Karolina Skrzyńska – Palcem po wodzie [CYKL: ODKRYWANIE]

Magdalena M. Jaroń

Muzyczne poczynania Karoliny Skrzyńskiej śledzę już od wielu lat. To Artystka, której nie można usłyszeć w radiu, na próżno szukać jej na ogólnopolskich festiwalach. Może ktoś pamięta jeszcze jej występ w 2014 roku na opolskich Debiutach. Karolina jest jednak Artystką, która warta jest chwili uwagi. Nawet więcej niż chwili.

W 2013 roku Karolina Skrzyńska wydała swój pierwszy album – “W oddali“. Można w nim było dostrzec ogromny potencjał i chęć tworzenia, ale też niejednoznaczność, która budziła ciekawość i jednocześnie drażniła odbiorcę. Jednak w 2017 roku Skrzyńska powróciła już jako dojrzała Artystka – tym razem z albumem w pełni doszlifowanym, tworzącym przepiękną i pełną filozoficznych dygresji całość.

Palcem po wodzie” to kompilacja stanowiąca wyjątkowo emocjonalny powrót do korzeni. Największym atutem wydawnictwa jest ascetyzm, po który Karolina nie bała się sięgnąć. W świecie, w którym odbiorca bombardowany jest w każdej sekundzie niezliczoną ilością bodźców, kiedy praktycznie już zatracił umiejętność poruszania się w ciszy i celebrowania jej – otrzymuje taki właśnie dar. Na próżno szukać tutaj usilnie napakowanej elektroniki i udziwnionych, niebudzących żadnych bliskich skojarzeń brzmień. Są za to szumy, echa, gwizdy – a pomiędzy nimi słychać przestrzeń, która wypełnia się wokalem artystki.

Źródło: karolinaskrzynska.pl

Mam kilka ulubionych momentów w tym albumie. “Palcem po wodzie” otwiera “Pieść Dziadowska“, która stanowi kwintesencję kobiecości. Od samego początku odbiorca zostaje wprowadzony do krainy skrytej za woalem tajemnicy. Z ciszy wchodzi w dźwięk, powoli i niepewnie, nieufnie przemierzając kolejne takty. Głos Karoliny jednak ściąga go coraz głębiej, coraz pewniej wybrzmiewają jej wokalizy. Kiedy już udaje jej się stworzyć iluzję statyczności, dając ułudę pewności i przewidywalności – następuje pełna ekspresja kobiecości, a wraz z nią – emocjonalności, wrażliwości, polisensoryczności i żywiołowości. Z jednej strony jest więc mrok i tajemniczość, z drugiej – zmysłowość bezwstydnie balansująca na granicy transu, w czym przywołuje w skojarzeniach obraz antycznych bachantek. I taka jaka jest “Pieśń Dziadowska“, taka też pozostaje do końca płyta Karoliny Skrzyńskiej.

Pozornie album wyrasta z żywiołu wody i wokół niego tworzy całą historię. Jednak po kilkukrotnym przesłuchaniu dostrzec w nim można także i ogień, kojarzony z pragnieniem, pożądaniem, pożogą, ale też i z odradzaniem. Jednak to nie filozoficzne korelacje decydują o wyjątkowości wydawnictwa. To muzyczna wierność naturze pozwala nam dzisiaj podziękować Skrzyńskiej za możliwość uwolnienia słowiańskiego piękna. Nie mamy, a w zasadzie nie mieliśmy na polskiej scenie muzycznej Artystki, która z taką dbałością o szlachetność brzmienia i bez sztucznych udziwnień sięgałaby do muzyki korzennej i komponowała utwory na poziomie porównywanym do kompozycji Loreny McKennit.

Muszę też przyznać, że mam swojego ulubieńca w najnowszym albumie Karoliny. To utwór “Dalej biec“. Przede wszystkim warstwa tekstowa otwiera ogromne pole do dyskusji filozoficznej – stanowi morze inspiracji, w którym odnaleźć można zarówno elementy epikurejskie, heraklitejskie, jak i te doskonale znane z filozofii pozostałych reprezentantów jońskiej szkoły przyrody.

Źródło: karolinaskrzynska.pl

Druga kwestia to wokal, który w tym utworze ujmuje głębią. Skrzyńska nie udziwnia, nie zmusza odbiorcy do radzenia sobie z wysokimi i niskimi dźwiękami – taka żonglerka mogłaby w konsekwencji zachwiać poczucie harmonii. Stawia za to na ascetyzm bo jest pewna brzmienia swojego głosu – i to słychać. Ta pewność siebie jest ujmująca i hipnotyzująca zarazem. Po prostu cudowna. Im dalej w utwór, tym głębiej można zanurzyć się w dźwiękach (ta pewność siebie na podobnym poziomie odczuwalna jest w utworze “Słoneczko“*).

*Swoją drogą, ogromnie korci mnie, aby zgrzeszyć kolejny wpis o Skrzyńskiej, ale tym razem w całości poświęcony “Słoneczku” właśnie. Jeżeli kobiecość można byłoby zamknąć w dźwiękach, to pewnie w całości swej różnorodności zmieściłaby się w tej kompozycji: jest tam dosłownie wszystko.

Po trzecie – muzycznie utwór bazuje na pozornie prostej kompozycji. Skrzyńskiej udaje się jednak połączyć to, co zwane jest tradycją i zawsze będzie kojarzyło się z naturą, z tym, co obudzi zmysły współczesnego odbiorcy. Scala więc ze sobą potencjał i tęsknoty słowiańskiej duszy, z lękami człowieka postmodernistycznego, którego tak dobrze scharakteryzował Zygmunt Bauman. Jeżeli dobrze wsłuchać się tak w “Dalej biec“, jak i kolejne kompozycje z płyty, to wszystkie przeplatają ze sobą znaki silnego indywidualizmu, świadomości własnej siły, ze znakami dokumentującymi socjetalność jednostki – jej nomadyczność, niestałość, zagubienie, pozostawanie w ciągłej drodze.

Źródło: karolinaskrzynska.pl

Reasumując – warto, naprawdę warto sięgnąć po ten album – chociażby ze względu na wokal Karoliny. Jest przyjemny, kojący, dojrzały. Nie ma w tym wydawnictwuie krzyku i hałasu. Jest za to liryzm, łagodność, emocjonalność. Na próżno jednak szukać pomiędzy nimi monotonii. Za dużo tam zmian, które przecież są wpisane w naturę heraklitejskiej rzeki. Prawdę miał filozof mówiąc, że dwa razy do tej samej wody wejść nie można. Tak też jest ze słuchaniem “Palcem po wodzie“. Każde kolejne odsłuchanie budzi inne emocje – zupełnie tak, jakby płyta dojrzewała w odbiorcy. I dzięki temu jej tytuł – “Palcem po wodzie” – zyskuje zupełnie nowy wydźwięk. Niemożliwym bowiem staje się odzyskanie emocji i wrażeń z pierwszego odsłuchu. Zachęcam więc do uważnego przeżycia tej przygody 🙂

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *