Justyna Steczkowska & Orkiestra Cygańska

Podróż na Bałkany z biletem w jedną stronę? Czemu nie?! W końcu upalne, sierpniowe noce są od tego, aby czerpać z życia jak najwięcej, aby wskrzesić lub zatrzymać w sobie młodość i dać się porwać prawdziwej, cygańskiej muzyce. Spotkanie na żywo z orkiestrą Tsigunz Fanfara Avantura stało się zapowiedzią niezwykłego wydarzenia – wesela cygańskiej Femme FataleJustyny Steczkowskiej.

IMG_7752

Fot. Paweł Deska

Cygańskie wesela mają to do siebie, że onieśmielają przepychem – przede wszystkim tym, który gości na biesiadnym stole. I tutaj nie można odmówić Cygańskiej Królowej szczodrości. Były mocne trunki (a że mocne, to wiem, bo niegdyś dane mi było skosztować!), mięsiwo 🙂 , a dla tych, co niezbyt za mięsiwem przepadają – kosze owoców! Można się było najeść i napić – nawet pomimo tego, że Cygańska Królowa, w przeciwieństwie do poprzednich spotkań, nie rzucała “delikatesami” 🙂 W tym miejscu ślę gorące pozdrowienia w kierunku Daniela, który swego czasu miał, dzięki naszej Femme Fatale, bliskie spotkanie z suchą krakowską 🙂 <3

DSC00280

Fot. Magdalena M. Jaroń

Ale jak to na weselu bywa – gdy zapowiada się zabawa do białego rana to nie ma czasu na żadną konsumpcję!

Cygańska trasa koncertowa Justyny już zakończona, więc mogę pozwolić sobie na pewne podsumowanie. Koncerty, a właściwie spektakle z tego cyklu, to na pewno nie jest sposób na poznanie Justyny Steczkowskiej takiej, jaka się objawiła chociażby na swojej przedostatniej płycie – “Animie“. Ale  był to czas aby z Justyną pokonać jesienną melancholię i stawić czoła wszelkim smutkom.

Pamiętam emocje, które towarzyszyły mi na pierwszym koncercie z tej trasy – w Krakowie, 8 listopada 2015 roku, w Centrum Kongresowym ICE. Scena zachwyciła kolorami, różnorodnością i trójwymiarowością. Pamiętam też tę przyjemną ciemność, która przyniosła nastrój podekscytowania i wyczekiwania. I nagle… zaskoczenie!

img_9768

Fot. Paweł Deska

Bo na tej ogromnej scenie pojawia się Justyna – w typowych dla siebie, pełnych gracji podskokach, zgrabnie wiruje między instrumentami i zajmuje centralne miejsce – na cygańskim tronie. A dookoła dalej ciemność. I niepokojąca cisza. Tylko odblaski cekinów i złotej biżuterii zdradzają obecność Artystki. Wśród widowni czuć napięcie – wszyscy starają się pokonać wzrokiem tę ciemność, aby w końcu móc zachwycić światem pełnym kolorów, żywiołowych barw i radosnych kompozycji… Przecież taki obiecywała Justyna

img_7801

Fot. Paweł Deska

Ale ona czekała jeszcze chwilę. W końcu dostrzec można było jak jednym gestem, jednym ruchem dłoni uruchamia machinę zabawy. I jeszcze większe zaskoczenie, bo muzyka zaczęła dochodzić zewsząd. Bo scena przestała być sceną, a muzycy wyłaniali się z każdego kąta sali. I światła – dużo świateł. Migotały figlarnie, jakby bawiło je zagubienie widza. Bo nikt nie wiedział czy cieszyć się w końcu widokiem Justyny, czy szukać muzyków, którzy bombardowali nas mocnymi, dętymi dźwiękami, czy też w końcu, z pełnym spokojem podziwiać całe bogactwo scenicznej dekoracji.

img_8049

Fot. Paweł Deska

Ale nie wszystko było takie kolorowe… I trzeba o tym napisać, bo ma to ogromne znaczenie i staje się dowodem profesjonalizmu Justyny  i jej zespołu. Ogromną rysą na tym koncercie był okrojony repertuar – widowisko skończyło się zbyt szybko. Były również problemy ze scenografią, bowiem rozsuwany stół ostatecznie przysłonił widzom z bocznych rzędów całą scenę. Był też dylemat z “jeżdżącym” po scenie tronem królowej, który kilka razy znalazł się w nieodpowiednim dla siebie miejscu. I problemem było również to, że Justyna praktycznie w ogóle nie wychodziła spoza centrum sceny, co skutkowało tym, że publiczność siedząca na “skrzydłach” sali czuła się niejako poza spektaklem.

Pamiętam, że byłam nieco zaskoczona takim obrotem spraw i zastanawiałam się, czy w ogóle wypada takie kwestie poruszyć w rozmowie z Justyną. Czy mi wypada, jako widzowi? Ale to przecież dla mnie jest to widowisko. To przecież ja, nie Artysta, jestem po “tej”, drugiej stronie. I szczerze muszę przyznać, że nie wierzyłam w oszałamiającą poprawę przed następnym koncertem – zbyt wiele technicznych drobiazgów wkradło się w ten pierwszy, otwierający trasę spektakl.

img_8755

Fot. Paweł Deska

Justyna jednak wysłuchała uwag. Wypowiedziane w cztery oczy zapewne smakują inaczej niż rzucone jak ochłap w przestrzeń internetu. I dzisiaj z uśmiechem na twarzy mogę o tym pisać, bo najważniejsze w całej tej historii jest to, ile wydarzyło się pomiędzy pierwszym, a drugim koncertem. Wybierając się do Poznania nie wierzyłam, że w ciągu zaledwie 4 dni Justyna, jako reżyserka i główna sprawczyni całego show, dopracuje wszystkie niuanse. A jednak! I tutaj jako krytyk, teoretyk i przede wszystkim widz mogę chylić czoła. Bo to nie problem, że Artysta popełnia błędy. Pytanie zasadnicze brzmi: czy ma w sobie tyle pokory, aby słuchać (mądrze słuchać!) widza i spośród całego szumu, krzyku ocen i osądów, wydobyć te zdania, które rzeczywiście służyć mu mogą doskonaleniu dalszej pracy?

A ja z szeroko otwartymi oczyma wpatrywałam się w cały spektakl w Poznaniu, gdzie repertuar został poszerzony, Justyna porwała publiczność z krzeseł, tron cygańskiej Femme Fatale już nikomu nie przeszkadzał, stoły były doskonale zgrane z resztą scenografii i nie przeszkadzały w odbiorze widowiska… A to tylko kilka drobnych elementów, które w zaledwie 4 dni przeszły całkowitą metamorfozę. Chapeau bas!

Największym Artystą jest ten, który najniżej schyla głowę, a w sercu nosi troskę o doskonałość swoich dzieł.

img_0674

Fot. Paweł Deska

Wróćmy jednak do szalonej, cygańskiej zabawy. Byłam na kilku koncertach z tej trasy, więc mam niepowtarzalną możliwość porównania tych spektakli. Kraków, Poznań, Szczecin, Toruń i w końcu Sopot, gdzie Justyna zakończyła swoją podróż z Cyganami. Na każdym z tych koncertów wódka była prawdziwa i paląca, kiełbasa – świeża, owoce – trudno powiedzieć, bo nie latały w powietrzu, chleb – nieco suchy, ale zjadliwy 🙂

Na każdym z tych koncertów Cygańska Królowa wróżyła z kart i można się było co nieco dowiedzieć o sobie… Bo ten zdradził, choćby w myślach! A temu wiary zabrakło, więc mu Cyganka obiecała “poprawę na lepsze”… A jeszcze inny usłyszał wskazówkę na przyszłosć: by zaufać!… a wszystko się ułoży 🙂 Co najgorsze (bądź najlepsze!) – wróżby te się sprawdziły. I nie jest to jedynie moje spostrzeżenie… 🙂

14055115_10210592848599705_8088796544989200397_n

 Fot. Michał Tałaj

Jednak gdy wspominam cygańskie szaleństwo, które dla mnie trwało niemal rok, to myślami najczęściej wracam do ostatniego, sopockiego spotkania z Femme Fatale. Może to też magia chwili, związana z tym, że bawiłam się tam z przyjaciółmi? A może magia miejsca, bo Opera Leśna usytuowana jest niejako poza światem – w wiadomej tylko sobie rzeczywistości? A może też kwestia tego, że ten koncert był naprawdę wyjątkowy?

img_1583

Fot. Magdalena M. Jaroń

Z resztą – czy to ważne? 🙂 Takie koncerty jak Cygańskie Wesele właśnie przypominają o tym, że niekiedy należy przestać myśleć o sztuce – trzeba w nią wejść całkowicie, zapominając jednocześnie o całej wiedzy, wymaganiach, oczekiwaniach… Ci, co wykorzystali ten czas, są bogatsi o beztroski uśmiech, szaloną zabawę, nowe przyjaźnie… Ci, którzy nie pozwolili Justynie chociaż na chwilę wciągnąć się w to szaleństwo, zapewne pozostali w szablonie swoich oczekiwań. To nie zmienia faktu, że odbiorcy mogą, a nawet muszą mieć wymagania wobec Artysty – a wobec Justyny niejednokrotnie są one szczególnie wysokie (sama postawiła sobie poprzeczkę tak wysoko!). Czy jednak my, dorośli, zawsze zachowujemy się dostojnie i “na miejscu”? Czy nie chcemy czasem na chwilę wejść w zupełnie inną skórę i skorzystać z bezgranicznej wolności beztroskiego, hulaszczego życia? 🙂

Ci, którzy wybrali się na Cygańskie Wesele – mieli ku temu okazję. Justyna podwiozła nas swoim taborem, bawiąc przy tym na różne sposoby, śmiejąc się z nami, śpiewając, tańcząc… Teraz czas wysiąść i powrócić do codzienności, zachowując w sercu te kolorowe wspomnienia. 🙂

img_9346

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *