Ray Wilson w Bydgoszczy

Time & Distance” – najnowsze wydawnictwo Raya Wilsona – to nie tylko ciekawa muzyczna retrospekcja. To oryginalne, przepełnione świeżością i nieśmiertelną, rockową duszą wskrzeszenie tego, co należy już do przeszłości. Ray Wilson podjął się wyjątkowego wyzwania – zdefiniowania czasu i dystansu, który dzieli nas od “minionego”. W tym samym celu pojawił się na scenie bydgoskiej Filharmonii Pomorskiej.

Koncerty z trasy “Genesis Classic” z założenia miałyby być sposobem na celebrowanie tych chwil, które i młodsze i starsze pokolenia spędziły przy muzyce Genesis. Ale projekt chyba przerósł własne oczekiwania, tak jak niegdyś obecność Raya Wilsona jako frontera, niemal całkowicie odczarowała wizerunek zespołu. Do 1996 roku Genesis kojarzony był przede wszystkim z nieszablonowym, progresywnym rockiem. Klasyfikacja ta w oczywisty sposób odcisnęła piętno na grupie odbiorców – na pewno nie było tak, że po art czy progressive rock sięgał każdy. Szczególnie niechętne wobec tych gatunków były chyba kobiety. To trwało do czasu mocnej reaktywacji Genesis, która nastąpiła wraz z przybyciem Raya Wilsona. Jego szkocka, nieco melancholijna dusza, przełożona na dźwięki i bardziej balladyczne kawałki, pozwoliła Genesis dotrzeć do szerszej publiczności i zdobyć jej serca na długie lata. I pomimo, że losy zespołu bywały od tego czasu po prostu różne, to jednak Ray Wilson pozostał wierny swojej muzycznej wrażliwości – doskonale odzwierciedlają to jego solowe albumy.

A teraz? Gdy mamy okazję trzymać w dłoniach kolejne koncertowe wydanie najlepszych kawałków z jego zróżnicowanej kariery, mamy możliwość na nowo przeżyć zarówno najpiękniejszą historię Genesis, jak również pójść nieco dalej – nad równiny rozciągające się nad Nith. W takiej też nastrojowości Ray Wilson utrzymuje swoje koncerty – nie stara się na siłę rekonstruować historii. Nie, wręcz przeciwnie – stale podsyca ogień tych nieśmiertelnych kawałków, które żyją własnym życiem  w sercach odbiorców.

 

 

W bydgoskiej Filharmonii Pomorskiej ponownie to udowodnił. Koncert organizowany przez agencję So Simple praktycznie nie potrzebował reklamy – sala filharmonii wypełniona została po brzegi. To doskonały dowód na to, że tęsknimy za tą magią lat 90. i wolnością, którą dają wzgórza Dumfries.

Koncert z cyklu “Genesis Classic” widziałam w zeszłym roku – organizowany był wówczas przez Dwór Artusa w Toruniu. Byłam więc bardzo ciekawa, czy Ray skopiuje swoją receptę na udany wieczór. Miał do tego pełne prawo, bo czemu by nie wykorzystać sprawdzonego przepisu, skoro danie nadal smakuje? I tutaj się zaskoczyłam, bo Wilson sporo pozmieniał w setliście. Nie zrezygnował oczywiście z najbardziej kultowych kawałków, takich jak “Another Day in Paradise“, “In the Air Tonight” czy “Inside“. Jednak nie bał się także odświeżyć “klasycznego” repertuaru. Zmieniło się nieco przez ten rok, bo setlistę wzbogaciły chociażby takie tytuły, jak: “In Your Eyes“, “Song For a Friend“. Nic i nikt nie podważy jednak faktu, że wisienką na torcie Raya jest odświeżona wersja “Constantly Reminded“, którą Wilson śpiewa częściowo… po polsku! Duet z Patrycją Markowską naprawdę dobrze zrobił temu utworowi 🙂

 

 

Koncert był cudowny, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że bardzo, ale to bardzo brakowało kilku kawałków. Bydgoszczanie nie usłyszeli “Mama” czy “One Love One Life“.

To jednak, w czym Ray mnie upewnił, to fakt, że każdy jego koncert jest inny. Każdy spektakl muzyczny z cyklu “Genesis Classic” prezentuje więc nieco inny kawałek historii, który splata losy zespołu z losami wokalisty. Można więc cieszyć się tym w nieskończoność i rozsmakowywać do woli.

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *