Maja Kleszcz – Odyseja – Recenzja

Czy “Odyseja” to raczej kosmiczna, oderwana od ziemi podróż w nieznane, czy też bardziej powrót do słonecznej Itaki? Maja Kleszcz podejmuje ryzykowną grę z konwencją. Oglądając teledysk do utworu promującego płytę, można ulec złudzeniu prostoty i oczywistości odpowiedzi. Ale czy na pewno “Odyseja” jest tylko kosmiczną ekspedycją?

Wielu artystów dość śmiało sięga po konwencję. I bez głębszej refleksji poddają ją obróbce – w imię wolności artystycznej, bo przecież sztuka na to pozwala. Błąd. I kłując w oczy oczywistością brak dojrzałości artystycznej. Aby móc podejmować tak ryzykowną grę, którą następnie chce się przedstawiać odbiorcy, należy wcześniej samemu odbyć daleką podróż wgłąb znaczeń i kulturowych kontekstów. Należy po prostu zrozumieć. A do tego trzeba pokory, której wielu artystom po prostu brak. znamienne pozostają więc słowa Adama Asnyka, który w manifestacyjnym wezwaniu “Do młodych” rzekł:

Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy,

Choć macie sami doskonalsze wznieść;

Na nich się jeszcze święty ogień żarzy,

I miłość ludzka stoi tam na straży,

I wy winniście im cześć!

Nie piszę o tym dlatego, aby prowadzić bezosobową dysputę na temat wykorzystania motywów, symboli czy alegorii, ale by podkreślić, jak ryzykownym zabiegiem jest swobodne sięganie do nich. Maja Kleszcz, tytułując swoją płytę “Odyseja“, już na zawsze splotła jej losy z motywem wędrówki, podróży, odkrywania i tego wszystkiego, co w kulturze zapisało się krokami Odyseusza. Nawet jeżeli inspirowała się dziełami wtórnymi – musiała mieć świadomość źródła, z którego one czerpały. Dlatego też z ogromną trwogą sięgnęłam po jej album, obawiając się bezpłciowego, wyrwanego z kontekstu i niekorespondującego z całością materiału.

Spróbujmy zatem zderzyć płytę Mai Kleszcz z tradycją kulturową, po którą sama sięgnęła i sprawdźmy, czy jest to materiał mający potencjał do uniesienia takiego dorobku?

Odyseja” zaczyna się dość przewrotnym kawałkiem zatytułowanym “Na titaniku bal“. Od razu wprowadza nas w motyw podróży. Utwór zaczyna się dość przestrzennie i mrocznie – jakby przeprowadzał nas przez wąskie, pokładowe korytarze, aż w końcu trafiamy na salę balową, gdzie trwa… beztroska zabawa. Utwór jest naprawdę ciekawie zdynamizowany i ujmuje rytmiką. Ma jednak ogromną wadę, która nie jest winą Mai, ale raczej osób majstrujących przy tym kawałku. Niekiedy – szczególnie w sekwencjach refrenowych – głos Mai praktycznie zostaje zalany falą elektroniki. Ciężko jest usłyszeć wyrazistość brzmienia tego, o czym śpiewa Maja. A szkoda, bo to wokal tworzy tempo utworu.

Kolejny przystanek w “Odysei” to “Tyle jest dróg“, czyli ponowne nawiązanie do motywu wędrówki. I jest to chyba mój ulubiony utwór z płyty. Maja Kleszcz brzmi tutaj wyjątkowo świeżo, ujmująco i zaskakująco zarazem. Wybrzmiewa zupełnie inaczej i zaskakuje kolorytem. Jest też przyjemne dla ucha falowanie lini melodycznej. Nie sposób oczywiście pominąć w tym momencie zgrabnie napisanego tekstu, który podejmuje temat dość powszechny, jednak przekazuje go w zgrabnych metaforach. “Tyle jest dróg” to jedna z najmocniejszych stron “Odysei“.

Następnymi etapami podróży są “Czekam na znak” i “Zabierz mnie dziś“, które są doskonałym kontynuatorem zapoczątkowanej narracji. I naprawdę zaskakujące jest to, jak wiernie Maja Kleszcz czerpie z motywu wędrówki, wpisanej niemal a priori w ekspozycję czasu. Bardzo ciekawe teksty i rozbudowana formuła muzyczna. Słychać również, jak Maja bawi się swoim głosem – przenosi go w różne rejestry i dokonuje pomiędzy nimi płynnego przejścia. To ogromny plus!

Następnym moim TOP na płycie jest kawałem “Krew za krew“. Brzmi mrocznie, tajemniczo i opiera się na prostym i powszechnym schemacie znaczeniowym. Nie ma tutaj udziwnień, jest prosty, jasny i uderzający w autentyczności przekaz, któremu podlega również warstwa muzyczna. Jak widać – nie trzeba przekombinowanych brzmień, aby stworzyć coś wyjątkowego.

Odyseja” natomiast, tytułowy utwór z płyty Mai Kleszcz, od samego początku rozbudzał moją ciekawość. Chciałam jednak dotrzeć do niego w odpowiedniej kolejności, pokonując uprzednio wszystkie etapy podróży przygotowanej przez Maję. Oczywiście “Odyseja” w warstwie tekstowej bliższa jest kosmicznym eskapadom, jednak utwór w dość oczywisty sposób sięga po wartości uniwersalne. Pozornie lekki przekaz, ulokowany na subtelnie brzmiącej elektronice, nie zapowiada żadnej tragedii. Jednak w tej pozornej beztrosce jest coś przerażającego – dziecięca naiwność posypana szczyptą egoizmu. To element towarzyszący każdemu kolonizatorowi, ale postawa daleka podróżnikowi. “Odyseja” jest więc utworem zdobywców, ale nie wędrowców. Jest też mocną, dobitną i bolesną diagnozą dzisiejszych postaw. Uderzająca staje się lekkość muzyczna tego kawałka – w zderzeniu z ciężkim w swoim znaczeniu sensem brzmi dość przerażająco.

Uzupełnieniem tej narracji jest kolejny utwór – “Miasto z mgły” Potęguje on poprzedni przekaz i przenosi go w nieco bardziej współczesne tło. I brawo za to, że “Miasto z mgły“, pomimo nasączenia elektroniką, zachowuje balladyczne brzmienie. To spokojny, uwodzicielski, nasączony nutką melancholii kawałek, którego po prostu bardzo przyjemnie się słucha.

Główną opowieść zamyka utwór “Ul” – bardzo oniryczny, niemal somnambuliczny kawałek, o zabarwieniu lekko transowym. Jest dobrym uspokojeniem i – co najważniejsze – mocnym akcentem na koniec. Odkrywa zupełnie nowe przestrzenie wokalne Mai Kleszcz. Ma również zupełnie inną nastrojowość niż pozostałe propozycje z “Odysei“. Może więc być nie lada zaskoczeniem.

Na płycie znalazły się jeszcze dwa remiksy – to utwory “Czekam na znak” i “Odyseja“. Stanowią ciekawą propozycję dla tych, dla których wersja podstawowa okazała się niewystarczająca. Jak dla mnie jednak giną one jednak w tle pierwowzorów. Estetycznie również odstają od narracji płyty – jakby usilnie chciały aspirować do miana wersji akustycznej. Zupełnie niepotrzebnie, bo materiał w oryginale jest dobry.

Podsumowując należy oddać Mai Kleszcz słowa uznania za dbałość o detale i wyjątkową spójność, która staje się niewątpliwym walorem “Odysei“. Artystka nie przeszła się utartymi szlakami, nie skopiowała motywu, ani też nie trzymała się sztywno tematu. Nie przekombinowała, ale słychać, że do nagrania “Odysei” długo się przygotowywała. Jest to płyta przemyślana, i doskonale odzwierciedla to brzmieniowa różnorodność – szczególnie jeżeli oceniamy wokal Mai.

 

Podsumowanie
  • 8.5/10
    Okładka/ Opakowanie - 8.5/10
  • 8/10
    Muzyka - 8/10
  • 8.6/10
    Teksty - 8.6/10
  • 9.5/10
    Wokal - 9.5/10
8.7/10

Ocena

Płyta jest bardzo dobra. Stanowi ciekawą propozycję podróży. Jest nieszablonowa i nieprzeciętna – warta odsłuchu!

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *