Ray Wilson – Makes Me Think of Home

Drzemie w nim jakieś przyjemne ciepło, którym można się ogrzać w nieprzyjemny i wietrzny jesienny wieczór. Jest trochę jak grzane wino – skomponowany z kilku wyrazistych nut, tak naturalnych i jednocześnie prostych, jakby sama Matka Natura dopilnowała by nie skaziła go polichromia współczesności.

makes-me-think-of-home_cover_large

IMG_6724I to zadziwiające, że potrafi cieszyć dźwiękami, wśród których elektronika nie odgrywa roli głównej bohaterki. Potrafi uwodzić w balladycznym brzmieniu, w spokojnych kompozycjach – w utworach wykorzystujących starą, sprawdzoną recepturę. I taką też propozycją, opartą na – najprościej mówiąc – przyjemnych dla ucha dźwiękach, jest “Makes Me Think of Home“.

Pamiętam jak dobrze i tak rodzinnie czułam się na koncercie Raya Wilsona w Toruniu [recenzja TUTAJ]. Bez udziwnień, bez sztywnej atmosfery, bez pompatycznych zdarzeń – na scenę wyszedł po prostu chłopak z gitarą przewieszoną na plecach. W dżinsach, T-shircie… Z uśmiechem na twarzy.

I taką właśnie ciepłą zwyczajnością Wilson wygrywa. To jest to, czego można się spodziewać – zarówno po jego koncertach, jak i płytach. Trochę ta “zwyczajność” nie przystoi dzisiejszej stylistyce – czasom, w których największą siłę przebicia ma krzyk. A Ray nuci cichutko kolejne wersy swoich utworów i okazuje się, że ta jego melodyczność ma zdolność przemykania pomiędzy okrzykami i kolorytem współczesnej sceny muzycznej. Co więcej – wnosi on swoją twórczością pewną nostalgię – przypomina o spokoju, łagodności… i ciszy, którą kiedyś mieliśmy na własność, a dzisiaj musimy jej szukać… w muzyce. Tylko ci, co umieją wybrać, sięgnąć po odpowiedni album, mogą z uśmiechem na twarzy zasiąść w fotelu i delektować się długimi, jesiennymi wieczorami.

IMG_7066 IMG_7213

Makes Me Think of Home” to kolejna propozycja Raya. Przesłuchując kolejne utwory stale zaskakuje mnie jego umiejętność łączenia głośnej, ekspresywnej emocjonalności z łagodną linią melodyczną – tak, jak np. w utworze “Worship the Sun“.

IMG_6693Przyjemna dla ucha jest również instrumentacja utworów – nie brakuje tam ani saksofonu, ani smyczków. Dominantą jest jednak pianino i gitary. I dzięki temu balladyczność opowieści zdaje się nie być do końca tak smutna, jaka może się wydawać na początku. Wsłuchując się chociażby w tytułowy utwór (“Makes Me Think of Home“) czuć jakąś niewyobrażalną tęsknotę. Jednak Ray komponuje i interpretuje swoje utwory w taki sposób, że w końcu na pierwszy plan udaje mu się wydobyć… siłę. Historie, które opowiada, pełne są zdarzeń i emocji przenikających niejako z zewnątrz. Siła zaś – to wszystko, co pozwala przejrzeć przez mgłę – pochodzi z wewnątrz. I to jest to, co buduje – dzięki czemu chce się z płytą Raya spędzać niejedno popołudnie, niejeden wieczór.

IMG_7180Mało dzisiaj płyt, które nie są “przekombinowane”. Niekomercyjne. Nie ma się co dziwić – Artyści muszą niejednokrotnie szukać kompromisu. Ale jakimś cudem Rayowi udaje się zachować swoją drogę. I dobrze – bo tęskno nam wszystkim do tej szczerości sprzed lat. Chcemy jej, jako odbiorcy – poszukujemy tej autentyczności i chcemy przez muzykę żywić się emocjami. A “Makes Me Think of Home” to zdecydowanie bardzo emocjonalna podróż. Nasączona samotnością, niepewnością, melancholią, a nawet i zwątpieniem. Ale jest tam również dojrzałość i wiara w siebie, pewna nuta optymizmu, która na koniec każdego utworu pozwala się uśmiechnąć.

To płyta przy której można odpocząć. Można się zasłuchać. 🙂

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *