Kate Winslet – Pełnia jestestwa w najgłębiej skrywanych emocjach

Nie mam zbyt wielu filmów, które mogłabym zaklasyfikować jako moje TOP10. Ale nie mam też wątpliwości, który z filmów od wielu lat zajmuje jedną z czołowych pozycji na tej liście. To “Lektor” z 2008 roku z Kate Winslet w roli głównej.

Film nietuzinkowy, trudny, a dla konserwatywnych widzów zapewne też kontrowersyjny. I oskarowa rola Kate Winslet, która kawałek swojej kobiecej duszy zostawiła w tym właśnie obrazie. “Lektora” cenię przede wszystkim za przekaz bezpośredni – za komunikat wobec którego trudno przejść obojętnie. I także za to, że z roku na rok odkrywam w nim coraz to nowe sensy.

Obraz Stephena Daldry rozpoczyna się refleksyjnym spojrzeniem dojrzałego mężczyzny, Michaela Berga (w tej roli Ralph Fiennes), na przejeżdżający za oknem tramwaj. W tym samym momencie wraca on pamięcią do wydarzeń sprzed kilkudziesięciu lat. Wówczas to Michael, jako 15-latek, po raz pierwszy spotkał Hannę.

I w tej scenie widz otrzymuje pierwszą wskazówkę, która powinna pomóc mu w lekturze dzieła. To pamięć – rozumiana zarówno jako kategoria współtworząca tożsamość, jak również odczytywana w charakterze dziedzictwa. Oba te znaczenia oczywiście się zazębiają, bo jako ludzie żyjemy w społeczeństwie, przychodzimy na świat w konkretnym momencie bytowym, a dzień naszych narodzin nie jest dniem powstania wszechświata. “Pojawiamy” się nie tylko “kiedyś” (w konkretnym dla nas czasie), ale również “gdzieś” – w miejscu, które ma już swoją historię, kulturę, obyczaje etc. To niezwykle ważne, bo może gdyby Michael przyszedł na świat po roku 1990, to nawet tak kontrowersyjny związek w jaki się zaangażował, nie byłby obarczony brzemieniem przeszłości? A może wystarczyłoby, aby Hanna przyszła na świat w Tokio lub w Nowym Jorku, z dala od hitlerowskich Niemiec? Może… Losy obojga zetknęły się jednak w konkretnym miejscu i konkretnym czasie.

Rozumienie kategorii pamięci tłumaczy również spór, który toczy się niejako na drugim planie, a do głosu dochodzi w drugiej części filmu – kiedy Hanna staje już przed sądem. Ma miejsce wówczas bardzo wymowna scena – rozmowa między studentami prawa, którzy spierają się w kwestii stosunku do samego procesu, podejścia do oskarżonych. Z ust Michaela pada wówczas istotna deklaracja: “Chcę zrozumieć!”. Tego zrozumienia zabrakło po drugiej stronie barykady – wśród jego adwersarzy. Dlaczego?

Znowu powracam do kategorii pamięci – tym razem w znaczeniu dziedzictwa. Jako takie jest ona powinnością i jednocześnie obowiązkiem. Posługując się tutaj nomenklaturą Paula Ricoeur, mogłabym napisać, że jest śladem przeszłości, który kładzie na nas obowiązek odkrywania go. Wśród wielu młodych studentów prawa, którzy w obrazie Daldry przyglądają się postępowaniu procesowemu, tylko Michael decyduje się pojechać do Auschwitz i dotknąć historii zbrodni hitlerowskich własnym doświadczeniem. Zobaczyć, być, zrozumieć. Zrozumieć zarówno stronę oprawcy, jak i ofiary. Wprawdzie do takiego odkrywania pchnęły go uczucia, które żywił do siedzącej na ławie oskarżonych Hanny, ale nawet taka motywacja wynosi chłopaka poza obszar ograniczeń, w którym tkwią pozostali. Realizuje on tym samym Ricoeurowski obowiązek odkrywania i odczytywania śladów przeszłości – pamiętania.

Również przez pryzmat kategorii pamięci odczytywać można postać samej Hanny Schmitz, granej przez Kate Winslet. W trakcie swojego ostatniego spotkania z Michaelem, kiedy już jako staruszka kończy odsiadywać wydany przed laty wyrok, padają z jej ust znaczące słowa: “Nigdy przedtem [chodzi o czas procesu – dop. MMJ] nie myślałam o przeszłości“. Nie jest to deklaracja bezwzględnej morderczyni, ale kobiety żyjącej w świecie systemu hitlerowskiego, nieznającej jakiegokolwiek innego świata. Dla niej czas wojny oraz realia Auschwitz były zwyczajną codziennością. Selekcja więźniarek – również. Wówczas nosiła ona w sobie pewność, że sumiennie wykonuje powierzoną jej pracę (bo przecież strażniczką pozostała z prostych, ekonomicznych względów – potrzebowała pracy!).

Może więc zabrakło jej pamięci w kategorii dziedzictwa? Tej, która pozwoliłaby uzyskać szerszy ogląd niż tylko taki, który skupiał się na doczesności – na tu i teraz, miejscu i czasie w którym Hanna się znalazła. Możliwe. Chociaż też trudno w to uwierzyć patrząc na to, z jaką pasją, nawet w wojennych realiach, pociągała ją kultura, a przede wszystkim literatura piękna.

Hanna Schmitz od samego początku zdaje się być niezwykle trudną postacią. Ale w tej trudności jest pociągająca. Sama staje się śladem, który zmusza do odkrywania – tym śladem, o którym pisał Paul Ricoeur. Hanna jest częścią historii hitlerowskich Niemiec, skrawkiem II wojny światowej, jednostkową opowieścią współtworzącą historię jednego z największych terroru XX wieku. Podniesienie tego śladu, podjęcie wyzwania jego odczytania, pozwala dotknąć tej historii – nie przez pryzmat dat i wydarzeń, ale ZDARZEŃ. A zdarzenia to relacje, emocje, chwile, momenty bytowe. W tej właśnie przestrzeni “Lektor” okazuje się być filmem o niezwykłej wartości. Spójrzmy więc na Hannę – od początku do końca.

Poznajemy ją w momencie, kiedy powojenna rzeczywistość zdaje się wracać do normy. Ona i Michael spotykają się na tle odbudowywanego Neustadt (zachodnia część Niemiec)- to również niezwykle wymowna sceneria. Hanna Schmitz od początku wydaje się być introwertyczna, podejrzliwa, niezwykle surowa i oschła w relacjach. Można nawet odnieść wrażenie, że jest całkowicie pozbawiona emocji lub przynajmniej umiejętności ich wyrażania. Ale to tylko pozory.

 

Warto też pamiętać, że w całym obrazie Hanna występuję w kontraście – w opozycji do młodego, wrażliwego, żyjącego marzeniami i naiwnością Michaela. To także ma wpływ na jej odbiór. Bliska obecność Berga uwypukla strukturę postaci Schmitz, z czasem pozwala też odkrywać kolejne jej obszary.

Wróćmy jednak do Hanny granej przez Kate Winslet. Istotna oczywiście pozostaje jej seksualność. Nie sposób ominąć tego wątku w przypadku “Lektora“. Nagość i natura relacji między dojrzałą już Hanną, a młodym Michaelem może budzić oburzenie. Na pewno jest to element stawiający wiele pytań. Warto, aby widz miał odwagę je zadać. Skupiając się jedynie na seksualności samej w sobie, pominie wiele istotnych szczegółów. A jakich?

Spójrzmy chociażby na chwilę pierwszego zbliżenia między głównymi bohaterami. Na początku można odnieść wrażenie, że Hanna wykorzystuję naiwność 15-latka, jego impulsywność (zawitał przecież do niej wiedziony bliżej nieznanymi sobie emocjami). I zapewne tak jest. Na tym etapie znajomości moralna odpowiedzialność za czyny spoczywa bowiem po stronie jednostki bardziej dojrzałej, posiadającej większe doświadczenie. Tym bardziej, że Michael przecież nie dążył do stosunku – nawet jeżeli takowy jawił się w jego myśleniu, to w swoim zachowaniu chłopak pozostał wstrzemięźliwy. To Hanna ostatecznie przekracza granicę. W jej zachowaniu pozostaje jednak coś dziwnego, bo o ile w codziennych relacjach jest apodyktyczna, surowa i niedostępna, o tyle w zbliżeniu seksualnym przyjmuje rolę przewodniczki, rezygnując z funkcji surowej mentorki. Oczywiście nie można też udawać, że akt zbliżenia seksualnego, do którego dochodzi między HannąMichaelem jest wzniosły, niewinny i piękny. Nie, nie jest. Pozostaje w swoim wydźwięku naturalistyczny i o taki też obraz zadbał reżyser. Główną rolę w tych scenach odgrywa żądza.

Jedną z najpiękniejszych i jednocześnie najbardziej znaczących scen jest pierwsza kłótnia HannyMichaela. Rozpoczyna się ona w zasadzie w momencie, kiedy Michael wsiada do pustego już tramwaju, zmierzającego do zajezdni. Kończąca pracę Hanna (była bileterką) dostrzega nastolatka w drugim wagonie. Ta jedna scena, ten moment, w którym chłopak przekroczył wyznaczoną przez nią granicę (dającą jej poczucie bezpieczeństwa), całkowicie wyprowadza ją z równowagi. Kiedy Schmitz wraca do domu, czeka tam na nią Michael. Dochodzi do kłótni. W zasadzie niemal każdy widz zapewne współodczuwa zakłopotanie chłopaka, który tak naprawdę nie rozumie swojego przewinienia. Odpowiedź tkwi jednak w zachowaniu Hanny, w jej krótkiej odpowiedzi na przeprosiny: “Nie masz władzy aby mnie zasmucić. Nie obchodzisz mnie na tyle, aby mnie zasmucać”.

Hanna żyła dotychczas w zupełnie innym świecie. W takim, w którym kryterium dla wszelkiej wartości i modelu zachowań była władza (“Nie masz władzy aby mnie zasmucić”). W jej świecie wszelkie relacje oznaczały cierpienie – śmierć była przecież stałą towarzyszką jej pracy w obozie koncentracyjnym. Dlatego nauczyła się nie przywiązywać do ludzi – nie troszczyć się ich losem. Zbyt wielu wokół niej przeminęło. I taki model zachowania tkwi w niej głęboko. Co więcej – wrzucona na powrót w nowy, powojenny świat, czuje się osaczona. Nagle całkowicie zmienił  się też system wartości stanowiący konstrukt teraźniejszości. Niegdyś była to władza – przede wszystkim ta, która spoczywała w rękach rasy aryjskiej. Teraz – wręcz przeciwnie. Hanna nie bez powodu wiedzie życie samotniczki – ścigana duchami przeszłości podświadomie ucieka przed ręką wymiaru sprawiedliwości, który pochodzi z nieznanego jej świata. W chwili, kiedy Michael pojawił się niezapowiedziany w miejscu jej pracy – przekroczył wyraźnie wyznaczoną przez nią granicę obojętności, niezawierania bliższych znajomości, unikania zażyłych i emocjonalnych relacji. Złamał to wbrew jej woli – pozbawił ją władzy nad tą relacją. Wymknął się spod kontroli, co w Hannie obudziło dawną odpowiedzialność strażniczki SS.

I tak naprawdę w tym momencie Hanna przegrałaby swoje człowieczeństwo. Nie dzieje się tak dzięki wrażliwości 15-latka. Moment, w którym decyduje się on jednak wrócić do mieszkania Schmitz i przeprowadzić z nią rozmowę, odwraca całkowicie proporcje ról. Dotychczas to ona, jako dojrzała kobieta, pełniła rolę przewodnika, osoby inicjującej zbliżenie. Teraz jednak pierwiastek dojrzałości zostaje przesunięty na stronę Michaela. Wprowadził on, mimowolnie, Hannę w swój świat – emocji i wartości, których ona, wychodząca z rzeczywistości wojennej, nazistowskiej, nie znała. I ten młody, kierujący się marzeniami i emocjonalnym pierwszym zauroczeniem, chłopak, przyjmuje rolę przewodnika. Scena, w której siedzi przy wannie i powoli, niepewnie, ale i w wyjątkowo szczery sposób doprowadza do pojednania, jest też sceną, w której udaje mu się pierwszy raz przeprowadzić pełną, partnerską rozmowę z kochanką (nawet pomimo tego, że odpowiada ona jedynie skinieniem głowy).

Nawiasem mówiąc, warto zwrócić uwagę na grę Kate Winslet w tej scenie. Całą emocjonalność kumuluje ona w twarzy – naprawdę warto dostrzec, jak zmienia się jej wyraz pod ciężarem kolejnych, zadawanych przez 15-latka pytań. Jedna z najlepszych scen w tym filmie!

Do ostatniego zbliżenia seksualnego między HannąMichaelem dochodzi w dniu jego urodzin. Tuż przed tym aktem kochankowie ponownie się kłócą – płaszczyzną ich sporu znowu stają się zupełnie inne perspektywy, z których spoglądają na świat. Ich relacje można by porównać do dwóch frontów, którym w momencie  spotkania towarzyszą niezwykle gwałtowne burze. To, na co jednak warto zwrócić uwagę, to zmiany zachodzące w samej Hannie. Tutaj ponownie z pomocą przychodzi fenomenalna gra Kate Winslet. Zupełnie inaczej zachowuje się ona w trakcie pierwszego stosunku seksualnego z Michaelem (wówczas pozostawała w “swoim” świecie), inaczej zaś w trakcie ostatniego (kiedy to Michaelowi udało się wprowadzić ją do swojego świata).

Nie znamy więc odpowiedzi na pytanie, dlaczego Hanna zdecydowała się zniknąć. Czy przez to, że zdała sobie sprawę z faktu, iż z dnia na dzień coraz bardziej angażuje się w relację z 15-latkiem, przeraził ją świat emocji, który otworzył przed nią chłopak? Czy nie była w stanie przyznać się do swojego analfabetyzmu (dostała przecież awans i miała zacząć pracę w biurze)? Czy może odczuwała zagrożenie nadchodzące z zupełnie innej strony?

Do interpretacji pozostaje jeszcze jedna, niezwykle istotna kwestia – kultura i to wszystko, co ona ze sobą przynosi, czyli pewien poziom wiedzy (np. znajomość dzieł literatury klasycznej), jak i umiejętności (czytanie, pisanie). Hanna Schmitz jest analfabetką – nie umie ani pisać, ani czytać. Ponadto nie przyznaje się do tego, a nawet skrzętnie ukrywa brak tych umiejętności. Z analfabetyzmu czyni swoją największą wadę, której się wstydzi bardziej niż własnej przeszłości.

Lektor” przynosi jednak niezwykle dziwny obraz. Hanna nie umie bowiem żyć bez książek. Z czasem dowiadujemy się także, że nawet kiedy pracowała jako strażniczka w obozie w Auschwitz, wybierała sobie więźniarki do tego, aby czytały jej na głos (w zamian mogły one liczyć na nieco lżejsze traktowanie czy drobne przywileje). Również w świecie powojennym jej relacja z Michaelem wchodzi na zupełnie inne tory z chwilą, w której staje się on jej lektorem. Można więc podejrzewać Schmitz o wyjątkowy głód wiedzy, którego sama nie była w stanie zaspokoić. Ale ci, co czytają, doskonale wiedzą, że literatura to nie tylko przygody, losy i historie. To przede wszystkim emocje, relacje – bezpieczny sposób na zbliżenie się do drugiego człowieka, poznanie go. I to własnie tego poszukiwała Hanna w literaturze – emocji, których pozbawił ją jej świat, wrażliwości, która została jej odebrana. Doskonale widać to w reakcjach kobiety na różne książki. Płacze przeżywając losy Odyseusza, bulwersuje się wsłuchując w podrzędny romans, śmieje do rozpuku uczestnicząc w przygodach Tin Tina czy Huckelberry’ego. W tym świecie reaguje więc w sposób naturalny i spontaniczny. W swoim – nie pozwala sobie na taką wolność. Podobnej wrażliwości ulega w kościele, wsłuchując się w chóralny śpiew dzieci.

Warto więc postawić pytanie, czy Hanna była postacią całkowicie pozbawioną emocji i zdolności do tworzenia bliskich relacji, czy też świat, w którym żyła, był ich pozbawiony?

Lektor” przynosi więc kilka ciekawych elementów, które warto poddać głębszej refleksji. Pierwszym jest pamieć. Drugim – kultura. Pomiędzy nimi znajdują się emocje, drażniące z jednej strony to, co duchowe, z drugiej – to, co cielesne. Zatrzymanie tego obrazu jedynie na poziomie tematu kontrowersyjnego związku byłoby niezwykle krzywdzące.

Warto też w tym miejscu wspomnieć refleksje Zygmunta Freuda, według którego kultura staje się źródłem cierpień – przynosi tradycję, obyczaje, zwyczaje i modele zachowań, w których tkwimy jak w więzieniu. W takim modelu zniewolona była Hanna w dobie hitleryzmu (wykonywała rozkazy, które zgodne były z duchem nazizmu), w takim też utknęła po wojnie, kiedy uświadomiła sobie, że nie może przecież związać się z 15-latkiem. Paradoksalnie jednak Freud znajduje w obrazie Schmitz, granej przez Kate Winslet, solidnego oponenta. Bo Hanna odnajduje też pełnię wolności właśnie w kulturze – w literaturze. To paradoks sytuacyjny, który jednak uwypukla tragizm postaci. Ostatecznie Hanna odbiera sobie życie, a w tym akcie wykorzystuje m.in. książki.

Jak więc ocenić Hannę? Czy była jedynie bezwzględną zbrodniarką, czy może ofiarą systemu? Czy ponosi odpowiedzialność za młodego Michaela, czy nie? Czy…?

A może po prostu obraz Stephena Daldry ma zachęcać do tego, aby nie oceniać, ale starać się zrozumieć?

Można oczywiście oburzać się na śmiałe i kontrowersyjne sceny seksu, po które sięgnął reżyser. Nie można jednak pozostawać ślepym na to wszystko, co tworzy konstrukt postaci, a tym samym sens filmu. Wyznacznikiem pozostała powieść Bernharda Schlinka o tym samym tytule, jednak silny, bezpośredni przekaz “Lektora” to także wierność fabule, zamknięcie jej w nieprzerysowanej i nieudziwnionej formie. I taki przekaz, pozbawiony ozdobników, może drażnić. Ale  jest prawdziwy i w dość brutalny sposób akcentuje, jak istotna pozostaje w naszym życiu kultura, pamięć (także dziejowa) oraz odpowiedzialność.

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *