Jakub Rene Kosik z sercem na dłoni – Rot Hart

Za każdym razem, kiedy sięgam po twórczość Jakuba Rene Kosika, wiem, że zostanę wprowadzona w zupełnie nowy, obcy mi świat. Czasami on przeraża, okazuje się wyjątkowo mroczny, nasączony jakąś nieopisaną siłą autodestrukcji. Wszystko po to, by odrodzić się następnie w niezwykłej zmysłowości i witalności, która energetyzuje.

Kiedy wsłuchuję się w propozycje JRK czuję się, jakbym wchodziła w świat Jamesa Joyce’a. Czasami brakuje przecinków, wielkich liter, zdania zlewają się w jedną długą wypowiedź i trudno odróżnić narratora od bohatera. Ale to uświadamia mi, jak bardzo przyzwyczaiłam się do wygodnej konwencji – do tych wszystkich znaków i zasad, które tak upraszczają drogę do rozumienia. Z Kosikiem jest inaczej – on stanowi wyzwanie.

ROT HART

Jakub Rene Kosik stawia na linearność. U niego każdy projekt to nowa historia, której wątki należy czytać w odpowiedniej kolejności. Zmieniająca się narracja, momenty dramatyczne, bardzo erotyczne spotkania, chwile błądzenia, szukania, podróże gdzieś w nieznane – to wszystko jest zamknięte w kompozycjach Kosika. Producent taki właśnie świat namalował dźwiękami w swoim najnowszym albumie – “Rot Hart“. Ale to nie wszystko…

Tym razem JRK idzie dalej – wchodzi w bardzo specyficzny obszar, dość przerażający swoją sterylnością i obojętnością. Bo “Rot Hart” to opowieść o umieraniu i odradzaniu…

Od samego początku Kosik pogrywa nieco z odbiorcą. Niejednoznaczny tytuł projektu staje się też kluczem do dalszej gry znaczeń. “Rot Hart” kieruje nas bowiem w świat języka niemieckiego. Daje odrobinę czerwieni i trochę klaustrofobicznej ciężkości. Ale nie sposób oprzeć się też wrażeniu, że i w języku angielskim znaleźlibyśmy odpowiednią analogię – heart rot, co w dosłownym przekładzie oznaczałoby “gnicie serca”.

Faktycznie – jest w tym projekcie coś niepokojącego i słychać to wyraźnie już od pierwszej kompozycji.

1/ MROCZNA ZAPOWIEDŹ / FLOATING SPOT

Floating Spot rozpoczyna się dość optymistycznie, bardzo niepozornie. I w tym kontekście przypomina niemal klasyczną historię. Tak było u Kafki, kiedy Franz K. po prostu obudził się rano; tak też było u Dumas’a, w którego świecie dżuma przyszła niepostrzeżenie; jak i u Dostojewskiego w “Wojnie i Pokoju” – po prostu zaczynał się dzień. I tę pozorność wykorzystuje Kosik.

Co ciekawe – ważnym elementem kompozycji, od samego początku, jest ruch. Zapowiedziany jest on wyraźnym, symetrycznym bitem, którym JRK otwiera “Rot Hart“. Jednak dalszy kierunek muzycznej narracji pozwala uznać to jedynie za wskazówkę by ruchu poszukiwać o wiele “wyżej” niżeli tylko w brzmieniu. Dla Kosika ma on bowiem znaczenie mentalne, a nawet metafizyczne, bezpośrednio związane ze zmianą. I to słychać!

Pierwsze sygnały zmiany w tej linearności kompozytor przynosi już w czwartej minucie utworu (ok. 3:10 min. pojawia się mocne przejście, które całkowicie burzy dotychczasowy spokój). I to jest charakterystyczny dla Kosika zabieg – celowo usypia czujność odbiorcy, wprowadza go w trans, aby potem jednym mocnym dźwiękiem wyrwać z letargu. I są to momenty bardzo mroczne. Budują napięcie i wprowadzają w stan oczekiwania.

Floating Spot to dobry i mocny początek historii. Staje się tym bardziej zrozumiały, im dalej w projekcie Jakuba Rene Kosika zanurzymy swoją uwagę. Już tutaj słychać mocne “przepompowywanie” dźwięków – szczególnie pod koniec utworu. Symetria zostaje zakłócona arytmią (po ok. 5:20 min.), ale jednocześnie podkreśla autentyczność wszystkich emocji zamkniętych we Floating Spot. Zupełnie tak, jak ma to miejsce z pracą serca – każda anomalia potwierdza jedynie, że jest to żywy narząd, a nie maszyna (biorąc pod uwagę to, jak skonstruowany został utwór JRK, można pokusić się o analogię do tachykardii – bo rzeczywiście, uderzeń na minutę jest znacznie więcej niż 100!).

Dzięki Kosikowi wchodzimy więc w nieznany obszar dziwnego krwiobiegu, a kierunek tej podróży uzależnić musimy od kapryśnej, niepewnej pracy serca.

2/ MOCNY WDECH NIEPOKOJU / EXHAU

To, co zdecydowanie uwielbiam u Jakuba Rene Kosika, to spójność. Pod tym względem także “Rot Hart” okazuje się projektem niezawodnym. Poszczególne motywy, tworzące kręgosłup jednego utworu, subtelnie zanikają, aby w ostatnich dźwiękach dominację mógł przejąć już inny temat muzyczny. I to on dojrzewa, kostnieje niejako, w kolejnej kompozycji. To przeplatanie się różnych wątków to także sposób na utrzymanie stałej uwagi odbiorcy. Doskonale dowodzi tego Exhau – druga kompozycja z “Rot Hart“.

Ponownie mam wrażenie, że Kosik żongluje znaczeniami. Tym razem akcentuje stan na pograniczu całkowitego zmęczenia oraz wyczuwalnego zagrożenia (exhaust – wydech, spaliny; to exhaust – wyczerpać). I rzeczywiście – jest to bardzo słyszalne. Exhau to utwór o wiele mroczniejszy niż Floating Spot i prezentujący zupełnie nowe obszary. Zupełnie subiektywnie muszę przyznać, że wolę JRK właśnie w takim wydaniu – zamknięta przestrzeń dźwięków i element niepokoju naprawdę służą jego kompozycjom!

Tak jak już pisałam wcześniej – Kosik dba o spójność narracji. Tutaj również w bardzo przemyślany sposób bawi się motywami muzycznymi. Niemal zawsze w połowie utworu zaczyna się “coś” dziać – jakby rozpoczynał się kolejny etap podróży. Tak również w Exhau od ok. 3 minuty słyszalna jest zmiana otoczenia. Zupełnie tak, jakbyśmy w tej dziwnej wędrówce zanurzali się wgłąb krwiobiegu, płynęli gdzieś z jego “nurtem”. W drugiej części Exhau słyszalna jest także rotacyjność – przeplata się ona z niemal industrialnymi elementami. Tak też kompozytorowi udaje się połączyć to, co żywe i nieregularne, z tym, co mechaniczne i symetryczne w brzmieniu.

3/ TRANSFUZJA / USE MY GROOVE

To jeden z moich ulubionych kawałków na “Rot Hart“. I śmiem twierdzić, że jeden z najlepszych utworów Kosika. Dlaczego? Bo tutaj wszystko się zmienia, rotuje, miesza – a zmiany to ruch, ruch to dynamika, a dynamika to życie. W tym wszystkim słychać cały kalejdoskop różnorodnych wrażeń. I chociaż Use My Groove zaczyna się niepozornie – wykorzystuje motyw z poprzedniej kompozycji (ten, który porównałam do krwiobiegu), to jednak bardzo szybko cała kompozycja przechodzi totalną metamorfozę. Już na początku drugiej minuty (ok. 1:05 min.) pojawia się techno voice, a niedługo po nim – cały muzyczny świat ulega metamorfozie. Główny motyw zostaje bowiem przepleciony niezwykle finezyjną frazą, bardzo kobiecą, delikatną, pobrzmiewającą nieco orientem. To zaś tworzy ciekawy kontrast – to co “nasze” miesza się z tym, co “obce”; to co “męskie” i “ciężkie”, przeplata się z tym co “kobiece” i “lekkie”. Zupełnie tak, jakby w kilku muzycznych frazach Kosikowi udało zamknąć się naturę transfuzji – nie tylko tej w znaczeniu medycznym. Otwarcie się na “nowe” okazuje się niezwykle ważne.

Na koniec Use My Groove Jakub Rene Kosik wraca do motywu industrialnego – nim też rozpoczyna kolejną kompozycję.

4/ KARDIOGRAF PRZEŻYĆ / MECHANISM

Mocne uderzenia będące głównym konstruktem utworu Mechanism w zasadzie można by przełożyć na zapis kardiografu. Wzorowanie się na maszynowej symetrii pozwala Kosikowi wydobyć na światło dzienne to, co na co dzień umyka. W tym utworze stawia na polisensoryczność – daje wyraźny komunikat, że praca serca to nie tylko to, czego oczekujemy od głównej maszyny naszego organizmu, to nie tylko nasz silnik napędowy. To coś więcej, co na co dzień ignorujemy. I tutaj Kosik wprowadza do kompozycji różnorodność, pozwalając odbiorcy “w-przestrzenić” się w świat, który dla niego stworzył. Jest tam słyszalna nie tylko “praca” serca, ale też szereg różnorodnych doznań, które dochodzą z otoczenia. Momentami może się nawet wydawać, że uderzenia (będące motywem przewodnim) giną gdzieś w tle, a uwaga odbiorcy skupia się wówczas na tym, co przychodzi “z zewnątrz”.

Ta zmiana natężenia to kolejna przestrzeń, w której istotny okazuje się ruch i metamorfoza. Wyraźna paraboliczność znaczeń bardzo wyraźnie oddaje to, co tak naprawdę odzwierciedla naszą, pożądliwą naturę. Jesteśmy głodni wrażeń, doznań, które inspirują – szukamy ich i dążymy do nich. Zapominając czasem o tym, co tak naprawdę pozwala nam je “przeżywać”.

5/ STERYLNY ŚWIAT / MEDICAL ROOM

Kolejna kompozycja, którą dodaję do listy ulubionych. Medical Room przeraża sterylnością. W takich utworach jak ten dostrzec można niezwykłą wyobraźnię muzyczną Jakuba Rene Kosika. Nie dysponując niczym materialnym jest on w stanie stworzyć przestrzeń, wypełnić ją właściwymi dla swojego świata elementami i wprowadzić weń określoną nastrojowość. Dlatego właśnie Medical Room może przerażać, budować niepokój. Co dziwnego – dzieje się tak od samego początku, chociaż dźwięki zdają się tego nie zapowiadać. Jednak dwutorowa muzyczna narracja, którą JRK prowadzi od samego początku, budzi u odbiorcy niepokój. Wprowadza go w stan oczekiwania.

I rzeczywiście – przeczucia zdają się potwierdzać. Ponownie powraca motyw arytmii. W Medical Room czuć i słychać też samotność. Sterylność – także w ujęciu metafizycznym – okazuje się być elementem, który całkowicie wypełnia przestrzeń “pokoju medycznego”.

6/ PRZEBUDZENIE? / BLOW OUT

W nastroju wspomnianej wcześniej sterylności rozpoczyna się Blow OutTutaj jednak JRK stawia na nieco inne rozwiązania. Surowość otoczenia przełamuje łagodną symetrią dźwięków. Zupełnie tak, jakby udało mu się oswoić nieprzyjazną przestrzeń.

Jakub Rene Kosik ponownie sięga też po sprawdzony dla siebie zabieg przeplatania głównego motywu. W drugiej części utworu czuć więc ożywienie – można nawet odnieść wrażenie, że projekt “Rot Hart” ruszył w zupełnie nową stronę, sięgnął po nową paletę dźwięków, bity z zupełnie innego obszaru! Tym samym Kosikowi udaje się całkowicie wyprzeć z pamięci odbiorcy męczącą i obcą dlań sterylność.

Właśnie dlatego Blow Out kojarzy mi się z przebudzeniem. Ono zaś – z wyraźnym i mocnym ruchem świadomości, który prowadzi do wolności. Zupełnie tak, jakby zamknięta i klaustrofobiczna w dźwiękach przestrzeń Medical Room została zburzona. W Blow Out Kosik otwiera przed odbiorcą nowe horyzonty. Stawia na energiczne bity, na rozbudzenie i pobudzenie, a w lekkich setach zamyka temat wolności (i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że przypominający świergot ptaków finał potęguje uczucie wolności!).

fot. infomusic.pl

7/ DAJ MI RZĄD DUSZ… / BAZAAR (AS TERROR SMITH)

Jakub Rene Kosik niejednokrotnie sięga po swoje alter ego. Zakłada różne maski – wszystko po to, aby komunikatom artystycznym nadać odpowiedni kształt. Tym razem powraca jako Terror Smith – z odwagą i butnością godną Mickiewiczowskiego Konrada.

No i targuje się Kosik z losem. Nie sposób jednak odczytać co stanowi główny element prowadzonego sporu! Ten utwór stanowi bowiem bardzo złożoną metaforę. Słyszalne jest jednak ożywienie.

A targ, jak to targ, to nie tylko element wymiany, ale również przestrzeń niezwykle różnorodna, w której dominuje ciągły ruch i nie sposób odpocząć od bombardujących nas z zewnątrz sygnałów. To wszystko znalazło się też w utworze Bazaar. Warto wsłuchać się w niego ze świadomością niedoskonałości własnej percepcji estetycznej – dzięki temu można przenieść kontrapunkt stanowiący element centralny uwagi odbiorcy. Tego też wymaga Kosik. Jego nie można słuchać mechanicznie i odruchowo – należy wraz z nim szukać w dalszych rejonach, w dźwiękach, które niejednokrotnie zdają się ginąć w tle. Bo to bohaterowie drugiego planu tworzą przestrzeń utworu BazaarJego dynamika zależy od ruchu, “zatłoczenia”, które wyczuwalne jest dopiero za głównym tematem muzycznym.

8/ OCZYSZCZENIE / CLEAR DAY

Z tego zatłoczonego obszaru, w którym nie brakuje różnorodnych doznań, Jakub Rene Kosik przenosi odbiorców do zupełnie innej przestrzeni, która w swojej konstrukcji przypomina nieco Medical RoomJest jednak mocniejsza – jakby odważniejsza w brzmieniu. Ponownie powraca tutaj motyw samotności. A może nawet nie tyle samotności, co indywidualizmu i jednostkowości. Zupełnie tak, jakby Clear Day był etapem uporządkowania dotychczasowej podróży – znalezienia równowagi między tym, co otwarte na bodźce z zewnątrz, pełne kolorowych wrażeń, a tym, co sterylne i zamknięte. Dlatego właśnie Clear Day jest tak uporządkowany, pełen wewnętrznej harmonii. Tutaj każdy bit nasączony jest symetrią. Nie ma przeskoków, nie ma elementów zaskoczenia czy nagłego zwrotu akcji. Jest linearność słyszalna w każdej frazie.

Słyszę tutaj również element redukcji wrażeń. Kosik celowo nie urozmaica Clear Day – stawia na nieco ascetyczne rozwiązania, aby podkreślić istotę narracji. Zupełnie tak, jakby świadomie wprowadzał do koncepcji “Rot Hart” redukcję fenomenologiczną – tę, którą zaproponował Edmund Husserl i która docelowo ma nam pozwolić w odkrywaniu “istoty rzeczy”.

9/ REVEALING SECRETS

fot. M. Pańszczyk

Sparafrazuję Korę: “Kocham! Kocham! Kocham!“. Kolejna perełka na płycie i kolejny utwór, który w moim odczuciu będzie znakiem rozpoznawczym “Rot Hart“. Revealing Secrets to świadectwo dojrzałości, które ujawnia się w dialogowości. Dotychczas bohater wszystkich utworów Kosika z “Rot Hart“, nawet kiedy wyraźnie zabierał głos, pozostawał elementem równoległym wobec świata czy innych jednostek żyjących w tymże świecie. Tym razem jest inaczej. Powtarzana jak mantra fraza: Can you keep my secrets? otwiera zupełnie nową perspektywę. JRK wprowadza element interakcji – napięcia pomiędzy dwoma podmiotami (dotychczas napięcie to wyczuwalne było w relacji podmiotu wobec przedmiotu/sytuacji).

I faktycznie – w Revealing Secrets słychać dwóch bohaterów. Głównego, któremu towarzyszymy od początku “Rot Hart” i drugiego, który na początku pozostaje postacią domyślną (bo przecież do kogoś nasz bohater musi kierować zapytanie: Can you…?), później – urzeczywistniającą się w dźwiękach (od ok. 4:15 min.!).

Z jednej strony, mając na uwadze fakt, że jeszcze chwilę temu główny podmiot “Rot Hart” przeżywał swego rodzaju oczyszczenie, można by doszukiwać się w Revealing Secrets elementu soliloquium. Zupełnie tak, jakby wiwisekcyjna spowiedź miała być finalizacją poprzednich przemyśleń.

Ale ja chciałabym pójść krok dalej. Mam nieodparte wrażenie, że to jednak nie chodzi o spoglądanie sobie prosto w oczy. Zbyt duża różnica słyszalna jest między głównym motywem muzycznym, a narracją świadczącą o obecności “drugiego” bohatera. Od ok. 4:15 min. więcej w tym utworze kokieterii, zmysłowości, punktowości. A w tym wszystkim jest też więcej paraleli niż w poprzednich wypowiedziach muzycznych. Muzycznie utwór sięga też po rozwiązania na pograniczu somnambulizmu. Dzięki temu moment przełamania zdaje się być nie tyle zmysłowy, co nawet erotyczny.

10/ PULSACYJNA CODZIENNOŚĆ / ROUTINES

fot. 80bpm.net

Zaraz po rozbudzających uniesieniach z Revealing SecretsKosik zdaje się uspokajać zmysły. Tutaj jednak dzieją się niezwykle ciekawe rzeczy – wbrew tytułowej zapowiedzi, dalekie od nudnej rutyny. Systematycznie, wraz z rozwojem muzycznej fabuły, JRK wycisza wszelkie doznania, zmniejsza też wrażenie synestezji. W taki sposób operuje bitami, że nawet trudno spostrzec, z czego rezygnuje, co dokłada. Udaje mu się jednak uzyskać element spokoju, którego jednak nie należy w żaden sposób utożsamiać z nudą i przewidywalnością.

Co więcej – Jakubowi Rene Kosikowi udaje się pozostać w Routines dokładnie w miejscu kontrapunktu, który od samego początku “Rot Hart” wyznaczył i którego obecność niemal w każdym utworze akcentował. Dotychczasowy dramatyzm bycia “pomiędzy” chaotycznymi, różnorodnymi doznaniami “z zewnątrz” a arytmią, monotonią i klaustrofobicznąścią tego co “z wewnątrz”, tym razem zostaje okiełznany. Kosik sięga po pulsacyjność, rezygnuje też z rozproszenia, które słyszalne było w poprzednich kompozycjach.

W ten sposób JRK odchodzi też od dekadencyjności, która ewidentnie go pociąga. Słychać (mniej więcej od ok. 5 minuty) jak ostatecznie otwiera się na różnorodność zewnętrznych sygnałów, a jednocześnie pozostaje skupiony na tym, co wewnątrz (główny bit).

11/KANTSTRAßE

fot. 80bpm.net

Bardzo, ale to bardzo dobry finał podróży. Kantstraße to z jednej strony powrót do tego, co w całej twórczości Jakuba Rene Kosika najbardziej charakterystyczne, z drugiej – postawienie przysłowiowej kropki nad ‘i’ w “Rot Hart“. Na początku wspominałam o tym, że JRK wymaga od odbiorcy aktywności – także tej intelektualnej – a jego projekty przypominają fabułę Ulisesa Jamesa Joyce’a. Do tego motywu wraca sam Kosik, proponując nam przechadzkę KantstraßeNie sposób oprzeć się wrażeniu, że to jednocześnie spojrzenie obserwatora, jak i uczestnika zdarzeń. Przechadzka po tym świecie dźwięków przypomina trochę spacer flanera po mieście. Można bowiem w tym utworze “dosłyszeć” zarówno spotkania z tłumem (duża intensywność dźwięków, odczuwalna wręcz klaustrofobiczność), jak i obserwowanymi przez bohatera tej opowieści jednostkami (słyszalne szczególnie w tle, po 4 minucie). Czasami przestrzeń Kantstraße może też przypominać świat wyrwany z rzeczywistości Matrixa – taki, który z niewyjaśnionych przyczyn zwalnia w niektórych momentach, a potem nagle przyspiesza.

***

Co też dalej dzieje się z Kosikowym bohaterem, z którym podróżujemy przez “Rot Hart“? Trudno powiedzieć – jego historia raczej pozostaje otwarta. Nie zmienia to jednak faktu, że JRK podarował nam naprawdę dobry, mocny, ugruntowany na uporządkowanych przemyśleniach projekt. Muzycznie może on zachwycić przestrzennością i różnorodnością. Dla mnie najważniejsze są momenty zaskoczenia – nie sposób posądzić Jakuba Rene Kosika o jakąkolwiek rutynę. Ciekawym zabiegiem pozostaje też napięcie, które Kosik utrzymuje pomimo oniryczno-transowej atmosfery wszystkich muzycznych zabiegów.

Dla mnie twórczość JRK to także zawsze ogromne wyzwanie. To zupełnie inny świat niż ten, w którym lokuję swoje muzyczne gusta. Ale bez skrępowania mogę napisać, że uwielbiam jego projekty – zmuszają do myślenia, do szukania i podążania w kierunku, który on, jako kompozytor, wyznaczył. Potrzeba wiele wysiłku, aby się w tej podróży nie zgubić. Czasami trzeba zawrócić i rozpocząć ją od nowa. Ale warto. Bo Kosik uczy tego, jak powinno brzmieć techno. Odczarowuje je, wynosi na zupełnie inny wymiar – poza przestrzeń bezrefleksyjnego odbioru. I za to należą mu się ogromne słowa uznania.

Odkładam więc “Rot Hart” na półkę z przekonaniem, że niejednokrotnie wrócę do tego projektu.

Na koniec pozwolę sobie jeszcze podziękować Jakubowi za to, że chce się dzielić swoją twórczością 🙂 To ogromny zaszczyt móc przedpremierowo poznać “Rot Hart” i zajrzeć do wszystkich jego zakamarków!

A wszystkich ciekawych brzmienia “Rot Hart” serdecznie zachęcam – nawet, a może i szczególnie tych, którzy techno na co dzień nie słuchają! Premiera już niedługo – 22 sierpnia 2017, a pre-order od 8 sierpnia!

 

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *