Dziennik Jogina

Joga przez wiele, wiele lat dreptała mi po piętach. Nigdy jednak nie spojrzałyśmy na siebie przychylnie. Zawsze byłyśmy, jak to się mówi, po przeciwnych stronach barykady. Nie rozumiałam jej, a i miałam nieodparte wrażenie, że i ona mnie nie rozumie – szczególnie mojego zamiłowania do poprawy wyników szybkościowych w biegu na 5, 10, 21 czy 42 km… 

Przez te wszystkie lata z jogą miałam wspólnych jedynie znajomych. Fakt, przyznaję, wszyscy bardzo fajni, pozytywnie nastawieni do życia ludzie, wyróżniający się dojrzałą świadomością siebie. Jednak nawet i oni nie byli w stanie przekonać mnie do dłuższego romansu z matą.

Do czasu. Nastał bowiem okres, w którym zdałam sobie sprawę z tego, że z filozoficznego punktu widzenia, utknęłam w miejscu. Utknęłam w jednym, martwym punkcie. Dookoła mnie – dobrze znane mi, cenione przeze mnie i pielęgnowane w sercu wielkie systemy filozoficzne. Niby blisko, ale jednocześnie daleko przy każdorazowej próbie zamiany teorii w praktykę. 

Zdałam sobie sprawę z tego, iż niemożność połączenia teorii z praktyką wpycha mnie w coraz to większą frustrację. A ta objawiała się przeróżnie: przez brak cierpliwości, zirytowanie, coraz mniejszą empatię, narastający egocentryzm. 

Zapaliła mi się czerwona lampka. A nawet syrena alarmowa. Trzeba działać. Coś z tym trzeba zrobić.

Zdawałam sobie sprawę z tego, iż podejmuję się heroicznej walki – próby ponownego zdefiniowania siebie. To trudne po 30-stce., kiedy to już człowiek zdaje się być w pełni ukształtowaną jednostką. Myślę jednak, że kolejne tyle samo lat mam przed sobą. A może nawet i więcej? Warto więc próbować.

I taką oto drogą trafiłam na matę. Liczne poszukiwania rozwiązań zaprowadziły mnie do bydgoskiej szkoły prowadzonej przez Ewelinę. 

I oto jestem. Na początku swojej drogi. 

Podjęłam też decyzję o prowadzeniu tego dzienniczka, gdyż sama jestem ciekawa własnej ewolucji. 

Nie wiem czego się spodziewać. Nie wiem czy czegoś oczekuję? Czy mam cel? Nie. Po prostu wybrałam nową drogę. Nieznaną. Wiem tylko jedno – mam dobrego nauczyciela, który da mi szansę poznać zupełnie nowe przestrzenie.

Dzień #001

Pierwsze spotkanie z jogą odbyło się w bardzo kameralnej atmosferze, jeden na jeden z moją nauczycielką. Poznałam podstawy podstaw teorii, które pomogły mi złapać jakikolwiek grunt pod nogami.  Ćwiczyłam oddech – a nawet uczyłam się go od podstaw. To bardzo dziwne uczucie, gdy podstawowych funkcji życiowych doświadcza się na nowo. Świadomie. Na początku ciało się […]

Dzień #002

Pierwsze spotkanie online. Czasy globalnej pandemii jednak rządzą się swoimi prawami. Ja – wyposażona w matę, instrukcję od Eweliny, komputerek i Zooma, zrywam się przed świtem, aby praktykować jogę. Aż sama się sobie dziwię, ale ciekawość pcha mnie do przodu.  Pierwsza próba zmierzenia się o 6.00 z Powitaniem słońca A, przed wschodem słońca… Jest ok. […]

Dzień #003

Kolejny dzień zmagań z Powitaniem słońca A. Praca nad oddechem, próba kontroli i synchronizacji. Mam wrażenie, że każdą asanę wykonuję osobno, że nie są one ze sobą spójne. Trochę tak jak ja – inna w pracy, inna w domu, inna ze znajomymi.  Zaczynam zatem pracę nad połączeniem wszystkiego, ale gubię oddech. Jest za krótki, albo […]

Dzień #004

Dzisiaj budzik okazał się poważnym przeciwnikiem. Czułam, że wyrywa mnie z najlepszego momentu snu. Nawet przez chwilę przemknęła mi myśl: “no i po co mi to”. Zaraz jednak podniosłam się na łóżku – wiedziałam, że jeżeli zamknę oczy jeszcze na chwilę, to już będzie po walce.  Wstałam. Nie powiem abym tryskała z tego powodu radością, […]

Dzień #005

Dzisiaj pierwsza samodzielna praktyka. Obowiązki nie pozwoliły mi na poranne, wspólne jogowanie online. Miałam mieć dzień wolny od jogi – taki był plan. Ale jednak coś wewnętrznie podpowiadało, aby wejść na matę.  Weszłam więc w godzinach popołudniowych. I nie żałuję. Dostrzegłam dzisiaj ogromne, choć paradoksalnie miniaturowe zmiany w zachowaniu mojego ciała. Pierwsza: mogę w końcu […]

Dzień #006

Kolejny dzień samodzielnej praktyki. Kolejne 12 serii Powitania słońca A. Czułam, że to nie jest to, że to nie mój dzień. Że zbyt szybko, zbyt niestarannie, zbyt pospiesznie, z chaosem w głowie, z chęcią przerwania w połowie. Kontynuowałam jednak.  Otrzymałam na koniec nagrodę. Po raz pierwszy moje czoło spotkało się z kolanami w Uttanasana. Po […]

Dzień #007

Dzisiaj powrót do wspólnego praktykowania. Miałam chwilę zawahania, czy aby na pewno chcę wejść na matę. Ale weszłam. Wykonałam dzisiaj 15 powtórzeń (Powitanie słońca A). Oddech jest już płynniejszy, technicznie – raz lepiej, raz gorzej.  Dodatkowo moja nauczycielka zmieniła mi przejście pomiędzy Kumbhakasana (pozycja deski), Chaturanga-dandasana (pozycja kija), a Urdhva-mukha-śvanasana (pies z głową w górę). […]

Dzień #008

Dzisiaj rano wygrał ze mną “Poniedziałek”. W prawdzie podniosłam się po dźwięku budzika, ale wizja porannej praktyki tak mnie zmroziła, że szybko wróciłam do łóżka.  Muszę zatem odnotować pierwszy przejaw braku silnej woli. Na szczęście mam cudowną nauczycielkę, która w takich sytuacjach jest jak koło ratunkowe. Dzień uratowała zatem popołudniowa praktyka. Przyłożyłam się do niej […]

Dzień #009

Dzisiejsza praktyka minęła pod szyldem zmagań technicznych. Powitanie słońca całkowicie rozłożyło mnie na łopatki. Z rana dostrzegam trudność w rozgrzaniu organizmu, w zmotywowaniu go do ruchu, naciągnięciu mięśni do odpowiednich asan.  Co więcej – cały czas moja obręcz barkowa zdaje się grać w innej drużynie niż ja. Jakbyśmy strzelały do przeciwległych bramek. Moje barki, łopatki […]

Dzień #010

Dostrzegam, że najpoważniejszym przeciwnikiem dla mnie staje się poranne wstawanie. A zaraz po nim – Chaturanga. Zaczynam przechodzić przez różne dziwne stany – od całkowitej rezygnacji (zaraz po dźwięku budzika), przez silne postanowienie, że jutro już sobie odpuszczam (gdy zrzucam nogi z łóżka), przez zmęczenie i zniechęcenie (gdy się ubieram, myję i rozkładam matę), aż […]

Dzień #011

Kolejny dzień zmagań z Chaturangą. W trakcie dzisiejszej praktyki kompletnie nie mogłam złapać rytmu. Ani tym bardziej skoncentrować się na technice. Cały czas walczyłam z przemęczeniem i chęcią zejścia z maty.Jedyna satysfakcja jaka mi pozostała po tej praktyce, to ta wynikająca z samego faktu, że nie odpuściłam.

Dzień #012

Dwa dni przerwy pozwoliły złapać odrobię dystansu do siebie. Ostatnie dni praktyki spuściły ze smyczy mojego wewnętrznego krytyka, który postawił sobie za cel udowodnienie mi tego, jak bardzo nie nadaję się do jogi. A to nadgarstki niewyrobione, a to waga za duża i ciało za ciężkie, a to kręgosłup bolący, a to giętkość niewystarczająca… No […]

Dzień #013

Dzisiaj pierwszy raz wstałam pełna energii i zapału – pomimo świadomości wyzwania, jakie stoi przede mną. Kluczem do sukcesu okazuje się zatem jakość snu. Dobry sen = energia przed świtem i pozytywne nastawienie. Cel mojej obecnej praktyki to Powitanie słońca A i B w sekwencji 10 powtórzeń każde. Na razie – nieco oddalony cel. Plan […]