Mówisz na śmierć

Mówisz na śmierć” to zdecydowanie jeden z tych utworów, wobec których nie można przejść obojętnie. Stosunkowo niewiele słów. Skromne zabiegi erystyczne i niewymyślne tropy. A jednak – jest w tej interpretacji swego rodzaju krawędź, która zachęca do skoku w nieznane – skoku niemal samobójczego. Ale to typowe dla Haśki – takie szaleństwo na granicy życia i śmierci. Świadome przechodzenie na “drugą stronę” a potem szaleńcza walka o życie. Zupełnie tak, jak wówczas, gdy po kłótni z Lubomirem Zającem połknęła 150 tabletek na serce, po czym kazała odwieźć się do szpitala. I Janusz Radek zdaje się doskonale wyczuwać tę nieustanną walkę skrajności, ciągłe bycie między wiecznością a śmiercią. Jego muzyczna interpretacja “Mówisz na śmierć” przypomina umieranie z szeroko otwartymi oczami – nieuzasadnioną zachłanność wzroku, której towarzyszy świadomość niemożności posiadania, nie w obliczu śmierci. Radek wyśpiewuje to tak dokładnie, jak niegdyś John Everett Millais zatrzymał moment przemijania w obrazie pt. “Ofelia”. Malarz nawiązał tym samym do jednego z wątków szekspirowskiego dramatu, który, nota bene, nie został ujęty w tekście głównym jako osobna scena, a jedynie pojawia się w dialogu Królowej GertrudyLaertesa. Według ich relacji Ofelia, podczas zrywania kwiatów (o paradoksie – znowu wątek celebrowania i zachłannego sięgania po piękno!) wpadła do strumienia. Tonęła powoli, nieustannie śpiewając.

John Everett Millais, Ofelia

W spokoju przyglądania się przemijaniu jest coś magnetycznego, co udało się Radkowi podkreślić muzyką. W utworze Poświatowskiej spokój ten może umknąć uwadze odbiorcy, skryć się za kurtyną dysonansów. Jednak Januszowi udaje się go uczynić szatą dla całej kompozycji. Jest to o tyle inspirujące do dalszych poszukiwań, iż bazuje z jednej strony na potrzebie bliskości, z drugiej – ciągłego poznawania, nawet w obliczu niemożności poznania (jak to się ma ze śmiercią przecież). Podglądanie śmierci, towarzyszenie jej procesowi zawłaszczania życia od zawsze wyróżniała twórców w pełni świadomych potęgi sztuki. Bo o ile umierania i przemijania nie można zatrzymać w jego procesie i żaden rodzaj poznania tego nie zmieni, o tyle sztuka pozwala uchwycić sekundę pogranicza – zawieszoną między tym, co jest, a tym, czego już nie ma. I taka też jest muzyczna interpretacja “Mówisz na śmierć“, którą prezentuje Radek. To nieuchronne zbliżanie się ku ostateczności, ale bez poczucia wewnętrznego buntu. Zupełnie tak, jak np. na obrazach Paula Delaroche’a.

Paul Delaroche, Ścięcie Lady Jane (fragment) oraz Męczennica chrześcijańska

 

Oczywiście ani w utworze Haśki, ani też w muzycznej propozycji Janusza nie ma nic o zabijaniu czy odbieraniu komuś życia. Jest jednak wszechobecna świadomość – zarówno tego, który przemija, jak i tego, który to przemijanie obserwuje. Analogicznie do obrazów Delaroche’a. Stawanie ze śmiercią i przemijaniem twarzą w twarz okazuje się wiec być nieodłączną pokusą naszej codzienności.

Warto jednak podkreślić, że pomimo przyjętej tematyki “Mówisz na śmierć” nie jest utworem melancholijnym, o dekadenckim zabarwieniu. Nie, wręcz przeciwnie. Podobnie z resztą jak w utworze Poświatowskiej, gdzie na próżno szukać krzyku rozpaczy, tak i u Radka dominantą stają się aspekty relacyjne. Śmierć i przemijanie traktować należy jako płóto, na którym artyści eksponują najistotniejsze elementy doczesnej codzienności. Właśnie dlatego utwór ten tak bardzo zachwyca pięknem i delikatnością – jest w nim zamknięta bliskość.

Kokoschka, Narzeczona wiatru

O tej samej potrzebie bliskości i paradoksie niemożności jej zatrzymania na stałe wypowiadali się także inni artyści. Nie sposób ominąć w tym miejscu jednego z najwybitniejszych ekspresjonistów – Oskara Kokoschkę, nazywanego “rozpruwaczem dusz”. Bo rzeczywiście – to o czym pisała Poświatowska, a co dźwiękami opisał Radek, odnaleźć można chociażby na jednym z najsłynniejszych obrazów Kokoschki – “Narzeczonej wiatru“. I szczerze w tym miejscu zachęcam, aby włączyć sobie “Mówisz na śmierć” i pokontemplować to niezwykłe, ekspresjonistyczne dzieło.

 

 

Osobiście muszę przyznać, że dopiero muzyczna propozycja Janusza Radka pomogła mi odwrócić proporcje utworu Poświatowskiej i skoncentrować się na nowym kontrapunkcie (i to doskonały dowód na to, że potrzebujemy nowych, artystycznych interpretacji!). Zaczytując się w poezji Haśki zawsze wydawało mi się, że ów kontrapunktem jest ciągłe zmaganie się z przemijaniem. Poświatowska rozpoczyna bowiem wiersz frazą: “Mówisz na śmierć. Mówisz na wieczność“. W tym zdaje się zamykać cały dramatyzm. Jednak Janusz idzie dalej – rozciąga niejako tę skrzętnie skrywaną ekspresyjność. Historię rozpoczyna od słów, które Poświatowska ukryła za murem zbudowanym z dychotomii śmierć-wieczność. A tam, za tym murem, skrywa się pragnienie bliskości, a wraz z nim – odpowiedź na pytanie, dlaczego umieraniu towarzyszy zachłanność zmysłów, a świadomości przemijania – potrzeba zatrzymania czasu.

I tutaj dotykamy sedna, bowiem nas, ludzi, bardziej od niemożności powstrzymania przemijania, przeraża niemożność zaspokojenia potrzeby bliskości. Wszystko bowiem zmierza ku niej:

a jeśli zmienisz się w drzewo

czy mogę liczyć na to że wzejdziesz

pod moim oknem

a jeśli – w szybę

czy będzie można końcem języka

podrażnić twoje dzwoniące jestem

a jeśli – w wiatr

czy będę trawą którą rozszumisz

a jeśli – w światło

czy będę nocą którą rozproszysz

a jeśli – w dzień

czy dobrą chmurą osłonisz

moją zmęczoną głowę

jak ją weźmiesz lekko

we włosy

pieszczotą palców zwinnych

wszepczesz

trwam

Jednak w tej bliskości jest coś nierealnego. Za każdym razem, kiedy już ma się ona zrealizować, czar pryska. Bo ani drzewo za moim oknem nie może być w bezkompromisowej bliskości ze mną, ani też chmura, która rzuci cień na moją głowę. Zupełnie tak, jakby relacja bliskości – tej bezpośredniej – miała pozostać poza sferą realności. Co ciekawe – wyraźnie czuć w tym konfesyjność samej Poświatowskiej. Niewiele dzisiaj mówi się o jej licznych związkach z mężczyznami, niejednokrotnie zamężnymi. A  ona? Była piękną, młodą, niezwykle inteligentną i wrażliwą kobietą, za którą mężczyźni podążali wiedzeni chęcią poznania, potrzebą bliskości zmysłowej. Ona jednak szukała czegoś więcej. W relacjach z nimi utrzymywała bliskość pozorną – pozostawała kokieteryjna i jednocześnie niedostępna. Czyż nie przypomina to tej sytuacji:

a jeśli zmienisz się w drzewo

czy mogę liczyć na to że wzejdziesz

pod moim oknem

Pozostaje jeszcze wszechobecna zmysłowość Haśki, którą słychać w każdym utworze. Pamiętam, że po pierwszym odsłuchaniu płyty “Kim Ty jesteś dla mnie” byłam bardzo zaskoczona, że Radkowi udało się utrzymać “kobiecość” tej zmysłowości. Bo kobieca sensualność jest zupełnie inna niż ta męska. Nie jest zachłanna i pożądliwa, ale zdaje się ciągle umykać, pozostawać w lekkim oddaleniu. Ta zmysłowość nie jest pruderyjna, choć często drażni nagością. Jakimś dziwnym zrządzeniem losu nawet w swej nagości pozostaje elegancka i dostojna. Dlatego właśnie kiedy Poświatowska do metafizycznego dyskursu wprowadza elementy zaczerpnięte ze świata erotyki – nie  szokuje, nie wywołuje zniesmaczenia, ale wręcz przeciwnie. Dotykanie, muskanie i pieszczoty zamknięte w jej słowach ujmują kobiecą łagodnością. Jak Radkowi udało się zachować tę delikatność i nie przekroczyć granicy?

Mucha, Ametyst
Gustaw Klimt, Judyta

Poszukując odpowiedzi na to pytanie przypomniałam sobie o dziełach tych, dla których kobiecość zawsze pozostawała tematem przewodnim. Wystarczy w tym miejscu przywołać najwybitniejszych secesjonistów: Gustava Klimta Alfonsa Muchę. Przecież KlimtowskaJudyta” z odsłoniętą, nagą piersią aż kipi zmysłowością, a mimo to – akcentuje ona swoją niedostępność, wyraża odczuwalną dla odbiorcy wyniosłość podszytą dostojnością. Zmysłowość kobiet Alfonsa Muchy również nie pozostawia wątpliwości. Chociaż nie eksponowały one nagości, to jednak zatrzymaną w trwaniu gestykulacją, układem rąk, balansem bioder wyraźnie sygnalizowały swoją seksualność. Rozbudzały i rozbudzają zmysły, ale zawsze pozostawały i zapewne na wieki pozostaną nieosiągalne. Dostępne jedynie w sferze wyobraźni i marzeń. Hmm… “Mówisz na śmierć… Mówisz na wieczność…“? 🙂

 

Piszę o tym wszystkim z jednego powodu – rzadko, bardzo rzadko zdarzają się dzieła muzyczne, które nie są skupione na samych sobie, które świadomie tworzą kulturowy pomost. Janusz Radek zdaje się celowo schodzić na drugi plan – po to, aby odbiorca mógł zrozumieć. By chciał zrozumieć. Ale, Drogi Odbiorco, bez Twojego wysiłku się to nie uda. Musisz szukać, dociekać, odkrywać, podążać za skojarzeniami i pytać samego siebie – “dlaczego?”. Muzycznie płyta “Kim Ty dla mnie jesteś” momentami dotyka nieba. Dzięki starannie dobranym frazom artyście udaje się pociągnąć Odbiorcę w zupełnie innym kierunku lektury – w obszary, w których Poświatowska jest zupełnie inną niż ta, którą przedstawiają karty podręczników.

kimtyjestesdlamnie.pl
miastokobiet.pl

Płytą “Kim Ty dla mnie jesteśJanuszowi Radkowi udaje się zabrać głos w odwiecznym sporze u uniwersalia. Na scenie filozoficznej to ciągła przestrzeń dialogu – poszukiwania elementów wspólnych i stałych dla istnienia czy idei. I tam, gdzie filozofowie kłócą się o realność czy też abstrakcyjność pojęć ogólnych, przestrzeń dyskusji wypełnia Radek. Biorąc na warsztat poezję Poświatowskiej i rozciągając ją, dzięki muzyce, na inne zmysły, wyrywa pojęcia z sensów, z ich jednoznaczności i monointerpretacyjności. Każe słuchać, patrzeć, dotykać i czuć – stawia na polisensoryczność. W niej zatrzymuje owe uniwersalia. Tam skrywa się kształt, kolor, tam też zamknięta zostaje każda emocja. Według filozofów świat, w którym żyjemy, składa się z przedmiotów realnych i uniwersaliów – własności przedmiotów. I o ile w dyskursie filozoficznym uniwersalia związane są bezpośrednio z percepcją, o tyle w świecie sztuki, nie jest to już tak oczywiste. Nie wystarczy być niebieskim lub kwadratowym, ciężkim lub lekkim. Doskonale akcentuje to Radek – teksty Poświatowskiej traktujące o kwestiach ciężkich (śmierć, przemijanie), oplata lekkością i zmysłowością muzycznych kompozycji. Rozbudza tym samym emocje, rodzi skrajne odczucia, przywołuje wspomnienia (indywidualne dla każdego odbiorcy). Powołuje do życia zupełnie nowy świat uniwersaliów – jednakowych dla każdego z nas, jednak realizujących się jednostkowo w zupełnie inny sposób. I przepięknie można to odkrywać uciekając z muzyką Radka do innych sztuk – szukając tam punktów wspólnych, jednakowych odczuć. W ten sposób poznajemy nie tylko sztukę, ale przede wszystkim siebie – człowieka uwikłanego w świat uniwersaliów.

 

SPRAWDŹ: Pozostałe wykłady dot. “Kim Ty jesteś dla mnie” (Janusz Radek).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *