Retrospektakl – Wino – [CYKL: ODKRYWANIE]

Dotarł do mnie dość nietypowy album – “Wino” zespołu Retrospektakl. Jest to płyta, która zgrabnie wykorzystuje i wciela w życie zjawisko paradoksu. Wsłuchując się w pierwszy utwór z płyty zastanawiałam się, gdzie, na której półce muzycznej umieścić Retrospektakl. Po odsłuchu całości wiem, że tego po prostu nie powinno się robić. “Wino” to hybryda wrażliwości artystycznej swoich twórców. A że ma ona wiele twarzy, to i muzyka prowadzi odbiorcę w rozmaite przestrzenie.

Na płycie na pewno bywa poetycko, lirycznie, ale są też drobne ozdobniki jazzowe. To, co stanowi niepodważalny walor “Wina“, to instrumentarium. To nie jest muzyka elektroniczna! Wsłuchując się w kolejne propozycje Retrospektaklu, można doszukiwać się co raz to nowszych dźwięków. To po prostu brzmi świeżo i klimatycznie. Co więcej – każdy instrument dostaje swoje przysłowiowe 5 minut – ma swój czas, by zachwycić odbiorcę. I tak oto w “Winie” unoszą nas skrzypce, a kilka utworów dalej jest to lira korbowa, lutnia marokańska czy flet.

Retrospektakl zaprosił więc do współpracy fantastycznych muzyków. Cały sekret tkwi jednak w tym, że role zostały zgrabnie rozdzielone, następują płynne przejścia pomiędzy nastrojowością kolejnych propozycji. Takie połączenie możliwe jest jedynie wówczas, gdy artyści w pełni rozumieją duszę swoich instrumentów – ich zdolność do smucenia się i radowania.

Teksty to kolejna mocna strona “Wina“. W pełni autorskie, napisane przez Marię HolkęAleksandra Baszuna, stają się mozaiką chwil. Nie ma w nich banalności, chociaż czasami banalnych rzeczy dotyczą. To, co mnie ujęło, to mocna osobowość ujęta w warstwie tekstowej. Nie ma tam bezosobowych zwrotów, to nie są historie “niczyje”. Każdy kolejny utwór stanowi wyrwany fragment CZYJEGOŚ obrazu pamięci. Fantastycznie pokazuje to “Listopad“, pozornie pozbawiony podmiotu, skupiony w opowiadaniu na tym, co dzieje się dookoła. Jednak czy dzięki temu właśnie odbiorca nie ma szansy przeżyć na nowo historii już przez kogoś przeżytej?

Zastanawia mnie również wyraźnie połączenie dwóch, pozornie skrajnych żywiołów. Miasta, z jego tętniącymi życiem ulicami, z wsią – jej sielankowością, tajemniczością legend, które skrywa w sobie. To również połączenie anonimowości w tłumie z silnym poczuciem przynależności, wpisania w historię chwil danego miejsca. Te dwa światy splatają się zarówno w tekstach, jak i muzyce. Najdobitniej chyba słychać je w połączeniu obu tych pierwiastków.

Są oczywiście utwory mocno wpisane w jeden z tych światów (np. “Pszenica” i wspomniany wcześniej “Listopad“). Ale w większości trwa nieustanna walka, ciągłe napięcie pomiędzy tymi światami.

Ujmująca jest też lekkość narracji – tak tej poetyckiej, jak i muzycznej. Towarzyszy ona odbiorcy zarówno w bardziej energetyzujących kawałkach, jak i tych nasączonych nutką melancholii. Dzięki temu płyty po prostu dobrze się słucha! Nie zmienia to jednak faktu, że najbardziej zachwycona jestem umiejętnością łączenia różnorodności muzycznej w jeden, spójny i przyjemny dla ucha projekt. “Wina” po prostu nie da się zaklasyfikować – do żadnego nurtu. Jest on w pełni wolnym o jakichkolwiek znaczeń i definicji przykładem autorskiej ekspresji. To by się jednak nie udało, gdyby za powstaniem albumu nie stanęli wykwalifikowani muzycy, o wyjątkowej wrażliwości na dźwięk, wyróżniający się niebywałym smakiem brzmienia.

Czy mam swoich faworytów z płyty? Oczywiście! To przede wszystkim tytułowy utwór otwierający – “Wino“. Fenomenalny, lekki, sielankowy tekst ujęty w ramach muzyki, która doskonale podkreśla jego charakter. Przepięknie brzmiące smyczki oraz wyjątkowo ciekawy zabieg, w którym to refren zdaje się być odpocznieniem, a zwrotka – kwintesencją ekspresji.

Kolejny utwór – “Pszenica“. Jeżeli smutek może być piękny, to tylko w takich utworach jak ten. Tak cudna melancholia nie przeraża – staje się codziennością. Jest jak delikatna, poranna mgła unosząca się się łagodnie nad polem o poranku. Po prostu jest zachwycająca – chce się na nią patrzeć i ją chłonąć. Nie wiedzieć czemu – po prostu. I taka jest “Pszenica“. To utwór, który niesie ukojenie. Harmonia zamknięta tutaj w dźwiękach jest tak ujmująca i poruszająca, że w zasadzie wypełnia ona treścią to wszystko, co nie zostało wypowiedziane wprost.

Mój trzeci ulubiony utwór – “Studnia“. Parafrazując Korę: “Kocham, kocham, kocham”! Tekst zarysowany na wzór narracji ludowej, pozornie o chwili wyjętej z okowów codzienności, jednak doskonale odzwierciedlający to, co człowiecze. Jest jak stara, dobra baśń, która pod szatami swoich postaci kryje ważny morał. Tak, takich opowieści chcemy w sztuce! A do tego fantastyczna, przyjemna dla ucha rytmika.

Szkoda, ogromna szkoda, że rozgłośnie radiowe i media nie krzyczą, że takie wydawnictwa się ukazują! Stanowią one prawdziwą wartość dla polskiej muzyki. Łączą stare z nowym i z naprawdę niewyobrażalnym smakiem artystycznym prezentują owoc tej synergii w pigułce – w 14 utworach. Artystom współtworzącym Retrospektakl z całego serca życzę, aby po prostu tworzyli dalej! Trzymam za Was kciuki! 🙂

Podsumowanie
  • 8.7/10
    Opakowanie/ Okładka - 8.7/10
  • 10/10
    Muzyka - 10/10
  • 10/10
    Wokal - 10/10
  • 9.7/10
    Teksty - 9.7/10
9.6/10

Summary

To naprawdę ujmujący album, do którego po prostu się wraca. To nie jest płyta, którą odkłada się na półkę po jednym przesłuchaniu.

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *