Co nowego u Jakuba Rene Kosika?

Jakiś czas temu poświęciłam sporo miejsca na próbę interpretacji “WireframedJakuba Rene Kosika. Dźwięki z tego albumu często do mnie wracają. Nie mogę się odpędzić od tej przytulnej klaustrofobiczności i oryginalnego zapisu emocjonalnej labilności. Dlatego też z tym większym zaciekawieniem wsłuchałam się w nowe propozycje JRK.

jakub-rene-kosik-szykuje-cos-wyjatkowego_in_96338_300_300I znowu zaskoczenie. I znowu cieszę się, że sięgam po twórczość Artystów, którzy swoimi nowymi kompozycjami upominają, aby tak łatwo ich nie szufladkować, by się nie przyzwyczajać, a jedynie pozostać wrażliwym i otwartym na to, co nowe.

I tutaj mała dygresja. Osobiście jestem zdania, że każdy jest zdolny do odbioru muzyki. W przypadku innych sztuk – brak kompetencji może być poważną przeszkodą. Ale muzyka w większym stopniu niż sztuki wizualne, czy też literatura, niesie ze sobą emocje. Można jej nie rozumieć, ale jednocześnie czuć. Dlatego też przy pierwszym odsłuchu – bez względu na to, czy sięgam po płytę dobrze znanego mi artysty, czy też po losowo wybraną nowość – staram się “wyłączyć” umysł. To bardzo ciekawy eksperyment, który polecam wszystkim pragnącym odkrywać w sztuce samych siebie 🙂 Dzięki temu uzyskujemy odpowiedź na pierwsze i najważniejsze pytanie: czy w towarzystwie tych dźwięków i tej kompozycji czuję się dobrze. A przy dźwiękach, które proponuje na letnie popołudnia Jakub Rene Kosik – można odpocząć, odciąć się od obowiązków i – ot tak po prostu – zamarzyć 🙂

Oak Street (Original Mix)

Pierwszą kompozycją, która całkowicie zdobyła moje serce, jest “Oak Street (Original Mix)”. Szczerze zachęcam do odsłuchania na SOUNDCLOUD. Te dźwięki wspaniale harmonizują z leniwym, słonecznym popołudniem. Fantastycznie i łagodnie rozbudzają też przy majowym poranku – sprawdziłam, więc mogę szczerze polecić 🙂 Ale – do rzeczy!

pablo(2)To świeżynka – w serwisie SoundCloud pojawiła się zaledwie kilkanaście dni temu i słychać w niej… LATO! <3 Utwór rozpoczyna się bardzo spokojnie, i chociaż przy pierwszym odsłuchu oczekiwałam w napięciu aż nadejdzie “moment przełomowy” z nieco mocniejszym przytupem, ta propozycja muzyczna nie rozczarowała. A recepta jest prosta – utwór nie jest przekombinowany. Jest oparty na wielopłaszczyznowości dźwięków – główna, elektroniczna linia melodyczna niekiedy ustępuje miejsca partiom instrumentalnym. Jest też różnorodność, dzięki której utwór nie nudzi, ale tworzy spójną, wielowątkową opowieść. To, co mnie zdecydowanie ujęło, to umiejętność łączenia elektronicznych brzmień, symetrycznych bitów, z unoszącymi partiami instrumentalnymi. Pojawiające się w 4 minucie smyczki z pewnością wprowadzają do “Oak Street (Original Mix)” wyrazisty pierwiastek kobiecości, a wraz z nim – silnie zarysowaną zmysłowość. Nie można też pominąć szlachetnego brzmienia talerzy perkusyjnych (czy jest to efekt zabiegów i muzycznych tricków JRK, czy też rzeczywiście instrumenty te są obecne w utworze – niech to pozostanie sekretem twórcy 🙂 ). Zaskoczeniem mogą być też dzwony, które w 2:40 min. na chwilę przejmują rolę protagonisty. A zaraz po nich – elektroniczne falowanie dźwięków. Na takiej właśnie paralelności, opartej na kontrastach, Jakub Rene Kosik buduje swoją kolejną muzyczną propozycję.

Co więcej – i tutaj wrócę do mojej wcześniejszej dygresji – przy “Oak Street” można po prostu odpocząć. Nie ma tam zabiegów znanych z “Wireframed” – tych, które wrzucały myśli i skojarzenia odbiorcy do worka przepełnionego wspomnieniami i burzliwymi emocjami. Nie ma też tak wyraźnie zarysowanej dynamiki – jest w zamian za to łagodność, spokój, zmysłowość.

Cassiopeia (Original Mix)

Kolejny utwór, który chronologicznie poprzedza “Oak Street (Original Mix)“, to “Cassiopeia (Original Mix)“. Tutaj jest już zdecydowanie więcej JRK, którego pamiętam z “Wireframed“.

Początek wydaje się “zwyczajny”. Proste bity z lekką dynamiką. Gdyby nie stopniowana warstwowość – “Cassiopeia” mogłaby wydawać się przewidywalna. Ale to chyba gra z pychą (gr. hybris) – tą, która drzemie na dnie serca każdego odbiorcy. Słuchając – ocenia, a oceniając – zapomina o tym, że kieruje nim subiektywizm. I z tą zbytnią pewnością siebie drażni się Jakub Rene Kosik. Trochę usypia czujność odbiorcy, stwarzając iluzję monotonii. Nic więc dziwnego, że tytułując swój utwór sięgnął po imię mitycznej matki Andromedy – po Kasjopeę, tę, która przegrała z pychą.

kasjopeaPrzychodzi jednak moment, kiedy “Cassiopeia” rozbłyska całym swoim blaskiem – zachwyca prostą, ale jednocześnie niepozbawioną paraboliczności linią. W tym przypomina konstelację. Osobiście muszę przyznać, że to mój ulubiony moment utworu (1:36). Brzmi to tak, jakby Jakub Rene Kosik chciał prowadzić równolegle dwie linie narracyjne. W tej drugiej słychać przestrzeń – swobodne zanikanie dźwięków, ich nakładanie się, pulsowanie, które nie jest ograniczone jakimikolwiek ramami. Motyw ten powraca raz jeszcze – 4:50. I znowu stanowi drugą linię narracyjną. Brzmi o wiele dramatyczniej niż główna “opowieść” utworu. Zapewne jest to efekt przestrzenności dźwięków, ale warto w tym miejscu postawić pytanie, czy przypadkiem nie tak JRK widzi historię zmysłowej, pięknej Kasjopei, która za swoją pychę miała zapłacić najwyższą cenę – oddać życie córki.

Niezależnie od odpowiedzi – obie propozycje Jakuba Rene Kosika mogą, a nawet powinny się podobać. Nie brakuje im niczego – można to stwierdzić również przez pryzmat wcześniejszych artystycznych poczynań JRK. Odbiorcy wsłuchujący się w “Oak Street”  i “Cassiopeia” odnajdą:

  • różnorodność dźwięków (w tym także niezwykle ciekawy paralelizm),
  • spójność tematyczną,
  • oryginalne połączenia (elektro + instrumental),
  • niejednoznaczność, a tym samym i nieprzewidywalność,
  • kontrastowość,
  • przestrzenność emocjonalną.

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *