Reni Jusis – BANG!

Magdalena M. Jaroń

Rzadko mi się zdarza taka sytuacja, abym nie tylko z niepewnością, ale wręcz niepokojem sięgała po płytę. Niestety, z Reni Jusis nigdy nie było mi po drodze – nasze drogi muzyczne nie zeszły się dotychczas. Aż tu nagle BANG!

Bang” to wyjątkowo mocne uderzenie, które już w pierwszych dźwiękach budzi zachwyt. Primo – fenomenalna elektronika, która dopełniła całości. Secundo – zróżnicowany wokal Reni Jusis. Możemy ją usłyszeć w tak wielu różnych odsłonach, że praktycznie każdy utwór jest swego rodzaju zaskoczeniem. Tertio – niebanalne teksty! Proste i mądre, mające dobrze przemyślany sens ukryty pod subtelną nutką ironii. Na tej płycie można odnaleźć wiele perełek. Quarto – okładka oraz sesja promująca. Intrygująca, zastanawiająca, oryginalna – po prostu INNA.

Ale może po kolei. Zróbmy przegląd tego, co Jusis nam proponuje.

11220116_512537338937639_3176478311018401667_n
fot. Zosia Zija i Jacek Pióro

1. Zostaw wiadomość

Subtelne rozpoczęcie – stosunkowo łagodne i niepozorne. Ale już po chwili do uszu dociera orzeźwiający bit. A zaraz po nim – kolejna fala przebijających się dźwięków. I w końcu jest – Reni! To, co od razu można usłyszeć, to natłok informacji. Na próżno szukać w tym utworze ascetyczności – zarówno na poziomie dźwięków, jak i tekstu.

Na swój sposób jest to wzruszający numer – bez problemu można odnaleźć w nim wyraziste wątki osobiste, które Jusis oplotła naprawdę ciekawymi dźwiękami. Pierwsza część “Zostaw wiadomość” zdaje się być chaotyczna, przepełniona sensem, który dźwięki ledwo są w stanie pomieścić. Podkreślają to liczne przerzutnie i przeciągnięcia dźwięków, po które Reni sięga. W końcu jednak przychodzi moment, w którym czuć przełom:

W diabły idźcie wszyscy, precz

Kroku pół nie zrobię w przód,

Jeśli nie popatrzę wstecz

Wrócę do miejsca w którym będę znów mną

Gdzie resztki wspomnień jeszcze się tla

I jeśli zniesie to głowa

Zaczniemy wszystko od nowa

Nie tylko bardziej wyczuwalna harmonia muzyczna, ale przede wszystkim rymy pojawiają się w wypowiedzi Jusis. To doskonała zapowiedź powrotu z odrobiną sentymentalnej retrospekcji.

BANG: Przejście z chaosu w harmonię

2. Bejbi Siter

Kolejna, dość kąśliwa wypowiedź Reni. Na dodatek – wzmocniona bardzo wyrazistym, przestrzennym bitem. Po raz kolejny, przy okazji tego utworu, przekonałam się, że jednym z zabiegów wokalnych, które bardzo mi przypadły go gustu w wykonaniu Jusis, jest nagłe podnoszenie intonacji w wygłosie i nagłosie poszczególnych słów. Element ten obecny był w “Zostaw wiadomość“, ale jeszcze wyraźniej w “Bejbi Siter“.

Mówią Bejbi Siter, kuchta

BANG: Intonacja, wokal

3. Kęs

Rytmiczność, łagodność i stopniowanie – to pierwsze skojarzenia z utworem “Kęs“. Jednak gdy po krótkim, muzycznym wstępie, do uszu słuchacza powraca wokal Jusis, po raz kolejny ma on okazje przeżyć zaskoczenie. Tym razem wirtuozerski mastering pozwolił niemal całkowicie zmienić głos wokalistki. Brzmi dość futurystycznie, a jego uzupełnieniem są ciekawe dźwięki, przeszywające swoim brzmieniem nieco kosmiczną przestrzeń. Przez takie zabiegi “Kęs” z pewnością przestaje być utworem przywiązanym do ziemi.

BANG: Elektroniczny wokal

4. Sztorm

Sztorm” jest obecnie moim ulubionym utworem. Jest w nim wszystko, czego oczekuję od muzyka. Po pierwsze – oryginalny pomysł na kompozycję muzyczną. Po drugie – dbałość o formę i wykończenie utworu. Po trzecie – nieprzedobrzony tekst, czyli taki, który ma sens, wykorzystuje proste słowa, ale zestawia je w tak ciekawe pary, że zachowują one swoją niejednoznaczność. Po czwarte – różnorodność, która od pierwszej do ostatniej sekundy będzie mnie, odbiorcę, trzymać w napięciu i oczekiwaniu na każdą kolejną nutę. I “Sztorm” jest takim właśnie utworem.

Ale po kolei:

a/ kompozycja: przejścia z rytmicznego, niemal wojskowego werbla, w bardzo łagodne i liryczne tony. Coś fantastycznego. Dzięki takim dysonansom Jusis udaje się stworzyć dramaturgię, przełamać ją niepokojem, by zaraz potem wprowadzić łagodność i harmonię. Wszystko w jednym.

b/ dbałość o formę: nie ma tutaj niedopracowanych momentów. Zarówno wejście w okresy, którymi rządzi wyrazisty bit, jak i te, które są fragmentami lirycznymi – zostały wspaniale sobą przeplecione. A na koniec – odbiorca dostaje wszystko – Jusis udaje się zapakować dramatyzm i wewnętrzny spokój w jedną wypowiedź artystyczną.

c/ tekst: co tu dużo mówić. Po kilku dość bogatych w sens propozycjach “Sztorm” wydaje się ascetyczny w słowach. Ale tylko WYDAJE. Bo przy dźwiękach, które go oplatają tworzy sensy, które znajdują się POMIĘDZY słowami i muzyką.

d/ różnorodność: czyli przede wszystkim gra wokalem. “Sztorm” to majstersztyk. Rozpoczyna się od pełnego napięcia, wyznaczającego tempo szeptu. To, jak trudno jest oddać linię melodyczną szeptem wiedzą ci, którzy choć raz próbowali. A jednak – Reni Jusis udało się to bez najmniejszego potknięcia. I zaraz po tych kilku wyszeptanych wersach przechodzi w wypowiedź bardzo liryczną. Ale i tutaj nie brakuje zaskoczenia.

Wiej/ Wiej/ Wiej/ Wiej//Wieej// Wieej//Wieej//

Pierwsze cztery powtórzenia - zaśpiewane są osobno. Ostatnie trzy - nakładają się na siebie (miejsca te zaznaczyłam poprzez wyboldowanie i podkreślenie)

Czy to przypadek, że powtórzenie występuje siedem razy? 🙂

BANG: Szept, nakładający się wokal

5. Koniec końców

Koniec końców” to utwór, który robi ogromne wrażenie, gdy słucha się go w dobrych słuchawkach nausznych 🙂 Fenomenalne dźwięki, które tworzą zupełnie nową przestrzeń. Po raz kolejny też Reni Jusis zaskakuje dynamicznym wokalem. To, co najbardziej jednak mnie ujęło, to stopniowanie – unoszenie całej atmosfery utworu na jednym dźwięku.

BANG: Gradacja

6. Po kolana w mule

Kolejny utwór, który bardzo cenię za aktualność. Czuć tutaj świeżość. Przede wszystkim – otwartość na otaczające nas niuanse, tworzące naszą codzienność. Jednak wspomniana już świeżość, to również umiejętność wykorzystania niezwykłych dźwięków. “Po kolana w mule” nie ma słabych stron – jest utworem w pełni dopracowanym, który doskonale obrazuje to, jak ciekawy pomysł muzyczny ma na siebie Reni Jusis.

BANG: Dźwiękowa przestrzeń

7. Y&Y

Jedyny anglojęzyczny utwór na tej płycie. I dobrze – dobrze, że jednak się pojawił, ale dobrze też, że płyta, z którą Reni wraca po siedmiu latach, jest płytą z tekstami w języku polskim. “Y&Y” to mocny akcent i artystyczny przytup. To przypomnienie o tym, że muzyka ma swoje perspektywy, ale jednocześnie – otwiera się na różne horyzonty. Uwielbiam ten utwór także za jego psychodeliczność, którą nie tylko słychać, ale i czuć. I jest coś jeszcze, subtelnie ukryte pod tym demonicznym brzmieniem – odrobina orientalizmu, słyszalna w przeciągłym brzmieniu “yin & yang” (partie kobiece).

BANG: Angielski tekst, psychodeliczne brzmienie

8. Bilet wstępu

To jest dopiero zaskoczenie. Wyjątkowa historia, którą Jusisopowiada. Kto by się spodziewał deklamacji na płycie z gatunku elektropop? A jednak. Przy pierwszym odsłuchu czekałam, kiedy narracja będzie miała swój koniec i zastąpią ją partie wokalne. Jednak już po kilku wersach opowiadanej historii przestałam czekać – całkowicie wchłonęła mnie kolejność zdarzeń.

A historia jest niezwykle codzienna i przez to nieznośnie gorzka. Wydobywa na wierzch wszechobecny konsumpcjonizm i ewoluującą głupotę. A Jusis, jak widz w teatrze świata, świadomie chce uczestniczyć w tym spektaklu, który stopniowo zamienia się w cyrk. “Bilet wstępu” to pod względem tekstowym mistrzostwo!

BANG: Deklamacja

9. Delta

W “Delcie” cenię stopniowanie, które najsilniej zarysowane zostało na samym początku. Osobiście lubię takie wejścia. Jednak utwór ten, w ogólnym rozrachunku, niczym szczególnym mnie nie przyciąga. Nie można powiedzieć, że jest zły. Jednak ma zbyt silną konkurencję. Dotyczy to zarówno warstwy muzycznej, jak i tekstowej. Szczególnie ta druga niczym się nie wyróżnia. I chociaż bardzo lubię utwory z oszczędną warstwą tekstową, takie, które umiejętnie żonglują kilkoma słowami, zmieniając systematycznie ich znaczenie… to jednak “Delta” nie była w stanie mnie porwać. Ale myślę, że to wina “Sztormu“, który pod tym względem pozostaje bezkonkurencyjny 🙂 Myślę więc, że sympatia do “Delty” to kwestia gustu. Utwór jest bardzo dobry, nie jest jednak najlepszym na tej płycie.

BANG: Oszczędny tekst

10. Zombi świat

Kolejna perełka! 🙂 Utwór oparty na niedopowiedzeniach i wspaniale przemyślanej grze słów. Ale też utwór z przesłaniem, którego nie da się zignorować. Odrobinę mroczny, wzbudzający niepokój, ale jednocześnie niebędący dekadenckim. Poza tym – po raz kolejny mamy okazję wsłuchać się w różnorodność ekspresji wokalnej Reni Jusis. Linia melodyczna – bardzo bliska stylistyce popu. Jednak mastering wynosi ten utwór poza jednoznaczność i tendencyjność, którą bardzo często jesteśmy dzisiaj karmieni. I za to uwielbiam ten utwór – pokazuje, że nie potrzeba absurdalnych udziwnień, aby stworzyć dzieło wpadające w ucho, zapadające w pamięć muzyczną, proste do odtworzenia dla odbiorcy o stosunkowo niewielkich kompetencjach wokalnych 🙂 (mowa oczywiście o linii melodycznej/wokalnej), a jednocześnie wzbogacone ambitnym, współczesnym brzmieniem. No i tekst! Po prostu dzisiejszy 🙂

BANG: Fenomenalne zestawienie popu i elektroniki

11. Na skróty tęczą

No i czas na mocne zamknięcie płyty. “Na skróty tęczą” podtrzymuje dotychczasową stylistykę. Nie pozostawia widza w nostalgicznym nastroju – wręcz przeciwnie. Jest w tym utworze zdrowy dystans, a nawet odrobina rozsądnego lekkoduchostwa.  “Każda z mych dróg ma tylko początek…/ Nie musimy spieszyć się już…” – tekst jest naprawdę przyjemny dla ucha, przesiąknięty optymizmem, z którym chce się pozostać. A jak ze stroną muzyczną? Pod tym względem “Na skróty tęczą” przypomina mi “Zombie świat” – jest tutaj zarówno miejsce na współczesną elektronikę i odrobinę trójwymiarowych dźwięków, jak i łagodne, popowe tony. Czy można chcieć czegoś więcej? 🙂

BANG: Optymizm z przytupem

A co z resztą?

Te jedenaście utworów to podróż przez świat pełen niespodzianek. Dawno żadna wokalistka i żaden artysta mnie tak nie zaskoczył. Wsłuchując się w “Bang” bez problemu można zauważyć, jak wiele pracy zostało wykonanej przy tej płycie.

Na koniec spójrzmy jeszcze na samą płytę – na to, w jakiej postaci trafia ona do rąk odbiorców. Ciekawy projekt graficzny, estetyczny digipack – do tych kwestii w żaden sposób nie można się “przyczepić”. Jest ciekawie, oryginalnie, artystycznie i jednocześnie intrygująco. Jak dla mnie jest tylko jeden minus – to “książeczka”. Nie lubię i nie mogę się w żaden sposób przekonać do “książeczek” w formie rozkładanej karty. Pomijam kwestię samego papieru. Taki dodatek po prostu szybko się niszczy, jest niefunkcjonalny – przynajmniej dla tych, którzy z płytą chcieliby pobyć nieco dłużej, zagłębić się w proces jej tworzenia oraz w warstwę tekstową. Nie mniej – wybaczam! 🙂 Album jest naprawdę rewelacyjny – na chwilę obecną może aspirować o tytuł krążka roku 2016. Trudno będzie przebić tę pozycję! 🙂 Przy takim warsztacie muzycznym, tak oryginalnych, przyprawionych sarkazmem i ironią tekstach oraz całościowej, w pełni dopracowanej kompozycji – wszelkie drobne niuanse przestają mieć znaczenie.

OCENA
  • 6/10
    Okładka/opakowanie - 6/10
  • 9/10
    Muzyka - 9/10
  • 8/10
    Wokal - 8/10
  • 9/10
    Teksty - 9/10
8/10

Podsumowanie

Reni wraca w bardzo oryginalnym stylu!

Przeczytaj również...

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *