BEATA! Nie daruję Ci tej nocy!

Oj, mówiło się w światku i półświatku o Beacie, gdy tylko  na muzycznym rynku pojawił się jej ostatni album – “B3”. I w zasadzie więcej się mówiło o niej, niż o samej płycie. W tak zwanym międzyczasie przyszedł też czas przeprowadzki Kozidrak do Warszawy, a wraz z nim – nowe tematy do dyskusji. Bo jedna z największych ikon polskiej sceny muzycznej sama robi zakupy. I nikt jej wózka sklepowego nie pcha, nikt toreb z zakupami nie chowa do bagażnika, nikt jej nie zawozi do domu… I gdzieś pomiędzy beztrosko toczącymi się po bagażniku wokalistki pyrami, a upchniętą zgrzewką wody mineralnej zabrakło miejsca na… dyskusję o muzyce. A szkoda, bo nie listy zakupów Beaty Kozidrak, ale jej głosu i obecności na scenie potrzebujemy najbardziej.

Fot. Michał Pańszczyk

Na szczęście Beata jest, śpiewa, tworzy, pisze teksty i stale podnosi poprzeczkę wytyczając tempo i kierunek polskiej scenie muzycznej. Czas więc słowom oddać im właściwą przestrzeń i pozwolić im “mówić” o muzyce.

Fot. Michał Pańszczyk

Zacznę od tego, że trasa koncertowa Beata. Exclusive Tour to świadectwo tego, że Beata i jej Team mają żyłkę do hazardu. Postawili wszystko na jedną kartę – może licząc też na szczęście nowicjusza? Nieraz słyszy się o “szczęściarzach”, którzy weszli do kasyna z 5 dolarami w kieszeni, wyszli z milionem. Mit? Legenda? Pokusa? Kto wie – ale po niedzielnym koncercie w Bydgoszczy mam wrażenie, że Beata po raz kolejny pociągnęła za dźwignię jednorękiego bandyty… i wygrała fortunę ludzkich serc.

Na samym początku zaznaczyć należy rzecz prozaiczną, o której w zasadzie mało kto pamięta. To marketing. Bez promocji – przemyślanej, strategicznej, równomiernie zaplanowanej i realizowanej w czasie, nic by się nie odbyło. Od kilku, a nawet kilkunastu tygodni w Bydgoszczy czuć było rosnące napięcie. Ktoś za tym stoi 🙂 Ktoś je budował, subtelnie podsycał płomień ciekawości. Dawkował emocje i dawał uczucie niedosytu. Nienachalna, ale wyrazista strategia zaowocowała wypełnioną salą koncertową. To ma znaczenie, bo Bydgoszcz nie zawsze jest łaskawa dla artystów.

Fot. Michał Pańszczyk

Druga kwestia, która też bardzo często (niesłusznie!) pomijana jest w dyskusjach na temat muzyki, to – o paradoksie! – strona wizualna koncertów. W przypadku muzyki granej na żywo jest to element, który musi zostać dopięty na ostatni guzik. Trendem ostatnich lat jest bombardowanie widza różnorodnymi bodźcami – podobno jesteśmy już tak wymagający i znudzeni muzyką, że potrzebujemy show, aby cieszyć się dźwiękami. Bujda, panowie szlachta. BUJDA! Cały czas tkwimy w kulturze okulocentrycznej – jesteśmy wzrokowcami! I lubimy porządek przestrzeni – wtedy czujemy się bezpiecznie i możemy skupić całą swoją uwagę na tym, co naprawdę ważne. Nie potrzebujemy wielkich wizualizacji – potrzebujemy Artysty, jego ciepłych oczu i równie życzliwego co spojrzenie głosu, jego gestów i bliskości. Artysty, moi drodzy. Ale by poczuć tę bliskość potrzebujemy starannie przygotowanej przestrzeni – takiej, która da poczucie intymności w tym dziwnym spotkaniu. Takiej, która uzupełni muzykę. I tutaj chylę czoła przed Michałem Pańszczykiem, który z chaosu swoich myśli wyłonił taki przyjemny dla oka porządek będący wizytówką trasy Beata. Exclusive Tour.

Słów kilka o tym, dlaczego to dla widza ważne…

W spotkaniu z muzyką liczy się intymność. Tworzy ją Artysta, ale sam nie zbuduje atmosfery. Michał stworzył Beacie wyjątkowe narzędzie – rozłożył scenę jak ramiona, tak, ażeby objęła ona wszystkich i pozwoliła im pozostać w samym środku. Rozciągnął jej granice, a tym samym – zatarł bariery (tutaj filologiczne wtrącenie: te same granice/ramy, o których pisał Łotman 🙂 ). Dzięki temu Beata otrzymała do dyspozycji przestrzeń, którą mogła sobie całkowicie zawłaszczyć – nie musiała konkurować z wizualizacjami, dodatkowymi efektami, tancerzami. Tak przygotowana scena od początku do końca czyniła wokalistkę jedynym i bezapelacyjnym gospodarzem tego miejsca.

Fot. Michał Pańszczyk

Do tego wszystkiego doliczyć należy harmonię i ład, czyli równowagę między bogactwem, blichtrem wyrwanym prosto z przepełnionych blaskiem ulic Las Vegas, a minimalizmem – nierozpraszającym, skupiającym całą uwagę na Artystce. A nad jej głową fenomenalny napis niemalże wykradziony z Broadway’u: “Beata.“. I w zasadzie muszę przyznać, że najbardziej podobała mi się ta kropka na końcu. Bo trzeba mieć w sobie wyjątkową siłę, wiarę w samego siebie, instynkt wojownika, aby sobie zaufać. A Beata – zaufała. Jak hazardzistka w jedną z najbardziej gorących nocy w Las Vegas – postawiła wszystko na siebie. I koniec. I kropka.

Fot. Magdalena M. Jaroń

Cóż – aranżacja stała się wyraźną obietnicą dobrej zabawy. Szalonej podróży, a nawet rozpusty w świecie dźwięków. I bez zbędnych wstępów i epopei na temat muzyki trzeba przyznać: Beata. Exclusive Tour to trasa warta każdych pieniędzy.

Fot. Michał Pańszczyk

Po pierwsze: starannie opracowana setlista, w której dominuje zabawa, ale nie brakuje też nuty melancholii, którą tak kochamy. To naprawdę różne przestrzenie – począwszy od szalonego Józka…, przez przyprawione kubańskim żywiołem Żal mi tamtych nocy…, liryczne Belle Ami, aż po mocne i emocjonalne U stóp szklanych gór. Jednym z moich ulubionych momentów (i aranżacji), kiedy to naprawdę można było poczuć swingowo-jazzową duszę Zachodu była Ameryka. Na te kilka minut Beata zamieniła się w broadway’owską Divę.

Przy repertuarze zwrócić też należy uwagę na obecność utworów starszych i najnowszych (z ostatniej płyty). Zarówno wieloletni fani Beaty, jak i widzowie sporadycznie spotykający się z jej twórczością otrzymali więc łakomy kąsek koncertowy. Można powiedzieć, że Beata wjechała na imprezę z naprawdę ogromnym tortem muzycznym – wszyscy najedli się do syta.

Po drugie: obserwując Beatę na scenie zrozumiałam, jak ważne jest prowadzenie koncertu “z publicznością” (nie “dla publiczności”). “Dla” zawsze tworzy granicę, między tym kto daje, a tym, kto otrzymuje. A Beata postawiła na “Z”. Błahe. Proste. Trywialne wręcz. Ale doprowadziło do tego, że od połowy koncertu cała Filharmonia Pomorska stała, a po kolejnych utworach Artystka otrzymywała tak głośne i długie brawa, że dla niejednej wokalistki mogą być one wymarzoną nagrodą po koncercie. A u Beaty? Gdyby nie zdyscyplinowani muzycy, którzy kolejnymi dźwiękami przerywali brawa i pozwalali Artystce rozpocząć kolejny utwór, brawa trwałyby, trwały, trwały i trwały… A to wszystko wiąże się też z niezwykłą relacją – więzią, którą Beata od pierwszych dźwięków buduje z publicznością. Bawi się swoim ciałem na scenie, uwodzi uśmiechem, wzrusza swoim wzruszeniem, cieszy dystansem do samej siebie – tym samym, którego nam wszystkim tak bardzo brakuje…

Fot. Michał Pańszczyk

Artyści stający wobec publiczności, jako grupy zwyczajnych zjadaczy chleba, tworzą show. Beata postawiła na indywidualność – nie swoją, ale tych, którzy znaleźli się naprzeciwko niej. W trakcie całego koncertu zdawała się dzielić siebie – tak, aby starczyło jej dla każdego. I to skutkuje. Nie stworzyła show, ale zbudowała relację.

Po trzecie: muzyczna świeżość, którą zaprezentował cały zespół, na długo pozostanie w mojej pamięci. To trudne, aby zaskoczyć tak, niemalże ogranym na wszystkie możliwe sposoby utworem, jak Józek, nie daruję ci tej nocy… A jednak! Odrobina odwagi, wyobraźni i wytrwałości, aby iść pod prąd – ot recepta na powiew świeżości.

Na koniec wspomnę o jeszcze jednej kwestii. Beata ma ogromny skarb – ZAUFANIE, którym darzy osoby, z którymi współpracuje. Ma na scenie chórek i muzyków, których może ze spokojem pozostawić sam na sam z widownią i być spokojną o to, że podtrzymają gorącą atmosferę. Ufa im. Ma za swoimi plecami artystów, którzy są w stanie zadbać o każdy detal sceny – tak, aby to ona mogła być gwiazdą. Ufa im. I to widać – naprawdę przyjemnie się na to patrzy. Artyści bardzo często nie zdają sobie sprawy z tego, jak wiele z “zaplecza” ujawnia się w trakcie występu. Jednak na scenie wszystko rzucone zostaje w światło reflektorów: także to, w jaki sposób przygotowują się do koncertu i spotkania z publicznością.

Fot. Michał Pańszczyk

W zasadzie chciałabym w tym miejscu znaleźć jakieś ALE. Ale nie potrafię 🙂 Dziwne to uczucie – nie przywykłam do sytuacji, w których chylić muszę czoła przed profesjonalizmem niebudzącym żadnych wątpliwości. Dodam tylko, że już nie pamiętam kiedy ostatni raz nie mogłam zasnąć po koncercie 🙂 … Beata. Nie daruję Ci tej nocy! 🙂

Na końcu chcę skromnie, ale od serca podziękować Michałowi Pańszczykowi oraz Ewie Tutce, manager. Dzięki Waszej kulturze osobistej i otwartości miałam okazję usłyszeć od jednej z najwybitniejszych polskich artystek: “nie boję się twojej krytyki” 🙂 Najprzyjemniejsze zdanie, jakie krytyk może usłyszeć 🙂

SETLISTA:

1. Słońce na dłoni

2. Lato jak ze snu

3. Belle Ami

4. Siedzę i myślę

5. Taka Warszawa

6. Obok nas

7. M jak miłość

8. Kiss (chórek)

9. Żal mi tamtych nocy

10. Bądź częścią mnie

11. Żywe cienie

12. Nagie skały

13. U stóp szklanych gór

14. Ameryka

15. Bingo

16. Niebiesko-zielone

17. Upiłam się tobą

18. Józek

19. I Feel Good / Earth Wind And Fire September

BIS:

20. Upiłam się Tobą

21. Niebiesko-zielone

22. Bingo

Przeczytaj również...

7 komentarzy

  1. Beaty piosenki ida ze mna od poczatku istnienia Jej zespolu.Towarzyszyly mi w zyciowych wzlotach i upadkach. Czasami dotykaly samego dna mojego serca, kiedy mialam wrazenie ze spiewa o mnie.Kazdy utwor odbieram osobiscie.Jeatesmy rowiesniczkami.Mam cala plytoteke Bajmu i Beaty.Na koncercie w Bydgoszczy moglam spelnic swoje marzenie.Przytulic Ja, chwile porozmawiac zrobic z nia zdjecia.W tamtej chwili nie bylam kolo gwiady.Usmiechala sie do mnie i zartowala ze mna zwyczajna, serdeczna, dowcipna, przystepna i szczera znajoma.Poczulam Jej wdziecznosc za moja wiernosc do niej.I to jest najpiekniejsze, co moze spotkac fana.Dziekuje Jej za to. Androna z Bydgoszczy.

    1. Zgadzam się 🙂 W relacjach z odbiorcą Beata zachwyca klasą i kulturą osobistą. To wspaniałe dopełnienie koncertu 🙂

  2. Czy mogę zapytać, ile czasu trwał koncert? Musze kupić bilet powrotny na pociąg. Nie wiem na którą godzinę 🙂

    1. Koncert rozpoczął się punktualnie (to też wielki plus!) 🙂 Trwał nieco ponad 1,5 godziny + bisy… W sumie ok. 1 godz. 45 minut 🙂

  3. To naprawdę był cudowny koncert,mam już ‘swoje lata” i na na różnych koncertach bywałam-mówiłam fajnie ale bez specjalnej euforii.Ostatni koncert którym byłam zachwycona to był koncert Anny Jantar.Na koncercie BEATY byłam z córką i wnukami czyli trzy pokolenia i wszyscy wniebowzięci.Beata na długo pozostanie w naszej pamięci-to był wspaniały występ i mówiąc szczerze byliśmy zszokowani-to nie była ta Beata z telewizji-to była wspaniała -wesoła -uśmiechnięta-wzruszająca artystka.

    1. Zgadzam się! Tylko prawdziwi Artyści potrafią łączyć pokolenia! 🙂 Dziękuję za tak piękne i osobiste wspomnienia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *