Anna Maria Jopek – Ulotne – Recenzja

Wyobraź sobie, że budzisz się o świcie w starej chatce na polu. Otwierasz okna, rozsuwasz okiennice, i pozwalasz, aby otaczająca Cię mgła weszła do ciepłej jeszcze izby. Powoli się rozbudzasz – czujesz, jak każdy zmysł z osobna budzi się do życia. I dostrzegasz piękno w kolorach szarości i mętnym krajobrazie. Tak właśnie smakuje najnowsza płyta Anny Marii Jopek – “Ulotne“.

Jak zwykle Anna Maria Jopek ignoruje radiowe trendy – to artystka, której kompletnie nie interesuje to, co się sprzedaje. Wierna pozostaje własnej estetyce dźwięku, i to słychać.

Ulotne” to płyta jesienna, przeplatająca chłód z żarem. Bez wątpienia ujmujący jest zestaw instrumentów – wyraziście zaakcentowane partie smyczkowe i saksofonowe (już od pierwszego utworu – “W polu lipeńka” – słychać je bardzo wyraźnie). I tutaj należy podkreślić ogromny zmysł artystyczny – zarówno Anny Marii Jopek, jak i współtworzącego z nią tę płytę Branforda Marsalisa. Równowaga między jazzowymi improwizacjami, wirtuozerią dźwięku pełną wolności, a pięknie utkanymi, nieudziwnionymi liniami melodycznymi – została zachowana. Nie ma dysharmonii. Artyści ze sobą nie walczą, nie ma na płycie żadnej bitwy o dominację. Słychać natomiast harmonię, a ona daje poczucie piękna i porządku.

Oczywiście błędem byłoby nazwanie płyty “Ulotne” melancholijnej. Jest za to dojrzała – to chyba najlepsze słowo. Wystarczy wsłuchać się chociażby w drugi utwór na krążku – “W kadzilańskim boru“. Jest tam subtelność, delikatność, zmysłowość i łagodność uzupełniona dźwiękiem fletu. Osobiście muszę przyznać, że uwielbiam ten utwór – jest on pełną, zgrabnie opowiedzianą historią, która rodzi się z delikatności. Rozwija się na oczach odbiorcy. W drugiej części zmienia się zarówno energia zamknięta w głosie Anny Marii Jopek, jak również dominanta instrumentalna – już nie flet, a saksofon okazuje się przewodnikiem w tej podróży. Tak zgrabnemu, przemyślanemu przejściu, które nawet trudno zauważyć, należy przyklasnąć!

Praktycznie cała płyta utrzymana została w spójnej narracji, łączącej w sobie wątki folkloru, zamiłowania do muzyki etnicznej, jak i wolności rysowanej smooth-jazzowymi inspiracjami. Dobrze się tego słucha – nawet, jeżeli utwory wydają się znajome, zaskakują świeżością.

Nie brakuje na tej płycie także drobnych uśmiechów. Takim jest chociażby wejście w linię melodyczną utworu “Patrz i słuchaj“. Z dość melancholijnego wstępu artystka wrzuca nas w świat pełen żywych, rozbudzających dźwięków. Co najważniejsze – pomimo tak nagłego przejścia wykonanie nie budzi poczucia dysharmonii, sztucznego zestawienia obcych sobie światów. Wręcz przeciwnie! Płynność przejścia w tak szybkim przejściu zachwyca kunsztem i wyobraźnią artystyczną.

Dodać również muszę, że płyta “Ulotne” ujmuje bogactwem instrumentalnego brzmienia – jego autentycznością, która jest tak ważna w świecie elektroniki. Zachęcam do tego, by wsłuchać się w przepiękny ascetyzm brzmienia utworu “Niezauważone“, rozpoczynającego się od dźwięków pianina, któremu z czasem wtórują pozostałe instrumenty – smyczki, perkusja, saksofon… To jest właśnie muzyka – historia pisana i opowiadana dźwiękiem.

Najnowszy krążek Anny Marii Jopek zachwyca wewnętrznym ładem, harmonią, a przede wszystkim lekkością. To doskonała recepta na długie, jesienne wieczory i mgliste poranki. Przy takiej muzyce można cieszyć się każdym dźwiękiem, odpoczywać i budzić się do kolejnego dnia.

 

Podsumowanie
  • 9.2/10
    Okładka/opakowanie - 9.2/10
  • 10/10
    Muzyka - 10/10
  • 8.1/10
    Teksty - 8.1/10
  • 10/10
    Wokal - 10/10
9.3/10

Ocena

Najsilniejszą stroną płyty jest muzyka – spleciona w spójną koncepcję, jednolitą historię, która jednak nie nudzi, a zachwyca różnorodnością.

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *