Jakub Rene Kosik – Windrusher (2019)

Windrusher nie jest wizytówką Jakuba Rene Kosika ani z 2017 roku (Rot Hart), ani tym bardziej z 2016 (Wireframed). I chyba w tym tkwi całe wyzwanie związane z odsłuchem nowego albumu. Bo nie tylko Artysta, ale też i odbiorca musi być gotowy na zmiany.

Czy ja byłam? Zdecydowanie nie. Pamiętam, jak przy recenzji Rot Hart pisałam:

Kiedy wsłuchuję się w propozycje JRK czuję się, jakbym wchodziła w świat Jamesa Joyce’a. Czasami brakuje przecinków, wielkich liter, zdania zlewają się w jedną długą wypowiedź i trudno odróżnić narratora od bohatera. [czytaj więcej…]

Windrusher jest zupełnie inaczej pisaną historią. Ma wyraźnie zaakcentowane rozdziały. Ma jednego, niemal agresywnie eksponującego swoją obecność narratora. Ma niejednoznaczny element spajający, który stał się tematem przewodnim. Ale, dla ułatwienia lektury tego wydawnictwa, zacznijmy może od początku. A początkiem jest sam tytuł.

MV EMPIRE WINDRUSH

Na ile świadomie Jakub Rene Kosik sięga po mocno ugruntowany w kulturze motyw tułaczki? Nie mam pojęcia. Może to celowy zabieg i gra z odbiorcą? A może podświadomie zaimplikowana potrzeba autoekspresji? Fakty jednak są takie, że JRK poprzez tytuł swojego nowego wydawnictwa nawiązuje do tzw. pokolenia/generacji Windrush. Historia tego określenia jest bogata w liczne podróże.

22 czerwca 1948 r. do jednego z portów w hrabstwie Essex przybił MV Empire Windrush. Wysiedli z niego imigranci, którzy przybywając z licznych kolonii brytyjskich, na mocy ówczesnego prawa, otrzymali dożywotnie prawo pobytu w Wielkiej Brytanii. Nie zostało ono jednak potwierdzone żadnym rządowym dokumentem, który trzymaliby w ręce. W konsekwencji takiej polityki tysiące osób z jednej strony w pełni legalnie przebywało na Wyspach, z drugiej – wszystko działo się na przysłowiowe “słowo honoru”. Od tamtej pory w kulturze ugruntowało się pojęcie “generacji Windrush“, które implikuje zmianę miejsca, tułaczkę, próbę odnalezienia się w zupełnie nowym środowisku, zagospodarowania “nowej ziemi”.

Nie sposób uniknąć też konotacji językowych z wiatrem. Ten zaś niesie ze sobą niezwykłość jednego z najpotężniejszych żywiołów: pneumy. Sama w sobie jest niewidoczna, bezwonna, pozbawiona substancjalności. Jedynym sposobem na poznanie siły powietrza, jest… wiatr. Jedyny poruszyciel pneumy. Dzięki niemu poznajemy coś, co pozostaje poza bezpośrednią granicą poznania zmysłowego.

Okładka albumu. Premiera już 18.08.2019 r.!

I to chyba najważniejsza myśl przewodnia dla albumu Windrusher. W swoich dotychczasowych wydawnictwach Jakub Rene Kosik najmocniejszy akcent stawiał na wyrazistość brzmienia – jego przestrzenność, odczuwalną zmysłowo. Otwierał i zamykał tę przestrzeń – niekiedy rozciągała się ona aż po horyzont, innym razem – tworzyła iście klaustrofobiczny nastrój. Zawsze jednak pozostawała niemal trójwymiarowa. Tym razem JRK całkowicie rezygnuje z takiej formy opowieści – i to jest zaskoczenie dla odbiorcy. Na początku trudne do zaakceptowania, ponieważ uniemożliwia mu agresywną penetrację poszczególnych utworów, do której Kosik już przyzwyczaił swoich słuchaczy. Tym razem JRK wprowadza linearność – ta wymusza ciągłą dynamikę i przemieszczanie się wraz z dźwiękiem. Próba zatrzymania się na jednym utworze lub frazie może więc w konsekwencji rodzić złudzenie płytkości kompozycji. Windrusher nie jest tak wielopłaszczyznową opowieścią, którą należy rozbrajać jak bombę – nuta po nucie – jak to np. Rot Hart. Nie jest też siecią mrocznych labiryntów, wśród których można zgubić orientację (jak np. Dark Corridors z Wireframed). Czy jednak warto, pomimo odmienności, wejść w tę historię?

Zdecydowanie tak. Należy się jednak przygotować na to, że Windrusher to zupełnie inny Jakub Rene Kosik.

Nigdy dotychczas nie zdażyło mi się zdradzać kulisów pracy recenzenckiej. Tym razem pokuszę się jednak o wyjątek.

Powyższa mapa myśli, którą tworzę przy odsłuchu (lub odsłuchach!) płyty jest czymś na wzór strumienia świadomości. Staram się uwolnić umysł od kontekstu, sztywnych kulturowych uwarunkować, jak i własnych oczekiwań. I tak oto powstają mozaiki słów, na wzór tej powyżej. Niekiedy są malutkie, złożone z kilku kluczowych pierwiastków. Innym razem tworzą wyjątkowo rozbudowaną sieć. To doskonale obrazuje, że pozornie prosta, linearna opowieść pleciona przez JRK, nie jest bezosobowym przejściem z punktu A do punktu B. Nie jest bezmyślnym przeskakiwaniem z wyspy na wyspę. Windrusherowi bliżej raczej do archipelagu, albo czegoś na wzór antycznych, greckich polis. Pozornie autonomiczne, jednak w swojej strukturze uwarunkowane potrzebą przynależności do jednej, spajającej je macierzy. Dla albumu Windrusher ową macierzą jest właśnie miłość.

Jakub Rene Kosik (fot. archiwum prywatne JRK)

1. CONSEQUENCES (INTRO)

Historia opowiadana przez Jakuba Rene Kosika zaczyna się dość spokojnie. To ważne, bo dotychczas preferował on mocne akcenty muzyczne – wyraziste basy, polimorfizm brzmieniowy. Nawet w See The Music z 2015 roku, otwierający album utwór, po krótkim, deszczowym intro, wrzuca odbiorcę w zupełnie inny, surowy i niemal industrialny w brzmieniu świat. Wszędzie tam, gdzie dotychczas JRK stosował wyraziste basy, pojawiał się też mocno akcentowany kontrast. Ale nie w Windrusher. Utwór Consequences nie sięga po żadną dychotomię. Paradoksalnie – nie ma w nim też jednoznaczności. Jest więc coś niezrozumiałego dla odbiorcy – pozorna delikatność, płynność, w której jednak brak stabilności. Szczególnie pod koniec utworu Jakub Rene Kosik zdaje się dynamizować narrację, podsycać ją jakimś dziwnym niepokojem lub wyczekiwaniem? Trudno jest dokładnie określić ten stan, tak jak i trudno dostrzec lub poczuć pneumę.

2. DROWING IN YOUR EYES

Kolejną częścią tej historii jest dziwny moment spotkania. Zaskakuje jednak sama jego muzyczna formuła. Nie ma bowiem w tym spotkaniu punktu, od którego dwie historie splotłyby się w jedną. Jest natomiast ciągła momentalność, jakby bycie ze sobą “na chwilę”. Ale za to piękne bycie. Drowing In Your Eyes to splot “błysków” – niezwykle energetyzujących, dynamizujących. Pięknie też jest pisana wspomniana dwutorowość całej historii. Na pierwszym planie wyłaniają się mocne, rytmiczne, klubowe akcenty. Zatraciłyby jednak swoją wyrazistość bez historii drugiego planu – pełnej subtelności, delikatności, opowieści pisanej na zaskakującej jak dla twórczości Kosika linii melodycznej.

3. LANDING ON VENUS

Ten utwór smakuje późnoletnim słońcem. Nie pali ono już tak niemiłosiernie jak pierwsze czerwcowe upały. Jest przyjemne, ciepłe, ale i dziwnie dojrzałe w swoich wschodach i zachodach. Razem z nim najlepiej komponują się czereśnie. I takimi właśnie wrażeniami zapisany jest kolejny utwór z albumu Windrusher. Jeżeli w jakikolwiek sposób można poczuć wiatr, to w tym utworze zamknięty on został w dotyku. Jest tutaj również swoista zachłanność i ciągłe nienasycenie, które słychać szczególnie w drugiej części Landing On Venus.

4. KUKU

Niemal w połowie Windrushera Jakub Rene Kosik na chwilę powraca do siebie sprzed lat. W Kuku słychać dobrze znane jego słuchaczom tendencje. Jest też większy akcent na przestrzenność – choć to tylko chwilowe. Bez wątpienia Kuku to moment zabawy – czy z odbiorcą? Trudno ocenić. Może to po prostu zapis ironii, która przychodzi jak refleksja – po czasie. A może tęsknota za beztroską? Bez względu na odpowiedź – utwór ucieka nieco od delikatnej nuty melancholii, którą – w bardziej lub mniej oczywisty sposób – wprowadziły poprzednie kompozycje.

5. AVIATOR

Zdecydowanie jest to mój “NUMBER ONE” z płyty. Ale ja jestem sentymentalna i wcale nie będę wypierać się stronniczości w tym przypadku. Urzekł mnie jednak autentyzm tego utworu – smutek, który po prostu się czuje.

To, co mnie zaskakuje, to pewna luka między Kuku Aviatorem – ogromny dysonans emocjonalny. Nagły zwrot akcji? A może celowe niedopowiedzenie tego, co wydarzyło się między beztroską, a gorzką refleksją? Kuku jest utworem zabawnym, rozbudzającym. Na jego tle Aviator wydaje się więc krzyczeć samotnością. Jest tutaj również dojrzałość – i to słychać.

6. NADA SIN TI TODO CONTIGO

Szósty kawałek na Windrusher to moment przełomowy. Zdaje się więc, że pierwsza połowa pisana była przez Jakuba Rene Kosika samym dźwiękiem – jakby chciał odbiorcę przyzwyczaić do swojej nowej narracji – nauczyć jej od podstaw. Teraz, gdy ten powinien już być z nią oswojony, JRK sięga po akcenty wokalne. Dalej pozostają one drugoplanowe, jednak nie sposób odebrać im istotnej roli w całej opowieści.

Nada sin ti… to hiszpańskie tłumaczenie jednej z najbardziej znanych sentencji łacińskich: Nec tecum possum vivere, nec sine te. W wolnym tłumaczeniu oznacza: Nie mogę żyć z tobą, ani bez ciebie. I chyba więcej nie trzeba tutaj tłumaczyć.

7. LAST DAY OF JUNE

W kolejnym utworze mocne odświeżenie brzmienia przynosi piano i talerze. Nietypowe zestawienie jak dla Jakuba Rene Kosika. Tutaj jednak o wiele bardziej interesujące wydają się wyraźnie zaakcentowane motywy akwatyczne. Ponownie w pamięci pojawia się wspomnienie przywołanego już wcześniej See the Music. Tym razem jednak nie jest to deszcz, ale szum fal. Woda, niemal od zawsze, miała i ma w kulturze dwojakie znaczenie. Pojmować ją można jako źródło oczyszczenia, jednak również jako siłę destrukcyjną. Last Day of June bliżej do oczyszczenia, chyba nawet tego zrodzonego z katharsis – na fundamentach lęku i trwogi.

8. COMMUNICATION ISSUES (feat. Leo Wood)

Kolejna kompozycja z Windrusher jest arcyciekawa (tak! właśnie ARCY-!) pod względem muzycznym. Wprowadzenie do utworu dychotomii może bowiem skutkować kakofonią. Jak wiemy – muzyka (bez względu na rodzaj), wyrasta z harmonii. Celowe i świadome odejście od niej podparte powinno być perfekcyjną kontrolą dźwięku. Communication Issues jest właśnie taką zabawą z dźwiękiem. Kontrolowaną dychotomią. Dwugłosem.

9. WISHES (feat. Misha Hairulin)

I tak, jak w Communication Issues mieliśmy do czynienia z dwoma, wzajem przyciągającymi i jednocześnie odpychającymi siłami, tak w Wishes panuje całkowity spokój. Muzycznie ten utwór wprowadza wyciszenie, mocniej też akcentuje linearność, którą odbiorca mógł zagubić. To utwór jednego bohatera.

10. NO LONGER EXIST (feat. Najja McDowell)

No Longer Exist to kolejna perełka – bez wątpienia warta uważnego odsłuchu.

Na tle pozostałych utworów wyróżnia się umiejętnością połączenia elektronicznego brzmienia z bardzo orkiestracyjnymi (w tym przypadku smyczkowymi) akcentami. To nie novum w twórczości Kosika – przypomnieć należy chociażby jego wspólny album z Justyną Steczkowską, w którym takie właśnie połączenie budowało cały nastrój “Marii Magdaleny“. Jednak dotychczas JRK jednoznacznie opowiadał się po stronie elektroniki. W No Longer Exist nadal pozostaje jej wierny, ale są momenty (!), w których pałeczkę dominacji oddaje innemu brzmieniu. Czy ma to znaczenie dla rozumienia jego twórczości?

Zdecydowanie tak. To właśnie ten moment próby odczuwania “wiatru”, kiedy wytężony do granic możliwości zostaje słuch. A wówczas – usłyszeć można więcej. No Longer Exist odczytać można jako swoiste zaproszenie do otwarcia się na nowe brzmienia.

11. I’LL MEET YOU SOMEDAY (AND I ALREADY DID)

Mocny bas i beaty, czyli to, co dla JRK charakterystyczne. Są drgania, jest falowanie – wszystko co dynamizuje opowieść i jednocześnie ją spaja. Słyszalne są też dźwiękowe eksperymenty z syntezatorem – przyznać należy, że bardzo udane i wnoszące wiele świeżości. Utwór pozostaje jednak nasączony melancholią (swoją drogą podkreślić należy, że bardzo się ona przebija przez niemal wszystkie kompozycje w Windrusher). Nie jest jednak depresyjny czy klaustrofobiczny. Bardziej… hmm… niejako świadomy? Sentymentalny, ale nie w sposób histeryczny, rozbudzający wewnętrzne demony. Raczej bliżej temu “kosikowemu” sentymentalizmowi do świadomego zamykania jednych drzwi i przygotowywania się do otwarcia drugich. W I’ll Meet You Someday słychać tę gotowość.

12. I’M HOME (feat. Natalie Major)

Jeżeli dotychczas Jakub Rene Kosik kojarzony był z mocnym techno, klubowymi dźwiękami doskonale sprawdzającymi się na parkiecie, to utwór I’m Home otwiera nowy rozdział w jego twórczości. Jest tutaj melancholia – przeszywająca niemal na wskroś i w swojej ekspresyjności mocno wyniesiona wokalem. Jest rytmiczność, symetryczność, ale oba te pierwiastki poddane zostały zbudowanej nastrojowości. A to dość nietypowe dla JRK – we wcześniejszych albumach przede wszystkim emocje były zamykane w ramach dźwięku. Tutaj proporcja zostaje odwrócona – dźwięki zamknięte zostają w nastrojowości i w pełni jej podlegają. W ten sposób tworzy się większa przestrzeń dla odbiorcy – jest to miejsce ingardenowskiej konkretyzacji.

13. 30062107 (OUTRO)

Zamknięcie całej historii jest połączeniem “nowego” i “starego” Jakuba Rene Kosika. Są mocne beaty, ale są też syntezatory. Jest wyrazisty bas, ale i dźwiękowe eksperymenty wprowadzające twórczość autora Windrusher w nowy etap. Słychać tutaj otwartość na nowe brzmienie – chęć spenenotrowania niedostępnych wcześniej obszarów. Jest ciekawość podszyta chęcią lub wręcz potrzebą odbycia podróży do nowej ziemii, gdyż poprzednia przestała żywić swoich mieszkańców. Zupełnie tak, jak miało to miejsce w przypadku pasażerów statku MV Empire Windrush…

PODSUMOWANIE

Windrusher to całkowite odejście od tego wszystkiego, czego można było posłuchać na dwóch wcześniejszych albumach. Czy to dobrze? Każdy odbiorca sam musi udzielić odpowiedzi. Jest inaczej – teraz po prostu inaczej słucha się JRK. W niemal każdej kompozycji słychać bowiem jego gotowość do wprowadzania nowych akcentów. Artysta sięga po generatory dźwięku, syntezatory, sporo miejsca oddaje też wokalom. Na płycie znaleźć można zarówno bardzo klubowe kompozycje, wspaniale odnajdujące się na parkiecie, jak i te, które w ogóle nie odnajdą się w przestrzeni klubowej – wymagają indywidualnego spotkania z odbiorcą. Jestem więc całkowicie przekonana, że odbiór tego albumu będzie totalnym zaskoczeniem dla słuchaczy Jakuba Rene Kosika oraz osób, które chociaż odrobinę znają jego twórczość.

Nie mam jednak wątpliwości, że dla tych, którzy mają w sobie odwagę i siłę wyzbyć się oczekiwań, będzie to fantastyczna podróż w nieznane i album, do którego będą wracać przy okazji wyjątkowych wydarzeń w ich życiu.

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *