Justyny Steczkowskiej walka o Marię Magdalenę

Od wieków jest jedną z postaci wywołujących największe kontrowersje – w większości zupełnie nieuzasadnione. Historia Marii Magdaleny opleciona jest legendami, przekłamaniami i gąszczem mitów, wśród których trudno odnaleźć ją – prawdziwą Marię z Magdali. Wysiłek ten od wielu lat podejmuje Justyna Steczkowska.

Maria MagdalenaŹródło: mariamagdalena.wroclaw.pl
W tekście wykorzystano materiały będące własnością Justyny Steczkowskiej. Wszystkie materiały (zdjęcia, strona www.mm-allisone.com, wideoklipy zamieszczone na YouTube, utwory zamieszczone na SoundCloud i inne) oznaczone jako własność Justyny Steczkowskiej /© Justyna Steczkowska/ objęte są prawami autorskimi. Obowiązuje zakaz ich kopiowania i rozpowszechniania bez zezwolenia.

Postać św. Marii Magdaleny jest wyjątkowa. Dramatyczna w swym jestestwie i niesprawiedliwie osądzona przez wieki historii. Przypięty jej obraz jawnogrzesznicy związał ją z zachowaniami rozpustnej, próżnej kobiety. Zbyt mało zachowało się informacji w pismach, aby móc dzisiaj powiedzieć, że “znamy” Marię Magdalenę, że wiemy nie tylko “kim” była, ale “jaka” była. Przez epoki wśród uczonych krążyło pytanie o to, “kim” była. Jawnogrzesznicą? Siostrą Łazarza? Tą, która łzami obmywała stopy Jezusa? Opętaną przez siedem złych duchów? Stojącą pod krzyżem? Pustelnicą? Zwiastunką Dobrej Nowiny i wieści o Zmartwychwstaniu? Zatarte są granice pomiędzy tymi obrazami. Chociaż należy przyznać, że coraz częściej nauki Kościoła Katolickiego starają się oddać Marii Magdalenie należne jej miejsce i zdjąć z niej brzmię kobiety lekkich obyczajów. Niestety – tak głęboko zakorzeniony w tradycji i kulturze obraz zdaje się być znamieniem niemal naturalnie wrośniętym w skórę. Świadczą o tym liczne produkcje podejmujące polemikę z kwestiami, które przez lata wywoływały najbardziej burzliwe dyskusje. Przywołać można chociażby powieść Dana Browna – “Kod Leonarda da Vinci czy film Martina Scorsese – “Ostatnie kuszenie Chrystusa. Jak widać – relacja między Marią Magdaleną a Jezusem budzi ciekawość nie do opanowania. Ale, co niezwykle ważne, wszystkie te próby opowiedzenia historii Marii z Magdali nie opowiadają JEJ historii. Są historią Jezusa, w której uczestniczy Maria Magdalena. Dzieła te – nawet jeżeli bazują na tekstach kultury, w tym zarówno na Biblii, jak i tekstach gnostyckich – nie przynioszą odpowiedzi na pytanie “jaka” była Maria Magdalena.

Dlaczego o to pytam?

Zastanówmy się. Zupełnie abstrahując od kwestii wiary i religii, traktując – na potrzeby tego tekstu – wszystkie postaci, jako postaci historyczne: czy w świecie patriarchalnym mężczyzna, bez żadnego powodu, przekazałby kobiecie rolę zwiastunki najważniejszej dla historii ludzkości nowiny – wieści o Zmartwychwstaniu? (Bez względu na to, czy ktoś w nie wierzy, czy nie – chodzi mi przede wszystkim o zapisy kulturowe, którymi dysponujemy. A przypomnijmy, że Biblia była spisywana około połowy I wieku n.e., czyli w czasach, kiedy układ patriarchalny nadal był jedynym dla miejsca spisywania Pisma Świętego porządkiem świata.)

Co więcej – kobiety wówczas nie miały prawa uczestniczenia w edukacji i naukach pisma. To kolejna kwestia, która w tej sytuacji stawia Marię Magdalenę twarzą w twarz z aktualnym dla niej czasem i prawami, które nim rządziły.

Co wiemy?

Wiemy niewiele. W zasadzie więcej wiemy o tym, czego o Marii Magdalenie nie wiemy, niż to, co wiemy 🙂 Zacznijmy może od końca jej historii, czyli od tego, że dysponujemy tekstami kultury potwierdzającymi wybór pustelniczego trybu życia (w oddaleniu i odosobnieniu), na który Maria zdecydowała się po Śmierci i Zmartwychwstaniu Chrystusa. Nie wiemy natomiast co ją do tego skłoniło. Apostołowie ruszyli w świat głosić Dobrą Nowinę. Dlaczego Maria z nimi nie poszła?

Ufając legendom możemy przypuszczać, że historia jej spotkania z Jezusem w ogrodzie nosi znamiona prawdziwej. Słynne Noli me tangere (“Nie dotykaj mnie” – słowa, które Jezus wypowiedział w ogrodzie do Marii, gdy ta próbowała go dotknąć) zapisały się ponoć jednym gestem na jej czaszce (Jezus powstrzymał ją dotknięciem dłoni jej czoła, pozostawiając na zawsze ślad na czaszce świętej; podobno czaszka jej, zachowana w doskonałym stanie i z widocznym śladem dotyku Chrystusa, znajduje się w jednym z francuskich kościołów – w Saint Maximin). Czy to po tym spotkaniu Maria zdecydowała się zostać pustelniczką i spędzić resztę życia w odosobnieniu? Czy spotkanie to było jej balsamem na serce, a może czymś, przez co już dłużej nie potrafiła żyć pośród ludzi?

Cofnijmy się w jej historii jeszcze bardziej. Pod Chrystusowym krzyżem, zgodnie z biblijnym przekazem, wytrwały trzy osoby: Maria – Matka Jezusa, Jan – najmłodszy z Apostołów i Maria Magdalena. I jeżeli zrozumiała jest obecność Matki i Jana, symbolizują w nauce Kościoła odnowienie związku Chrystusa z Kościołem (Jezus pozostawia ludzkość /Jan/ pod opieką swojej Matki), tak  wiele pytań rodzi obecność Mari z Magdali. Dlaczego jej miejsca nie zajął Piotr – ten, na którym Chrystus chciał i zbudował Kościół? W trakcie Drogi Krzyżowej oraz swojej Śmierci na Krzyżu Jezus zwraca się bezpośrednio zarówno do Matki, jak i Jana. W przywoływanych w pismach dialogach nie ma choćby wzmianki o symbolicznym geście wobec Marii. A ona jednak trwała i wcale nie pozostała niezauważona dla historii Zbawienia. Jej obecność w trakcie Drogi Krzyżowej jest niemal symbolem siły i wytrwałości (pomimo tego, że w wielu przedstawieniach śmierci krzyżowej Maria Magdalena w ogóle jest pomijana).

Warto w tym miejscu obalić jeszcze kilka mitów, o których starałam się wspomnieć na początku. Są to obrazy, które kładą się cieniem na historii Marii. Należy wyraźnie zaznaczyć, że NIE była jawnogrzesznicą, którą Jezus uratował przed ukamienowaniem. NIE była też siostrą Łazarza i najprawdopodobniej NIE była grzesznicą obmywającą mu stopy w trakcie uczty u faryzeusza. BYŁA natomiast opętaną przez siedem złych duchów, którą Chrystus uwolnił od ich obecności. Wiemy też, że miała okazję przysłuchiwać się Jego naukom, gdyż podążała za nim i usługiwała mu z innymi kobietami.

Pytania

Od lat zajmuję się kulturowym obrazem Marii Magdaleny i poszukuję odpowiedzi określających przede wszystkim “jaka” była (w mojej ocenie jest to ważniejsze od tego “kim” była). Jednak nigdy, do pewnego czasu, nie spotkałam się z próbą zdefiniowania odpowiedzi, będącą również polemiką z rozmaitymi obrazami Marii z Magdali. A na tak zróżnicowanym i pełnym niejasności tle kulturowo-historycznym pojawiają się istotne pytania.

1. Co takiego wyjątkowego było w osobowości Marii Magdaleny, że została ona wyróżniona w historii Zbawienia tak ważną rolą (zwiastunki Zmartwychwstania)?

2. W czym przejawiała się jej siła, że Jezus zdecydował się powierzyć jej – samotnej – takie zadanie?

3. Dlaczego nie ruszyła z Apostołami, ale udała się w odosobnienie?

4. Czy wchłaniając nauki Chrystusa, traktując go jako autorytet, nie odczuwała ludzkiej fascynacji?

5. Czy nie zwątpiła?

6. Czy była osobą dumną czy pokorną?

7. Czy nie miała żalu do Jezusa, że w czasie, gdy jeszcze potrzebowała go jako oparcia i nauczyciela, on “odszedł”?

8. Czy w słowach i naukach Jezusa odnajdywała Boga, czy też samego Jezusa (człowieka) i jego mądrość?


Steczkowska wybiera Marię Magdalenę

© Justyna Steczkowska © Justyna Steczkowska

A teraz przenosimy się do czasów nam bliższych. Pewnego dnia, zainspirowana całą historią jednej z najbardziej znanych w Historii Zbawienia kobiet, jeszcze mało znana artystka i początkująca skrzypaczka dokonuje wyboru – jednego z tych, które mają wieloletnie konsekwencje i decydujący wpływ na dalsze decyzje. Wypisując karteczkę potwierdzającą przystąpienie do bierzmowania Justyna Steczkowska wpisuje: “Maria Magdalena“. Decyduje się w jakiś sposób związać swoje losy z patronką kobiet, fryzjerów, dzieci mających problem z chodzeniem, ogrodników, kuszonych, więźniów i studentów. W późniejszych wywiadach wspomina, że wówczas nie “znała” jeszcze Marii Magdaleny na tyle, aby dzisiaj móc mówić o tym, iż w pełni świadomie wybrała imię na bierzmowanie. Był to impuls, który w późniejszych latach przerodził się w niegasnącą chęć poszukiwań, docierania do nowych źródeł oraz informacji, które pozwoliłyby Justynie poznać i zrozumieć swoją patronkę. W Artystce coś jednak dojrzewało.

Przyszedł rok 2006 i Justyna wzięła udział w niezwykłym spektaklu. Była to “Pasja” w reżyserii Elżbiety Szlufik-Pańtak oraz Grzegorza Pańtaka. Los ponownie skrzyżował jej drogi z drogami Marii Magdaleny, bo to właśnie tej postaci udzieliła swojego głosu. Co warte podkreślenia – “Pasja” była spektaklem, który podejmował temat męki i śmierci Chrystusa z perspektywy Marii i Judasza – dwóch postaci tak istotnych i tak często niedocenianych w Historii Zbawienia, których indywidualne, wewnętrzne tragedie zeszły na drugi plan, chowając się za przekazem biblijnym.

                                         
© Justyna Steczkowska

A potem przyszedł rok 2012, w którym działo się dużo i dużo też umknęło uwadze odbiorców. Justyna Steczkowska wydała płytę zatytułowaną “XV“. Z jednej strony – tytuł zrozumiały, bowiem krążek wydano z okazji 15-lecia pracy artystycznej. Z drugiej – z jakiegoś powodu Artystka nie zdecydowała się na zapis “15”, tylko użyła numeracji rzymskiej. Może chciała dopisać odrobinę historii do losów tej, która po XIV stacji Drogi Krzyżowej stała się jedną z najważniejszych kobiet w historii? Może. Może zupełnie nie pomyślała o tym decydując się na taki tytuł, a tak naprawdę nie kryje on w sobie żadnej tajemnicy, tylko w prosty sposób symbolizuje artystyczny jubileusz. Może. Równie prawdopodobne jedno i drugie.

   
 © Justyna Steczkowska

Najistotniejsze jest jednak to, że od 2012 roku Justyna Steczkowska JEST już Marią Magdaleną. Przez minione lata najwidoczniej odkrywała ją w sobie, definiowała na nowo, poznawała tak długo, aż ostatecznie na stałe wprowadziła do swojego życia. Odbiorcom ukazuje się już jako w pełni ukształtowana postać, nie zaś poszukująca i błądząca kreacja.

© Justyna Steczkowska © Justyna Steczkowska © Justyna Steczkowska 
 © Justyna Steczkowska

Wróćmy jednak do “XV“. Osobiście lubię ją odczytywać przez pryzmat Marii Magdaleny. Jest w tym wiele tajemnicy – więcej trzeba czuć niż rozumieć. Ale teraz czas na konkrety.

Graficzną oprawę projektu przygotował Michał Pańszczyk. Sięgnął po niejednoznaczną symbolikę, ale nie pozostawił złudzeń – ukazał Justynę w dwoistości natury ludzkiej, zapewne tej, która leżała u źródeł wszystkich dylematów moralnych i pytań biblijnej Marii z Magdali i która dotyka każdego z nas. Dwupłytowe wydanie zachowuje ten ton: pierwszy krążek prezentuje Justynę w jej mrocznej odsłonie, drugi – tę Justynę, która reprezentuje już dojrzałość, mądrość (tiara) i jasność. Gra żywiołów i odwiecznych dylematów. Mieć-Być. Odejść-Zostać. Mówić-Słuchać. Umierać-Żyć. Pamiętać-Przebaczyć.

   
 © Justyna Steczkowska

I jeżeli na tym etapie obecność Marii Magdaleny nie jest dostrzegalna dla wszystkich, to już zapoznanie się z tracklistą i pierwszy odsłuch płyty rozwieje wszelkie wątpliwości.

XV” to przede wszystkim płyta jubileuszowa – prezentuje nowe aranżacje dobrze znanych utworów Justyny Steczkowskiej. Warto jednak przystanąć na chwilę przy kryterium wyboru – coś Artystką musiało kierować, że w końcu, spośród całego dorobku artystycznego, zdecydowała się na właśnie te, a nie inne tytuły. Traktując “XV” jako opowieść, która niejednokrotnie przyjmuje postać soliloquium, można na nowo odkryć znaczenie poszczególnych utworów. Pierwszym zaskoczeniem, bardzo wyraziście wprowadzającym płytę w świat Marii Magdaleny, jest utwór “Skłam“.



© Justyna Steczkowska

Mała dygresja. Tytuł ten ukazał się na krążku “To mój czas” (pod tytułem “Proszę cię skłam“). Popowy utwór z ciekawymi partiami smyczkowymi i tekstem opowiadającym o niejednoznacznej grze, opartej na emocjach i uczuciach. To, czy dla kogoś okaże się “wyjątkowym”, jest kwestią gustu. Może też indywidualnych przeżyć, czyli też Ingardenowskiej konkretyzacji. Utwór ten mógłby zginąć w tłumie, wśród pozostałych, gdyby nie jeden fakt – Justyna sięga po niego ponownie w 2012 roku. I rzuca na niego cień postaci Marii Magdaleny. Dla dalszego rozumienia wszystkich rozważań ważne jest jedno sprostowanie. Wędrówka motywów nigdy nie jest  i nie będzie kalką – wycięciem konkretnego wzorca z miejsca i czasu, w którym on istnieje i wklejeniem go w tej samej formule w zupełnie nową rzeczywistość. Wędrówka motywów jest reprezentacją ciągu myślowego – korelacją, która zachodzi pomiędzy ideą, a jej urzeczywistnieniem. I to właśnie jest widoczne u Steczkowskiej. Na próżno szukać w twórczości Artystki obrazów kobiety rozpaczającej u stóp krzyża, czy też zwiastującej Zmartwychwstanie. Justyna Steczkowska w ogóle nie zbliża się do tych obrazów. Bo ją obrazy nie interesują. Idzie dalej i wsłuchuje się w myśl kobiety, w ideę, którą możemy poznać dzięki zachowanym tekstom kultury. I opowiada ją na nowo, wydobywając z niej wartości i prawdy uniwersalne i ponadczasowe. A niejednokrotnie naukę tę opiera nie na gotowych wnioskach, lecz opowieści o bólu, cierpieniu, zwątpieniu i konieczności stawania w sytuacji ciągłego wyboru.

Jubileuszowy album otwierają, ku zaskoczeniu wielu, słowa Marii Magdaleny, zaczerpnięte z gnostyckiej ewangelii, której treść świat poznał dopiero w roku 1955.

“>>Co jest grzechem świata Panie?<</ >>Nie ma grzechu. To wy sprawiacie, że grzech istnieje, kiedy działacie zgodnie ze zwyczajami swej zepsutej natury; w niej tkwi grzech<<“.

I jeżeli zaskoczeniem nie wydaje się powiązanie tej nauki z przesłaniem utworu “Skłam” (bo, jakby nie patrzeć, oba mogą mieć za swój odniesienia jedno z przykazań ujętych w Dekalogu), tak zastanawiającym jest, dlaczego Steczkowska zdecydowała się oddać głos właśnie Marii Magdalenie i pytać jej postacią.

 © Justyna Steczkowska  
 © Justyna Steczkowska

Odpowiedź tkwi w pewnej uniwersalności idei i prawd, które wyłaniają się z tych szczątkowych apokryfów. Tak naprawdę nikt nie traktuje dzisiaj Marii Magdaleny jako filozofa czy nauczycielki – zupełnie inaczej wygląda to w odniesieniu do Apostołów. A szkoda, bowiem z zachowanych tekstów wyłaniają się rzeczy niezwykłe, dotyczące natury ludzkiej i trudów z nią związanych. W jednym z wywiadów, przywołując powyżej cytowane słowa Marii Magdaleny, Steczkowska stwierdza rzecz dość oczywistą: Grzech jest wpisany w naturę ludzką, wszyscy staramy się go omijać, ale nie zawsze się udaje. Mnie również. Nie odkrywa Ameryki, ale też nie przechodzi obojętnie obok kwestii, o których – z powodu ich powszedniości i uniwersalności – zbyt często zapominamy.

 

A teraz gdyby tak raz jeszcze spojrzeć na tekst utworu “Skłam“, ale tym razem jako punkt odniesienia potraktować ponadczasową tożsamość Marii Magdaleny – tej, która zapewne nieraz zwątpiła i nieraz miała żal, nawet do Nauczyciela…?

Kłam,
Proszę cię, skłam.
Złudzeniami karm mnie, karm,
Obiecuj raj.
Mów.
Chcę twoich słów.

[…]

Ty i ja
– choć wiem
Nie wolno kochać cię.
Nie ten czas
Lecz my
Zauroczeni tak.
Daj mi ten czas,
By dotknąć gwiazd.
Odejdziesz – wiem.

[…]

Ty – mój pech,
Mój grzech,
Który popełnić chcę.
Dotknąć dna,
By móc
W górę znów odbić się.

[…]

WAŻNE: Nie chodzi o to, aby na siłę udowadniać, że tekst powstał pod wpływem ogromnej inspiracji postacią Marii Magdaleny. Nie. Wręcz przeciwnie – nie ma on z nią nic wspólnego. Chodzi jednak o coś o wiele bardziej istotnego. Poprzez wykorzystanie postaci Marii Magdaleny, Steczkowska nie tyle odkrywa na nowo swoje utwory, co poprzez nie pozwala odkryć Marię Magdalenę i jej ludzką stronę. Ten zabieg działa w zupełnie odwrotnym kierunku, niż mogłoby się wydawać na początku. To oderwane od postaci świętej teksty kultury okazują się dysponować takimi narzędziami, dzięki którym możliwe jest wyraźniejsze zarysowanie obrazu Marii Magdaleny. Uzupełnienie sylwetki wyłaniającej się z tekstów gnostyckich konkretnymi emocjami. Czy ma to zasadność metodologiczną? Zależy z którego punktu widzenia spojrzymy. Jeżeli chcemy osiągnąć naukową precyzję i trzymać się jedynie faktów, zjawisk doświadczalnych empirycznie – nie. Wówczas taki kierunek interpretacji jest całkowicie nieuzasadniony. Jeżeli jednak szukamy w świecie kultury czegoś więcej niż tylko formy, kierujemy się intuicją i jesteśmy gotowi odczytywać sztukę nie tylko przez pryzmat nauki, to wówczas jest to ciekawa droga poznania – przede wszystkim poznania siebie.

Wróćmy jednak do utworu “Skłam“. Tkwi w nim jeszcze jeden sekret, który pozwala na dłużej przystanąć przy tej kompozycji. W 2012 roku, oprócz trasy promującej płytę, Justyna Steczkowska pojawia się na klubowych scenach jako Maria Magdalena właśnie. Przygotowuje również specjalny repertuar, pod którym pojawiały się tylko wzmianki o Marii Magdalenie. Projekt ten, wówczas w swoim pierwotnym i niewykrystalizowanym w pełni kształcie, powoli zaczął zyskiwać na znaczeniu. Występy, owiane nutką tajemnicy, miały być motywatorem do skupienia się na sztuce samej w sobie. Zupełnie tak, jakby Justyna obawiała się, że jej rozpoznawalność i wizerunek medialny może być zagrożeniem dla delikatnych prawd ukrytych pomiędzy dźwiękami a tekstem. Zdecydowała się więc powołać do życia swoje artystyczne alter egoMarię Magdalenę. I tak, w 2012 roku, do sieci trafia utwór “Lie“…



© Justyna Steczkowska

Dlaczego język angielski? Bo już na samym początku “głos” “Marii Magdaleny” miał być pozbawiony jakichkolwiek barier, a powszechność języka angielskiego na to pozwalała.

XV” to w całości album pełen niespodzianek spod znaku Marii Magdaleny. Oczywiście – na próżno doszukiwać się drugiego dna w “Boskim Buenos“. Są jednak takie utwory, które zwracają szczególną uwagę. Pozwolę sobie jeszcze przywołać dwa – “Modlitwę” oraz “Tatuuj mnie“.

Modlitwa” ukazała się po raz pierwszy na trzecim albumie Justyny – “Dzień i noc“. W zasadzie nic nie wskazywało na to, że utwór ten może mieć jakikolwiek związek z Marią Magdaleną. Wręcz przeciwnie – na pewno nie miał! Wszedł jednak w tę relację w projekcie “XV“. “Modlitwa” znajduje się bowiem na drugim krążku tego albumu – tym, który – o paradoksie! – otwiera utwór pt. “Maria Magdalena”. Warstwę tekstową (mowa tym miejscu o utworze “Maria Magdalena“) tworzą wersy zaczerpnięte z gnostyckiej Ewangelii:

Co jest grzechem świata Panie?/ To wy sprawiacie, że grzech istnieje,/ kiedy działacie zgodnie ze zwyczajami/ swej zepsutej natury;/ to w niej tkwi grzech…/ Ja Maria Magdalena…/ Wychodzę z Ciemności…/ Idąc ku światłu…/ Ja Maria Magdalena…/ Dlatego Dobro zstąpiło między was…

Obecność tego tekstu wskazuje na element przemiany wewnętrznej. Na pewne inicjalne przejście. Historyczna Maria Magdalena, “idąc ku światłu”, najpierw zdecydowała się podążać za Jezusem, a później – gdy Jego już zabrakło – wieść życie Pustelniczki. Mając te fakty w pamięci możemy raz jeszcze przyjrzeć się słowom “Modlitwy“:

[…]

Karty mówią, że żyjesz wciąż
jeżeli tak, to istnieje Bóg
po co więc od tylu lat
szukasz go wysoko wśród gór

Spiesz się…
wciąż jeszcze czekam, na ciebie
spiesz się
nasz dom tonie w kwiatach dla ciebie…
spiesz się jeszcze jestem

Po raz kolejny podkreślę, że nie należy doszukiwać się w tym usilnej nadinterpretacji. Chodzi o wskazanie na próbę odczytania poprzez odwrócenie kolejności. Zazwyczaj to motyw kulturowy jest źródłem i tworzywem dla tekstu czy utworu muzycznego. W tym przypadku jest inaczej – istniejący wcześniej utwór okazuje się, w zderzeniu z tak niejednoznacznym motywem kulturowym (który w przypadku Marii Magdaleny osobiście wolę nazywać ideą), mieć narzędzia pozwalające uzupełnić zastany obraz. Działa to na podobnej sytuacji, jak nasze myślenie o świecie. Wielokrotnie poruszamy się w obszarze zdefiniowanych myśli i refleksji wielkich filozofów i czynimy to zupełnie nieświadomie. Dopiero spotkanie ze zdefiniowaną formą tych abstrakcji może nam to uświadomić. Tak samo jest w przypadku Marii Magdaleny – jej idea i myśl wnosi wiele uniwersalnych prawd, które jednak pozostają w sferze abstrakcyjnej, bowiem ujawniają się dopiero na płaszczyźnie emocji. Trudno jednak mówić o emocjach w odniesieniu do postaci biblijnych – raczej opieramy się na faktach (historiach wskazywanych przez Pismo Święte). Dopiero sztuka jest w stanie to wydobyć. I tak się właśnie dzieje w projekcie “XV“. Bowiem czy “Modlitwa” nie przebrzmiewa tęsknotą, zawodem, który wypowiadająca się w utworze kobieta pragnie pokonać zaufaniem i wiarą? Czy ktokolwiek wspominał o “tęsknocie”, “zwątpieniu”, “żalu”, “niemożności pogodzenia się z sytuacją” w odniesieniu do decyzji historycznej Marii Magdaleny dotyczącej dopełnienia reszty życia w samotności, jako Pustelniczki?

W “Modlitwie” jest jeszcze kilka istotnych akcentów, które w szczególny sposób zostaną wydobyte w późniejszych produkcjach (mam tu na myśli głównie projekty wizualne, które stanowią dopowiedzenie do poszczególnych dzieł). Warto zwrócić uwagę chociażby na obecność lustra.

[…]

nie spoglądam już w lustro
zbyt bolesny jest widok ten
pozbawione twych czułych rąk
ciało zwiędło, skurczyło się

[…]

A oto (poniżej) jedno z najbardziej znanych przedstawień Marii Magdaleny, które pokazuje ją w akcie kontemplacji (już po śmierci i Zmartwychwstaniu Chrystusa). Niemal nieodłącznymi atrybutami są: instrumenty muzyczne, krucyfiks, księga, naczynie z olejkiem bądź kadzielnica i gałązka palmowa. Oczywiście przedmioty te pojawiały się w przedstawieniach malarskich oraz ikonografii zamiennie. Są jednak dwa, których częstotliwość przywoływania przez różnych artystów wyróżnia się – to czaszka i lustro (poniższe reprodukcje to obrazy z cyklu dzieł poświęconych Marii Magdalenie pędzla Georgesa de la Tour’a).

   
 Pokutująca Magdalena - obrazy z cyklu dzieł pędzla Georges'a de la Toura

Czaszka to oczywiście nawiązanie do doczesności, świadomość przemijania oraz wyraźne podkreślenie “tej ludzkiej” strony religii. Powszechnie teoretycy sztuki, analizując twórczość de la Toura, wskazują na kilka znaczeń tego symbolu. Po pierwsze będzie to znaczenie uniwersalne, o którym już wspomniałam. Nie można jednak zapominać o tym, że Golgota to Wzgórze Czaszki (“…po co więc od tylu lat/ szukasz go wysoko wśród gór…”) – jest to druga możliwość odczytania symbolu czaszki. Trzecia, to powrót do sceny z ogrodu, w trakcie której pada znamienna maksyma “Noli me tangere” (“Nie dotykaj mnie”).

Lustro jest o wiele trudniejsze do odczytania. I wiąże się to już nie z samą Marią Magdaleną, ale w ogóle z obecnością lustra w twórczości Steczkowskiej (tej części twórczości, którą w jakimkolwiek stopniu można powiązać z postacią świętej).

W pierwszej kolejności warto skupić się na samych obrazach i przedstawieniach Marii obecnych w sztuce. Wybrana pierwszą głosicielką Dobrej Nowiny otrzymała zadanie “niesienia światłości”. Tym samym stała się postacią łączącą w sobie kobiece piękno i mądrość. Jest to o tyle istotne, iż treść gnostyckich pism wskazuje wyraźnie, iż Jezus cenił Marię Magdalenę za samokontrolę, za umiejętność zapanowania nad swoją kobiecą naturą. To jej wewnętrzna mądrość pozwoliła na uzyskanie prymatu pneumy (ducha) nad hyle (ciałem). Co więcej – prowadzone przez Kościół Katolicki (pisał o tym m.in. ks. Wincenty Myszor) analizy tekstów gnostyckich pozwoliły uzyskać symboliczny obraz Marii Magdaleny, która – po połączeniu dwóch tekstów koptyjskich – ujawnia się jako Maria Mądrości – symbol boskiej Mądrości. Na tle tych wniosków nie dziwi więc obecność świecy (światła) na obrazach, a tym bardziej postawa kontemplacyjna świętej. Wszystko to ma jednak związek ze wspomnianym już wcześniej lustrem – to bowiem w nim odbija się zarówno światło, jak i czaszka. Nie widzimy zaś odbicia samej Marii Magdaleny. Po raz kolejny zostaje podkreślona jej rola, jako posłanniczki, nie zaś głównej “bohaterki” zdarzeń. I czy nie tak się właśnie stało? Czy nie pozostała ona w cieniu, ukryta przed poznaniem, ale jednak mająca ogromny wpływ na nauki Kościoła.

Pozostaje również kwestia odczytania lustra przez pryzmat filozofii Lacana. Według myśliciela samych siebie jesteśmy w stanie poznać tylko w obecności INNYCH, którzy stają się dla nas i naszego poznania lustrem. To właśnie w tzw. fazie lustra krystalizuje się tożsamość, rodzi się świadomość siebie. Mając to na uwadze warto zastanowić się, dlaczego na różnych przedstawieniach nie widzimy odbicia Marii Magdaleny, tylko pojawiają się symbole nawiązujące do ludzkiego i boskiego pierwiastka (czaszka i światło). To, po raz kolejny, podkreśla niemal całkowicie zignorowany w sztuce dylemat – dramat wyboru oraz konflikt tragiczny uduchowionej i wybranej do wielkich dzieł jednostki, która z jednej strony jest w pełni świadoma swojej misji oraz związanej z nią duchowej odpowiedzialności, z drugiej – pogrążona przez są ludzką naturę w świecie grzechu, niemal bez przerwy toczy walkę z własnymi pragnieniami i żądzami.

I to właśnie dramatyzm tej dwoistości pozwolił Justynie Steczkowskiej tak silnie zanurzyć się w zrozumieniu postaci Marii Magdaleny. Wspomniane już wcześniej utwory z albumu “XV” oraz współtworzący płytę projekt graficzny (strona wizualna stworzona przez Michała Pańszczyka pozwala sięgnąć po nowy klucz interpretacyjny w odniesieniu do starszych utworów artystki) są więc przestrzenią ciągłych spotkań z tą Marią Magdaleną, która jest Marią Mądrości – nieustannie walczącą ze swoją ludzką naturą.

Doskonałym tego przykładem jest wideoklip do utworu “Tatuuj mnie“.

Koncepcja artystyczna: Justyna Steczkowska, Michał Pańszczyk /THEDREAMS/; Scenariusz i reżyseria: Justyna Steczkowska, Michał Pańszczyk /THEDREAMS/; Zdjęcia: Maciej Michalski, Michał Pańszczyk, Maciej Twardowski, Piotr Wyżkiewcz, Łukasz Grudysz; Montaż: Michał Pańszczyk.
 
© Justyna Steczkowska

Oczywiście utwór powstał wiele lat temu i w momencie, w którym został oddany w ręce odbiorców, zapewne nie miał nic wspólnego z ideą Marii Magdaleny, jej myślą oraz poszukiwaniami Justyny Steczkowskiej dotyczącymi jej osoby. Jednak “XV” pozwoliła Artystce na wydobycie zmian, które zaszły w niej od czasu premiery “Tatuuj mnie“. I dzisiaj można powiedzieć, że wideoklip do utworu “Tatuuj mnie” jest jednym z najtrudniejszych w odczytaniu w całej karierze artystki. Spójrzmy jednak na warstwę tekstową (sł. Ewa Omernik/ Grzegorz Ciechowski):

dalej dalej dalej
tatuuj mnie
wytatuuj najpierw
na mnie swe imię
wytatuuj na mnie
zaklęcia swe
ja naprawdę wierzę
że to nie minie

dalej dalej dalej
tatuuj mnie
chcę byś widział
wszystko co do mnie powiesz
wytatuuj mi to 
ja tego chcę
wytatuuj wszystko
słowo po słowie

[….]

Wartością centralną jest słowo i to ono staje się medium między dwoma ciałami. To ono pozwala również na intymność pozostającą na granicy erotyzmu. W teledysku, który towarzyszył promocji albumu “Dziewczyna Szamana“, na pierwszy plan wysunięty został oniryczno-narkotyczny nastrój, wprowadzający odbiorcę w świat daleki temu codziennemu, a skupiony na pierwiastku relacyjności między podmiotami. Nowa aranżacja “Tatuuj mnie” oraz towarzyszący jej wideoklip w jeszcze większym stopniu to uwypukla. Warto przyjrzeć się poszczególnym obrazom, zwracając uwagę na ich związek z kulturowym wizerunkiem Marii Magdaleny oraz jej idei.

W dalszej części tekstu zamieszczam printscreeny prezentujące obrazy z wideoklipu "Tatuuj mnie" /© Justyna Steczkowska/.

Już w początkowych ujęciach subtelnie wskazane zostają atrybuty tak silnie powiązane z postacią świętej: lustro oraz światło (świeca). Jest również rylec do ręcznego nakłuwania skóry (wykorzystywany przy robieniu tatuaży).

             t2 t3

Od samego początku oczywisty wydaje się też temat przewodni – indywidualna niewola, rozumiana przede wszystkim w odniesieniu egzystencjalnym (wskazują na to m.in. związane ręce i przysłonięte oczy).

             t4 t5 t6

Kolejna istotna kwestia, którą warto zaznaczyć, to postać poruszająca się po falochronie (pojawia się kilkukrotnie). Czerwony płaszcz jest jedynym charakterystycznym dla niej akcentem. Skąd pewność, że tą samą postacią , którą w kolejnych scenach ma twarz Justyny Steczkowskiej? Odpowiedź przynoszą obrazy zamykające historię przedstawioną w klipie. Jest jeszcze jedno, równie istotne pytanie: czy to przypadek, że w malarstwie Maria Magdalena przedstawiana była przede wszystkim w czerwonym płaszczu?

            t7 t15

Jest jeszcze kilka kwestii, które rodzą pytania wiążące interpretację utworu z postacią Marii Magdaleny. Czy to przypadek, że głównej postaci towarzyszą kadzidła i rytuały? Przypomnijmy, że kadzielnica jest jednym z atrybutów świętej. Czy to przypadek, że “po przemianie” główna postać wideoklipu ujęta zostaje na tle niemal pustynnej scenerii, w której surowość krajobrazu przypomina tę, znaną nam z przedstawień Marii Magdaleny jako Pustelniczki? Czy to przypadek, że tytułowe “tatuuj mnie” wyeksponowane zostaje na ustach artystki? – zupełnie tak, jakby twórcy chcieli zwrócić szczególną uwagę na wartość słowa. Czy przypadkiem jest ukazanie walki pomiędzy cielesnością a duchowością, niewolą a wolnością, słabością a siłą – antynomii tak wyraźnie podkreślanych w tekstach gnostyckich wspominających i zarysowujących postać Marii Magdaleny?

t10 t11 t12 t13

To jednak nie koniec niejasności, z którymi wiąże się projekt “XV“. Utwór “Tatuuj mnie” został bowiem przygotowany nie tylko w wersji oficjalnej (dzisiaj dostępnej na oficjalnym profilu Justyny Steczkowskiej na YouTube), ale również wersje alternatywne – w języku angielskim, rosyjskim japońskim. I o ile sama kwestia różnorodności językowej może nie budzić zaskoczenia, tak wprowadzenie do wersji alternatywnej – już tak. W oficjalnym wideoklipie odbiorca otrzymuje następujący komunikat:

j1

Oglądając jednak japońską wersję “Tatuuj mnie” odbiorca spotyka się już z zupełnie inną artystką. Wyżej przedstawione wprowadzenie zostaje zastąpione przez:

j2

Wideoklipu w wersji japońskiej na próżno szukać też na oficjalnym profilu YT Artystki. Znajduje się natomiast na profilu Marii Magdaleny.

                             
© Justyna Steczkowska

Zawsze zastanawiała mnie idea polijęzykowości “Tatuuj mnie“. Przypomina trochę biblijną Wieżę Babel, gdzie w jednym miejscu spotykają się języki zachodu i wschodu. Jest chyba również podkreśleniem uniwersalności kwestii, które w dziele zostają poruszona – bez względu na miejsce zamieszkania i język, są one dość bolesną wiwisekcją natury ludzkiej, która dotyczy każdego człowieka.

t14

Cały projekt “XV” osnuty był pewnym mistycyzmem i wyczuwalnym mrokiem. Odkrywał prawdy dawno zapomniane i ignorowane – takie, bez których po prostu łatwiej żyć. Jednak Justyna Steczkowska, współpracując z młodymi artystami, sięga po nie, posiłkując się jednocześnie ideą Marii Magdaleny. Czy robi to po to, aby wydobyć postać świętej na pierwszy plan? Raczej nie. Zapewne gdzieś na początku artystycznej drogi Marii Magdalena stała się inicjatorem działań i poszukiwań związanych z podróżami wgłąb siebie. Okazała się kluczem do odkrywania – tego co piękne i tego co przerażające w człowieku. Okazała się lustrem, w którym można zobaczyć odbicie czaszki lub światła Absolutu. Nic więc dziwnego, że w trakcie trasy koncertowej promującej “XV” wizerunek sceniczny Artystki był wyjątkowy – nieco mroczny i piękny zarazem. Stylizacje te dawały do myślenia, a wśród przedstawień bardzo często pojawiało się – o paradoksie! – lustro…

© Justyna Steczkowska © Justyna Steczkowska
© Justyna Steczkowska © Justyna Steczkowska                             © Justyna Steczkowska
   
 © Justyna Steczkowska

Pozwolę sobie również na zestawienie dwóch obrazów. Wybaczcie, ale nie mogłam się oprzeć 🙂 Lustro + światło + Maria Magdalena (celowo odwróciłam dzieło de la Tour’a ) 🙂

georges_de_la_tour__pokutujaca_magdalena_werjsa_z_nowego_jorku © Justyna Steczkowska
Obraz Georges'a de la Toura oraz zdjęcie wykonane przez Michała Pańszczyka 
/© Justyna Steczkowska/

To był rok 2012. A później, przez kolejne dwa lata, Justyna Steczkowska pracowała nad materiałem do swojego następnego albumu – “Animy“. Równolegle też powstawała muzyka i teksty, a także projekt wizualny do wyjątkowego dzieła. W końcu świat ujrzał i usłyszał Marię Magdalenę, niemal całkowicie oderwaną od Justyny Steczkowskiej. Stworzona wówczas została alternatywna strona internetowa, na której muzyka była (i JEST!) dostępna całkowicie ZA DARMO.  Cały album można pobrać i posłuchać całkowicie legalnie (www.mm-allisone.com). Na stronie znajduje się także odnośnik do filmu – ponad 50 minutowego projektu, który łączy muzykę Marii Magdaleny z niezwykłym obrazem przygotowanym przez Michała Pańszczyka. Po raz kolejny Artyści wydobywają z codzienności kwestie niezwykle trudne, ale i wymagające opisania i wskazania. Po raz kolejny odwołują się do Marii Magdaleny.

Opisywanie tego projektu wymaga jednak odrębnego artykułu. Wspomnę więc tylko o jednej kwestii, a w zasadzie – o jedno zapytam. Czy to przypadek, że wśród utworów Marii Magdaleny znajduje się tytuł “Where Are You, Sophie” (sł. Maria Magdalena, Sarai), a tekst utworu opowiada o poszukiwaniu mądrości (znowu mądrość + światło + Maria Magdalena)?

I’ve asked the Sun

And heard him say

Look and

You’ll see Sophie

In all the love

You get

She is with you, she feels you…

Natomiast w pracy wspomnianego już wcześniej księdza Wincentego Myszora czytamy: Inna wypowiedź Ewangelii Filipa utwierdza nas w przekonaniu, że chodzi o symbolikę gnostycką, według której Maria Magdalena symbolizuje boską Mądrość (Sophia). […] Wydawca koptyjskiego tekstu i autor podziału na specyficzne logia, wyróżnia dwie wypowiedzi 55a i 55b. Jeśli jednak połączymy je w jednym związku myślowym, symbolika Marii Mądrości (Sophia)  jako matki aniołów i Marii Magdaleny umiłowanej przez Zbawcę wydaje się zrozumiała. Maria Magdalena jako szczególna uczennica symbolizowała „Mądrość” Jezusa.

Cóż… Maria Magdalena w twórczości Justyny Steczkowskiej stale ewoluuje. Zmienia się. Przenosi na zupełnie nowe obszary. Pierwotna koncepcja przeszła już liczne transformacje i nadal nabiera kształtu. Zapewne będzie jeszcze wiele odsłon Marii Magdaleny. Pojawia się jednak problem – czy dzisiejsza publiczność, która w dużej mierze otrzymuje od rozmaitych wytwórców (celowo używam tego słowa) kultury popularnej gotowe produkty, niewymagające interpretacji czy też jednostkowego odczytania (przez pryzmat własnych doświadczeń), jest w stanie przyjąć i zaakceptować taki projekt? Czy trudna prawda, która od wieków towarzyszy postaci świętej, ujęta w niejednoznacznej i wymagającej formie dzieła jest w stanie pociągnąć za sobą rzesze? Odbiorcy wydają się dzisiaj być bardziej zainteresowani kontrowersjami związanymi z relacją Marii Magdaleny z Jezusem, co – w odczuciu wielu badaczy – uwypukla jedynie szereg kompleksów, nie pokazując w zamian jakiejkolwiek prawdy. Może więc warto dać nie tyle sobie, co Marii Magdalenie szansę na “odczarowanie”?

MARIA MAGDALENA - PILGRIMAGE OF THE SOUL from JS Music on Vimeo.

Zdjęcia Justyny Steczkowskiej by Michał Pańszczyk
Projekt 'XV' - strona wizualna - Michał Pańszczyk, produkcja - Justyna Steczkowska