność naprawdę cieszy. Pozostaje nam tylko polecać ten tytuł wraz z Tobą! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *