Justyna Steczkowska – koncert światłem malowany

O koncertach pisze się przeważnie z perspektywy muzycznej. Nic dziwnego – służą przecież jako narzędzie intensywnego, żywego odbioru dźwięków. Jednak nie we wszystkich jest to przysłowiowe COŚ, dla czego chce się powracać. To COŚ, co rozbudza apetyt.  COŚ, przez co widz staje się coraz bardziej wymagający. Skoro tak się dzieje, to jakim sposobem Justyna Steczkowska jest w stanie nieustannie zaskakiwać?

Największym dylematem, który już od jakiegoś czasu próbuję samodzielnie rozstrzygnąć, jest napięcie, które wokół swojego scenicznego Ja tworzy Justyna Steczkowska. Wynika ono przede wszystkim z faktu, iż sama staje się dla siebie największą rywalką. Jakimś sposobem udaje jej się nieustannie podnosić poprzeczkę. I jakimś sposobem – stale wygrywa sama ze sobą.

IMG_9572Trudno ocenić, czy większym wyzwaniem dla Artysty jest zetknięcie z widzem po raz pierwszy (pamiętając o tym, że “pierwsze wrażenie” można zrobić tylko raz), czy też z tym, który doskonale zna twórczość, gości na wielu występach, niemal na pamięć zna scenariusz każdego z nich, a w związku z tym – jest w stanie wyłapać każdy błąd i nawet najbardziej subtelne potknięcie. Dla mnie, jako kulturoznawcy, problem ten jest przyczynkiem do zapuszczania się na coraz dalsze kręgi tego artystycznego świata. Przypomina to niekiedy podróż Dantego, który bez przewodnika nie byłby  w stanie przedostać z jednego kręgu na drugi, a znajomość danego kręgu nie pozwala mu już wykonać kroku w tył. Pozostaje tylko droga przed siebie. No cóż… Moim “przewodnikiem” jest Justyna Steczkowska. Ale nie trzymam się jej kurczowo – odchodzę za każdym razem, kiedy gasną sceniczne światła. Dlaczego? Ponieważ jako odbiorca cały czas szukam. Zatrzymanie się byłoby znakiem “martwej percepcji”, “bezkrytycyzmu”, a co za tym idzie – braku zdolności do pełnego odbioru. Sztuka jest świeża i tylko dzięki temu żyje. Świeża – za każdym razem, gdy dochodzi do spotkania z odbiorcą. Niezależnie od tego, czy mówimy o 300-letnim obrazie, czy też premierze nowego filmu. Sztuka jest żywa.

Dlatego też tę recenzję utrzymam w nieco innym, bardziej subiektywnym i refleksyjnym tonie. Niech to będzie zaproszeniem do podróży.

Otóż podróż odbiorcy rozpoczyna się wtedy, kiedy podejmuje on trud poszukiwań. Nie musi znać celu wędrówki – to nawet niemożliwe. Gdyby go znał, od razu obrałby drogę, która doprowadziłaby go do obranego punktu. Pominąłby wszystko to, co tworzy drogę poszukiwań. “Poszukiwanie” jest na stałe wpisane w postać odbiorcy. Nawet kiedy wydaje mu się, że znalazł – szuka dalej, sam nie wie czego. Obok “poszukiwania” jest więc “niepokój”, “niezaspokojenie” i “niedosyt”. Jeżeli któregokolwiek z tych pierwiastków (a może nawet “żywiołów”) zabraknie – wówczas “odbiorca” staje się już tylko “widzem” bądź “słuchaczem”. ALE – i tutaj bardzo ważna rzecz – “żywioły” te dominują jedynie wówczas, kiedy odbiorca nie ma bezpośredniego kontaktu ze “sztuką”. Można powiedzieć, że “wtedy budzą się demony” – i to one stają się siłą napędową dalszych poszukiwań.

IMG_9778Wróćmy jednak do Justyny Steczkowskiej oraz tego, w jaki sposób jej artystyczne Ja powiązane jest z powyższymi rozważaniami. Po pierwszeSteczkowska nie nudzi. Nawet jeżeli jej twórczość się nie podoba (bo ma prawo się nie podobać!), to nie można powiedzieć, że nudzi! Wystarczy odrobina obiektywizmu, aby przy nawet najbardziej surowej krytyce Artystki zostać zmuszonym do użycia słowa “różnorodność”. Nie ma innego wyjścia. Niezależnie od tego, czy ta “różnorodność” się podoba, czy nie – po prostu JEST i ten fakt odbiorca musi zauważyć. Po drugie – i to jest dla mnie najbardziej zaskakujące i rozbudza moją filozoficzną ciekawość – nawet w tym samym repertuarze Steczkowska za każdym razem jest inna. Miałam przyjemność gościć na kilku koncertach z każdej trasy koncertowej, które Justyna realizuje od ponad roku. Największym zaskoczeniem są jednak koncerty akustyczne. Ostatni – mający miejsce w płockim Teatrze Dramatycznym (10.04.2016 r.) – po raz kolejny stał się dla mnie ciekawym spektrum poszukiwań. I – o paradoksie! – wskazał zupełnie nowe obszary do filozoficznej penetracji.

Muzyka (+nagłośnienie)

IMG_9867Koncerty akustyczne to zawsze wyzwanie. Tutaj każdy dźwięk jest słyszalny, każda dysharmonia zostanie wyłapana przez odbiorcę, każdy niuans może być tym, co zaważy na emocjonalnym odbiorze. Dlatego nagłośnienie, w tym również dostosowanie go do akustyki danej sali, jest zadaniem najważniejszym i najtrudniejszym zarazem. Pamiętam, kiedy pierwszy raz miałam okazję obserwować Justynę w trakcie próby. Nigdy wcześniej nie przypuszczałam, że w muzyku może mieszkać tyle trwogi, która dotyczy dźwięku – tego, jak on żyje w danej sali koncertowej. Kiedy widz przychodzi na koncert powinien być w pełni świadomy tego, że kilka godzin wcześniej ktoś zajął jego miejsce, wyobraził sobie jego obecność i siłą własnej wyobraźni muzycznej wyreżyserował cały spektakl dźwięków. Czasami czynił to metodą prób i błędów, powtarzając jeden dźwięk bądź jedną frazę muzyczną po kilka lub kilkanaście razy.

Dlatego też tym bardziej obawiałam się efektu. Teatry, stworzone z myślą o dobrym rozproszeniu dźwięku, nie zawsze są w stanie odzwierciedlić wielowymiarowość muzyki koncertowej. Teatr Dramatyczny w Płocku mile mnie jednak zaskoczył. Trudno jednak ocenić, na ile efekt końcowy był rezultatem naturalnej akustyki sali koncertowej, a na ile ciężkiej pracy dźwiękowców odpowiedzialnych za dostosowanie nagłośnienia.  I tutaj z uznaniem przywołać muszę jedno nazwisko – Mikołaja Wierusza. Nie zdarzyło mi się jeszcze być na koncercie nagłaśnianym przez niego, który nie zachwycałby fenomenalną przestrzennością dźwięków. A dla wymagającego odbiorcy jest to jedno z podstawowych kryteriów oceny danego spektaklu. Płock pod tym względem mieści się w czołówce moich dotychczasowych doświadczeń koncertowych (pomijam wielkie sale koncertowe, które dzięki odpowiedniej akustyce nie wymagają takiego nakładu pracy, jak pomieszczenia niedostosowane technicznie do koncertów). Doskonale było słychać zarówno w utworach dynamicznych, jak i tych lirycznych.

IMG_9095Dużym wyzwaniem na koncercie Justyny jest dostosowanie perkusji, nad którą panuje Grzegorz Daroń. Brak osłony i jednocześnie stosunkowo niewielki rozmiar sceny to połączenie niemal zabójcze dla koncertu akustycznego. A jednak – nie usłyszałam ani jednego momentu, w którym perkusja zakłóciłaby odbiór. Mało tego – było kilka momentów, w których gdyby nie perkusja, wokal Justyny nie brzmiałby tak emocjonalnie i nie implikowałby takiego dramatyzmu. W pamięci mam kilka scen.

Jedną z nich tworzy akustyczna aranżacja utworu “Aż po życia kres“. A w szczególności – jego finału. Jestem wzrokowcem i filologiem. Jeżeli jest coś, co mogę przyrównać do artystycznego katharsis, to bez wątpienia będzie to związane ze spektaklem wizualnym lub warstwą semantyczną. Dlatego tym bardziej zdziwiło mnie, że tak duże wrażenie była w stanie zrobić na mnie jedna fraza muzyczna. Praktycznie na wyśpiewanej jednej samogłosce Justynie udało się unieść atmosferę w sali Teatru Dramatycznego. Było to słychać, a kluczem do sukcesu stało się zgranie jej głosu (i towarzyszącego jej chórku – Krystyna Steczkowska-Hairulin oraz Paweł Steczkowski) z dźwiękami gitary basowej oraz perkusyjną szarżą Grzesia Daronia. Efekt? Ku memu zaskoczeniu, takie połączenie muzyczne zaowocowało nie tylko efektem dźwiękowym, ale i wizualnym. I pomijam tutaj oświetlenie. Przy finale “Aż po życia kres” odbiorcy mieli okazję obserwować, jak dźwięki rozsadzają Justynę 🙂 Dosłownie.

IMG_9003

Setlista

W tym miejscu jest już czas najwyższy, aby przejść do setlisty, czyli scenariusza danego występu. Czego oczekuje odbiorca? Przede wszystkim ciekawej opowieści, a “ciekawa” nie oznacza “zmienna”, “dynamiczna” i “labilna” (w pamięci mam wyjątkowy występ Kasi StankiewiczAleksandrem Dębiczem, w trakcie którego Artystka przeprowadzała słuchaczy, bardzo powolnym tempem, przez kolejne etapy historii Lucy – MISTRZOSTWO!). “Ciekawa” oznacza z sensem, przemyślana, zaplanowana w taki sposób, aby pozwoliła zrealizować intencję twórcy. Justyna w trakcie trasy koncertowej z Cygańską Orkiestrą zdążyła przyzwyczaić widzów do bogatego w różnorodną kolorystykę i niezwykłe dźwięki spektaklu. Jeżeli ci sami widzowie pojawiają się na koncercie akustycznym – przed Artystką postawione zostaje nie lada wyzwanie. W jaki sposób wyrwać ich z pełnego ekspresji cygańskiego klimatu, pociągnąć za sobą i na nowo uwieść dźwiękami. I tutaj niewątpliwym ratunkiem jest setlista. Odpowiednio skomponowana staje się w rękach (a właściwie głosie) Artysty narzędziem pomagającym mu w stworzeniu odpowiedniego komunikatu. Oczywiście nie wyczerpuje ona tematu i nie jest tym, co stanowi główny komponent koncertu. Jednak w przypadku Steczkowskiej stanowi niewątpliwie doskonałą podstawę do budowania dalszej narracji. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: setlista bazuje na emocjonalnej labilności. Już sam jej kształt gwarantuje brak nudy. Odbiorca uczestnicząc w tej podróży przemieszcza się pomiędzy niezwykle kolorowymi światami – dotyka zarówno najgłębiej skrywanych, ujmujących fortepianową czernią smutków (“Stu policjantów”), by zaraz potem wznieść się wysoko by marzyć (“Leć”). Ta labilność to zdecydowany plus – zabieg, który dynamizuje i niejako “zmusza” odbiorcę do ciągłej aktywności intelektualnej.

SETLISTA:IMG_8834

1. Dziewczyna Szamana

2. Za karę

3. Daj mi chwilę

4. Kryminalna miłość

5. Za dużo wiesz

6. To nie miłość

7. Eurydyki

8. Moon River

9. Tango

10. Stu policjantówIMG_8921

11. Leć

12. Tu i tu

13. Aż po życia kres

14. Grawitacja

15. Sanktuarium

16. Szachmistrz

17. Oko za oko

BIS: Wracam do domu

Gra świateł

Jest jeszcze jeden element wymagający podkreślenia. Dla wielu Artystów odgrywa on rolę nie tyle drugoplanową, co podrzędną. U Justyny Steczkowskiej – jest komponentem dopełniającym całości. Mowa oczywiście o oświetleniu. To, w jaki sposób współtworzy ono klimat, atmosferę, a niejednokrotnie też staje się narratorem chwili – wymaga uznania. Widz siedzący na widowni – niezależnie od tego, czy siedzi w pierwszym rzędzie, czy też ostatnim – zatopiony zostaje w spektaklu niezwykle intensywnych barw. Takie rozwiązania wymagają przemyślanych decyzji oraz rozbudowanego zaplecza sprzętowego. I w tym miejscu podziękowania należą się Łukaszowi Wojtanowskiemu, dzięki któremu koncerty Justyny Steczkowskiej to już zdecydowanie nie tylko widowisko słuchowe, ale i wizualne. A potwierdzeniem tego, jak ogromne wrażenie na widzu zrobiła sceneria stworzona przez fenomenalne łuny kolorowego światła niech będzie fakt, że… nie usłyszałam “Dziewczyny Szamana” (wybacz Justyna, ale naprawdę po ostatnim utworze pytałam Michała, czy zauważył, że “Dziewczyny…” nie było). 🙂 🙂 🙂 Cóż – taka dola wzrokowca. 🙂 Nie żałuję! 🙂

OCENA

organizacja                 Rating Stars - 0 to 10

setlista                          Rating Stars - 0 to 10

scenografia/scena     Rating Stars - 0 to 10

live                                 Rating Stars - 0 to 10

OCENA OGÓLNA:      Rating Stars - 0 to 10

No to na koniec jeszcze co nieco dla wzrokowców 🙂

[zdjęcia opublikowane za zgodą Justyny Steczkowskiej]

IMG_9867 IMG_9572  IMG_9003 IMG_9095  IMG_8834 IMG_8921 IMG_0650 IMG_9148 IMG_9499 IMG_9183 IMG_9605 IMG_9714 IMG_9639 IMG_8847

Koncert Justyny Steczkowskiej - koncert akustyczny
Kiedy: 10.04.2016 r.
Gdzie: Teatr Dramatyczny w Płocku

Przeczytaj również...

4 komentarze

  1. Przestań pisac o steczkowskiej bo zaczyna sie robic niestrawnie. Masz talent jednak jesteś zaślepiona. W Polsce sa dużo bardzo wartościowi artyści Którzy zamiast doczepia włosy i ostrzykiwac sobie twarz autentycznie myślą nad brzmieniem.
    Ta pani mysli o sobie a nie o muzyce . I podkresli to większość muzyków i producentów w tym kraju którzy mieli z nia styczność.
    A tłumaczenie owej artystki ze pieniądze z reklam przeznacza na muzykę…. Hahaha nie trzeba byc matematykiem by oszacować ze gdyby tak było to Pani Justynie wystarczyłoby pieniędzy na takie produkcje ze cały świat by sie pokłonil.
    Tak wiec pasmo kłamstw. Przykro mi.

    1. Wolny kraj 🙂 A o ile wiem, a chyba dobrze wiem, to moja strona 😀 Więc chyba mogę pisać o Steczkowskiej 😀 Na niestrawność polecam Ranigast Max… lub złoty środek – zaprzestanie zaglądania tutaj 🙂 Pozdrawiam 😀

  2. Can I just say what a relief to find someone who actually knows what theyre talking about on the internet. You definitely know how to bring an issue to light and make it important. More people need to read this and understand this side of the story. I cant believe youre not more popular because you definitely have the gift.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *