Roman Kołakowski zaśpiewany – recenzja

Magdalena M. Jaroń

Bardzo dobrzy tekściarze często, a nawet zbyt często, pozostają w cieniu swojej twórczości. Tak też jest z Romanem Kołakowskim – polskim kompozytorem, piosenkarzem, poetą, tłumaczem, reżyserem teatralnym – człowiekiem wielu talentów. Tym razem jednak do rąk odbiorców trafia wydawnictwo, które w sposób syntetyczny prezentuje artystyczny profil Kołakowskiego.

Kilka słów o Romanie Kołakowskim

Uderzając się mocno w pierś muszę przyznać, że dopiero teraz odkryłam ile razy dane mi było spotkać się z twórczością Kołakowskiego. Zupełnie nieświadomie chłonęłam jego teksty, zachwycałam się lekką metaforyką i plastycznymi opisami tego, co zmysłowo nieuchwytne. I zapewne nie jestem odosobniona w takim “odkryciu”. Bowiem wystarczy przywołać kilka znanych nazwisk, których artystyczne losy splotły się z losami poety. Dla przykładu wspomnieć można: Kazika Staszewskiego, Piotra Rubika czy Justynę Steczkowską. Niewątpliwie tytuły albumów, które zarysowują kulturową (a tym samym i niezwykle kolorową) tożsamość Kołakowskiego to:

  • Tischner” (Trybunie-Tutki + Voo Voo-Nootki) – fenomenalna (i użycie tego słowa jest tutaj jak najbardziej zasadne!) interpretacja i podręcznikowa synteza myśli wyjątkowego filozofa – ks. Józefa Tischnera; polecam wszystkim adeptom filozofii dialogu, którzy z fenomenologią twarzy i poznania Innego chcą się zapoznać w sposób nieco inny niż lektura opasłych woluminów;
  • Alkimja” (Justyna Steczkowska) – ujmujące w swojej eleganckiej prostocie przypomnienie dźwięków muzyki żydowskiej; atutem tego wydawnictwa jest bogata warstwa instrumentalna (obecne są m.in. cymbały, tuby, skrzypce, klarnety, jak również instrumenty charakterystyczne dla kultury żydowskiej: didgeridoo, shannai, quikka);
  • Habitat, moje miejsce na ziemi” (oratorium Piotra Rubika) – ta płyta od samego początku zachwycała tekstami utworów, a dodając do tego charakterystyczną dla Rubika orkiestrację, można czuć pełnię muzycznego zadowolenia;
  • Nasza Niepodległa” (różni wykonawcy) – album niezwykle patriotyczny, przypominający najważniejsze dla Polaków utwory, których warstwa tekstowa wyrasta z kluczowych dla naszego narodu wydarzeń; Kołakowski przygotował tekst dla utworu zamykającego album: “Radosna Niepodległość“.

Nie dziwi więc fakt, że kompilacja “Roman Kołakowski zaśpiewany” rozbudziła niemałe nadzieje. Oczekiwałam nie tylko pięknego, wzbogaconego merytorycznym wstępem wydawnictwa, ale przede wszystkim ciekawej składanki, która pozwoli bliżej zapoznać się z samą twórczością tekściarza.

Co nieco o albumie

Pierwszy plus: bogata tracklista. Już chyba wszyscy przyzwyczailiśmy się, że krążki, które trafiają w nasze ręce, składają się z zaledwie 10, no może 13 utworów. Miło jest, kiedy oczom ukazuje się lista 18 propozycji.

Drugi plus: wspomniana tracklista została bardzo starannie skomponowana. Charakteryzuje ją różnorodność, którą sobie cenię. Na płycie odnajdziemy głosy Artystów z naprawdę różnych nurtów. To dobra obietnica tego, co za chwilę usłyszymy. Przyglądając się nazwiskom z tej składanki możemy oczekiwać zarówno odrobiny poezji śpiewanej, wyrazistego rocka, odrobiny blues’u, jak i zdecydowanych crossoverowych brzmień.

Trzecim plusem, choć już nie tak wyrazistym jak poprzednie, jest krótki wstęp przybliżający odbiorcy sylwetkę Kołakowskiego. Osobiście oczekiwałabym wprowadzenia o nieco innym profilu, jednak nie mogę nie docenić faktu, że twórcy składanki starali się zakreślić sieć artystycznych relacji Kołakowskiego z artystami różnych nurtów. Bez wątpienia dostarczyli oni wartościowych informacji, które niejednego skłonią do dalszego poznawania poety.

Niestety – na tym koniec zalet

W mojej ocenie TAKIE przygotowanie wydawnictwa płytowego, przy obecnych możliwościach technologicznych, woła o pomstę do nieba. Dlaczego? Powodem rozczarowania jest jakość nagrania. Śmiem przypuszczać, że jedyną pracą nad składanką była ta, która polegała na wybraniu już istniejących i nagranych utworów, przegraniu ich i przekonwertowaniu do formatu audio oraz wkomponowanie w całość wydawnictwa.

Primo – razi duże zróżnicowanie jakościowe ścieżek dźwiękowych. Dla przykładu – wsłuchajmy się najpierw w propozycję Natalii Sikory (“Dom wschodzącego słońca“), gdzie proporcje między warstwą instrumentalną a wokalną zostały zachowane. Następnie włączmy “Kołysankę z Odessy” wykonywaną przez Justynę Steczkowską. Słychać różnicę? Słychać, i to kolosalną. Przerażającą wręcz. W wykonaniu Steczkowskiej słychać pogłos (mikrofonowe szumy?), nie wszystkie instrumenty są w stanie odpowiednio wybrzmieć, ponieważ wokal nie został dostosowany do całej kompozycji. Trudno się dziwić – to nic innego jak nagranie z występu koncertowego.

Secundo – osobiście drażni mnie fakt, że niektóre z utworów zostały wyrwane z koncertowej aury – słychać wrzawę publiczności, oklaski, reakcje widowni. Inne – zatrważająco dobrze nagrane, brzmią praktycznie jak nagrania studyjne. Nie robi się takiej kompilacji, ponieważ stwarza ona zbyt duży dysonans. Odczuwalna w trakcie odsłuchu różnica nie pozwala ani cieszyć się muzyką, ani też zatopić w warstwie tekstowej. Tym bardziej fakt ten irytuje, jeżeli na płycie znajduje się utwór, który osiąga doskonały balans (“Kwiatki z polskiej rabatki” – Marian Opania). Jeżeli więc można uzyskać wyraziste brzmienie wszystkich, uczestniczących w koncertowej interpretacji instrumentów, a do tego bardzo wyraźny i niedrażniący wokal bez szumów, to dlaczego tak nie zabrzmiały wszystkie utwory na płycie? Tłumaczenie, że “tylko takie nagrania były dostępne” nie jest dla mnie, jako odbiorcy wartościowym i poważnym tłumaczeniem. To absurdalny argument. Jako odbiorca pytam wówczas: jaki sens ma wydawanie miernej jakości utworów i komponowanie takiej składanki? Jeżeli wydawca wie, że nie dysponuje lepszymi nagraniami i nie jest w stanie podnieść jakości tych, które już ma, to co pcha go do tego, aby pomimo wszystko wydawać?

Tak, drodzy państwo, nie będziemy w stanie promować legalnej kultury… Nie przy takim stosunku do wymagań odbiorców.

Perełki

Mimo wszystko warto dostrzec w albumie “Roman Kołakowski zaśpiewany” kilka perełek. Bo i takie są!

a/ Natalia Sikora – dla jej głosu (a na krążku jej wykonania pojawiają się dwa razy!) – po prostu warto!

b/ “Kwiatki z polskiej rabatki” – to mistrzostwo pod względem orkiestracji (tutaj ogromne brawa dla Hadriana Filipa Tabęckiego za aranżację) – unoszące partie smyczkowe to prawdziwa rozkosz dla ucha.

c/ “Cygański refren” – bardzo dobre wykonanie Agaty Klimaczak. Nie przedobrzyła, zrezygnowała ze zbędnych ozdobników, utrzymała liryczną dramatyczność brzmienia, co doskonale uzupełniła sekcja smyczkowa.

d/ “Świt, świt!” – przyzwyczajona do wykonania Justyny Steczkowskiej zostałam bardzo mile zaskoczona przez Olgę Bończyk.

I to by było na tyle. A szkoda. Bo mając przed sobą tak wybitnego twórcę, jakim niewątpliwie jest Roman Kołakowski, kładzie się rysę na jego nazwisku dostarczając odbiorcy kompilację w tak niedopracowanej formie. Tym razem zrezygnuję więc z jakiejkolwiek puenty zamykającej recenzję. Takim wydawnictwom mówię zdecydowane NIE.

TRACKLISTA:

  1. Roman Kołakowski – Pocztówka z Wrocławia 1989
  2. Piotr Rogucki – Pieśń Ptaków
  3. Michał Bajor – Chciałbym
  4. Natalia Sikora – Dom wschodzącego słońca
  5. Janusz Radek – Nie umiałem kochać Cię
  6. Justyna Steczkowska – Kołysanka z Odessy
  7. Marian Opania – Kwiatki z polskiej rabatki
  8. Wiktor Zborowski – Szerszeń i żeńszeń
  9. Agata Klimczak – Cygański refren
  10. Magdalena Kumorek – Ej, Joe!
  11. Mirosław Czyżkiewicz – Anioł bezdomny
  12. Olga Bończyk – Świt, świt!
  13. Maciej Miecznikowski – To, co masz
  14. Kinga Preis – Na Mołdawance czas wesoło mija
  15. Natalia Sikora – Modlitwa
  16. Piotr Rogucki – Pożegnanie
  17. Kazik Staszewski, Roman Kołakowski – Pejzaż mój kochany
  18. Roman Kołakowski – Piosenka starych kochanków

 

OCENA
  • 6/10
    Okładka/opakowanie - 6/10
  • 5/10
    Muzyka - 5/10
  • 5/10
    Wokal - 5/10
  • 9/10
    Teksty - 9/10
6.3/10

Podsumowanie

Zdecydowanym plusem jest ciekawe wprowadzenie, które można znaleźć w książeczce. Widać, że twórcy na poważnie potraktowali projekt. Ogromną zaletą jest też zróżnicowana tracklista, która na pewno szybko się nie znudzi.

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *