Muzyka jak lustro… czyli o koncercie Varius Manx & Kasi Stankiewicz

Jeżeli miałabym jednym słowem określić muzykę Varius Manx, to bez wątpienia byłoby to… lustro. Bo trzeba mieć w sobie wiele odwagi, aby w pełni przejrzeć się w utworach, które z taka autentycznością wykonuje Kasia Stankiewicz. Szczególnie dzisiaj – kiedy po latach w tekstach i kompozycjach Roberta Jansona możemy widzieć siebie sprzed lat. Nie jest to obraz idealny, ale mimo wszystko – jest w nim coś, co przyciąga.

To beztroska i nieuzasadniona wiara w to, że wszystko co złe się kiedyś skończy. Dzięki temu nawet największe szaleństwa sprzed lat wywołują dzisiaj sentymentalny uśmiech, a nie potok łez. Właśnie dlatego koncerty Varius Manx mogą przypominać rodzinne oglądanie albumu ze zdjęciami. Wtedy jeden obraz sprzed lat staje się początkiem opowieści, ożywiania emocji, które już dawno mamy za sobą.

W niedzielę, 12 marca 2017 r., po raz kolejny miałam okazję uczestniczyć w koncercie zespołu. I powiem więcej – gdy będę miała okazję to powtórzyć – zrobię to bez zawahania.

Dzięki muzyce Varius Manx, która najpiękniej wybrzmiewa w głosie Kasi Stankiewicz, pierwsza miłość nie jest już bolesną inicjacją, a staje się pełnym ciepła i uniesienia wspomnieniem. Dzięki charyzmatycznym wykonaniom Kasi Stankiewicz obrazy pierwszych poważnych kłótni przypominają o… najpiękniejszych powrotach. Dzięki mądrze skomponowanej muzyce, subtelnie rozbudowywanej poszczególnymi instrumentami, pamiętny pierwszy smak samotności przypomina słodycz zwycięstwa, kiedy szło się pod prąd.

I tego chyba najbardziej potrzebujemy – i dlatego sale koncertowe Varius Manx są wypełnione po brzegi. Chcemy wierzyć, że muszą być rozstania, byśmy mogli cieszyć się powrotami; że muszą być łzy, abyśmy cieszyli się uśmiechem. Banalne? A jednak tak tęsknimy za tym “banałem”, że z sentymentem wsłuchujemy się w każdy dźwięk i każdą frazę, którą obdarowuje nas zespół.

To tyle, jeżeli chodzi o recenzję 🙂 Są koncerty, które przeżyć trzeba indywidualnie i należy je zbudować na własnych wspomnieniach 🙂

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *