Jakub Rene Kosik – Wireframed

Magdalena M. Jaroń

Szanujący się odbiorca nie lubi, gdy kwintesencja dzieła zostaje mu podana na tacy już w pierwszych minutach, taktach czy serii obrazów rzuconych zaraz na wstępie. Gdy się tak dzieje – odczuwa znudzenie i rozczarowanie, u którego źródeł leży przewidywalność. A przewidywalność jest przekleństwem sztuki – jej długą i bolesną agonią. Bo sztuka żyje w wolności, w ciągłych zmianach, w dynamice i… nieprzewidywalności właśnie…

…Musi więc w sztuce pojawić się efekt ZASKOCZENIA. By jednak go wywołać u odbiorcy trzeba wyjść naprzeciw jego oczekiwaniom i niejako je przełamać. Czy jednak możliwe jest to wówczas, gdy odbiorca nie dysponuje kompetencjami do odbioru dzieła z konkretnej półki gatunkowej? Nie posiada umiejętności, doświadczenia kulturowego, a co za tym idzie – punktu odniesienia oraz możliwości porównania?

Dotychczas moja odpowiedź brzmiałaby jednoznacznie: NIE. Dzisiaj stoję na przeciwległym biegunie i z pełną odpowiedzialnością odpowiadam: TAK. Moje myślenie zmieniła jedna płyta i w tym miejscu składam serdecznie podziękowania Jakubowi Rene Kosikowi. Ten wyjątkowy prezent, którym okazał się album „Wireframed” stał się dla mnie nie tylko procesem kulturowej inicjacji w świat zupełnie nowych kompozycji i elektronicznych brzmień, ale również drzwiami do nowego spojrzenia na świat sztuki.

01/ WYJŚCIE Z MROKU / DARK CORRIDORS

Zacznę od tego, że zakładając przy pierwszym odsłuchu płyty słuchawki, przez zupełny przypadek dokonałam słusznego wyboru. Powinna ona rozbrzmiewać albo przez bardzo dobrej jakości głośniki i w pomieszczeniu o doskonałej akustyce, albo też przez słuchawki, które będą w stanie oddać jej przestrzenność, trójwymiarowość i paralelność. W przeciwnym razie utwory mogą wydać się zbyt jednorodne, pozbawione labilności, która je dynamizuje i która organizuje ich wewnętrzny porządek.

Po pierwszych dźwiękach „Dark Corridors” poczułam, że Rene udało się przenieść mnie w zupełnie inną przestrzeń. Uderzająca rytmiczność od razu zakreśliła horyzontalne granice utworu, jednak jego wertykalność pozostawiła całkowicie otwartą. Wyjątkowe i zarazem wciągające poczucie bliżej nieokreślonej głębi implikowało także pierwiastek mroku. To było zaskoczenie. Spodziewałam się chyba wszystkiego, ale nie mroku i takiej głębi, trójwymiarowości świata stworzonego w kilku prostych bitach. Tak nieskomplikowany zabieg pozwolił Kosikowi postawić odbiorcę na samym środku jednokierunkowej drogi prowadzącej do jego świata. Wejście było jedno i prowadziły do niego „ciemne korytarze”.

02/ KLAUSTROFOBICZNE JARZMO WŁASNYCH UPRZEDZEŃ / MOANER

Niemal niesłyszalną zmianą w tej historii jest kolejny utwór znajdujący się na krążku. „Wireframed” dynamizuje się dzięki witalności zamkniętej w rytmice utworu „Moaner”. Tutaj symetryczność dźwięków ma zdecydowaną tendencję unoszącą, co tworzy niezwykle ciekawy kontrast i potęguje poczucie głębi. Kosik i tym razem nie rezygnuje z trójwymiarowości – nadal pozostawia odbiorcę w przestrzeni swoich dźwięków. Tym razem ją jednak zawęża. I jeżeli w pierwszym utworze mogliśmy odnieść wrażenie, że przestrzeń ta choć stosunkowo wąska, to jednak rozciągała się przed nami na kształt długiego korytarza, tak w utworze „Moaner” sytuacja ta wygląda już zupełnie inaczej. Jakub Rene Kosik znacznie zawęża tutaj jej terytorium. W taki sposób manipuluje dźwiękami, że udaje mu się zakreślić nimi bardzo geometryczny kształt. I na tle tak ukształtowanego, plastycznego świata dźwięków nie dziwi tytuł utworu. „Moaner” – zamknięty w ciasnym świecie własnych twierdzeń, uwikłany w kanonie indywidualnych uprzedzeń, nie jest w stanie odzyskać utraconą wolność – tę, którą miał jeszcze na etapie wędrówki („Dark Corridors”). Pod koniec utworu uczucie klaustrofobicznie zawężanej przestrzeni zostaje przez Kosika jeszcze bardziej spotęgowane.

03/ APOGEUM ZMYSŁOWOŚCI / OVERHEARTING

Systematycznie zawężana przestrzeń swoje klaustrofobiczne apogeum osiąga w utworze „Overhearting”. I rzeczywiście – utwór ten stanowi przypieczętowanie nieodwracalności sytuacji, w której znalazł się bohater. Zagęszczenie oraz paralelizm dźwięków zdaje się być niemal paraliżujący. Ich okresowość pozwala jedynie na krótki, rytmiczny oddech – nic więcej. W ten sposób Jakubowi Rene Kosikowi udało się stworzyć wyrazisty obraz całkowitego uwikłania. „Overhearting” to jednak nie koniec, a jedynie punkt zwrotny w historii. Prowadząca na sam dół równia pochyła w końcu doprowadza do sytuacji, gdzie wspomniany wcześniej „Moaner” (w znaczeniu bohatera utworów) nie ma już wyjścia – pozostaje mu tylko jedna droga – prowadząca z powrotem ku górze. I rzeczywiście – po klaustrofobicznym ataku dźwięków do uszu odbiorcy docierają nieśmiałe sygnały nowego życia przebijającego się przez dotychczasowe doświadczenia (0:30). I dopiero teraz, kiedy się ono pojawia, zdaje on sobie sprawę z niezwykłego zabiegu, który udało się Producentowi przeprowadzić. Systematycznie zawężając przestrzeń, czyniąc ją tak wąską i ciasną zarazem, nasycił ją również samotnością. Była ona niedostrzegalna, choć obecna już od utworu „Moaner”. Wyrazista stała się dopiero w chwili, gdy zaczęła przemijać. I tutaj mamy do czynienia z kolejnym niezwykle ciekawym zabiegiem – Kosik wykorzystuje pamięć dźwiękową odbiorcy. Łącząc poszczególne dźwięki z emocjami/wrażeniami/odczuciami (także zmysłowymi) tworzy nierozerwalne związki „znaczonego” (signifie) ze „znaczącym” (signifiant). Dzięki temu rezygnacja z poszczególnych dźwięków bądź ich układów tworzy element pustki lub też – by być bardziej precyzyjnym – braku. W tym przypadku jest to zanikająca samotność, która ustąpić musi zupełnie nowym układom rytmicznym.

Press15-B
Foto: 80bpm.net

04/ NOWY POCZĄTEK / BACKGROUND

Background”, dla odmiany, nie jest utworem podmiotowym, ale przedmiotowym – jest scenerią, którą Kosik tworzy dla dalszych losów. Dotychczasowa, klaustrofobiczna i stale zawężająca się przestrzeń, tym razem zostaje pozbawiona tej mrocznej głębi i otwarta na zupełnie nowe doświadczenia. Trudno więc określić jej rozpiętość – może nawet byłby to zabieg bezcelowy. „Backgroud” jest płótnem, czystą kartką przygotowaną na wzór Lockowskiej tabuli rasy. Jest też powiewem świeżości, który czuć i przede wszystkim słychać. Oczywiście ten „nowy początek” pozostaje w dialogu z pozostałymi utworami – spójność narracji pomagają utrzymać zachowane z „Overhearting” delikatne uderzenia.

O tym, że znajdujemy się już w zupełnie nowej przestrzeni decydują oczywiście dźwięki. Dotychczas bardzo metaliczne, mroczne, niemal industrialne – teraz, cieplejsze, bardziej przyjazne, budzące skojarzenia bliskie zmysłowym doznaniom (rozbudzają pamięć zmysłową/ przypominają uderzenia drewnianych elementów).

05/ NOWA NARRACJA / PAPERSPEECH

Kolejny fragment opowieści, w który Kosik wprowadza nas praktycznie niepostrzeżenie, to dość ironiczna wypowiedź Producenta, stanowiąca również niepochlebną diagnozę współczesności. Pozornie wydawać by się mogło, że przedstawiony zostaje nam główny bohater całej opowieści. Ale to to tylko gra, którą Jakub Rene Kosik dość sprawnie prowadzi. Utwór „Paperspeech” stanowi miniaturę współczesności, przesiąkniętej natłokiem informacji dostarczanych zewsząd. Jest ich na tyle dużo, że z czasem przestają mieć jakiekolwiek znaczenie – również i te, które w pierwszym odbiorze wydały się odbiorcy istotne z punktu widzenia treści. „Paperspeech” to znak zapytania postawiony nad naszą codziennością – to pytanie i wybór jednocześnie. To wyzwanie, z którym mierzy się każdy. „Paperspeech” jest też powracającym chaosem, który wymaga wewnętrznego uporządkowania – tylko jednostka świadoma celu własnych poszukiwań, będzie umiała odnaleźć w zastanym chaosie sieć sensownych kolokacji, które staną się dla niej kryterium selekcji.

06/ ODROBINA SZALEŃSTWA / TWEAKS & TRICKS (ACID MIX)

Całkowitym oderwaniem od mroku wydawać by się mógł utwór „Tweaks & Tricks”. „Wydawać”, bowiem pod wierzchnią dozą szaleństwa ukryty jest pewien narkotyczno-oniryczny trans, oderwany od rzeczywistości. Z jednej strony – oparty na okresowości dźwięków, ich powtarzalności i symetrycznym układzie. Z drugiej jednak – wielowarstwowość (w ujęciu wertykalnym) tego utworu nie pozwala zatrzymać na tym „powierzchownym” szaleństwie. Zupełnie jak gdyby świadomy wybór – nawet tymczasowego – hedonizmu był jedynie pretekstem do CZEGOŚ. I rzeczywiście – w utworze odnajdziemy kilka momentów, kiedy jakby spod powierzchni przebijała się jakaś myśl kompozytora – starała się walczyć o rolę pierwszoplanową (np. ok. 1:30/ 2:15), ale nadal pozostawała pod taflą „Tweaks & Tricks”.

07/ MIĘDZY SERCEM A DUSZĄ / MY SOUL TO TAKE (303 MIX)

To, co dotychczas działo się w utworach „Wireframed” staje się tym bardziej zrozumiałe, jeżeli dotrzemy do „My Soul To Take”… To wyjątkowa walka żywiołów – kawałek pełen kontrastów. To właśnie one tworzą jego oś kompozycyjną, stanowią kręgosłup. Przewijający się w tle głos, powtarzający jak mantrę frazę „Take my soul…” to nie jedyny kobiecy pierwiastek w tej części historii. Tutaj, wbrew pozorom, podobnie jak w pozostałych fragmentach, głównym i zarazem jedynym właściwym narratorem są dźwięki. Kosikowi udaje się sięgnąć po efekt punktowości, który w muzyce –szczególnie gdy spojrzymy na jej linearność – jest niezwykle trudny do uchwycenia. „My soul…” to jednak utwór chwili – podkreśla momentalność, przelotność, ulotność. W wielu momentach zdaje się reprezentować urwaną w połowie myśl, by już po chwili powrócić do poprzedniego toku narracji. Warto więc postawić w tym miejscu pytanie: czy powtarzana fraza Take my soul… ma jakiekolwiek znaczenie dla rozumienia całego utworu? Z punktu widzenia semantyki – moim zdaniem nie. Kosik nie tworzy muzyki tekstowej, jego przestrzenią są dźwięki i to dzięki nim ubiera w konkretne kształty myśli i refleksje. Jeżeli więc dokonuje transsubstancjacji jakiejkolwiek refleksji, przenosi ją w świat zupełnie innego kodu, to będzie to kod dźwiękowy. Tego, czego doszukiwać można się w przywołanych deklamacjach, zabiegi muzyczne związane z intonacją, okresowością, powtarzalnością, rytmicznością, a także pauzą muzyczną.

08/ ATAK CZY ODSKOCZNIA? / TORPEDO

Jeżeli ktokolwiek miał jeszcze wątpliwości, czy bohaterowi tej opowieści uda się wyrwać z marazmu i wydostać z wszechogarniającej pustki, z której się wyłonił w pierwszym utworze, to po odsłuchaniu „Torpedo” będzie miał już pewność. To bardzo męski utwór – przesiąknięty odczuwalną wolą walki, zdecydowaniem, witalnością i mocnymi brzmieniami. Nie ma w nim zmysłowej i subtelnej finezji, ale jest dynamika zmian – niemal rewolucyjnych. Co kilka fraz można się wsłuchać w narastające zagłuszenie prymarnego bitu wyznaczające tempo. Jest to o tyle ciekawy zabieg, że zaraz po kulminacyjnym momencie „wyciszenia” Kosik sięga po efekt „przebicia” – potęguje doznania zmysłowe mocnym, wyrazistym i jednoznacznym kontrastem. „Torpedo” implikuje więc pewną naturalną cykliczność.

Jakub-Rene-Kosik-fot-Facebook

09/ ŚWIADOMOŚĆ „JA” / THE WOLF

Kiedy już zdążyliśmy przyzwyczaić się do pozycji atakującego, który z postawy całkowicie otwartej dokonuje wszystkich zmian, Jakub Rene Kosik ponownie decyduje się stłumić tę wyrazistość i jednoznaczność. „The Wolf” to reprezentacja bliższa przedstawieniu samego środowiska i otoczenia tytułowego „wilka”, niż jego samego. I tak jak jeszcze przed chwilą myśli odbiorców podążały linearnie i nie napotykały na jakiekolwiek ograniczenia, tak teraz grzęzną w zagęszczonej i o wiele mroczniejszej atmosferze. Kompozytor, pomimo takiego zabiegu, nie wraca jednak do klaustrofobicznej przestrzeni z „Moanera”, chociaż wyraźnie zaznacza, że teren po którym się porusza, ma swoje granice (nieznane odbiorcy). Paradoksalnie – jest w tym utworze także wewnętrzne poczucie wolności i własnej siły. Może wypływa ono ze świadomości własnego miejsca we wszechświecie (także w świecie sztuki), które „The Wolf” odnalazł.

10/ MIĘDZY PAMIĘCIĄ A NIEPAMIĘCIĄ / MIND ERASING LAB

Mind Erasing Lab” to mój ulubiony utwór. Łączy matematyczną precyzję, laboratoryjną sterylność dźwięku z pierwiastkiem geniuszu i talentu, który w sztuce musi odnaleźć właściwe dla siebie miejsce. Ponadto – ten kawałek zachwyca różnorodnością. Sam w sobie stanowi odrębny świat i ciekawą opowieść. Jest w nim zarówno element monotonii i marazmu, jak i nagłe momenty zmian. Nie brakuje również fragmentów pełnych dynamiki, szybkich bitów, punktowych uderzeń przypominających o momentalności. To właśnie one zdają się zapisywać nową historię – być tym, co zostaje naniesione na uprzednio przygotowaną powierzchnię. Stale jednak do uszu odbiorcy docierają niepokojące sygnały przypominające mu o tym, że nie wszystko z obecnej historii będzie mu dane zachować w pamięci. Już teraz staje się ona przeszłością, a za chwilę może trafić do „niepamięci”, gdzie mają miejsce destrukcyjne i nieodwracalne procesy. Szum, przypominający powiew świszczącego wiatru, tylko z pozoru odgrywa rolę drugoplanową. „Mind Erasing Lab” jest opowieścią o tym, jak niepostrzeżenie „wiatr” ten zabiera to, co jeszcze przed chwilą było naszą własnością…

11/ PUENTA BEZ PUENTY / SNAKEBIT

Spodziewałam się, że ostatni utwór będzie ciekawą konkluzją – jakąś puentą, która zamknie w spójną całość losy „bohatera” i postawi ostatnią kropkę. I po raz kolejny Kosik mnie zaskoczył. Nie ma puenty, nie ma końca, nie ma kropki, ani też finału. „Snakebit” to utwór przesiąknięty mozaiką dźwięków – różnych, różnistych. Pozbawiony jest ograniczeń, a tym samym – pozostaje całkowicie otwarty. Pełen jest jednak kokieteryjności i zmysłowości. Czuć w nim również wewnętrzną walkę żywiołów. Jednak przedtem, kiedy miała ona miejsce, była pojedynkiem pełnym zdecydowania, gotowości do poniesienia ofiary w imię zwycięstwa. „Snakebit” jest inny – tutaj jest harmonia i naprzemienność oraz paralelizm, który zamyka zmysłowość w łagodnym kompromisie. Doza niebezpieczeństwa zdaje się być okiełznana. Wygląda na to, że Kosik na wzór zaklinacza węży walczy z własnymi żywiołami. Mając świadomość ich potęgi rezygnuje z walki o ostateczne zwycięstwo –  decyduje się na grę, która pozwoli mu przejąć nad nimi kontrolę. Jest świadomy ryzyka.

Ostatecznie trudno jednoznacznie osądzić, czy udało mu się, pomimo perturbacji, osiągnąć wewnętrzny spokój, czy też wręcz przeciwnie – przegrał przez zbytnią ufność własnej sile. Jedno jest pewne – stopniowo wyciszany bit (od ok. 4:40) daje to błogie ukojenie, w którego poszukiwaniu „bohater” „Wireframed” wyruszył.

 


Jakub Rene Kosik – strona oficjalna

Jakub Rene Kosik – Spotify

Jakub Rene Kosik – Facebook

OCENA
  • 8/10
    Okładka/opakowanie - 8/10
  • 10/10
    Muzyka - 10/10
  • 10/10
    Mastering - 10/10
9.3/10

wypisy

Uwielbiam ten projekt – niezwykle mroczny i przestrzenny. To naprawdę ciekawa przygoda, którą należy przeżyć. Polecam szczególnie tym, którzy na co dzień techno nie słuchają!

Przeczytaj również...

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *