Poświatowska/Radek – duet godny pokolenia „Współczesności”

Nie lubię kiedy artyści sięgają po poezję. Jako filolog – z wykształcenia i z zamiłowania – doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak ważne jest dzisiaj pielęgnowanie słowa, szczególnie tego, które zamknięte zostało w poezji. Jakakolwiek lekkomyślność czy nieumyślna beztroska w sferach, które wymagają wyjątkowej wrażliwości, może zakończyć się katastrofą. A takich już polska scena muzyczna widziała wiele. Dlaczego? Artyści, występujący kilka, kilkanaście a nawet kilkadziesiąt lat na scenie mają swoje przyzwyczajenia – znają obszary w których czują się po prostu dobrze. I zupełnie nieumyślnie dają się ponieść tym swoim przyzwyczajeniom przy kolejnym projekcie. Nic w tym złego – do czasu, aż sięgają po poezję i usilnie starają ją się wcisnąć w swoje ramy – w granice własnej monotonii. Wtedy mnie, jako filozofowi i krytykowi, pozostaje już jedynie zapłakać nad takim projektem. Bo ani poezja nie jest zasadnie wykorzystana, ani jej wartość wydobyta na światło dzienne, ani na nowo nie została zinterpretowana czy też wprowadzona w zupełnie nowy, ciekawy dla odbiorcy obszar. Co gorsze – Artysta obnaża wówczas swoje słabości, bo pokazuje się w świetle utartych schematów, braku plastyczności i otwartości na to, co „nie jest jego”. Usilnie stara się wyważyć otwarte drzwi – po co? Nie wiem.

I właśnie dlatego przez ponad 2 lata unikałam projektu „Poświatowska/Radek„. Nie odtwarzałam nagrań z koncertów realizujących ten projekt, a w ostatnich tygodniach usilnie ignorowałam przycisk „play” w materiałach promujących najnowszy studyjny album Janusza Radka, którym artysta zdecydował się sfinalizować przedsięwzięcie.

Traf chciał (i tutaj mój ukłon w stronę Janusza RadkaOlgi Jakubiec – manager /VIPROOM/ 🙂 ), że płyta do mnie trafiła.

Rozpoczęłam nieśmiało, z ogromnym dystansem, najpierw zapoznając się z listą utworów. Z przerażeniem (naprawdę z przerażeniem!) stwierdziłam, że znam te utwory (chociaż niektóre tytuły zostały zmienione). Potem ogarnęła mnie jeszcze większa panika, bo gdy tylko zapoznałam się z książeczką załączoną do płyty, ujrzałam deklarację Janusza Radka: W moich utworach starałem się zawrzeć cząstkę tego jej [Haliny Poświatowskiej – dop. MMJ] ogromnego pragnienia życia, miłości, wiedzy i świata. Dlatego tym razem skupiłem się wyłącznie na treści jej wierszy.

Skąd ten niepokój? 

ppp-nml.pl

Otóż poezja Haliny Poświatowskiej wymaga szczególnego podejścia. Opinia jej współczesnych bardzo skrzywdziła te dzieła, traktując je jako przykład romantycznego sentymentalizmu, skupiając się na subtelności i zmysłowości, niemal scalonej w jedno z kobiecością. A Poświatowska, mimo, że ujmuje delikatnością, lekkością słów, to jednak dotyka rzeczy ciężkich, sfer ciemnych i przerażających. Ona jest poetką zakleszczoną pomiędzy nieuchronnością przemijania (i świadomością tejże nieuchronności) a pragnieniem wieczności, pragnieniem trwania. Czy można wyobrazić sobie bardziej tragiczną postać?

Jak więc wybrać wiersze do projektu muzycznego, aby pokazać to, co wartościowe, by nie zamknąć ponownie Poświatowskiej w niepasujących do niej ramach sentymentalizmu? Czy Janusz Radek – mężczyzna – jest w stanie pojąć dramatyzm schowany pod powiekami tak pięknej, cieszącej się towarzystwem wielu lecz karmiącej się samotnością kobiety, jaką była Halina Poświatowska? I najważniejsze: co Radek chce powiedzieć tą płytą?

By zrozumieć Poświatowską, by odkryć w niej to, co najmroczniejsze, trzeba pamiętać o tych wszystkich doświadczeniach, które ukształtowały poetkę. Wśród najistotniejszych bez wątpienia pozostaje wyzwolenie Częstochowy, w trakcie którego Halina wraz z rodziną przez 4 dni tkwiła w ciemnej, wilgotnej i zimnej piwnicy. Te kilka dni na zawsze odmieniło losy Poświatowskiej – nabyła poważną chorobę serca, przez co większość swojej młodości spędziła w szpitalach, walcząc o życie. I kiedy już wydawało jej się, że je wygrała zakochując się w malarzu, stając się jego żoną, Śmierć na powrót przypomina Poświatowskiej, że JEST, że CZEKA. Tym razem zabrała jej coś cenniejszego od życia – zabrała miłość, bowiem zaledwie dwa lata po ślubie umiera mąż Haliny. I tak Poświatowska zostaje wdową, mając zaledwie 21 lat.

Pomimo wszystkiego Halina Poświatowska dzień w dzień walczy o życie, zdobywa wiedzę (a głód poznawania do końca pozostawał w niej nienasycony), kończy studia filozoficzne, tuła się po świecie… Aż w końcu, w wyniku komplikacji pooperacyjnych, umiera, mając zaledwie 32 lata.

sofijon.pl

I właśnie dlatego – ze względu na wyjątkowość poezji Poświatowskiej – długo przekładałam w dłoniach płytę Janusza Radka, zanim zdecydowałam się ją włożyć do odtwarzacza 🙂 Ale w końcu podjęłam wyzwanie i wyruszyłam w podróż. Wydawało mi się, że pójdę w nią z Januszem Radkiem. W połowie drogi byłam już przekonana, że spaceruję po świecie filozoficznych dygresji z Poświatowską. Ostatecznie mogę chyba przyznać, że Radek osiągnął swój cel – pozwolił Poświatowskiej stać się na chwilę Radkiem i wejść w świat dźwięków, a sam wszedł całkowicie w uniwersum słów, spotykając się z poetką w jakiejś dziwnej, nieopisanej Jedni.

Podróż – w uniwersum znaków

Pierwszy utwór zaskoczył mnie aranżacją. Przyzwyczajona jestem (i tutaj sama siebie karcę) do poezji śpiewanej w nieco innej odsłonie, bardziej akustycznej, ascetycznej, może nawet gitarowej. Na pewno nie tak elektronicznej i nowoczesnej, jak to wygląda (a właściwie słyszy się!) w propozycji Janusza Radka. Ale mnie to przekonuje! Ba! Nawet uważam, że to zabieg dzięki któremu Januszowi udaje się wykrzyczeć odbiorcy w twarz: zobacz, to takie współczesne i aktualne!

Nie ma też przesytu dźwięków. To ważne, bo poezja Poświatowskiej pełna jest równowagi. Nie jest to jednak równowaga oparta na constans. To ciągłe drżenia, zachwiania, balansowanie między przemijalnością i trwaniem. I u Radka to słychać. Zachęcam każdego, aby wsłuchał się w „Nie kocham nikogo” czy „Nie mów że dotyk” mając w pamięci nieśmiertelność i śmierć, kruchość i niedoskonałość ciała oraz potrzebę jego wiecznego piękna i witalności.

Szczególnie wdzięczna Januszowi Radkowi jestem za utwór „Nie mów, że dotyk…” – to w tym momencie zniknęły moje wątpliwości co do drogi, którą Artysta sobie wybrał. To utwór, którego się nie słucha – nim się oddycha. Rytmika, tempo i wyrazistość pierwszoosobowej narracji nie pozwalają zgubić sensu. Jest w tym utworze też coś somnambulicznego – pewien pozaświadomościowy trans, który potrafi wydobyć z nas najgłębsze pragnienia, te przed którymi niekiedy wstydzimy się stanąć. Czasami są one tak banalne, że wolimy o nich nie myśleć. Bo czasami staje się nimi… dotyk.

Haśka, bo tak na Poświatowską mówiono, ukończyła studia filozoficzne. I niejednokrotnie bawiła się retoryką pytań – szczególnie tych pozostawionych na granicy transcendencji. Jeden ze swoich utworów zaczyna: miałam kłopoty z angielską terminologią filozoficzną / Rao mi to ślicznie i cierpliwie wyjaśniał… Janusz Radek podejmuje jej narrację i kontynuuje przekorne i krnąbrne dywagacje, wyśpiewując: mogę być albo nie/ kiedy jestem/ no to jestem/ no to wiem że jestem/ a kiedy mnie nie ma/ to nie wiem… 

Banalne. Ale w swej banalności tragiczne. Bo pod radosną kompilacją dźwięków rodzi się niepewność – czy aby na pewno zawsze ŚWIADOMIE jestem. Czy WIEM, że jestem? A jeżeli WIEM, co co z tym dalej robię? Zachwyciła mnie muzyczna spójność, która koresponduje w „Mogę być albo nie” z młodzieńczą przekornością Poświatowskiej.

Kolejnym utworem, przy którym zatrzymałam się na dłużej, jest „Ten kot„. Jest w tej kompozycji coś abstrakcyjnego i neurotycznego, co stopniuje napięcie. Jakiś Hitchcockowski klimat, który najwyraźniej czuć w strofach. W refrenie utwór ten przypomina nieco „Psa andaluzyjskiego” – kusi surrealizmem, jednak pod jego powierzchnią znajdziemy czysty realizm.

januszradek.pl

Jednym z moich ulubionych utworów Poświatowskiej jest ten, któremu Janusz Radek nadał tytuł „Jeśli chcesz mnie zatrzymać„. Halina Poświatowska z wykształcenia i zamiłowania była filozofem – doskonale więc znała wagę twierdzeń warunkowych 🙂 Jeśli – jak wiele kryje się za tym słowem. To, co będzie po „jeśli” określa związek między tym, co już jest lub niedaleką przyszłością, a tym, co nastąpi. „Jeśli” to jedno z moich ulubionych słów – otwarte, szerokie, obejmujące sobą niemal cały wszechświat. A jednocześnie tak silnie racjonalne – oparte na związku przyczynowo-skutkowym. Na konsekwencji, że jeżeli jest A, to po nim będzie B. I pięknie tę filozoficzną myśl uwypuklił Janusz Radek – wprowadził do utworu punktowość słyszalną w dźwiękach pianina. To właśnie tam słychać to przykładowe A, po którym następuje B. Jedno po drugim – tak wyraźnie zaakcentowane.

W poezji Haśki szczególne miejsce zajmuje śmierć i miłość. Poetka kochała Heraklita – zatapiała się w jego rozważaniach, w których zamknięta została cała nieuchronność przemijalności i radość życia. Carpe diem – to zawołanie ludzi świadomych swego końca, którzy jednocześnie nie poddają się smutkowi. I taką też wolę BYCIA, kochania, miłowania, zachwycania się – wszystko to można odnaleźć w poezji Haśki. Zachwycona jestem subtelnością i mądrością, z jaką Janusz Radek zaktualizował te teksty. Wystarczy odtworzyć i zasłuchać się w kompozycji „Mówisz na śmierć„, która płynie w swoim brzmieniu. Tworząca dla utworu fantastyczne tło elektronika zdaje się być heraklitejską rzeką, która rwie się w swym nurcie. Ale jednocześnie w tej przemijalności Radkowi udało się zamknąć piękno bycia TU i TERAZ.

kimtyjestesdlamnie.pl

Mówisz na śmierć” pozostaje moim ulubionym utworem z albumu Poświatowska/Radek. W zasadzie korci mnie, aby napisać o nim osobny artykuł. Piękno kompozycji opiera się na harmonii – na tym, że Janusz Radek całym sobą wszedł w poezję Haśki. Mówisz na śmierć, mówisz na wieczność… – to nie westchnienia ślepo zakochanej dwudziestolatki wierzącej w nieprzemijalność. To manifest potrzeby pełnego przeżywania teraźniejszości – nawet jeżeli wszystko miałoby się skończyć. I taka też pozostaje muzyka Janusza Radka – jest TERAZ, staje się mocnym uderzeniem, wyrazistym brzmieniem pianina, pulsacyjnym sensem, który akcentuje filozoficzną mądrość Poświatowskiej. Wiele pokory trzeba w sobie mieć, aby całkowicie podporządkować się słowu – by nie zagłuszyć go muzyką. Janusz Radek ma w sobie tę pokorę i to słychać w tym utworze.

Pamiętam, że przed pierwszym odsłuchem obawiałam się, że trzymam w dłoni kolejną płytę o miłości. Że w swoim brzmieniu będzie różowa, cukierkowa, pełna westchnień i romantycznych tęsknot, a tym samym – zaszufladkuje Poświatowską. I przypomniałam sobie o tym lęku przy dwunastym utworze – „Zawołaj mnie po imieniu„. Uśmiechnęłam się wówczas do siebie i zdałam sobie sprawę, że nic już z wcześniejszych obaw nie zostało. Radek sięgnął po to, co w poezji Poświatowskiej najmądrzejsze. Po filozofię.

kimtyjestesdlamnie.pl

Imię – na co dzień nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak ważne jest dla naszej tożsamości. To, co staje się nam bliskie, w pierwszym akcie zawłaszczenia otrzymuje od nas „imię”. Nazywamy przedmioty wokół siebie. Tworzymy pojęcia po to, by świat uczynić sobie bliższym – by czynić go „naszym”. A szczególną bliskość z drugą osobą czujemy wówczas, gdy mówimy jej „po imieniu”. Czasem łatwiej powiedzieć „Kochany”, niż prosto w oczy „zawołać po imieniu”. To w imieniu właśnie tkwi swoista intymność. Tam zamknięty jest dotyk. Januszowi Radkowi udało się podkreślić to nie tylko kompozycją, ale przede wszystkim interpretacją wokalną. Nie udziwnia, nie popisuje się, rezygnuje z ozdobników – stawia na prostotę, a dzięki temu nie odwraca uwagi odbiorcy od sensu. Nie gubi bliskości. Pozwala dotknąć dźwięków.

Jest coś takiego w Poświatowskiej w wykonaniu Radka, że nie przeraża ona swoją transcendencją i zawieszeniem „pomiędzy”. Jest jakby bliższa, jakby bardziej „nasza”. W dużej mierze jest to zasługa mądrze prowadzonej linii melodycznej – jej unoszenia i opadania, które cieszy nie tylko słuch, ale również rozbudza cały szereg skojarzeń, pozwalając zrozumieć sens. I chyba dlatego Radek rezygnuje z wielu swoich wokalnych możliwości – bo umie zaskakiwać, zadziwiać. Ma przecież głos o niewyobrażalnej amplitudzie. Stawia jednak na prostotę – na podporządkowanie swojego talentu mądrości Poświatowskiej. Czy to poświęcenie czy może wdzięczność Artysty?

miastokobiet.pl

Poświatowska/Radek „Kim Ty jesteś dla mnie” to płyta niedzisiejsza. I dobrze. Bo to znaczy, że ten projekt nas przeżyje, tak jak swoje pokolenie przeżyła poezja Haśki. Kompozycje muzyczne zaproponowane przez Artystę stanowią pomost między tym co TU i TERAZ, a tym co metafizyczne, wieczne i uniwersalne. Z jednej strony dają nam hedonistyczną radość z delektowania się dźwiękiem (i tutaj głównie podkreślić należy obecność licznych kontrapunktów, dysonansów oraz elektroniki), z drugiej – zmuszają do poszukiwania odpowiedzi na naprawdę trudne pytania. Swoją łagodnością Janusz Radek dość boleśnie zdziera plaster z niezagojonych jeszcze ran. Gdyby zdecydował się na więcej ozdobników najprawdopodobniej udałoby nam się zagłuszyć ten niepokój w sobie. Ale w spotkaniu z łagodną linią melodyczną, brzmiącą niemal ascetycznie – stajemy wobec utworów jak przed lustrem. Radek pozwala się w nich przejrzeć. Pozwala dostrzec własne słabości, pragnienia, lęki… Bo trzeba je znać, aby w świadomości swego bytu uśmiechnąć się i cieszyć chwilą. I chociaż album „Kim Ty jesteś dla mnie” może wydawać się nazbyt liryczny i melancholijny – taki nie jest. Jest radosny. Bo zamknięta jest w nim radość trwania, co najlepiej słychać pod powłoką słów oraz w dźwiękach pianina.

kulturatka.pl

Wszystkim, którzy chcą się odciąć od chaotycznej codzienności, natłoku informacji i dezinformacji, pędu oraz lęku o jutro, mogę tę płytę polecić z pełną odpowiedzialnością. Znajdą tam ukojenie, znajdą spokój, piękno, które jest ponadczasowe i zostało utkane z pierwiastków tworzących pełną harmonii całość. Potrzebujemy dzisiaj takich projektów – potrzebujemy muzyki mądrej, która w nas zostanie. Potrzebujemy dźwięków, które sprawią, że nie będziemy bać się ciszy. Potrzebujemy muzyki pełnej spokoju i pokoju. Pozbawionej buntu i przepełnionej chęcią zrozumienia.

Na koniec pozostaje mi więc pogratulować Januszowi Radkowi wytrwałości w poznawaniu Poświatowskiej. Bo trzeba ją doskonale przeżyć – całą jej emocjonalność – aby móc podporządkować muzykę jej narracji.

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *