Sade – The Big Unknown – Recenzja – Singiel

Królowa może być tylko jedna – tak najkrócej podsumować można najnowszy singiel Sade – “The Big Unknown”. Jest to zapowiedzią ścieżki dźwiękowej do filmu Steven’a McQueen’a pt. Widows (Wdowy). W Polsce premiera filmu będzie miała miejsce w dniu 16 listopada 2018 r.

Nowy singiel Sade – “The Big Unknow” – będzie utworem zamykającym film McQueena – pojawi się w trakcie napisów końcowych wieńczących dzieło reżysera. Czy przejdzie do historii, tak kultowe już wykonanie Adele, która na stałe wpisała się w historię filmów bondowskich? To się okaże.

Bez wątpienia jednak Sade wraca do najlepszych dla siebie klimatów – jest tajemniczo, romantycznie, momentami mrocznie i bardzo sentymentalnie, niemal nostalgicznie. Czyli cała Sade w małej pigułce, zatytułowanej “The Big Unknown“.

Artystka nie udziwnia – nie kombinuje z warstwą muzyczną. Tradycyjnie już dla siebie stawia na minimalizm formy, eksponując tym samym aksamitny wokal. Doskonale zna walory swojego głosy, który praktycznie nie potrzebuje żadnego akompaniamentu. Ascetyzm formy jest więc wręcz pożądany. I trzeba przyznać, że wyjątkowo smaczny ten utwór – doskonały na długie jesienne wieczory. Pełen spokoju i niepokoju zarazem.

Sade pod względem formy i rozwoju dramatyzmu w utworze jest wręcz mistrzynią. I słychać to również w “The Big Unknown“. To, w jaki sposób ten kawałek zyskuje na dynamice, jak powoli zmierza do momentu kulminacyjnego, jest wręcz wzorcowe. Nie ma w tym wysiłku – jest lekkość, która niesie słuchacza wgłąb opowiadanej historii.

Są również sekwencje o zróżnicowanej dynamice – paradoksalnie jednak wszystko wpisuje się w jedno tempo. To naprawdę mistrzowskie rozwiązanie, wymagające kunsztu, rozważnych decyzji, a przede wszystkim ogromnego wyczucia i zrozumienia historii, o której się opowiada.

Uderzająca jest również dojrzałość i kobiecość – dwa pierwiastki, które Sade udało się wkomponować w “The Big Unknown“. Wybrzmiewają one od samego początku, do końca wyśpiewanej przez artystkę historii. Nie wprowadzają monotonii, a wręcz przeciwnie – ukazują swoje różne oblicza. Odbiorca ma więc okazję przez 4 minuty i 21 sekund poznać całą paletę barw kobiecości.

Na koniec dodam, że sam tekst i klimat utworu zasługuje na uznanie – utrzymuje stylistykę filmu, jego temat przewodni i nastrojowość. Wielkie brawa!

I’m just trying to hold on

I’m falling in the dark below

I feel I’m falling in the big unknown

[…]

There’s no fire and flame on this cold, cold plane

No way to measure my pain.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *