Janusz Radek zaskakuje

O niektórych artystach wiemy, że są. Ale ich nie znamy – nie spotkaliśmy się dotychczas z ich twórczością, a to, co zostało nam zaserwowane – np. przez programy telewizyjne – okazało się niewystarczające, a może nawet i szkodliwe dla samego artysty. Właśnie dlatego na koncert Janusza Radka wybierałam się z pewną dozą nieufności.

KPG 2016 - B1_janusz radek_Janusza Radka zawsze ceniłam przede wszystkim za osobowość artystyczną – dbałość o czystość wizerunku. Dla widza i odbiorcy, który nie śledzi na bieżąco kariery Artysty, jedynym skojarzeniem pozostawała muzyka. To zaskakujące w dzisiejszych czasach, ale i piękne oraz budujące. Oznacza bowiem, że nie zawsze trzeba iść na kompromisy ze światem show biznesu, aby móc tworzyć “po swojemu”.  O Radku nie słychać za dużo – ani w internecie, ani tym bardziej w prasie brukowej oraz portalach plotkarskich. A jednak – nieustannie pracuje on nad jakimś projektem czy nowym materiałem. Jest niezwykle aktywny zawodowo.

Janusz Radek cyklicznie pojawia się też przy okazji najróżniejszych wydarzeń artystycznych. Trudno jednak ocenić czy pomaga mu to w promocji, czy też szkodzi. Takie okazjonalne pojawianie się (nota bene rzadko kiedy z własnym repertuarem) na pewno nie jest czymś, co pomaga Radkowi tworzyć wyrazisty wizerunek. Dlatego też dotychczas kojarzyłam go z takimi występami/utworami, jak: “Upiór w operze” (feat. Justyna Steczkowska), “Psalm dla Ciebie” (feat. Małgorzata Markiewicz), “Psalm z aniołem stróżem“, “Tango na głos…“, “Pocztówka z Avignion“… Nigdy nie poddawałam w wątpliwość umiejętności Radka, ani też jego talentu. Jest on Artystą w pełnej krasie. Panuje nad swoim głosem doskonale, kieruje nim zgodnie z intencją – to słychać przy każdym wykonaniu. Jednak jest też Artystą wymagającym bliższego poznania – tylko wówczas można z nim “zostać na dłużej”. Są bowiem takie utwory, w których piosenkarz brzmi “ciężko”. I nie wynika to z jakiegokolwiek deficytu czy nieczystości. Nie, wręcz przeciwnie – śpiewa niezwykle czysto i emocjonalnie. Jest to jednak kwestia swoistego niedopasowania, przez co Artysta traci.

Sabat Czarownic - koncert polskich gwiazdPrzykładem może być w tym momencie wspomniany już wcześniej “Upiór w operze“. Magia tego utworu od zawsze polegała na – o paradoksie! – pełnym harmonii dysonansie głosów: anielskim brzmieniu partii kobiecych i nieco diabolicznym wydźwięku partii męskich. Dopiero przy zachowaniu tej zasady ostateczne przesłanie, czyli wezwanie “Śpiewaj mój aniele!“, zyskuje na znaczeniu. U RadkaSteczkowskiej to nie zadziałało. Mimo, że artyści zaśpiewali czysto, to jednak zgubili po drodze dramatyzm, będący duszą tego utworu. I, przepraszam bardzo, wina leży po stronie obojga. Jak najbardziej rozumiem to, że chcieli przedstawić własną interpretację. Jednak jeżeli sięga się po tak znane i wyjątkowe utwory, cały kunszt artystyczny i wyjątkowa wrażliwość objawia się w umiejętności połączenia klasycznego wykonania z indywidualnymi pierwiastkami. Nie można, wykonując cudzy utwór (tym bardziej TAKI!), tworzyć zupełnie nowe dzieło. Interpretacja, bez względu na to, czego dotyczy, musi być spójna z semantyką pierwowzoru. Jeżeli więc artyści zgubili dramatyzm, sięgnęli po paralelizm głosów, którego w pierwowzorze nie było, muszą liczyć się z sytuacją, że nie wszystkim przypadnie takie wykonanie do gustu. I Steczkowska zaczęła za nisko, wprowadzając od razu odbiorcę w świat mrocznej egzystencji, i Radek zgubił mrok. Piosenkarz rozpoczął idealnie, ale już po chwili, od frazy “To ja, to upiór tej opery…“, praktycznie wyszedł swoim głosem na tak wysokie rejestry, że powrót do wspominanego już wielokrotnie mroku był niemożliwy.

Sabat Czarownic - koncert polskich gwiazdPrzypieczętowaniem była końcówka, bo o ile Steczkowska pozostała w swojej roli, to kontrast pomiędzy postaciami nie został zachowany – końcową wokalizę Janusz Radek prowadził równolegle z Justyną. Do tej pory nie mogę zrozumieć – po co? Jestem w stanie zrozumieć chęć przedstawienia zupełnie nowej interpretacji, ale jako odbiorca nie zgadzam się na taką jej formę, która w przekazie odchodzi daleko od pierwowzoru. Dlaczego w ogóle o tym piszę. Nie dlatego, że “nie lubię” Janusza Radka czy chcę go poddać krytyce. Nie. Ba! Uważam nawet, że ten przykład odbioru i oceny jednego wykonania pozwoli mi zobrazować niesłuszną ocenę artysty, z którą zapewne walczy on od lat. Wykonanie to, mimo że pozwala zapoznać się z możliwościami głosowymi Artysty, nie pokazuje jego możliwości artystyczny. To ważne! Bo przez to, w oczach odbiorcy, który nie zna jego twórczości, Radek traci.

Dla odmiany wspomnę jeszcze jeden utwór – “Psalm z aniołem stróżem“.  Tutaj nie wyobrażam sobie innego głosu, niż głos Radka właśnie. Jego barwa oraz umiejętność podkreślenia dźwiękami klaustrofobii brzmienia wspaniale wkomponowuje się w przesłanie utworu. Do dzisiaj pamiętam swoje pierwsze wrażenie po pierwszym odsłuchu utworu. Byłam nie tylko wzruszona, ale i poruszona. Kluczem okazuje się równowaga, umiejętność balansowania pomiędzy liryką (do której w mojej ocenie Radek jest po prostu stworzony!), a emocjonalną dramaturgią, którą jednak trzeba dawkować subtelnie i w otoczeniu odpowiednich dźwięków.

Okazuje się jednak, że najmniej znany Janusz Radek, to ten, którym jest on w swojej prawdziwej twórczości. A szkoda. Dzisiaj mogę powiedzieć z całą odpowiedzialnością, że żałuję, iż wcześniej – jako odbiorca – nie poświęciłam mu więcej czasu i uwagi.

Przez wiele lat unikałam Janusza Radka 🙂 Ale lubię też uczyć się Artystów na nowo, rezygnować z własnych uprzedzeń i dotychczasowych doświadczeń. Zawalczyć o artystyczną tabulę rasę 🙂 Dlatego też zdecydowałam się na takie długie wprowadzenie. To doskonały przykład dokumentujący, jak ważne jest spotkanie z Artystą na żywo – w trakcie koncertu. To w tej przestrzeni właśnie weryfikuje się swoje “sądy”. Tutaj widoczna jest osobowość artystyczna, możliwości, wyobraźnia muzyczna, swoboda improwizacji – widoczne i słyszalne jest wszystko!

IMG_8186I muszę przyznać, że koncert Janusza Radka wiele mnie nauczył 🙂 Przede wszystkim ukazał Artystę inteligentnego, który świetnie bawi się i dźwiękiem, i słowem. Zabawy językowe, na których niejednokrotnie opierały się teksty piosenek, balansowały na granicy ironii a nawet sarkazmu. Prawdę powiedziawszy nie spodziewałam się tak świadomie skonstruowanego komunikatu. Do tego oczywiście prawdziwa wirtuozeria brzmienia. To, jak Janusz Radek bawi się swoim głosem, trzeba usłyszeć na żywo. Żadne nagranie, transmisja TV, czy nawet wsłuchanie się w utwory wydane na oficjalnych albumach – nic nie odzwierciedla wyobraźni dźwiękowej Artysty. A możliwości głosowe ma naprawdę ogromne – 4-oktawowa skala głosu pozwala mu w dowolny sposób bawić się emocjami i tworzyć odpowiedni do utworu nastrój.

Co więcej – Radek ujął mnie przede wszystkim nieszablonowością swoich muzycznych propozycji. Bawi się banałem. To ryzykowny krok dla Artysty – wystarczy jedno potknięcie i chwila nieuwagi, aby wpaść w kicz lub w grafomańską płyciznę. Dlatego też uważnie wsłuchiwałam się w jego kolejne utwory. Weźmy chociażby utwór “Stopa”:

IMG_8225IMG_8293Stopa nas poprowadzi,
stopa prowadzi nas.
A my posłuszni za stopą
pobiegniemy w dal
stopa nas poprowadzi
stopa prowadzi nas
a my posłuszni za stopą
pobiegniemy w da-a-a-a-a-a-a-a-a-a-al.

Tekst sam w sobie jest figlarny i daleki od głębokiej filozofii egzystencji 🙂 Ale uzupełniony aranżacją sceniczną, wykonaniem na żywo, ruchem scenicznym Artysty, który bawi się swoim ciałem, słowem i dźwiękiem, wprowadza widzów w iście epikurejski nastrój. Mało jest bowiem takich utworów, które poprzez swoją nieskomplikowaną komunikatywność są w stanie bawić (bez ryzyka, że staną się irytujące poprzez banalność). A u Janusza Radka jest to przepis na fantastyczną zabawę.

Nie zabrakło też chwil melancholii i czasu na dość intymne spotkanie z muzyką Radka. A to oczywiście zasługa ciekawie skomponowanej setlisty. Było więc i lirycznie, i zabawnie, i intymnie, i kokieteryjnie, i beztrosko, i filozoficznie. Praktycznie niczego nie zabrakło w trakcie występu.

Jeszcze jeden element mnie zaskoczył. Na scenie, oprócz Janusza Radka, było jeszcze trzech muzyków: klawiszowiec, gitarzysta i perkusista. I co się okazuje – to w zupełności wystarczyło! Brzmienie każdego utworu było pełne, ciekawe i zróżnicowane jednocześnie. Na początku obawiałam się, że taki zestaw instrumentów będzie źródłem brzmieniowej monotonii. Ale jednak na scenie ani razu nie zapanowała nuda.

W zasadzie, był tylko jeden element, który podrażnił mój estetyczny gust. I był nim dzbanek /termos/ stojący na honorowym miejscu na scenie (na stoliku przy pianinie) 🙂 Rozumiem, że Artyście należy zapewnić dostęp do napojów – także ciepłych. Jednak duży, srebrny dzbanek stojący przy elektronicznym pianinie, kłóci się z moim pojęciem estetyki 🙂 Tutaj jestem całkowicie na NIE.

Nie mniej koncert był zorganizowany na tak wysokim poziomie, że już po kilku utworach obecność dzbanka była w zasadzie niezauważalna. Powiem więcej – koncert ten poczytuję sobie za wyjątkową lekcję pokory wobec własnych sądów i uprzedzeń. Po raz kolejny przekonałam się, że aby poznać Artystę, trzeba się z nim spotkać na żywo, w trakcie koncertu. Żaden inny przekaz nie jest w stanie ukazać jego prawdziwych możliwości. Wszelkie oceny wymagają więc dystansu i pokory. Powinny zostać skonfrontowane z wykonaniem “na żywo”, gdzie liczy się wszystko – muzyka, głos, nagłośnienie, światło, aranżacja sceny, zachowanie artysty, jego charyzma etc. Dla mnie Janusz Radek jest w tym momencie zwycięzcą. W zestawieniu Janusz Radek versus Krytyk, mamy 1:0 dla Artysty. I niech tak pozostanie jak najdłużej. 🙂

Na koniec krótka refleksja. Są dwa symptomy świadczące o tym, że koncert jest udany. Pierwszy – jeżeli w trakcie utworów krytyk zauważa u siebie mimowolny ruch dolnych partii ciała 😀  (w rytm muzyki oczywiście!) I drugi – jeżeli po koncercie stwierdza, że musi wyjść z płytą, którą zamierza przez kolejne dni przesłuchiwać non stop! Oba symptomy dostrzegłam u siebie. Tak wiec – chapeau bas Januszu! Chapeau bas! 🙂


SETLISTA:

  1. Popołudniowe przejażdżki
  2. Czucie
  3. Czwartek na zawsze
  4. Spróbuj jeszcze raz od nowa
  5. Pociąg do
  6. Gdybyś była…
  7. Manekin start
  8. Na drodze leżę
  9. Stopa
  10. Żałuję każdego dnia bez ciebie
  11. Dobro
  12. Ten pocałunek
  13. Kiedy u… kochanie
  14. Czekam wytrwale
  15. Ma dzisiaj wolne

BIS:

16. Stopa

17. Ten pocałunek


OCENA

organizacja              

setlista                      

scenografia/scena  

live                               Rating Stars - 0 to 10

OCENA OGÓLNA    


IMG_8546 IMG_8516 IMG_8482 IMG_8409

IMG_8545 IMG_8508 IMG_8346 IMG_8300

IMG_8232 IMG_8277 IMG_8186 IMG_8225

IMG_8377 IMG_8435 IMG_8338 IMG_8300

IMG_8334 IMG_8281 IMG_8228 IMG_8215

Przeczytaj również...

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *