Justyna Steczkowska i Jose Carreras

Koncert Justyny SteczkowskiejJose Carrerasa okazał się ogromnym zaskoczeniem. Dlaczego? Poświęcając wiele uwagi jednemu Artyście, często popadamy w recepcyjną monotonię. Przyzwyczajamy się do wartości estetycznych i jakości tych wartości, które są nam oferowane. Wiele zjawisk przestaje być wówczas wyjątkowa – staje się zwyczajna. A kiedy zaczynają być zwyczajne – stają się przyczyną naszej nieuwagi. Wtedy potrzebny jest “zimny prysznic” – estetyczne zaskoczenie, które wzruszy i będzie zupełnie świeżym katharsis. Dlatego też artysta musi coraz wyżej stawiać sobie poprzeczkę. W przeciwnym razie – stanie się przewidywalny.

fot. Piotr RobakowskiA przewidywalność to chyba najgorsze, co może spotkać Artystę. Wówczas nie będzie on w stanie utrzymać uwagi odbiorcy, ani też przekazać mu wartościowych komunikatów. Potrzebna jest więc otwartość umysłu – przede wszystkim na nowe formy wyrazu. Bez wątpienia był nią koncert Jose CarrerasaJustyny Steczkowskiej. Współobecność na jednej scenie, w tym samym czasie, dwójki tak różnych i niepowtarzalnych zarazem Artystów pozwoliła na wydobycie dawno zapomnianych już bądź też w ogóle nieodkrytych elementów.

PR5Pierwszym jest TREMA. Zaznaczyć w tym miejscu muszę, że przyzwyczajona jestem do oglądania Justyny jako pewnej siebie, zdecydowanej i przede wszystkim nieskrępowanej tremą Artystki. Przy okazji nowych projektów i otwierających je koncertów czasem można dostrzec u niej poddenerwowanie lub skupienie. Ale nie tremę. Kiedy jednak pojawiła się na ogromnej sopockiej scenie, na tle kilkudziesięcioosobowej orkiestry kierowanej batutą Davida Gimeneza, wyglądała… skromnie. I nie mam tutaj na myśli kreacji, ale artystyczną pokorę, którą można było bez problemu zauważyć. Tak wyraźnie mogła się ona zarysować jedynie w sytuacji, w której Artystka staje się jednym z wielu trybików ogromnej machiny muzycznej, na którą składają się zarówno muzycy orkiestry, jak również osoby dbające o nagłośnienie, oświetlenie oraz wiele innych kwestii technicznych. Co więcej – w momencie, kiedy Artystka wychodzi na scenę, musi zdawać sobie sprawę z tego, że brzmienie, harmonia i dekoracyjność wykonania zależy teraz przede wszystkim od niej i dyrygenta – to oni są głównymi narratorami spektaklu. I w tym miejscu wielu może się wydawać, że trema nie przystoi – nie artystce z takim stażem scenicznym. Nic bardziej mylnego. Powiem nawet więcej – chyba bym się rozczarowała, gdyby u Justyny Steczkowskiej nie było widać tremy i poddenerwowania. Takie emocje są potrzebne każdemu muzykowi – bez względu na doświadczenie czy popularność. To emocje, które zginają kolana Artysty w pokorze. Przypominają mu o tym, jak trudną i wymagającą drogę wybrał, jaką odpowiedzialność wziął na siebie i jak ważną rolę odgrywa – tak on sam, jak i jego twórczość. Przypominają także o tym, że dbałość o jakość wykonania, o artyzm w pełnym tego słowa znaczeniu, wymaga ogromnego wysiłku i nieustannego łamania siebie we własnych słabościach. To są bowiem emocje, które doprowadzają do ogromnego konfliktu wewnętrznego i burzliwej walki, która toczy się w jednym ciele między człowiekiem a artystą. Dla samego Artysty ten burzliwy konflikt zapewne jest piekłem. Jednak dla widza – jedną z najpiękniejszych lekcji, jakie może dostać. To również moment, kiedy widz, w swoim całkowitym skupieniu, może być przy Artyście bliżej niż kiedykolwiek wcześniej. Dlaczego? Ponieważ ma okazję współodczuwać. I to było na swój sposób wzruszające i pouczające zarazem – zobaczyć Justynę Steczkowską w takim skupieniu i trudzie pokonania zwykłej, powszedniej tremy.

PR9Po drugie – UMIEJĘTNOŚĆ STWORZENIA ARTYSTYCZNEJ AURY. Wspomniana wcześniej trema może być pięknym zjawiskiem. Jednak nie będzie nim, jeżeli ostatecznie Artysta nie wygra tej walki. Bo to właśnie ten moment przełamania rozbudza u odbiorcy radość. Niejako przerzuca go ze współodczuwania tremy we współodczuwanie triumfu zwycięstwa. Tak silne emocje tworzą nastrój i wyjątkowość koncertu. Podnoszą jego rangę. Czynią go majestatycznym. W tym przypadku ogromna część odpowiedzialności spoczywała na Justynie Steczkowskiej. Wychodzący na scenę Jose Carreras od pierwszych chwil raczył publiczność dostojnością i spokojem. Biła od niego wewnętrzna harmonia i pewność siebie. Justyna natomiast musiała po tę harmonię sięgnąć, a nawet – wywalczyć ją. Zapewne miała świadomość tego, że walka ta nie może trwać cały koncert. Musiała zostać rozstrzygnięta. I tak też się stało gdy po raz drugi pojawiła się na scenie Opery Leśnej w Sopocie. Przy pierwszych dźwiękach “Terry” wszystko, co dotychczas mogło stanowić jakąkolwiek barierę – runęło. Przypieczętowaniem tego stał się pierwszy duet Artystów –  był to utwór “Je te veux“. Muzycy sięgnęli bowiem po najwyższy szczebel harmonii – odczuwanej intuicyjnie, emocjonalnie i odbieranej zmysłowo – poprzez wzrok i przede wszystkim słuch. Ich gestykulacja, dialog głosów i ciał, który prowadzili na scenie, stały się najważniejszą i zarazem jedyną narracją. Na tym dopasowaniu, całkowitej równowadze, widzowie mogli budować indywidualne interpretacje, oparte na jednostkowych i właściwych tylko im przeżyciach.

PR12

Po trzecie – REPERTUARARANŻACJE. To kolejna część muzycznego spektaklu dźwięków, od której zależy gra emocji, umiejętne utrzymanie uwagi odbiorcy oraz jego skupienia. Koncert Jose CarrerasaJustyny Steczkowskiej sam w sobie niósł różnorodność. Artyści występowali osobno, ze swoimi utworami ubranymi w nowe orkiestracje, lub też w duecie – w perfekcyjnej grze żywiołów.

PR15SETLISTA:

1. L’Artesienne Suite Farandole (G. Bizet) – orkiestra

2. Era de maggio (M. Costa) – Jose Carreras

3. T’Estimo (E. Grieg) – Jose Carreras

4. 9 Wrota (W. Kilar) – Justyna Steczkowska

5. Roso pel teu amor (J. Ribas) – Jose Carreras

6. Terra (J. Steczkowska) – Justyna Steczkowska

PR87. Je te veux (E. Satie) – Justyna Steczkowska & Jose Carreras

8. Jazz Suite No 2 Walz 2 (D. Shostakovic) – orkiestra

9. The Man of La Mancha/ Impossible Dream (S. Gilbert) – Jose Carreras

10. Vurria (Rendite) – Jose Carreras

11. Passione (Valente) – Jose Carreras

12. Sanktuarium (J. Steczkowska) – Justyna Steczkowska

13. The Phantom of the Opera/ All I Ask of You (movie) – Justyna Steczkowska & Jose Carreras

14. La boda de Luis Alonso – Intermedio (G. Gimenez) – orkiestra

15. Lejana tierra mia (C. Gardel) – Jose Carreras

16. En Aranjuez con tu AmorJustyna Steczkowska & Jose Carreras

17. Grande Valse Brillante (E. Demarczyk) – Justyna Steczkowska

18. Core ‘Ngrato (S. Cardillo) – Jose Carreras

PR2BIS:

19. Chitarra romanaJose Carreras

20. To co jest ci dane (J. Steczkowska) – Justyna Steczkowska

21. Vierno (Acampora) – Jose Carreras

22. Wracam do domu (J. Steczkowska) – Justyna Steczkowska

23. Amigos para siempreJustyna Steczkowska & Jose Carreras

W zasadzie lista utworów broni się sama. Koncert bogaty w różnorodność. Było miejsce i na melancholię, chwilę głębszej refleksji, wspomnienia i podróżowanie ku przyszłości, jak i czerpanie pełną piersią z radości chwili, z teraźniejszości. Najsmaczniejszym “kąskiem” były oczywiście duety. Paradoksalnie – oparte jednocześnie na harmonii i kontraście. Dzięki nim każdy, kto uczestniczył w koncercie miał wrażenie, że jest świadkiem wyjątkowego wydarzenia, które na pewno zapisze się w historii polskiej muzyki. A dla mnie uczestnictwo w tym wydarzeniu było prawdziwym zaszczytem. 🙂


OCENA

organizacja              

setlista                      

scenografia/scena  

live                               Rating Stars - 0 to 10

OCENA OGÓLNA    


Zdjęcia: Piotr Robakowski
 Jose Careras & Justyna Steczkowska
Kiedy: 31.07.2016 r.
Gdzie: Opera Leśna w Sopocie

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *