Ewa Szlachcic – D.N.A. – Recenzja

Pamiętacie 1. edycję “The Voice of Poland“? Jeżeli tak, to na pewno pamiętacie też Ewę Szlachcic. Teraz przyszedł czas na jej solowy album. Bardzo cieszy mnie fakt, że dzieje się to tyle lat po telewizyjnym show. W tym czasie utwory miały szanse dojrzeć, a i sama artystka nie wydawała niczego na tzw. fali. Poczekała, aż pierwsze zachwyty miną, wzięła się do pracy, no i jest – “D.N.A.“. Bardzo ciekawy i warty uważnego odsłuchu album.

To, co od samego początku zasługuje na uznanie, to warstwa tekstowa. “D.N.A.” to naprawdę bardzo dobrze skomponowane teksty! Nie są infantylne, chociaż niejednokrotnie dotykają trywialnych tematów. Ale i one stanowią naszą codzienność – pytanie więc: jak o nich śpiewać, nie przenosząc tej trywialności do muzyki? W takich sytuacjach z pomocą przychodzą właśnie zgrabnie napisane teksty – bez sztucznego, usilnego rymowania, nasączone inteligentnymi metaforami i ciekawą symboliką zaczerpniętą z codzienności. Tam nie ma patetycznych alegorii – tam jest sól i jest kawa.

Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu płyta naprawdę ujmuje! Są momenty, w których Ewa Szlachcic prowadzi inteligentną grę  z odbiorcą – wprowadza go w delikatny letarg i drażni udawaną monotonią. Tak się dzieje w “Hola, hola” (jednym z moich ulubionych kawałków). Zwrotki tworzą złudzenie jednostajności i praktycznie jeden wers, tytułowe “Hola, hola“, unosi cały utwór. I, uwierzcie mi, jest to kawałek o brzmieniu radiowym i jest dobry! Nie jest miałki, nie irytuje bezpłciowością. Jest bardzo kobiecy, subtelny, ale i zadziorny, dzięki rytmicznemu refrenowi. I zapada w ucho. To doskonały wybór singla i liczę na to, że rozgłośnie radiowe go docenią!

Kolejnym walorem płyty jest ciekawe instrumentarium. Ewa Szlachcic stawia na różnorodność – dużo w “D.N.A.” masteringu, odrobina elektroniki, ale wszystko zostaje podłożone pod linię melodyczną. Fantastycznie tę harmonię oddaje balladyczny “Firefly“. Swoją drogą – ogromne brawa za ten utwór i jego rozbudowę. Nie wiem tylko dlaczego jest to jedyna propozycja w języku angielskim? Nieco odstaje od polskojęzycznej płyty…

Co więcej – trzeba też przyznać, że Ewa Szlachcic wcale nie potrzebuje mocnego bitu. “Bezpieczny ląd” brzmi popowo, jest to kolejna balladowa propozycja, a jednak słucha się tego przyjemnie. Nawet wolałabym, aby był to bardziej instrumentalny utwór, bo Szlachcic głos ma mocny, wyrazisty, z bardzo dobrą dykcją. To wymaga odpowiedniego podkreślenia – słabe brzmienie elektronicznych niuansów po prostu ginie w tle (chociaż rozumiem tę delikatność, bo podbicie brzmienia skończyłoby się walką o hegemonię między wokalem a warstwą muzyczną). “Bezpieczny ląd” rozbudza więc ciekawość przede wszystkim co do brzmienia Ewy Szlachcic w nieco innej odsłonie muzycznej.

W “D.N.A.” widzę bardzo dobry początek. Ale mam też wrażenie, że to nie jest to, czego Szlachcic oczekuje od muzyki. Eksperymentuje – i dobrze! Zachwycająco i zaskakująco brzmi w “Ego” (kolejnej anglojęzycznej propozycji). Jest tam pazur i czuć mocny charakter Szlachcic. Cieszy mnie jednak fakt, że “D.N.A.” nie jest bezbarwną, mdłą, nijaką propozycją. To album z wieloma odcieniami czerwieni – niektóre mogą drażnić, inne będą uwodzić. I takie propozycje muzyczne są doskonałą receptą na długie i ponure jesienne wieczory.

Podsumowanie
  • 7.5/10
    Okładka/ Opakowanie - 7.5/10
  • 8.5/10
    Muzyka - 8.5/10
  • 9/10
    Wokal - 9/10
  • 9.6/10
    Teksty - 9.6/10
8.7/10

Ocena

“D.N.A.” to doskonała zapowiedź dalszej kariery Ewy Szlachcic. Czuć w tym albumie charakter artystki.

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *