Izabela Trojanowska wraca do lat 80.

My, pokolenie lat 80. oraz urodzeni w latach 90., nie za bardzo rozumiemy mocną, wyrazistą rytmikę utworów, które powstały jeszcze zanim my usłyszeliśmy pierwsze dźwięki. Dzisiaj wydaje się ona zbyt banalna, zbyt przewidywalna i nudna. Od muzyki oczekujemy różnorodności, awangardyzmu osadzonego w spójnej koncepcji. Powtarzalnością jesteśmy w stanie się bawić, ale szybko szukamy czegoś nowego. Jesteśmy muzycznymi narkomanami – ciągle nam mało a nowe projekty starczają nam na coraz krócej. Stale więc szukamy świeżych muzycznych doznań, które dadzą przysłowiowego kopa. Jak więc w takiej rzeczywistości może odnaleźć się płyta, która staje się wehikułem czasu i prowadzi w sam środek lat 80.? A taką właśnie propozycją jest najnowszy album Izabeli Trojanowskiej – “Na skos“. 

Izabela TrojanowskaTo, co dla niektórych będzie atutem, a dla innych największym zarzutem, to wyczuwalna (zapewne dzięki obecności Janka Panasewicza) stylistyka Lady Pank. Mnie to drażni, bo przy trzecim utworze jestem w stanie przewidzieć, jak zostanie “rozegrana partia” w kolejnym, czwartym czy piątym. I przez takie rozwiązanie, pomimo różnorodności nastrojów, płyta staje się zbyt jednolita. A szkoda – bo ma potencjał.

Na skos” to album-wyzwanie – przede wszystkim dla najmłodszego pokolenia. Dla średniaków również 🙂 Dlaczego? Bo przy pierwszym odsłuchu muzycznie i tekstowo płyta może wydać się trywialna. Ale to tylko pozory!  Trojanowska, przy wsparciu Panasewicza, wykorzystuje sprawdzoną recepturę lat 80. Wybiera dźwięki i kompozycje, które bawiły naszych rodziców, które szybko zapadają w pamięć i już po jednym odsłuchu można je sobie nucić pod nosem. Nie jestem przekonana czy jest to płyta, która trafi do gustu nastolatków i dwudziestolatków. Bez wątpienia docenią ją jednak Ci, którzy w stylistyce sprzed lat umieją dostrzec wyjątkowość i magię. Dla nich “Na skosIzabeli Trojanowskiej może okazać się sprawnie działającym wehikułem czasu 🙂

I tutaj brawa dla Artystki. Bo nie każdy ma odwagę pozostać wiernym sobie. A Iza zostaje Izą. Bez względu na to, czy się to komuś podoba, czy nie… 🙂 I dobrze.

 

Izabela Trojanowska

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *