Opole 2016 – Koncert SuperPremier

Magdalena M. Jaroń

Polscy artyści młodego pokolenia NIE SĄ GOTOWI do solowej kariery – taka myśl towarzyszyła mi niemal przez cały Konkurs SuperPremier 53. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Zaczęło się od tragicznej konferansjerki Beaty Chmielowskiej-Olech, Macieja Orłosia i Marka Sierockiego, którzy byli nieprzygotowani.

Z daleka było widać, że konferansjerom trudno było oderwać się od trzymanych w rękach kartek. A kiedy już podnosili wzrok, drżącym od zdenerwowania głosem zapowiadali kolejnego artystę. Ich żarty – sztywne, na granicy niesmacznych sucharów. A do teraz w głowie pozostaje mi hasło “Bukowina Tatrzańska” (nagroda w konkursie sms), która zdominowała całe Opole. I tak, jak dotychczas ceniłam sobie i Maćka Orłosia, i Beatę Chmielowską-Olech, nie wspominając już o muzycznej wiedzy Marka Sierockiego, tak ich wybór na konferansjerów był totalną pomyłką. Przejęzyczenia, sztywna atmosfera, wyuczone żarty – to wszystko stało się ich zasługą. Nie stworzyli widzowi odpowiedniego nastroju, który pozwoliłby w spokoju wsłuchać się w kolejne propozycje muzyczne.

FEEL

Nigdy nie przepadałam za utworami, które proponował Piotr Kupicha i zespół Feel. Jednak zaznaczyć należy, że pozostają oni wierni swojej stylistyce i cały czas utrzymują swój poziom. Nie kombinują, nie przesadzają z ornamentyką wokalną, dbają o zachowanie prostej linii melodycznej – szukają realizacji sprawdzonego przepisu na hit. Dla jednych (do nich się zaliczam) jest to za mało, aby zdobyć uznanie. Jest to jednocześnie wystarczająco mało, aby nie przekroczyć granicy “zniechęcenia”.  Występ zespołu Feel mnie nie porwał, ale też nie rozczarował w żaden sposób.

                                                     OCENA: Rating Stars - 0 to 10

MATEUSZ MIJAŁ

Na tle pozostałych artystów Mateusz Mijał prezentował się naprawdę nieźle. Oryginalna kompozycja muzyczna, nieskomplikowany tekst, przyjemna barwa głosu. Występowi niczego nie brakowało. Ujmowała również bijąca od artysty radość ze śpiewania. Po trudnej do zniesienia konferansjerce miło było zobaczyć na scenie kogoś, kto nie boi się publiczności i nie przeraża go wielkość sceny. Brawo dla Mateusza!

                                                     OCENA:

LOKA

Utrzymaniu polskiej muzyki rozrywkowej na takim poziomie mówię stanowcze NIE. Nie ma w tym nic nowego: teksty powtarzalne i nic niewznoszące, linie melodyczne oparte na sprawdzonych i bezpiecznych połączeniach, podstawowy zestaw instrumentalny i średni wokal o dość wąskich możliwościach. Muzyka ta nie musi drażnić, ale nie zaspakaja też w pełni. Takie utwory mogą pozostać niezauważonymi – mnie, jako odbiorcy, nie zatrzymają i nie przyciągną mojej uwagi.

                                                     OCENA:

MESAJAH

Nie słucham reggae, ale osobowość Mesajah nietrudno zauważyć. Wspaniałe poczucie rytmu, wyjątkowo zaraźliwy fun, wciągająca i optymistyczna rytmika kompozycji – to nie tylko znak rozpoznawczy Mesajah, ale również to, dzięki czemu jego propozycje muzyczne mogą wprowadzać do naszej codzienności wiele urozmaicenia. I w  charakterystyczny dla siebie sposób tworzy pełne radości i uśmiechu relacje z odbiorcami. Dla tego artysty scena nie ma granic – najważniejsza jest muzyka i jej siła. Widać to doskonale – przy każdym występie Mesajah. I chociaż nie reprezentuje on “mojego” nurtu muzycznego, to z ogromną przyjemnością przyglądam się jego występom.

                                                     OCENA:

 

SZYMON CHODYNIECKI

Artysta zupełnie nieprzygotowany do występów na taką skalę. Na scenie wydawał się zagubiony. Mnie, widza, nie przekonuje stąpanie z nogi na nogę. Jeżeli do tego dodamy małą elastyczność wokalną, dość jednostajną linię melodyczną, chaotyczne przemieszczanie się po przestrzeni scenicznej, brak odpowiedniej pracy przepony (co słychać, kiedy dźwięki są urywane) – mamy gotowy przepis na tragedię. Nie rozumiem w jakim celu wybiegł w trakcie piosenki do publiczności (?). Tak, jak w przypadku Mesajah miało to uzasadnienie, tak u Chodynieckiego trudno je znaleźć.

                                                     OCENA:

 

KASIA WILK

Po występie Szymona Chodynieckiego obecność Kasi Wilk na scenie okazała się balsamem i miodem na serce. Artystka doświadczona i profesjonalna – zaproponowała niebanalną kompozycję i obdarzyła dopracowanym wykonaniem. Zróżnicowana linia melodyczna stała się miłym dla ucha uzupełnieniem. No i chórki – idealnie wkomponowane w całość. Występowi naprawdę niczego nie brakowało.

                                                     OCENA:

JANUSZ RADEK

Janusz Radek to kolejny artysta, którego zawsze staram się docenić za warsztat, ale jednocześnie ze względu na manierę głosową, nie potrafię słuchać. To jednak bardzo subiektywne odczucie, związane z indywidualnymi preferencjami. Bo trzeba przyznać, że Radek ma pomysł na siebie – jest artystą precyzyjnie określonym i systematycznym w swojej pracy. Należy to docenić. Komponuje, tworzy, pisze teksty – jest praktycznie całkowicie samodzielny i niezależny w tym co robi. I to słychać.

                                                     OCENA:

RED LIPS

Do zespołu Red Lips jestem po prostu przyzwyczajona. Charakterystyczny wokal z chrypką i rockowe brzmienie gitarowe – to znaki rozpoznawcze.  Niestety – dla mnie to za mało. Czegoś w tym występie mi zabrakło, chociaż docenić muszę swobodę fronterki. To miłe, kiedy widzi się wokalistkę, która czuje się na scenie wolna, nie ma problemu z nawiązaniem relacji z publicznością, jest gotowa do spontanicznych zachowań i daje się ponieść muzyce. Red Lips w tym występie pozostali wierni sobie, i chociaż dla mnie to dawka niewystarczająca, to doceniam ich konsekwencję.

                                                     OCENA:

 

DOMINIKA BARABAS

Gdyby na Festiwalu rozdawane były “Złote Maliny”, to Dominika Barabas bez wątpienia by ją zdobyła. Zdecydowanie najgorszy występ tego konkursu – całkowicie położony zarówno pod względem wizualnym, jak i muzycznym. Nie mam zielonego pojęcia, kto doradził Barabas strój, w którym przypominała Alicję z Krainy Czarów. Nie rozumiem też po co wyszła na scenę z gitarą, skoro uderzyła w struny zaledwie kilka razy. Nerwowymi spojrzeniami ogarniała ogromną publiczność Opola. I tak, jak rozumiem, że wykonawca (celowo nie używam słowa “artystka”) może mieć tremę, tak doskonale wiem również, że przy doskonałym przygotowaniu, nie jest ona w stanie pokonać profesjonalizmu, bogatego warsztatu i rzemiosła artystycznego oraz pasji i miłości do śpiewania (co – i do tego dalej nawiążę – doskonale było widoczne w przypadku Kasi Stankiewicz, która na scenę wyszła z dozą niepewności i tremą). A kompozycja? Dla mnie płytka, powtarzalna, nieoryginalna. I jeszcze długo będę miała przed oczami nerwowy uśmiech, których Barabas obdarzyła publiczność schodząc ze sceny. Niestety – nie jest ona gotowa do kariery i kontaktu z tak liczną publicznością.

                                                     OCENA:

VARIUS MANX

Kiedy przy pierwszych dźwiękach było słychać w głosie Kasi Stankiewicz tremę – miałam pewne obawy. Jednak bardzo szybko artystka poradziła sobie z tym. I tutaj do głosu dochodzi doświadczenie i profesjonalizm. Panowie z zespołu Varius Manx zaproponowali bardzo wyraziste brzmienie, a oprócz tego – ciekawe niuanse wizualne (np. brokat rozsypany na bębnie, który podbijany był każdym uderzeniem). Atutem były również spójne z koncepcją utworu wizualizacje, które tworzyły scenerię.

Występ zespołu Varius Manx Kasi Stankiewicz przypieczętował moje przeświadczenie, iż wielu wykonawców, którzy wystąpili na opolskiej scenie przed zespołem, jest całkowicie nieprzygotowana do kariery. U “Variusów” znaleźć można było wszystko: zarówno uśmiech na twarzy Artystki, jak również czystą linię melodyczną, zróżnicowaną i obdarzającą słuchaczy ciekawymi (i czystymi!) wyciągnięciami. Do tego dodać należy również doskonały kontakt z publicznością – Kasia Stankiewicz, pomimo tego, że miała przed sobą naprawdę sporą publiczność, doskonale objęła ją wzrokiem, pozwalając wszystkim widzom uczestniczyć w wykonaniu “Ameryki“. I, jak się okazuje, nie trzeba chaotycznie biegać po scenie ani też bezzasadnie wybiegać do publiczności, aby mieć z nią kontakt. I pomimo, że “Variusi” zaprezentowali jeden utwór – można by o tym wykonaniu napisać jeszcze wiele. Dlaczego? Bo było ono przemyślane i obdarzyło widzów wyjątkową emocjonalnością, która w żaden sposób nie zakłóciła czystości i naturalności brzmienia. Brawo!

                                                     OCENA:

 

WILKI

Wilki, jak to Wilki – z Robertem Gawlińskim na czele udowodnili, że nawet stylistyczna jednostajność nie musi być nudna. Może być po prostu naturalną konsekwencją. Swoją obecnością na scenie potwierdzili również, że Artysta musi mieć PRZED pojawieniem się na scenie pomysł na siebie i doskonałe zaplecze warsztatowe.

                                                     OCENA:

Przeczytaj również...

1 komentarz

  1. Są tylko dwie możliwości-autor tej “recenzji” jest albo głuchy,albo opłacony przez Variusów-tak samo zreszta jak ich nagroda:) skoro całe środowisko już wie,to chyba nie ma sensu dłużej milczeć 🙂

    To koszmarne,że za odpowiednią kwotę można w tym kraju kupić wszystko. Auor powinien się wstydzić. “Filozofia sztuki”? 🙂 By działać dla kultury trzeba ją najpierw posiadać. Nie mówiąc o doświadczeniu i inteligencji,ktorej tutaj wybitnie brakuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *