O egoizmie

Wyjściem do rozważań na temat egoizmu zawsze powinien być imperatyw kategoryczny Immanuela Kanta. Bez względu na subiektywny stosunek co do jego uniwersalnej zasadności, jest on sformułowaniem uwypuklającym naturę egoizmu. Według Kanta moralność zasadza się na rozumie, ten zaś tworzy i realizuje imperatyw kategoryczny, który w syntetycznej formule brzmiałby mniej więcej tak: “postępuj tylko wedle takich zasad, które byłbyś skłonny uznać za powszechnie obowiązujące“.

Wychodząc od tego sformułowania łatwo można dostrzec dysonans poznawczy, który towarzyszy egoiście w codziennym funkcjonowaniu. Jeżeli bowiem jego jestestwo ukierunkowane jest na potrzeby własne (i ich zaspokojenie), niemożliwym jest uznanie jako równie wartościowych potrzeb innych. To w prosty sposób kolidowałoby z możliwością spełnienia/zaspokojenia własnych.

W związku z powyższym egoista wielopoziomowo odczuwa dysonans między rytmem swojego jestestwa, a rytmem tego wszystkiego co poza nim. W nieszczęściu swoim odczuwalność tegoż dysonansu systematycznie pogłębia, zatracając się w poczuciu niemożności zniwelowania różnic (które stale na niego oddziałują).

Pogłębiający się dysonans poznawczy prowadzi do głębokich w skutkach pęknięć natury psychologicznej. Ma to związek ze stale odczuwalnym dyskomfortem emocjonalnym, a to natomiast prowadzi do systematycznego obniżania poczucia własnej wartości.

Egoista bardzo często przyjmuje postawę moralną i wyznaje zasady etyczne zgodne z oczekiwaniami otoczenia. Jednak ze względu na własne uwarunkowania w procesie podejmowania decyzji, nie jest w stanie sprostać tym postulatom – kieruje się bowiem przede wszystkim potrzebą własną, a w procesie wyboru prymarną rolę odgrywają pragnienia (emocje), nie zaś umysł.

Poczucie własnej wartości jest natomiast niezwykle ważnym komponentem osobowości każdego człowieka. Od jego stabilności i systematycznej rozbudowy zależy zasadność podejmowanych decyzji, kierunek rozwoju osobistego, relacje interpersonalne oraz umiejętność odnalezienia się jednostki w grupie. Poczucie własnej wartości jest w oczywisty sposób związane z życiową satysfakcją. Jej brak prowadzi do frustracji. Ta natomiast wzmaga odczuwalność dysonansu poznawczego, o którym mowa była wyżej.

Świadomość postępowania, a konkretniej – świadomość konieczności podjęcia określonej decyzji pozostająca w konflikcie moralnym z faktami (gdy jednostka postępuje niezgodnie z wyznawanymi przez siebie wartościami, ale zgodnie z indywidualną potrzebą), prowadzi do poważnego pęknięcia emocjonalnego, a to natomiast przekłada się na systematyczne niszczenie poczucia własnej wartości.

O procesach tych w obszerny sposób traktował w swoich pracach kanadyjski filozof – Richard Keshen. Wprowadził on określenie “ludzi rozsądnych” (Rozsądne poczucie własnej wartości), którzy siłę czerpią z przekonania, że ich poglądy, a tym samym motywację leżącą u źródeł podejmowanych decyzji, można w logiczny sposób uzasadnić. Są to postawy oparte na rozumowym stosunku do świata.

Dla jednostki, dla której w rozumowej dedukcji świata oczywistym i niepodważalnym jest, iż wartości, którymi się kieruje nie mogą ulegać rozsądnej krytyce ze strony innych, poczucie własnej wartości nie musi być obiektem szczególnych zabiegań. Na drodze swojego postępowania systematycznie zostaje ono wzmocnione – m.in. poprzez regularne ugruntowywanie się w prawidłowości tak własnych przekonań, jak i postawy (za którą stoją czyny i wybory). Nie rodzi to frustrującego poczucia dysonansu poznawczego, który natomiast jest przyczyną klęski egoisty. Postawa “rozsądnej jednostki” ma swoje źródło m.in. w odporności na stronniczość myślenia. Dzięki temu jednostka rozsądna może skonfrontować swoje postępowanie i wybory z krytyką zewnętrzną. Czyniąc to wzmacnia swoją postawę, bowiem obnaża nielogiczność krytyki.

Jednak to nie wszystko, bowiem idea “rozsądnej jednostki” Keshena obnaża jeszcze jedną, niezwykle ważną rzecz – cechę, która uwypukla różnice między ową jednostką a egoistą. “jednostka rozsądna” kieruje się bowiem przekonaniem, że wszyscy jesteśmy do siebie podobni – na swój własny, różny sposób, ale podobni. Dzięki temu rdzeń moralny “jednostki rozsądnej” jest mocny – ma charakter uniwersalny, wsparty szacunkiem do potrzeb, pragnień i wolnej woli innych, podobnych jednostce.

Jednostka rozsądna nie może cenić siebie ponad innych – gdyby tak się stało przestałaby być jednostką rozsądną. Bierze się to m.in. z przekonania, iż każdy współżyjący nam jest spadkobiercą tej samej tradycji myśli – począwszy od Arystotelesa i jemu współczesnych, aż po filozofów naszych czasów. Takie spostrzeżenie daje jednostce rozsądnej przekonanie, że jest znaczącą częścią całości oraz elementem współtworzącym tradycję i spuściznę przyszłych pokoleń. Dla egoisty taka argumentacja jest niemożliwa. Odczuwalny przez niego dysonans rytmu “ja” i rytmu “świata” prowadzi do przekonania, że jest on nieznaczącą drobinką w skali całości. Różnica w obu postawach jest ogromna i uwypukla się w konsekwencjach. Dla jednostki rozsądnej jest to systematyczne budowanie własnej wartości, dla egoisty – pogłębianie poczucia własnego nieszczęścia i frustracji.