Mela Koteluk – Migawka – Recenzja

Pamiętam kiedy pierwszy raz, kilka lat temu, zagościłam na koncercie Meli Koteluk. Nie potrafiłam wówczas zrozumieć wrażliwości artystycznej piosenkarki. Teraz, dojrzałam do tęsknoty za wolnością i bliskością natury, Mela Koteluk wydaje “Migawkę“. Czas więc na recenzję i kolejne spotkanie z artystką.

Od dłuższego czasu “Migawka” zapowiadana była różnymi kadrami z sesji promującej krążek – przyznać należy, że doskonale one oddają charakter tego, co znajdziemy w muzyce. Są twórcze, niejednoznaczne, nieszablonowe. Pełne spokoju, a jednak ekspresyjne. Ujęte w wyjątkowo ciepłej kolorystyce – jakby wszystko miało się odbywać w cieple promieni zachodzącego słońca.

Co jednak z muzyką? Fani Meli Koteluk nie będą czuć się rozczarowaniu – artystka pozostaje w charakterystycznej dla siebie stylistyce. Jednak teraz dopiero, w dniu kiedy wydaje kolejny album, w szczególny sposób eksponuje się jej przywiązanie do natury. Oczywiście było ono już akcentowane we wcześniejszych wydawnictwach, jednak jaką odbiorca mógł mieć pewność, że nie był to “zabieg” na rzecz konkretnego projektu? Dzisiaj, kiedy słuchamy “Migawki” ten związek i przywiązanie do metaforyki natury jest szczególnie istotne. Co wnosi? Przede wszystkim umiejętne połączenie minimalizmu z bogactwem ozdobników, charakterystycznych dla muzyki współczesnej. To ważne, bo Koteluk nie pcha się na siłę do radia – nie szuka tam poklasku. Tworzy muzykę na swoich zasadach. Gdy słuchamy “Migawki” to nie odnajdujemy tam pola na kompromis – tam po prostu pozostała jedynie przestrzeń do ekspresji.

Mój ulubiony utwór? Zdecydowanie “Hen, hen” – kwintesencja tego połączenia, zetknięcie się tętniącego życiem miasta z pulsującym, rytmicznym oddechem natury. I tutaj do głosu dochodzi tekst. Bo recepta na zrozumiały komunikat w wykonaniu Meli jest prosta: to śpiewanie o tym co jest tu i teraz, bez nadmuchanych porównań, ale zawsze z metaforyką zakorzenioną w naturze. Dzięki temu nawet utwór pozornie o mieście staje się kluczem do wejścia nieco dalej – wgłąb tego, co tworzy “naturę” (i naturę człowieka, i naturę otaczającą człowieka).

Zdecydowanym plusem jest fakt, że “Migawka” tworzy spójną wizję rzeczywistości. Jednak, jak to z migawkami bywa, każdy z utworów jest ułamkiem sekundy – uchwyceniem konkretnego momentu. Odbiorca ma przed sobą wyjątkowe zadanie – złożyć tę mozaikę w całość i uzupełnić własnymi doświadczeniami. Ten zabieg bardzo przypomina mi “Błyski” Juli Hartwig. Nie były to wiersze, nie były to sentencje, nie były to zdania, a jedynie i aż wolne myśli spisywane przez poetkę – ot tak, zapisy codzienności. Taka też jest “Migawka” – każdy z 11 utworów staje się wyrywkowym zapisem konkretnej chwili. Za każdym stoi historia – to słychać w tych utworach. Jakich jednak ona nabierze kolorów? To już zależy od odbiorcy.

Jestem więc w pełni ukontentowana po odsłuchu “Migawki“. Muzycznie – jest ciekawie. Jest różnorodność i są też antagonistyczne stany emocjonalne. Teksty – tutaj również nie można nic zarzucić. Są napisane w sposób świadomy. Nie ma w nich usilnych rymów – są zapisem konkretnych historii. Migawek życia. Twojego. Mojego. Naszego.

Migawka” jest więc zapisem chwil – próbą ich artystycznego uchwycenia. Czy i jak długo będą trwać? To już zależy od każdego z odbiorców z osobna.

Podsumowanie
  • 9.3/10
    Okładka/opakowanie - 9.3/10
  • 8/10
    Muzyka - 8/10
  • 9.2/10
    Teksty - 9.2/10
  • 9.5/10
    Wokal - 9.5/10
9/10

Podsumowanie

Zachwycona jestem tekstami. Muzycznie momentami jest zbyt przewidywalnie, ale płyta pozostaje w charakterystycznym już dla Koteluk wydźwięku. To doskonała propozycja muzyczna!

Przeczytaj również...

1 komentarz

  1. a jak dla mnie ta płyta jest okropna. Smętna, nudna, przewidywalna, ze śpiewam z oddali. Mela Koteluk przyzwyczaiła nas do pewnego standardu. Teraz po prostu go zabrakło. Po wielu latach przerwy otrzymujemy wymuszoną płytkę z nadętymi tekstami i muzyką, która swoim tempem przypomina marsze pogrzebowe. Szkoda! Każdy artysta ma prawo się zmieniać, dojrzewać czy po prostu bawić. Koteluk chyba jednak w tym wszystkim mocno się pogubiła…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *