Mariah Carey – Caution – Recenzja

Caution” to taki album, który jest jak występ Mariah Carey na sylwestrowej zabawie. Talent jest, ale chęci brak. Niestety, ale mam wrażenie, że Mariah Carey zaczyna odcinać kupony i nie chce jej się już eksplorować nowych przestrzeni muzycznych. “Caution” odzwierciedla to wycofanie i muzyczną apatię.

Trzeba zacząć od tego, że od początku do końca jest po prostu mdło. Nudno. Nic się nie dzieje na tej płycie – raz puszczona leci jak woda z kranu. Może być za to doskonałym akompaniatorem pracy biurowej – to znowuż atut tak monotonnej kombinacji, która znalazła się na “Caution“. Mariah Carey chyba jednak nie tego oczekiwała. No ale cóż.

Nie mogę zrozumieć jednego – Mariah jest artystką, którą stać na współpracę z najlepszymi producentami muzycznymi, najbardziej utalentowanymi ludźmi. Dlaczego nie słychać tego na płycie? Dlaczego nie spotkały się na niej oryginalne światy i różne kolory muzyki, które połączyłby głos diwy?

W zasadzie na myśl przychodzi tylko jedno wytłumaczenie – asekuracyjność i pójście na skróty. Jeżeli Carey tą płytą chciałaby rozpocząć karierę – nikt by dzisiaj o niej nie mówił. Album oczywiście jest ładny, pięknie wydany, a wszystkie kompozycje, które się na nim znalazły, są udane. Ale na artystkę na miarę Mariah “dobry” to za mało.

Od samego początku Carey drażni wycofaniem – jakby bała się rozwinąć wokal. Już pierwszy utwór – “GFTO” – brzmi więc dość usypiająco. A kiedy przechodzi on w “With You“? No nie wiem – chyba przespałam ten moment.

Oczywiście nie oznacza to, że “Caution” nie jest płytą udaną i trzeba ją wyrzucić do kosza. Nie, nie, nie – wręcz przeciwnie. Można sobie spokojnie z tym albumem spędzać długie jesienne wieczory – tylko po prostu to nie jest muzyka, która przykuje uwagę na dłużej. A i brakuje wśród kompozycji jakiejś perełki, która byłaby tym “ach” nad wokalem artystki.

Bo przecież Carey głos ma, i to taki, którego niejedna artystka mogłaby jej pozazdrościć. W “Caution” jednak tego nie wykorzystuje – balansuje na granicy minimum. A szkoda. Jest kilka momentów, które rozbudzają apetyt, prezentują wielowymiarową linię melodyczną. Ale Mariah nie rozwija tych wątków i to może drażnić (jak w “One Mo’Gen“).

Tutaj muszę jednak przyznać, że przytoczonego wyżej “One Mo’Gen” słucha się naprawdę dobrze. Oczywiście jest to kolejny kawałek na “Caution“, który darzy spokojem. Jednak został on bardzo dobrze zmasterowany i to może cieszyć ucho.

W zasadzie wszystkie propozycje na “CautionMariah Carey są balladami. Artystka (niby) stara się dynamizować akcję – przenosić środek ciężkości pomiędzy różnymi emocjami, ale powiedzmy sobie szczerze – tego się nie da zrobić zachowując neutralność. A Carey za wszelką cenę chce pozostać na ziemi niczyjej.

Mam też wrażenie, że wydając “CautionMariah Carey usilnie starała się skopiować receptę na sukces rodem z “Destiny’s Child“. Jednak to naprawdę nieporadne pełzanie i niezdarne kroczki stawiane w cieniu naprawdę dobrej produkcji. O wiele lepiej Carey brzmiała, gdy umiała wyrazić swój charakter i gdy odważnie eksperymentowała.

Podsumowanie
  • 7/10
    Okładka/Opakowanie - 7/10
  • 6/10
    Muzyka - 6/10
  • 7.6/10
    Wokal - 7.6/10
  • 5.7/10
    Teksty - 5.7/10
6.6/10

Ocena

Okładka jest ładna i przyciąga wzrok. Jednak to złudna obietnica oryginalnego, odkrywczego materiału. Niestety, ale dla mnie “Caution” jest zbyt monotonne.

Przeczytaj również...

7 komentarzy

  1. Co za żałość. Trzeba być głuchym, albo zatopionym w muzycznym maśle Demi Lovato i innych pop-pierdół, żeby nie docenić dojrzałego, stylowego i spójnego materiału Mariah na nowej płycie. Oczywiście to Twój portal, Twoja suwerenna opinia, ale raczej nie świadczy dobrze o Twoim muzycznym guście.

  2. Bardzo udana płyta. Na tle poprzedniczek wydanych już XXI wieku z pewnością wybija się brakiem mielizn, co zapewne spowodowane jest zwięzłością materiału (38 minut). Jestem pierwszy raz na tym portalu, więc ciężko mi ocenić w jaką stylistykę celuje autorka, ale trzeba pamiętać, że recenzja wymaga pewnej odwagi, a tej tutaj wyraźnie brakuje. Sama ocena płyty wynika raczej nie z faktycznej oceny zaprezentowanych nagrań, a upodobań co do całej postaci Mariah.

  3. A ja się całkowicie zgadzam z tą opinią. Ta płyta odstaje, i to bardzo, od wcześniejszych propozycji Maryśki. Słucham jej uważnie praktycznie od początku jej kariery i kocham całym sercem, ale tym razem mnie nie przekonała. I niespełna 38-minutowy materiał nie nazwałabym syntetycznym. To nie worek reklamowy w który wpycha się tyle, ile wlezie. Muzyka nie zna takich rozwiązań. Poza tym w recenzji napisane jest jasno, że płyta jest dobra, ale jak na Maryśkę – przeciętna. Ale wiadomo – są różne gusta i to dobrze, że jednym się podoba a innym nie. 🙂

  4. Świetna recenzja pozdrawiam serdecznie autorkę trafiła w sedno.o ile.poprzednia.plyta Mariah me.am.mariah była.ewidentnym.odbiciem się.od dna ….dobry wokal . Bardziej tradycyjne kompozycje jakaś.linia.melodyczna fajny spójny.dobry materiał. Aktualna płyta nie.pozostawia żadnych emocji przeprodukowane brzmienia ..wokal .wykorzystany w 10%…nudne nijakie wtorne kompozycje naprawde smutno . Uwielbiam Mariah ale już slyszac single.zwiastujace album czułem.ze na nic oryginalnego się nie zapowiada.

  5. Ja tylko napiszę. Jeśli ktoś nie potrafi pisać recenzji nie powinien tego robić. Jeśli ktoś nie ma dobrego słuchu nie powinien słuchać artystki takiej jak Mariah Carey. 85 metascore na Metacritic wystarczająco sie broni. Autorko tej pseudo recenzji przesluchaj płyte raz jeszcze i wsłuchaj sie w teksty napisane przez Mariah. Czy to może być problem z j. angielskim skoro 5.7 pkt to Twoja ocena tekstów? Nie wszystkim jest dane pisać recenzje. Mariah natomiast jest geniuszem muzycznym.

  6. co to za recenzja? ktoś chyba w ogóle nie zna się na muzyce :/ Płyta jest bardziej niż udana – inna niż wszystkie i właśnie dlatego wyjątkowa – pełna muzycznych niuansów. Mariah operuje głosem jak żadna inna wokalistka na świecie. Można się rozkoszować słuchając tych piosenek. Co najważniejsze – jej głos jest jak balsam dla duszy – nie drażni ucha nawet na najwyższych tonach – co jest ewenementem w muzyce pop ! A na tej płycie szczególnie wykorzystuję te umiejętność – przy czym nie przynudza !

  7. Kompletnie nie rozumiem tych zachwytów, ochów i achów. Przecież ta płyta totalnie odstaje od dorobku Mariah. Co z tego że się jej dobrze słucha? Tam nie ma żadnego przeboju, żadnego kawałka z potencjałem. W zasadzie przeczytałem chyba wszystkie recenzje na temat tej płyty i sami krytycy są mocno podzieleni. Większość jednak jest na nie!
    Można cenic głos Mariah ale bez przesady żeby ślepo łykać materiał bo ona łaskawie coś wydała. Stać ją na więcej.
    Dla mnie ta płyta to ogromne rozczarowanie – po całej linii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *