“Śpiewnik Pana Wasowskiego” – pożegnanie ze spektaklem w Teatrze Syrena

Justyna SteczkowskaWojciech Malajkat mierzą się ze stereotypami. Przez ponad 90 minut prowadzą na scenie wojnę ról społeczno-kulturowych, pojedynek płci i językowe potyczki.

A tłem dla ich dynamicznej interakcji jest fenomenalny chór, który wcale nie pozostaje tylko klasycznym dopowiadaczem…

Fot. teatrsyrena.pl

Fot. Michał Pańszczyk

Ona – wyegzaltowana w gestach dłoni, kokieteryjna w każdym ruchu ciała, świadoma własnego seksapilu i talentu… I czasami tak infantylna w wypowiedziach, że aż wzruszająca. I on – tak onieśmielony jej obecnością, że w zasadzie nie jest w stanie złożyć sensownie choćby jednego zdania. Tak chaotyczny i ekspresywny w gestach, że aż nie sposób oderwać od niego oczu.

Śpiewnik Pana Wasowskiego” to kolejna propozycja interpretacyjna wiecznie młodych i wiecznie aktualnych tekstów Jeremiego Przybory i muzyki Jerzego Wasowskiego. „Kabaret Starszych Panów” wciąż bawi (i to do łez!), uczy i karci! I chyba właśnie na tym polega jego nieustanna aktualność. Najwidoczniej – kulturowo-społeczne szablony, które obowiązywały dekady temu, nadal uczestniczą w naszej codzienności i, jak się okazuje, przedstawione w przejaskrawiony sposób potrafią bawić jak najlepsza satyra!

Po obejrzeniu tego spektaklu nie sposób nie żałować, że z dn. 30.04.2016 został ściągnięty z afisza. Ale, jak na spektakl teatralno-muzyczny, cieszył się od początku do końca wyjątkową popularnością, co miało swoje odzwierciedlenie w jego stałej obecności w repertuarze warszawskiego Teatru Syrena (był wystawiany przez ponad 3 lata!).

Fot. Michał Pańszczyk

Co nieco o fabule, czyli krótka opowieść o współczesności

Fot. teatrsyrena.plHistoria może wydawać się prozaiczna. Pod przykrywką wspomnienia postaci wybitnych kabareciarzy (przywołanego już wcześniej Jeremiego PrzyboryJerzego Wasowskiego), Justyna SteczkowskaWojciech Malajkat podejmują temat… WSPÓŁCZESNOŚCI. Mierzą się ze stereotypami i powierzchownością – oba te elementy w świetle kabaretowej satyry czynią niezwykle zabawnymi. I sięgają po najskuteczniejszy środek, będący najbliższym ich sercu przykładem. Przez 90 minut bawią się swoim wizerunkiem – artystyczną estetyką, której nie tworzą, a która jednak stała im się wizerunkową etykietką. Bawią się także szablonowym podziałem ról – na artystów i odbiorców. W trakcie spektaklu „Śpiewnik Pana Wasowskiego” wszystkie granice zostają zatarte… śmiechem! Bowiem nie brakuje momentów, w których to reakcje publiczności stają się główną narracją spektaklu, a Artyści stojący na scenie mogą je obserwować niczym widzowie.

Wróćmy jednak do początku, czyli do pierwszych dźwięków utworu „Piosenka jest dobra na wszystko” (muz. Jerzy Wasowski, sł. Jeremi Przybora), który na wejście wykonuje Chór Kameralny Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego. I faktycznie – zgodnie z tym przesłaniem widz od kolejnych minut spektaklu może oczekiwać, że to właśnie piosenka będzie główną bohaterką przedstawienia. A chór – tym razem pojawiający się w tak stereotypowej dla siebie roli opowiadacza – otwiera całą historię.

Po tak artystycznym początku przychodzi czas na oficjalne przywitanie z widownią. Trudno więc się dziwić, że w roli prowadzącego pojawia się sam dyrektor – Wojciech Malajkat. Dla tych, którzy w minioną sobotę na „Śpiewniku…” pojawili się po raz pierwszy, nie lada zaskoczeniem mogła być sama kreacja sceniczna Malajkata, Steczkowskiej i towarzyszącego im chóru. Bo jak wskazać granicę między sztuką a rzeczywistością, kiedy w spektaklu widz jest widzem, dyrektor – dyrektorem, chór – chórem, a Justyna Steczkowska – Justyną Steczkowską?

IMG_6125a

Na uznanie zasługuje również kręgosłup fabularny scenariusza. Jest to efekt przemyślanej pracy Krzysztofa Jaślara. Całość to paralela dwóch światów scenicznych. W jednym, istotnym pierwiastkiem jest widownia – to część „wykładowa”, w trakcie której zaprezentowany zostaje dość oryginalny podział piosenek (zdjęcie obok). I tutaj ponownie mamy do czynienia z niemałą satyrą – tym razem zwróconą ku światu stricte naukowemu, który tak usilnie stara się wszystko kategoryzować. Drugim światem jest ten, który tworzą dynamiczne dialogi SteczkowskiejMalajkata, przesycone zmysłowością, wyrafinowanym żartem słownym, jak i subtelną kokieterią. W związku z tym nie mogło więc zabraknąć erotycznej pikanterii, która na scenie pojawiała się zawsze  z Justyną Steczkowską. Nie dziwi więc utwór wykonany przez nią „na wejście” – „Bo we mnie jest seks” (muz. Jerzy Wasowski, sł. Jeremi Przybora). I może byłoby to po prostu zwykłe wykonanie, gdyby nie sama postawa sceniczna Steczkowskiej. Od pierwszych dźwięków mierzy się ona z krytyką, która towarzyszy jej – jako Artystce – od pierwszych lat twórczości. Ta „Justyna”, która w trakcie „Śpiewnika Pana Wasowskiego” stoi na scenie, to nikt inny, jak „Steczkowska” tworzona latami przez widzów. To kreacja, u podstaw której leżą stereotypy, opinie, oceny i wnioski dotyczące nie sztuki, ale samej Justyny Steczkowskiej. W fenomenalny sposób przyjmuje ona to na siebie i wciela w życie – w każdym dźwięku i geście, który wykonuje. Trudno się powstrzymać od śmiechu – taka egzaltacja zmysłowości, będąca niejednokrotnie infantylnym erotyzmem, po prostu bawi. Warto jednak pamiętać o tym, że siedząc na widowni śmiejemy się… z naszej uległości stereotypom. SteczkowskaMalajkat nie stworzyli bowiem niczego nowego. Wsłuchali się w głosy zwykłych „zjadaczy chleba” i ulepili z nich siebie – na nowo.

Fot. Michał Pańszczyk

Zabawę tą powierzchownością widać i słychać na każdym kroku. Do każdej rozmowy z Dyrektorem i do każdego utworu Justyna Steczkowska zakłada nową kreację. Bo przecież Gwieździe nie przystoi! Bo talent, warsztat – to nie wszystko! Bo przecież TRZEBA wyglądać.  W gruncie rzeczy – jest to jeden z atutów spektaklu – każde kolejne wejście Steczkowskiej to dla widza spotkanie z niewiadomą. Oczywiście w trakcie całego „Śpiewnika Pana Wasowskiego” pod żadnym względem nie brakuje chwil przepełnionych śmiechem. Nie sposób nie uśmiechnąć się w trakcie kokieteryjnego wykonania „Herbatki”  (muz. Jerzy Wasowski, sł. Jeremi Przybora; nota bene utwór ten pojawia się na albumie „Mezalianse”, który Steczkowska nagrała w duecie z Maciejem Maleńczukiem), jak i zmysłowego „Utwierdź mnie” (muz. Jerzy Wasowski, sł. Jeremi Przybora). Apogeum wywołującym salwy śmiechu jest jednak wykonanie „Jakże ściana ta cienka” (muz. Jerzy Wasowski, sł. Jeremi Przybora). I może utwór ten nie byłby w stanie w takim stopniu porwać widowni, gdyby nie przejaskrawiona ekspresja sceniczna Wojciecha Malajkata! Jego obecność na scenie jest niezastąpiona, a ruchy obrazujące wszystkie, drzemiące w nim emocje, stają się sposobem na zobrazowanie tego, co niewidzialne gołym okiem.

 

Fot. Michał Pańszczyk

Nie brakuje w „Śpiewniku Pana Wasowskiego” także i chwil sentymentalnych, otwierających widzowi przestrzeń do głębszej refleksji, a nawet nostalgii. Wspomnieć tutaj należy chociażby takie tytuły utworów, jak: „Zmierzch”, „Stacyjka Zdrój”, „Embarras” oraz „O, Romeo!”. Na szczególną uwagę zasługuje ostatni ze wspomnianych. Powód jest prosty i najbardziej słyszalny dla tych, którzy głos Justyny Steczkowskiej znają nie od dziś. Każdy, kto chociaż raz próbował śpiewać, doskonale wie, jak dużym wyzwaniem dla wokalisty są artykulacje samogłosek. Chociaż to na nich przede wszystkim budowane są dźwięki, to jednak – paradoksalnie – one pokazują, czy za talentem idzie również ciężka, systematyczna praca.

Językoznawcza dygresja, czyli słów kilka o tym, dlaczego polonistę pasjonuje muzyka!

Fot. Michał Pańszczyk

Artystycznym papierkiem lakmusowym jest w tym przypadku sceniczna artykulacja „e”. Warto samemu się przekonać 🙂 Spróbować w domu, przed lustrem, wyartykułować przeciągłe „o” i „e”. Różnica będzie na pewno słyszalna! I tutaj dużo do powiedzenia mieliby logopedzi i językoznawcy – szczególnie ci, którzy pasjonują się fonetyką. To od układu aparatu mowy oraz techniki artykulacyjnej uzależnione jest brzmienie każdej z przywołanych samogłosek.

No właśnie. Z „e” jest nie lada problem! To samogłoska średnia (podział ze względu na uniesienie języka ku podniebieniu), ale jednocześnie SPŁASZCZONA (podział ze względu na położenie warg). Jak więc wydobyć na takiej głosce „okrągłe” i „pełne” brzmienie przy jednoczesnym zachowaniu jej wyrazistości? Mało tego – wróćmy bowiem do przykładu ze spektaklu, czyli do wspomnianej wcześniej apostrofy: „O, Romeo!”. Zestawienie w sąsiedztwie „e” i „o” grozi tym, że wokalista czy też wokalistka zaskrzeczy na wzór strażackiej syreny – zupełnie jak krzykliwe „ijo, ijo” 🙂 Natomiast postawienie w tym miejscu muzycznej pauzy – całkowicie zatraci przekaz – rozerwie frazę w nieodpowiednim miejscu. Istnieje tylko jedno wyjście z sytuacji – rozszerzenie (nie uniesienie!) brzmienia samogłoski „e”, która – przypomnijmy – jest głoską spłaszczoną. Tylko taki zabieg może pozwolić przejść łagodnie i wyraźnie od „e” do „o”. I w tym miejscu mogę już powrócić do wykonania Justyny Steczkowskiej. Powyższa dygresja była konieczna z jednego względu – w trakcie ostatniego „Śpiewnika Pana Wasowskiego” wszyscy, którzy już chociaż raz słyszeli utwór „O, Romeo!” mogli przekonać się, jak wiele pracy nad własnym głosem wykonała Steczkowska.  To robi wrażenie – szczególnie, jeżeli ma się świadomość, jak wiele wysiłku i samokontroli potrzeba, aby móc sięgnąć po takie wykonanie.  Dochodzi tutaj jeszcze kwestia nosowości artykułowanych głosek. Zarówno “r“, jak i “m” to głoski sonorne (spółgłoski półotwarte nosowe). Wymuszają więc zastosowanie konkretnej techniki modulacyjnej. Natomiast sąsiadujące z nimi samogłoski są głoskami artykułowanymi “gardłowo”. W takiej sytuacji wokalista/ wokalistka ma dwa wyjścia: albo decyduje się na przeciągnięcie nosowości na iloczas samogłosek (długość ich trwania), albo też decyduje się na przejście artykulacyjne, co jednak wymaga płynności oraz dbałości o “czystość” i wyrazistość brzmienia. Kiedy Artysta wybiera drugie rozwiązanie – które, nota bene, pozwoli mu oddać odbiorcy bardzo wyrafinowane i wyjątkowo przestrzenne brzmienie – musi mieć świadomość, że może w ten sposób całkowicie obnażyć swój warsztat. Widz będzie wówczas słyszał, czy wokalista/ wokalistka panuje nad swoim głosem i świadomą artykulacją, czy też nie. U Justyny Steczkowskiej wszystkie te elementy zadziałały perfekcyjnie. Przeciągła, mocna w brzmieniu apostrofa „O, Romeo…” wypełniła całą salę Teatru Syrena. Takiego wyrównania artykulacyjnego, które pozwoliło na wyraziste zaznaczenie obu samogłosek i głosek sonornych, nie słyszałam nigdy wcześniej. Ani u samej Justyny, ani też u nikogo innego. I dla mnie, jako widza, jest to niezwykle miłe doświadczenie – usłyszeć zmiany w głosie Artystki, która stale pracuje nad swoim warsztatem. Taka postawa budzi u odbiorców szacunek. Rodzi też ciekawość i pytania – co dalej? 🙂

Reasumując dygresję – „O, Romeo!w wykonaniu Justyny Steczkowskiej, to dla mnie wisienka na artystycznym torcie!

0G8A0952a„Do chóru z tym chórem!”

Było już słów kilka o Justynie Steczkowskiej, o Wojciechu Malajkacie, ale – jak wspomniałam na początku – wyjątkową rolę odgrywa także chór! I chociaż przeważnie dopowiada, to jednak i on ma coś do zaprezentowania. Chór nie tylko śpiewa – chór jest trzecim aktorem na scenie warszawskiego teatru. Jego opowieści są żartobliwe, figlarne. Są też sentymentalne i pełne refleksji. To dla odbiorcy ważne, kiedy obserwuje z widowni uśmiechnięte, zadowolone twarze artystów, którzy cieszą się sztuką. Dzięki mimice, gestykulacji, układom choreograficznym – chór nie jest już tylko chórem. Ogromne uznanie i brawa należą się wszystkim, których głosy wzbogaciły „Śpiewnik Pana Wasowskiego”.

Fot. Michał Pańszczyk

Podsumowanie – kilka językowych perełek

Po czym można poznać, że sztuka teatralna jest dobra, a nawet bardzo dobra? Kiedy widzowie na stałe wprowadzają do swojego codziennego języka frazy, teksty i wyrażenia, które usłyszeli ze sceny. A trudno mi teraz wyobrazić sobie dialogi bez takich wtrąceń, jak:

– „Ja lubię jak mnie coś potelepie”

– „W uszkach jest cała Yntelygencja”

– „A bo w wojsku to my mieliśmy tak…”

– „Jaki kabel, taki Dzidek…”

– „… w stanie deweloperskim…”.

Cóż… Na koniec wypada więc napisać tylko jedno: na pewno zatęsknimy za „Śpiewnikiem Pana Wasowskiego”. 

LISTA WYKONYWANYCH UTWORÓW:

1. Piosenka jest dobra na wszystko

2. O Kutno!

3. Bo we mnie jest seks

4. Ballada jarzynowa

5. Wesołe jest życie staruszka

6. Herbatka

7. Do ciebie szłam

8. Rzuć chuć!

9. Zmierzch

10. Rodzina, ach, rodzina

11. Utwierdź mnie

12. Stacyjka “Zdrój”

13. Przeklnę cię

14. Jakże ściana ta cienka

15. O, Romeo!

16. No i jak tu nie jechać?

17. “Embarras”

18. wiązanka finałowa (Po ten kwiat czerwony, W Polskę idziemy, W co się bawić, Złoty pierścionek, Warszawa da się lubić)

spiewnikpanaw_70x100_1 IMG_6125a IMG_6650a spiewnik_pana_w_justyna_steczkowska_chor_colegium_musicum_fot_k__bielinski_6

0G8A7718a IMG_6262a 0G8A0952a 0G8A7762a

spiewnik_pana_w_justyna_steczkowska_fot_k__bielinski_7 IMG_7038a Fot. teatrsyrena.pl spiewnik_pana_w_justyna_steczkowska_fot_k__bielinski_2

Zdjęcia: Michał Pańszczyk & teatrsyrena.pl

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *