Carrie [1974] – Stephen King – recenzja

Debiutancka powieść Stephena KingaCarrie – z pewnością nie jest jego najwybitniejszym dziełem. Plasuje się jednak w czołówce najciekawszych historii spisanych piórem Mistrza Grozy.

Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na mocno wyczuwalny element grozy, która tak naprawdę zamknięta została nie w tym, co paranormalne i wniesione do powieści z pozarealnego świata. To, co charakterystyczne z resztą w prozie Stephena Kinga, a co mocno zaakcentowane zostało już w Carrie, to próba diagnozy źródła zła.

King nie szuka daleko. Nie podejmuje trudu personifikacji zła poprzez nadanie mu symbolicznej postaci diabła. Nie musi – odnajduje je, w najczystszej postaci, w codzienności swoich bohaterów.

Doskonałym przykładem tego typu zabiegu jest relacja Carrie White z jej matką – Margareth. Pozornie wydawać by się mogło, że to zdolności telekinetyczne nastolatki budzić będą w czytelniku lęk. 

Ale tak nie jest. Prawdziwa groza pojawia się na kartach powieści dopiero wówczas, kiedy napięcie między Carrie a Margareth sięga zenitu. Kiedy King wprowadza nas do domu White’ów i odsłania surowe, ortodoksyjne prawa regulujące porządek ich wewnętrznego życia. Dla czytelnika bardziej przerażające okazują się wszechobecne w domu White’ów oblicza Chrystusa, spoglądające na mieszkańców niemal z każdej ściany. King doskonale oddaje atmosferę wnętrz – starannie zakreśla granice każdego z pomieszczeń. Dlaczego? Ponieważ wnętrza te odsłaniają fanatyzm, który w rzeczywistości okazuje się trudniejszy do zaakceptowania niż sama obecność zdolności telekinetycznych głównej bohaterki. Większy strach rodzi się w chwili, gdy Stephen King precyzyjnie oddaje kształt umęczonej twarzy Jezusa konającego na krzyżu, który stanowił główny element wystroju salonu White’ów, niż unoszone przez Carrie siłą woli przedmioty.

Groza z naszego świata

Dlaczego Stephen King stosuje taki zabieg? To niezwykle finezyjne, ale też moralizatorskie. Nie można odmówić Kingowi próby podjęcia dialogu z porządkiem społecznym. Oczywiście sięga on w bardzo przejaskrawioną, wyolbrzymioną wizję, zasługującą na miano patologii. Jednak zabieg ten – jak należy przypuszczać – jest w pełni celowy. Dlaczego?

Chodzi o siłę wyobraźni. Łatwo wyobrazić sobie przesuwaną siłą woli popielniczkę, która systematycznie pokonuje kolejne centymetry. Jednak obraz ten pozostaje jedynie mignięciem – pewnym fantazyjnym faktem stworzonym na potrzeby fabuły. Czytelnik bez problemu i najmniejszego oporu jest w stanie przyjąć to zjawisko jako prawdziwe, naturalnie wkomponowane i przynależne do świata przedstawionego. Nie będzie się buntował i zgłaszał sprzeciw, podważając jego autentyczność. Bo po co?

Zupełnie inaczej oddziaływują sceny, które prezentują ludzkie okrucieństwo. Gdzieś w podświadomości każdy z czytelników jest przerażony faktem ich możliwości. O ile wszelkie zjawiska TK raczej zostają zamknięte w ramach powieści (zakładamy, iż nie mogą mieć miejsca w codziennym życiu), o tyle akty okrucieństwa społecznego budzą w nas największy lęk, ponieważ są… prawdopodobne. 

Zjawisko kozła ofiarnego, tak często i szeroko opisywane w badaniach antropologicznych, wskazuje na swoistą patologię drzemiącą w każdym społeczeństwie. Jej aktywowanie zależy od konkretnej grupy społecznej. Okazuje się więc, że bardziej przerażające od unoszonych siłą woli przedmiotów, są: zachowania matki Carrie, która nieustannie poniża córkę, fanatyzm religijny Margareth White, który doprowadza do całkowitej izolacji społecznej jej córki (o paradoksie – nie są to zdolności TK dziewczyny!), złośliwość grupy rówieśniczej i publiczne poniżanie Carrie (scena w szatki, kiedy to Carrie została obrzucona tamponami).

Oczywiście widać w Carrie, że Stephen King nie osiągnąć jeszcze swojej kulminacyjnej formy pisarskiej. Wiele rzeczy – typowo strukturalnych i kompozycyjnych – może drażnić czytelnika. Warto jednak – w perspektywie późniejszych powieści – zaakcentować ich obecność w twórczości Kinga. W wyjątkowy sposób będą one ewoluowały na kartach jego powieści. W których miejscach warto więc podarować Kingowi kredyt zaufania?

To przede wszystkim struktura rozdziałów. Charakterystyczne dla Stephena Kinga jest dzielenie powieści na kilka większych części, gdzie każda z nich zbudowana jest z mniejszych rozdziałów. To rozwiązanie będące ukłonem w stronę czytelnika – po prostu uprzyjemnia lekturę. W Carrie Stephen King jeszcze do tego nie dojrzał – książka zbudowana jest z 3 rozdziałów, bez wewnętrznego uporządkowania (które – warto to zaznaczyć – aż się samo nasuwa w trakcie lektury – szczególnie gdy autor przesuwa uwagę czytelnika pomiędzy scenami oddalonymi od siebie i w czasie i w przestrzeni.

Po drugie – obecne są charakterystyczne dla Kinga wtrącenia, stanowiące niejako komentarz do tekstu, jego uzupełnienie. Dostarczają one czytelnikowi dodatkowej wiedzy i niejednokrotnie pozwalają na zgrabne zastosowanie pisarskiego wybiegu  – tzw. strzelby Czechowa. 

Na koniec warto też wspomnieć, iż na uwagę zasługuje sama konstrukcja głównej bohaterki. Spodziewać by się można, że zdominuje ona powieść – jako postać o zdolnościach telekinetycznych, której dotyczą bezpośrednio lub pośrednio wszystkie wydarzenia, stanie się bezapelacyjnym jądrem całej historii. Tak się jednak nie dzieje. Od początku do końca Carrie pozostaje główną bohaterką. Czasami jednak King, zupełnie celowo i pod pełną kontrolą, spycha jej postać na drugi plan, ukazując tym samym prawdziwe oblicze grozy. Jasno definiuje jej rodowód – znajduje go w relacjach społecznych, nie zaś w nadprzyrodzonych zdolnościach głównej bohaterki. Dzięki temu udaje mu się w jeszcze większy nadać jej znamiona realności.

 

 

Podsumowanie
  • 5.8/10
    Fabuła - 5.8/10
  • 6.8/10
    Narracja - 6.8/10
  • 7.1/10
    Bohaterowie - 7.1/10
  • 8.3/10
    Świat przedstawiony - 8.3/10
7/10

Ocena

Najmocniejszą stroną powieści jest świat przedstawiony. Historie bohaterów eksponują i obnażają wewnątrzspołeczne relacje – zarówno na poziomie rodziny (relacja Carrie-jej matka), jak i relacji zawodowych (próba sił między dyrektorem szkoły, a ojcem Chris).

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.