Zielona mila [1996] – Stephen King – recenzja

Większość odbiorców może znać ten tytuł z doskonałej ekranizacji Franka Darabonta. Reżyser w niezwykle wierny sposób oddał w filmie poszczególne sekwencje zdarzeń. Pamiętać jednak należy o tym, iż literatura posługuje się zupełnie innym językiem komunikacji niż film – słowem. Tym samym zyskuje ona przewagę, ponieważ więcej przestrzeni pozostawia odbiorcy – w przebieg zarysowywanych zdarzeń angażuje jego wyobraźnię.

Tym samym praktycznie niemożliwym stało się dla Darabonta przeniesienie na ekran struktury szkatułkowej, która to stała się sercem powieści Stephena Kinga

Narracja

W przypadku Zielonej Mili Stephen King sięga po narrację ramową. Jest to o tyle ciekawy wybieg, iż pisarz wkomponowuje ją w narrację jednego bohatera.

Dla teoretyka literatury zabieg ten zawsze będzie budził podziw – wymaga nieskazitelnej konsekwencji i stabilnie utrzymanych związków przyczynowo-skutkowych. Spójrzmy bowiem na poszczególne elementy tej powieści.

W jej jądrze znajduje się narrator pierwszoosobowy, będący zarazem głównym bohaterem – Paul Edgecombe, strażnik więzienny, dowódca na bloku E w więzieniu Cold Mountain. Snuje opowieść i przedstawia kolejne zdarzenia ze swojej, subiektywnej perspektywy.

Ta formuła ma jednak swoje granice – dość namacalne. Są nim ramy opowieści spisywanej przez Paula kilkadziesiąt lat później. Okazuje się, że czytane przez nas wydarzenia należą już do dalekiej przeszłości, a narracja jest odzwierciedleniem dziennika spisywanego długo po zaistniałych wydarzeniach. 

W tym krótkim zarysie mamy już powieść w powieści. Historia Johny’ego Coffeyea, będąca kręgosłupem całej powieści, pozostaje jedynie opowieścią spisaną na kartach prywatnego dziennika, emerytowanego już strażnika. To jednak nie wyczerpuje złożoności fabuły. 

Pozostaje bowiem jeszcze jeden, najszerszy krąg narracyjny. Wiąże on się z opowieścią Paula, która dotyczy zdarzeń mających miejsce w ośrodku, w którym on przebywa. Teoretycznie – powinien on przedstawiać poszczególne wydarzenia w sposób bardzo subiektywny, w ścisłej konsekwencji linearnej. Bez wiedzy narratora auktorialnego nie może przecież znać przyszłości. Zdradza jednak tę wiedzę, więc albo spisuje swoją opowieść w sporym odstępstwie czasu po zaistniałych w ośrodku wydarzeniach, albo też wcale nie chce pozostać narratorem pierwszoosobowym, o mocno ograniczonej wiedzy na temat świata przedstawionego. Wręcz przeciwnie – chce wyjść poza ramy bohatera. Taka tendencja w jeszcze większym stopniu podkreśla wyjątkowość Paula, który – w konsekwencji zdarzeń z lat 30. XX wieku – wyróżnia się doskonałym zdrowiem i długim życiem. 

Element grozy

Kolejnym elementem konstrukcyjnym Zielonej Mili jest groza. Warto jednak zaznaczyć, że nie jest ona wkomponowana w nic oczywistego. Czy nie jest dziwne, że ponadnaturalne zdolności Johny’ego Coffeyea nie przerażają? Wręcz przeciwnie. 

Przeraża natomiast coś zupełnie innego. Tło historii zbudowanej przez Stephena Kinga – inspiracja prawdziwymi zdarzeniami sprzed kilkudziesięciu lat, kiedy to nastoletni afroamerykanin skazany został – NIESŁUSZNIE – na śmierć na krześle elektrycznym. 

Przeraża również przemoc wkomponowana w szaleństwo Percy’ego – jednego ze strażników. Przerażają koneksje, chroniące go i tuszujące jego poczynania. 

Przeraża i wzrusza historia Pana Dzwoneczka – niezwykłego przyjaciela, myszy. 

Wszystkie powyższe pola napięciowe, pulsujące wokół bohater niczym kręgi na wodzie, zbudowane zostają na kanwie realności. Stephen King wypreparowuje grozę z codzienności – i to jest najbardziej przerażającym elementem Zielonej Mili. Nie boimy się zatem przewidywalności. Nie boimy się nieznanego. Obawiamy się za to zła w najczystszej postaci – tego, które źródło ma w człowieku a nie w siłach nadprzyrodzonych.

W fantastyczny sposób widać więc, jak Stephen King żongluje pojęciem grozy. Dokonuje jej deskrypcji w kontekście rozmaitych światów – także tych realnych.

Podsumowanie
  • 8.2/10
    Fabuła - 8.2/10
  • 9.8/10
    Narracja - 9.8/10
  • 6.3/10
    Bohaterowie - 6.3/10
  • 7/10
    Świat przedstawiony - 7/10
7.8/10

Ocena

Po “Zieloną Milę” warto sięgnąć z dwóch powodów: niezwykle ciekawej konstrukcji narracji, jak również przeniesionego (w bardzo zgrabny i przemyślany sposób) środka ciężkości w kontekście elementu grozy. 

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.