Kate Winslet – współczesny kompromis między perfekcją Meryl Streep a zmysłowością Monici Bellucci

Do 1997 roku mało kto o niej słyszał, chociaż zagrała w kilku istotnych produkcjach (Rozważna i romantyczna, Więzy miłości, Hamlet). Potem przyszedł czas Titanica Jamesa Camerona i w zasadzie od tego czasu Kate Winslet zmuszona była borykać się z wizerunkiem słodkiej i odważnej Rose. Jednak wbrew pozorom to nie Titanic zbudował jej karierę i wyeksponował warsztat aktorski.

Trudno jednoznacznie ocenić na co Winslet stawia w swojej filmografii. Najbardziej zachwyca w rolach kobiet niejednoznacznych, niosących w sobie smutek i skrywających mroczne tajemnice – Projektantka (2015), Lektor (2008), Długi, wrześniowy weekend (2013). Jednak w jej dorobku nie brakuje też infantylności, niemalże drażniącej głupoty wziętej rodem z najgorszych komedii – Chłopak na dworze króla Artura (1995), Zakochany bez pamięci (2004), Romance & Cigarettes (2005). A pośrodku tych dwu skrajności uplasować można role, które zadowalają, ale nie zachwycają, czyli chociażby postać IrisHoliday (2006) czy dr Erin MearsContagion – Epidemii strachu (2011). Jaki jest więc klucz odczytania Kate Winslet? Czy drzemie w niej dziewczęca niewinność i szalona odwaga Rose (Titanic), czy raczej kieruje nią bezwzględność Jeanine (Zbuntowana).

U większości aktorów przekleństwem okazują się role obarczone sukcesem takich produkcji jak Titanic. U innych – tak mdłe charaktery, jak Clementine Kruczynski (Zakochany bez pamięci). Będąc zupełnie obiektywnym należałoby też przyznać, że postać Rose niesie brzemię drażniącego infantylizmu i całkiem możliwe, że gdyby nie tło wielkiej tragedii drażniącej strunę emocji widza, i ta rola Kate Winslet odeszłaby w zapomnienie.

Gdzie więc tkwi źródło jej sukcesu? W filozofii. W rolach, które udało jej się zbudować na starannie przemyślanym, spójnym konstrukcie filozoficznym. Co więcej – to zawsze postaci niejednoznaczne (lub eksponujące niejednoznaczność, jak w przypadku Długiego, wrześniowego weekendu). Tam, gdzie Kate Winslet zmusza do głębszej lektury i analizy, odkrywania siebie, tam też buduje swoistą więź z odbiorcą. Spójrzmy na dwie przykładowe postaci: Hanny Schmitz (Lektor) oraz Myrtle “Tilly” Dunnage (Projektantka).

 

LEKTOR – HANNAH SCHMITZ

To zdecydowanie moja ulubiona rola Kate Winslet. Kumulacja całego jej aktorstwa w jednej postaci – Hannie Schmitz. Po zapowiedziach można było spodziewać się kolejnej, hollywoodzkiej analizy holocaustu, balansującej pomiędzy tragedią ludzkości a dramatem jednostki. Jednak dzięki postaci Hanny punkt ciężkości tego wyjątkowego dramatyzmu zostaje przeniesiony na stronę kata. Ofiary holocaustu nagle zostają “zepchnięte” na drugi plan, a widz ma okazję zmierzyć się z psychologią terroru ze strony oprawców.

 

Tutaj kluczowe okazują się pytania o moralność i świadomość, a wraz z nią – odpowiedzialność za czyny. Pamiętajmy bowiem, że Hanna była jedną z hitlerowskich więźniarek, które dopuściły i uczestniczyły w zagładzie Żydów. Jednak początek pytań o odpowiedzialność i moralność Kate Winslet udaje przenieść się na płaszczyznę codzienności – tam, gdzie lustrzane odbicie będzie w stanie odnaleźć każdy widz. Hannę poznajemy bowiem już po wojnie, kiedy wdaj się w burzliwy (i niemoralny z perspektywy obyczajów kulturowych) romans z o wiele młodszym od siebie, 15-letnim Michaelem. Za pełnymi nagości, dzikiego seksu scenami kryje się jednak coś więcej. Pragnienie. I nie jest to zwykłe pożądanie lecz pragnienie duchowe. Bowiem jeszcze w pierwszej części filmu widz ma okazję przekonać się, że burzliwy romans HannyMichaela skończyłby się natychmiast po tym, jak dojrzałej bileterce udałoby się zaspokoić swoje pożądanie. Drzemał w niej jednak większy głód, który Michael umiał zaspokoić. To głód wrażliwości udowadniającej, że człowiek to nie tylko ciało i krew, a człowieczeństwo nie jest niewolą zmysłów. Dlatego też z czasem relacja HannyMichaela przenosi swój punkt ciężkości – z seksu na wspólną lekturę literatury klasycznej.

Pytanie nr 1, które nasuwa się w trakcie poznawania losów Hanny, to pytanie o moralność i odpowiedzialność jej czynów. Uwiodła przecież nieletniego, rozkochała go w sobie i doprowadziła do współżycia. Zaraz za tym stoi pytanie o motywację jej działań – czy bardziej pragnęła seksu z nieletnim czy zaspokojenia głodu kulturowego (literatury), którego bez pomocy Michaela (była przecież analfabetką) nie byłaby w stanie zaspokoić.

Pytanie nr 2 to pytanie o moralność i odpowiedzialność przeniesione już na płaszczyznę holocaustu. Hannah była przecież ważnym ogniwem w machinie zagłady – jednym z jej bezlitosnych trybików. Ale to oczywiście ocena z perspektywy zbrodni. Za nią stoi analiza jednostki – odczytanie sposobu odnajdywania się w systemie bezwzględnego hitleryzmu. Okazuje się bowiem, że nawet w takich okolicznościach u Hanny wygrywała potrzeba zaspokojenia wewnętrznej wrażliwości. Więźniarki, w trakcie rozprawy, wspominają, że można było zaznać jej łaski – w zamian za… lekturę tekstów literatury klasycznej.

Pytanie nr 3 dotyczy niezwykle ważnej kategorii filozoficznej – pamięci. To na niej się wszystko opiera. I pamięć ta ma zarówno znaczenie jednostkowe – wiąże się z intymnymi wspomnieniami tak Hanny, jak i Michaela, jak i ogólnospołeczne, ponadczasowe – dotyczy pamięci zbrodni hitleryzmu.

Postać grana przez Kate Winslet jest wyjątkowa. Z jednej strony zdaje się być w dużej mierze nieświadoma ogromu zagłady, w której uczestniczyła jako kat. Z drugiej – w pełni świadomie chce ponieść odpowiedzialność za wszystkie zbrodnie podpisane jej nazwiskiem. Dręczy więc odbiorcę swoja niejednoznacznością, drażni więc. Bo z jednej strony chce się czuć do niej odrazę, obrzydzenie. Z drugiej – budzi litość, instynkt opiekuńczy. I chociaż Lektor sięga po dość drastyczne środki – bo nikt przecież nie będzie polemizował z moralnością czy niemoralnością hitlerowskich zbrodni – to jednak udowadnia, że zło nigdy nie jest całościowe. Kate Winslet postacią Schmitz dotyka więc prawdy, do której raczej nie chcemy się przyznawać. Lubimy bowiem porządek świata – dążymy do niego. Traktujemy go jako cel sam w sobie. A gra aktorska Winslet staje niejako przeciwko temu odwiecznemu porządkowi. Udowadnia, że sądy nasze nie mają prawa ubiegać się o absolutną słuszność, zawsze pozostają skazane na cień wątpliwości, na całą paletę barw, które tworzą kontekst.

Postać Hanny Schmitz granej przez Kate Winslet najlepiej zobrazuje chyba filozoficzna refleksja innej bohaterki, granej przez Winslet kilka lat wcześniej. W trakcie jednego z wykładów Iris Murdoch, mówiąc o człowieku, powiedziała: “Każdą ludzką duszę, jeszcze przed narodzeniem, wypełniają czyste formy, takie jak: sprawiedliwość, umiar, piękno i wszystkie szlachetne postawy. Przyciąga nas dobro przez mglistą pamięć tych form – prostych cichych i błogosławionych, które niegdyś ujrzeliśmy będąc jeszcze bez skazy” (Iris, 2001).

W filmografii Winslet, pomimo kilku potknięć, widać konsekwencję i starannie obraną drogę. Nie jest ona dziewczynką z tej samej filmowej półki co Jennifer Aniston. W swoim aktorskie zbliża się raczej do Meryl Streep. Jednak nie naśladuje jej. Trzeba też przyznać, że charakterystyczna uroda Winslet od lat jest już jej znakiem rozpoznawczym. Jeżeli określić by ją jednym słowem, to zdecydowanie anty-hollywódzka. Bowiem Winslet swoim seksapilem staje w szranki chociażby z nad wyraz szczupłą Angeliną Jolie. Jej krągłe biodra i obfite piersi (które – nota bene – bardzo często stają się bohaterkami pierwszego planu!) mają ogromne znaczenie w budowaniu autentyczności postaci odgrywanych przez Winslet. To kobiecość z zupełnie innej pułki – pełna dojrzałości i zwyczajności, na której budowana jest pewność. Bohaterki Winslet stają w ten sposób w opozycji do ulotności, chwilowości piękna. Bo nie są ani bezkonkurencyjnie piękne, ani wiecznie młode – szczególnie wtedy, kiedy znacząca dla danej sceny okazuje się emocjonalność na twarzy Winslet, na której nietrudno dostrzec kolejne zmarszczki. W ten sposób Kate Winslet staje się ogniwem łączącym seksualność Monici Bellucci z aktorską dojrzałością Meryl Streep. Może też dlatego wielu okrzyknęło ją jedną z najlepszych żyjących aktorek?

TILLY I INNE FEMME FATALE

Kolejne role Winslet zdają się potwierdzać model, który sobie obrała. Ponownie możemy ją oglądać w postaciach zabarwionych nutką chaotycznego neurotyzmu, kobiet “po przejściach”, w których drzemie wewnętrzny smutek i chęć uwolnienia się spod jego obezwładniającej mocy. W tym aspekcie Projektantka z 2015 roku nie stanowi wyjątku. Tutaj jednak udało się Winslet skumulować to wszystko, co w jej aktorskie najważniejsze.

Po pierwsze jest to zmysłowość i atrakcyjność. Od niej bohaterki Kate zaczynają – w ten sposób zwracają na siebie uwagę. To celowa powierzchowność, atrakcyjna kopuła pod którą skrywana jest niezwykła tajemnica. Seksualność staje się więc punktem zapalnym – nigdy w rolach Kate Winslet nie stanowi celu samego w sobie.

Po drugie – to bohaterki samotne, staczające walkę z konwenansami, obyczajami społecznymi, oceną społeczeństwa, wyalienowaniem czy niezrozumieniem. To kobiety, które podążają za pragnieniami, marzeniami a czasem nawet żądzami. Ich motywacja drzemie wewnątrz, w nich samych, dlatego też często pozostaje w opozycji do tego, co zewnętrzne. Tak jak w przypadku romansującej z nieletnim Hanny, czy powracającej z pragnieniem zemsty Myrtle, dla której potrzeba odwetu za wykluczenie z lokalnej społeczności okazała się większa niż cokolwiek innego.

I za to ją kochają zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Winslet potrafi przerazić, oburzyć, wprawić w zakłopotanie, a potem wrzucić widza w świat perwersji, żądz, seksualnych pragnień wobec których pozostaje on bezbronny. Kate Winslet to z pewnością kobieta, którą każda z nas chciałaby mieć za sąsiadkę. Elegancka i dostojna pani Winslet, wyglądająca pięknie w swoim naturalnym ciele. Ale też zwyczajna Kate, z którą można spić się kilkoma szklankami szkockiej w piątkowy wieczór, a potem kląć wspólnie na wszystkie nieszczęścia tego świata.