Mela Koteluk – koncert (28.02.2016 r./ Toruń)

Magdalena M. Jaroń

Na koncert Meli Koteluk czekałam dość długo – dotychczas nigdy nie było mi „po drodze” – pomimo chęci. A twórczość Artystki znam – śledzę jej karierę praktycznie od samego początku. Mela to bez dwóch zdań nietuzinkowa postać – ma swój styl, rozpoznawalny i nieprzeciętny głos o ciekawej barwie. Wyróżnia się.

W każdym jej utworze wyraziste są też inspiracje, którym ulega i dzięki którym jej płyty zyskują dodatkową przestrzeń. Zawsze jednak byłam zdania, że Artystę można poznać dopiero twarzą w twarz – na koncercie, gdzie rolę pierwszoplanową odgrywają emocje. Tam, gdzie liczy się nie tylko poprawność, warsztat i talent, ale również umiejętność stworzenia klimatu. Tam, gdzie ci, którzy poszli „z ciekawości” zostaną przez Artystę po prostu przekonani do siebie.

Niestety, koncert Meli rozczarował mnie w dużej mierze, chociaż nie mogę też powiedzieć, że był nieudany. Nie, wręcz przeciwnie – był bardzo udany, ale zabrakło mu tego CZEGOŚ. Czego? No to może po kolei…

1. Organizacja

Jestem w stanie zrozumieć organizatorów, którzy zdecydowali, że koncert będzie „stojący”. Nawet, jeżeli sama preferuję rezerwację miejsc siedzących, to nie mam nic przeciwko wydarzeniom bez ich rezerwacji. Problem w tej kwestii polega na czymś zupełnie innym, co leży raczej po stronie Artysty, a nie samych organizatorów i zarządców sali koncertowej. To Artysta powinien być świadomy tego, jaki klimat tworzy w trakcie występu, jaki kontakt nawiązuje z publicznością i czy wszystkim tym okolicznościom bardziej sprzyja widownia siedząca czy stojąca.

Mela Koteluk prezentuje mądrą muzykę – tak najkrócej można ją opisać. Niezwykle ciekawe teksty, nieszablonowe aranżacje, kreatywnie dobrane partie instrumentalne – to wszystko zachęca do aktywnego odbioru i… skupienia w trakcie koncertu. Tym bardziej – i tutaj nawiążę do kwestii, którą szerzej omówię w dalszej części recenzji – że Mela nie jest Artystką, która w trakcie występu prowadzi żywy i nieustanny dialog z publicznością. Wręcz przeciwnie. Dlatego też tym bardziej powinna stworzyć przestrzeń, która pozwoliłaby odbiorcy w możliwie jak największym stopniu zanurzyć się w świecie, który tworzy. Napchana po brzegi sala widzów, którzy stoją, szturchając się nawzajem, nie wkomponowuje się w taką muzykę.

 2. Światła

Światła to zarówno wielki minus, jak i ogromny plus tego koncertu. Paradoksalnie – dzięki nim Artystom udało się stworzyć niezwykły spektakl i nastrój we wspaniałej sali Dworu Artusa w Toruniu, jak również solidną barierę na drodze porozumienia pomiędzy wokalistką (i pozostałymi muzykami), a odbiorcami. Zacznijmy może od tego, co jest na PLUS. Fenomenalnym rozwiązaniem okazało się wykorzystanie kul oraz ciekawie rozbudowanych instalacji oświetleniowych, dzięki którym raz po raz widzowi mogło się zdawać, że zewsząd otoczony jest strumieniem świetlnym. Magia! Niezwykła wyobraźnia i nieograniczona fantazja tych, którzy przygotowali ten spektakl. I tutaj moje ukłony w ich stronę.

IMG_4584

IMG_4508

Są jednak i minusy, a w zasadzie tylko jeden – praktycznie ani jeden reflektor nie został ustawiony en face Artystki, a w konsekwencji – praktycznie cały czas pozostawała ona w cieniu. Niestety, ale na koncert idzie się (przynajmniej tak jest w moim przypadku), aby przeżywać z Artystą wszystkie emocje, by uczynić muzykę żywą, a w ten sposób – aby była ona medium przekazu. Jeżeli widz nie ma możliwości obserwowania tego wszystkiego, bo poprzez takie a nie inne oświetlenie twarz Artysty praktycznie cały czas pozostaje dla niego niewidoczna – jaki sens ma spotkanie twórcy i odbiorcy na koncercie? Fakt, niejednokrotnie takie rozwiązanie pozwoliło osiągnąć fenomenalne efekty wizualne, stworzyło nastrój tajemniczości i niedopowiedzenia. Czy jednak miał on zdominować cały występ? Czy nie powinien być dodatkiem? Urozmaiceniem wzbogacającym spotkanie z Artystą? Osobiście przez takie rozwiązanie odczuwam niedosyt.

IMG_4479

3. Scena

Hmm… W tym przypadku kolejne moje ALE. Chociaż na zdjęciach aranżacja sceny wygląda fantastycznie i niezwykle baśniowo, to jednak w rzeczywistości była nieco niepraktyczna i nieprzemyślana. Najważniejszy w trakcie występu/koncertu jest ODBIORCA. Wizja Artysty musi więc obejmować również presupozycję odbioru. Mela zdecydowała się sięgnąć po wyjątkowo oryginalną scenografię – liście, w których zatonęła praktycznie cała scena. Biorąc pod uwagę fakt, że widzowie stali przed sceną, a sama scena jest już na podniesieniu – takim rozwiązaniem stworzyła dodatkową barierę. Może taki był zamiar artystyczny? Nie wiem. Osobiście preferuję widzieć wszystko – całego artystę, od stóp do głów. Nie lubię też, jeżeli ktoś w tym miejscu decyduje za mnie, stara mi się zabrać te kilkadziesiąt centymetrów obrazu. Nawet, jeżeli w zamian chce ofiarować fantastyczną, ciekawą dekorację. Mnie to nie przekonało.

IMG_4950

4. Muzycy

To największy atut tego koncertu. Multiinstrumentaliści, którzy przez cały występ bawili się dźwiękami! Coś niezwykłego i zarażającego pozytywną energią. Do tego dochodzi również ciekawy dobór instrumentów, które pozwoliły połączyć w jedno pierwiastki różnych kultur. Jestem pod ogromnym wrażeniem ich warsztatu i wrażliwości artystycznej. Widać było (i słychać również), że mają ogromną wyobraźnię dźwiękową, a wszelkie improwizacje traktowali jako doskonałą okazję do zabawy.

5. Mela

Sama Mela jest chyba moim największym rozczarowaniem. Idąc na koncert byłam całkowicie przekonana, że dostarczy mi niezwykłych wrażeń i emocji, na których „popłynę” przez kolejne dni, a nawet tygodnie. Po jej koncercie (a minęło pół miesiąca) jeszcze ani razu nie wróciłam do żadnego utworu (a dotychczas wsłuchiwałam się w jej dźwięki bardzo intensywnie). Główny powód i kardynalny błąd, który nie pozwala mi się w pełni cieszyć tym koncertem to świat, który w trakcie występu Artystka stworzyła. Był na tyle zamknięty, że w żaden sposób nie można było przebić się przez jego granice. Mela praktycznie cały występ miała oczy zamknięte – zero kontaktu z publicznością. Taki akcent skupienia sprawdza się i może być pomocny odbiorcy, ale nie przez półtorej godziny! To musi być AKCENT, a nie scenariusz całego występu. Fakt – były momenty, kiedy nawiązała się nić relacji, ale bardzo szybko była ona zrywana przez samą Artystkę. Nie wyobrażam sobie iść drugi raz na koncert Meli – przede wszystkim dlatego, że w moim przekonaniu nie odnajdę tam ani spojrzeń (innych na każdym występie), ani gestów, ani też dialogów, które bardzo często pojawiają się pomiędzy utworami. Koncert Meli przypominał włączenie płyty w odtwarzaczu – sama Artystka nawet nie pokusiła się o zdanie wprowadzenia do poszczególnych piosenek. Nie przekonuje mnie w żaden sposób taki scenariusz występu.

IMG_4342

Na koniec wspomnę tylko, że nie jestem krytykiem i „antyfanem” Meli Koteluk. Nie, wręcz przeciwnie – dotychczas naprawdę bardzo intensywnie wsłuchiwałam się w jej twórczość i propozycje muzyczne. Nie mogę jednak, jako wymagający i posiadający określone oczekiwania odbiorca, wyrazić aprobatę wobec kwestii, które uniemożliwiły mi pełen odbiór. Niestety, tak już jest – w trakcie koncertów niektórzy Artyści są w stanie wciągnąć widza w cały swój artystyczny świat i zanurzyć go w nim w pełni, inni – nie. Konsekwencją tego jest wybór widza: albo pozostaje on z artystą, albo odchodzi. Ja od Meli odchodzę, ale z całego serca życzę jej jak najlepiej!

OCENA

organizacja               Rating Stars - 0 to 10

setlista                       Rating Stars - 0 to 10

scenografia/scena   Rating Stars - 0 to 10

live                                Rating Stars - 0 to 10

OCENA OGÓLNA       Rating Stars - 0 to 10

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *