Koncert DVD – Pawbeats-Orchestra

Magdalena M. Jaroń

Rozpoczynam nowy cykl! Na mojej półce widnieje wiele koncertów DVD. Zdecydowałam coś z nimi zrobić 🙂 Na pierwszy ogień pójdzie wydawnictwo “Pawbeats – Orchestra“. Niestety, tutaj paść musi kilka naprawdę ostrych słów.

800x800_product_media_41001-42000_Towar_40864_91514Premiera wydawnictwa DVD “Pawbeats – Orchestra” miała miejsce 24 czerwca 2016 r. To zaledwie trzy (!) miesiące po koncercie, który był rejestrowany i który odbył się w dn. 5-6 marca 2016 r. w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy. Z rejestracją tą i jej ostatecznym kształtem na nośniku DVD łączyłam ogromne nadzieje – tym bardziej, że pomysł i koncepcja Marcina Pawłowskiego, jego styl, charyzma i przede wszystkim determinacja w przygotowaniu tak wyjątkowego projektu – budzi ogromny podziw. Mało tego – koncert uznać należy za bardzo udane wydarzenie, które z pewnością zapisze się w kulturowej historii Bydgoszczy. Niestety – DVD ma wiele niedociągnięć. W zasadzie długo się zastanawiałam czy w ogóle podejmować temat tego wydawnictwa – budzi ono zbyt dużo “ALE”. Jednak przygotowując wpisy dla kolejnych koncertów wydanych na DVD nie mogłam przejść obojętnie obok tego, które jako ostatnie pojawiło się na mojej półce.

1. Opakowanie

Już w chwili, kiedy DVD trafiło w moje ręce poczułam pierwszy zawód. Digipack, w bardzo ascetycznej formie. W zasadzie to trudno nazwać to digipackiem – to zwykła koperta. W środku znajdziemy wklejoną, niewielką książeczkę (dobrze, że w ogóle jest!) i płytę, która jest wsunięta w zakładkę (bardzo nie lubię takich opakowań, gdyż w żaden sposób nie zabezpieczają płyt!). Dla wyjaśnienia – nie miałabym nic przeciwko samej formie digipacka, gdyby jednak prezentował się on solidnie.

DSC_0014 DSC_0016

Trochę śmiesznie na tym tle zarysowuje się fragment opisu płyty, który znajduje się na stronie sprzedawcy. Czytamy bowiem: “Album wydany jest w ekskluzywnym eco-packu“. “Eco” może i jest, ale do ekskluzywności jeszcze daleka droga…

Jedynym plusem jest identyfikacja wizualna – spójna koncepcja graficzna, która nawiązuje do wydawnictwa CD. Ascetyczna (w pozytywnym znaczeniu), elegancka, oryginalna i charakterystyczna dla Pawbeatsa – jestem zdecydowanie na TAK.

Reasumując:

+ projekt graficzny (identyfikacja wizualna)

jakość wykonania (bardzo duży minus!)

sposób umieszczenia płyty (zakładka wewnątrz digipacka)

2. Menu

Kolejny zawód. Włączając koncert DVD oczekuję przede wszystkim wygody – bez względu na to, czy – jako użytkownik – mam ochotę oglądać widowisko na ekranie komputera czy też telewizora. Niekiedy mam ochotę przypomnieć sobie cały koncert od początku do końca, innym razem sięgam po jeden, konkretny utwór. I tutaj pojawia się problem. Oczywiście jest MENU GŁÓWNE, w którym znajdziemy dwie drogi: KONCERT oraz WYBÓR SCEN. Ja jestem kapryśna, więc zdecydowałam się na drugie rozwiązanie. I frustracja, bo zanim udało mi się przełączyć na panel “wyboru scen” minęło ładnych kilka minut, w trakcie których usilnie goniłam za przyciskiem. Napis jest nieaktywny – w jego obszarze znajduje się kilkumilimetrowy aktywny fragment obrazu, który pozwoli na przejście do kolejnego podmenu… Na szczęście w menu wyboru scen sytuacja wygląda już o niebo lepiej. Poszczególne wykonania są opisane (tytuł + wykonawca) i wzbogacone migawkami z występu. Również ich włączenie nie sprawia problemów.

Reasumując:

+ menu i podmenu (możliwość wyboru dowolnej sceny)

+ opisane obrazy wyboru scen (artysta + tytuł)

funkcjonalność menu głównego (bardzo trudno przełączyć się do podmenu)

3. Setlista

I tutaj kolejne rozczarowanie. Od samego początku i w trakcie kampanii promującej projekt Pawbeatsa mowa była o “rejestracji koncertu na DVD“. To chyba dla wszystkich oznaczało obietnicę wyjątkowo bogatego wydawnictwa. Koncert składał się bowiem z dwóch części: w trakcie pierwszej artyści wykonywali własne utwory w nowych aranżacjach, w trakcie drugiej – utwory z albumu “Pawbeats-Orchestra“. A DVD? A na DVD znajdziemy zaledwie (w skali tak bogatego koncertu to właściwe słowo) 11 utworów! Trudno określić, co było kryterium wyboru. Z pierwszej części są jedynie “EkranyNatalii Nykiej, a pozostałe propozycje, to rejestracja występów z drugiej części wydarzenia.  Mało tego – to i tak nie wszystkie utwory z projektu “Pawbeats-Orchestra“. Zabrakło naprawdę wspaniałych wykonań!

Taki kształt setlisty budzi poważne wątpliwości, czy aby kluczem selekcyjnym dla wydawcy nie była przypadkiem udana rejestracja obrazu. Cóż…

LISTA UTWORÓW:

PawbeatsReliance

Natalia NykielEkrany

PawbeatsRozmowy

PawbeatsBanicja

Pawbeats ft. KartkyAmnezja

Pawbeats ft. Mama SelitaSubstancje

Pawbeats ft. Dwa Sławy Daj alkohol

Pawbeats ft. Tau Marana tha

Pawbeats ft. Justyna SteczkowskaAfekt

Pawbeats ft. KęKęTeraz

PawbeatsMiłość

Reasumując:

brak rejestracji utworów z pierwszej części koncertu

brak wszystkich utworów z drugiej części koncertu (brakuje: “Anioły x Demony”, “Sign”, “Monotonia”, “Niematerialnie”)

4. Obraz + dźwięk

I tutaj po raz kolejny wrócę do opisu DVD znajdującego się na stronie sprzedawcy. Czytamy bowiem:

Wszystko po to, by oddać w ręce słuchaczy materiał dopracowany w każdym szczególe” – naprawdę kłóciłabym się z tym stwierdzeniem. Ale, zważając na bezapelacyjnie wysoką wartość projektu, byłabym w stanie odpuścić… Gdyby nie to zdanie: “Wiele godzin pracy dało pożądany efekt dźwiękowy, jakby żywcem wyjęty z sali Filharmonii“. Serio? Problemy z dźwiękiem są! I to słychać – wystarczy chociażby odtworzyć wykonanie Natalii Nykiel (“Ekrany“) i zastanowić się, czy w przedziale 5:55-6:00 min. (całego koncertu) aby na pewno wszystko dobrze współgra? To tylko przykład – jeden z wielu…

A o pomstę do nieba woła sama jakość obrazu.

Po pierwsze – przez cały czas rejestrator obrazu męczy mój wzrok, przeskakując z rozmycia (celowego, czy też będącego próbą złapania ostrości? – nie wiem, trudno tu rozsądzić) w ostrość łapaną na pierwszym planie. Rozumiem zrobić taki zabieg kilka razy, w celach dekoracyjnych. Ale, na Boga, nie non stop!

Po drugie – osoby odpowiedzialne za rejestrację obrazu musiały się bardzo denerwować, bo obraz nieustannie drga. Wnioskuję, że trzęsły im się ręce. I to nie jest delikatne, subtelne i przypominające naturalny ruch głowy falowanie kamery – to naprawdę jest drżenie. Jak na to patrzę, to przypominają mi się fanowskie nagrania z koncertów, wykonywane telefonem komórkowym. Przykład? Proszę bardzo – w poniższym nagraniu. Odsyłam do następujących odcinków czasowych:

– 0:20-0:21

– 0:25-0:27 (!)

– 0:32-0:34

– 0:43-0:45 (tutaj to nie wiem, czy kamera na głośniku stała czy co…?)

itd.

Są też bardzo dobre ujęcia i fragmenty, w których obraz naprawdę zasługuje na uznanie. Pytam się więc – dlaczego większość nagrania wygląda jednak w tak amatorski sposób?

Po trzecie – przepraszam za kolokwializm, ale krew mnie zalewa, jak oglądam realizację i co chwilę na drugim planie widzę wielki wysięgnik, którym operator kamery cały czas “merda”. Ja, jako widz, naprawdę nie chcę oglądać ani operatora kamery, ani kamery, ani tym bardziej asystentki operatora kamery!

Bez tytułu

I to w zasadzie tyle. Tutaj nie ma nic do podsumowania, bo, jak dla mnie, to wydawnictwo nie jest w stanie się obronić. A szkoda, bo projekt był wyjątkowy w każdym calu. I muszę sprostować – to nie jest afront w kierunku Pawbeatsa czy artystów występujących z nim na scenie. Nie, wręcz przeciwnie – ogromne uznanie i brawa dla nich. Ale produkcja i ostateczne wydanie budzi grozę. Tym bardziej, że w sklepie za to “limitowane” i “ekskluzywne” wydawnictwo odbiorca musi zapłacić 59,90 zł…

OCENA
  • 2/10
    Okładka/opakowanie - 2/10
  • 9/10
    Muzyka - 9/10
  • 9/10
    Wokal - 9/10
  • 2/10
    Wideo - 2/10
5.5/10

Podsumowanie

To DVD to ogromna krzywda wyrządzona Pawbeatsowi. Muzycznie – broni się, bo instrumentacja i wykonanie naprawdę rewelacyjne. Ale montaż? Naprawdę woła o pomstę do nieba. I na pewno to DVD, w takiej formie w jakiej zostało wydane, nie jest warte swojej ceny.

Przeczytaj również...

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *