Kayah & Royal String Quartet w Toruniu

Są koncerty, które traktuje się jako osobiste wyzwanie. Muzyka nie zawsze jest tą, której na co dzień poszukujemy, Artysta – nie ten, z którym wzrastaliśmy, repertuar – nieznany zupełnie bądź nieznany w takim stopniu, który pozwoliłby nam pójść na koncert w ciemno. Tak było z Kayah & Royal String Quartet.

Wybrałam się z ciekawości. A ciekawość dla każdego odbiorcy jest doskonałym motywatorem – bardzo silnym, pozwalającym przekraczać granice. Poszłam więc nie mając jakichkolwiek oczekiwań. Poszłam jedynie z ciekawością.

IMG_2445

Pierwsze dźwięki smyczków wyrywały z codzienności. Coś niezwykłego, gdy do sali koncertowej wchodzi się  prosto ze świata przepełnionego różnorodnymi dźwiękami, chaotyczną polifonią i pluralizmem przeradzającym się w hałas. Dopiero w chwili, w której – przez sztukę – jesteśmy zmuszeni się wyciszyć, zdajemy sobie sprawę z tego, z jakiej dysharmonii dźwięków przyszliśmy. A na sali koncertowej cisza, na której maluje się zupełnie nowy obraz. I cztery smyczki, jak pędzle – każdy ma swój styl, swoją indywidualność, swoją niepowtarzalność, swój kolor dźwięków. I tak oto „Kwartesencja” maluje się jak pejzaż na płótnie bezbarwnej ciszy. To naprawdę niezwykłe doświadczenie, gdy po całym dniu pracy zanurzamy się w takiej wyrazistości każdej nuty. Ten minimalistyczny spektakl dźwięków uświadomił mi, jak wiele NIE SŁYSZĘ w ciągu dnia. Tutaj – wyciszenie, sanktuarium dźwięków.

IMG_2393W utrzymaniu takiej atmosfery z pewnością pomagała ascetyczna aranżacja sceny. Jedyną jej dekoracją były rozmieszczone w różnych miejscach kryształowe kule, na które rzucane było różnokolorowe światło. Nic, ale to dosłownie nic nie było w stanie zawalczyć o uwagę odbiorcy – wszystko pozostawało w kwestii artystów.

Kayah pojawiła się na scenie z pierwszymi dźwiękami utworu „Za blisko”. I już tutaj zaskoczyła. W pełni świadoma sposobu przepływania dźwięków przez własne ciało, rezonowała je tak, że nie tylko ona sama, ale i widzowie mogli się bawić ich różnorodnością. Przejścia od stłumionej nosowości aż po jej hiperboliczną ekspresję były po prostu zaskakujące.

IMG_2493Co więcej – zapoznając się z płytą „Kayah & Royal String Quartet” nastawiłam się na repertuar refleksyjny, odrobinę melancholijny, skłaniający do głębszych przemyśleń, budzący skrywane emocje i smutki. Moje obawy budziło jedno – czy koncert w całości oparty na takim właśnie repertuarze nie będzie dla mnie, jako widza, zbyt dużym wyzwaniem? Czy nie będzie tak, że po kilku utworach po prostu się „wyłączę”? Czy nie zrezygnuję w połowie z tej artystycznej podróży, bo po prostu w pewnym momencie okaże się być ponad siły niewprawionego w tak trudnych wojażach tułacza? Zastanawiałam się również, czy Kayah jest świadoma tego, jak ogromne wyzwanie stawia przed odbiorcami takim repertuarem? Czy podejmie jakąkolwiek próbę ułatwienia słuchaczom podążania za nią? I tutaj bardzo, ale to bardzo pozytywnie zostałam zaskoczona. Po każdym utworze Artystka robiła krótkie wprowadzenie do następnego. Zawsze jednak było ono podbudowane lekką nutką ironii i zdrowego sarkazmu, który niejednokrotnie po prostu rozbrajał. To była dla mnie pierwsza okazja, aby móc z „TEJ STRONY” poznać Kayah.

IMG_2391Mogę więc powiedzieć jedno – jej wizerunek medialny nijak ma się do tego, jaką Artystką jest na scenie. Nie oddaje ani jej poczucia humoru, ani inteligencji bez której nie byłaby w stanie raczyć tak zgrabnymi żartami, ani tym bardziej dystansu do samej siebie, który jest wprost uwodzicielski. W efekcie widzowie toruńskiego koncertu wrzuceni zostali w wir niewyobrażalnej labilności. Po 4-5 minutowym spektaklu dźwięków, które niejednokrotnie – w swym dramatyzmie – odkrywały dawno zapomniane już rany, zatapiani byli w atmosferze śmiechu, dystansu do własnej emocjonalności. Z wewnętrznego i cichego płaczu nad sobą, z pełnego wyciszenia i uważnego wsłuchania się w każdy dźwięk, mogli uciec w bezpieczną przystań szczerego i spontanicznego śmiechu. Dzięki temu, dzięki takiemu każdorazowemu oderwaniu od smutku i głębokiej refleksji, Kayah udało się stworzyć przestrzeń odpoczynku, w której widzowie zbierali siły na kolejny etap podróży.

Koncert zaliczam do jednego z tych, których nie zapomnę do końca życia. Nie zabrakło w nim momentów, które stały się dekoracją dla całego spektaklu dźwięków. Jednym z nich był utwór „KonDJa Mia, KonDJa Mia” (polska wersja: „Muszlo moja, muszlo moja”), pochodzącego z płyty „Transoriental Orchestra”. Przy akompaniamencie zaledwie jednego instrumentu, wykonanie utworu na głosy (i tutaj ogromne brawa dla Iwony Zasuwy) naprawdę robiło wrażenie.

IMG_2537

Chociaż recenzję tę spisuję po czasie, zaskakujące jest to, jak trwale wyryły się w mojej pamięci dźwięki z tego koncertu. Jest to najlepszym świadectwem tego, że były na tyle silne, czyste, wyraziste i nasączone emocjonalnością, że nie można było przejść obok nich obojętnie. Od dawna jestem zdania, że prawdziwy Artysta odkrywa się dopiero na scenie. Tam prezentuje całe spektrum swoich możliwości i swojego talentu. A Kayah z pewnością ma się czym dzielić z widzami.

OCENA

organizacja               Rating Stars - 0 to 10

setlista                       Rating Stars - 0 to 10

scenografia/scena  

live                               Rating Stars - 0 to 10

OCENA OGÓLNA     Rating Stars - 0 to 10

 

IMG_2493 IMG_2445 IMG_2537

IMG_2350 IMG_2362 IMG_2370

IMG_2472 IMG_2480 IMG_2493 IMG_2494 IMG_2545 IMG_2564

IMG_2373 IMG_2391 IMG_2429 IMG_2442

Koncert Kayah & Royal String Quartet
Kiedy: 10.05.2016 r.
Gdzie: Centrum Kulturalno-Kongresowe Jordanki w Toruniu

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *