Kasia Stankiewicz & Varius Manx

Dzisiaj odebrałam niezwykły prezent od losu – koncertowe wydanie albumu Varius Manx & Kasi Stankiewicz. I miała być zwykła, merytoryczna recenzja, ale gdy tylko usłyszałam pierwsze dźwięki – zrezygnowałam 🙂 Wolę, po raz kolejny z resztą, odbyć magiczną podróż w świat dzieciństwa i nastoletniej naiwności.

Kiedy wiele lat temu po raz pierwszy włożyłam do odtwarzacza kasetę (tak, kasetę!) Varius Manx, z zespołem na scenie pojawiała się już Monika Kuszyńska. Do mnie jednak, jakimś dobrym zrządzeniem losu, przywędrowały kasety (pożyczone od koleżanki!) z czasów, kiedy wokalistką była jeszcze Kasia. I od tamtego dnia przegrana kaseta “Ego” nie opuszczała mojej szafy. Wielokrotnie do niej wracałam i mam jakiś dziki sentyment do tej nastoletnio-pirackiej wersji albumu. 🙂 Wiele tam zamkniętych wspomnień i zatrzymanych chwil. Nie da się ukryć, że nowy, koncertowy album Variusów wszystko to powołał do życia na nowo.

img_0238Kiedy spojrzałam na okładkę albumu pierwszym moim skojarzeniem był strumień świadomości – ten, na wzór “UlisesaJamesa Joyce’a. Na próżno szukać w tej wyjątkowej powieści przecinków, kropek, wielkich liter czy uroczyście akcentowanych akapitów. Na próżno szukać tradycyjnego porządku – wszystko opiera się na momentalnym przenikaniu świadomości, swoistego “jestestwa”. Zupełnie tak, jakby wolna od ciała świadomość przechadzała się ulicą, pogrążona we własnych “myślach”… i momentalnie zmieniała bieg, przeskakiwała w nurt “myślenia” i “bycia” osoby, którą mijamy obok. Bez zapowiedzi zmiany. Po prostu: moment spotkania, zmiana, dynamika, przecięcie… Strumień świadomości. I tak właśnie chyba wyglądają spotkania z twórczością Varius Manx. Tak też patrzę na projekt graficzny okładki, którzy przygotował Michał Pańszczyk.

14484974_1264512346913121_7287976049857783696_n

Ale dziś jestem tylko Twoja…

img_3085Kiedy mnie malujesz” nie rozbrzmiewało w głośnikach mojego magnetofonu zbyt często. W piosenkach Variusów szukałam niegdyś ukojenia, melancholii, ciszy, spokoju, milczenia. Nie zaś kobiecości, kokieteryjności i pewności siebie. Mam jednak wyjątkowo miłe wspomnienie związane z tym utworem. Dość świeże, bo tegoroczne. Pierwszy raz utwór ten spodobał mi się… w Gdańsku. Na koncercie.

…chociaż wiem – to nie Ty osądzisz mnie. Ale dziś – jestem tylko twoja. Przez ten krótki czas – jestem tylko twoja...

Zdałam sobie sprawę z tego, jak ogromna siła artystycznego Ja drzemie w Kasi Stankiewicz dopiero wówczas, kiedy pełna sala (wliczam w to także i siebie! 🙂 ) wyśpiewywała ten wers. Bo faktem jest, że Kasia, jak mało która wokalistka, jest w stanie przywłaszczyć sobie “przez ten krótki czas” całą uwagę odbiorców, ich serca, wspomnienia – wszystko to, czym są, kim są, kim się stają…  Jest w stanie, w jakiś niewyobrażalny sposób, poruszyć tak, że przez 90 minut po prostu się z nią śpiewa. Że każdy wers ma znaczenie – nie narzucone z góry, ale indywidualne, intymne, prywatne.

Po raz kolejny uśmiecham się więc, kiedy jako jeden z pierwszych utworów pojawia się “Kiedy mnie malujesz“. Podśpiewując sobie przez ten krótki czas – jestem tylko twoja… oddaję Artystom odrobinę mojej codzienności – niech w niej zagoszczą.

img_2059

“…takie proste słowo…”

img_7414Dom” to sentymentalna podróż do przeszłości – trudnej, nastoletniej, pełnej buntu i jakiegoś dziwnego, ale i niewyobrażalnego niezrozumienia. Może to typowe, może nie. To bez znaczenia. Najistotniejsze jest jednak to, że Variusom udało się (dzięki połączeniu muzyki Roberta Jansona i słów Andrzeja Ignatowskiego) w najprostszych z możliwych słowach zamknąć cały dramatyzm młodzieńczych, niejednokrotnie szalonych poszukiwań. Czego? Gdyby to ktoś wiedział… 🙂

 Pamiętam, że kiedy miałam “naście” lat, kiedy nie mogłam znaleźć odpowiedzi na wiele pytań, a czasem też po prostu nie umiałam pytać, wtedy wkładałam do walkmana kasetę Variusów, zabierałam ze sobą zapasowe baterie, i po prostu wychodziłam z domu. I spacerowałam, spacerowałam, spacerowałam… I wracałam do domu mądrzejsza o tę podróż. Spokojniejsza o te słowa, które wyśpiewywała Kasia, radośniejsza o tę muzykę, którą stworzył Robert. Za każdym razem wracałam inna. 🙂

“…teraz…”

Variusów kochałam niegdyś za łagodną, nieszamocącą się nostalgię, która miała w sobie coś takiego, co przyciągało. “Ruchome piaski” były Variusami, a VariusiRuchomymi piaskami“. I dzisiaj, jak tak sobie po raz “n-ty” słucham tego utworu, to tak sobie myślę: czy można napisać coś bardziej aktualnego? Czy można stworzyć utwór, który muzycznie, nawet po upływie tylu lat i zmieniających się trendów będzie przyjemny dla ucha? Czy można napisać słowa, przy których wzruszy się nastolatek, zanurzy w refleksji dojrzała kobieta i z sentymentem powspomina dawne dzieje senior? Można.

IMG_7712

Co jednak piękne – utwór ten nie wymaga nowych aranżacji. On się nie zmienia – nie może się zmieniać. A na albumie przepięknie uzupełniają go dźwięki fortepianu i trąbki Roberta Majewskiego. Szczególne uznania dla Majewskiego właśnie, który w tak łagodny, sentymentalny utwór potrafił wkomponować się tak charakterystycznym w brzmieniu instrumentem, którego brzmienie niemal zawsze walczy o dominację. A Majewski pozostaje w tyle. Dopowiada. Podkreśla. Uzupełnia.

Brawo!

Pozwolę sobie na małą dygresję. Na żywo po raz pierwszy usłyszałam Kasię z repertuarem “Lucy And The Loop“. Niemal kameralny, ale jakże magiczny koncert w toruńskim Dworze Artusa, stał się prawdziwą oazą muzycznego szczęścia. Tylko głos Kasi i dźwięki fortepianu, za którym zasiadał wówczas Aleksander Dębicz. Nic więcej nie trzeba było do pełni. To było wszystko. Kasia i muzyka. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że nie teksty Variusów, nie muzyka Jansona, ale właśnie jej – Kasi – umiejętność zamykania emocji w dźwiękach stała się szkatułą wszystkich wspomnień, które posiadam i które wiążą się z muzyką Varius Manx. Wtedy też usłyszałam na żywo “Ruchome piaski” – jedynie w akompaniamencie fortepianu. Pamiętam, że przy pierwszych dźwiękach bałam się oddychać – bałam się zakłócić to artystyczne sacrum. I rzeczywiście – cała sala koncertowa Dworu Artusa była wówczas zanurzona w ciszy. A na niej, jak na płótnie, Kasia malowała dźwiękami obrazy historii dawno zapomnianych…

“…do góry wzbił się…”

Zazwyczaj mam tak, że nie lubię najpopularniejszych utworów. “Orzeł” nie jest tu wyjątkiem, nie mniej – wsłuchuję się w niego z ogromnym sentymentem. Nagranie, które znalazło się na najnowszym albumie Varius Manx zaskoczyło mnie jednak. Po pierwsze – mało mówi się w świecie artystycznym o tym, jaki potencjał wokalny drzemie w Kasi. A w tym utworze i w tym konkretnym wykonaniu to słychać – już w pierwszych wersach. Przeciągnięcie na jednym dźwięku, równym dźwięku, wymaga nie tylko talentu, ale też solidnego warsztatu. Już pierwszy wers: Widziałam orła cień… – daje poznać Kasię jako wyróżniającą się wokalistkę.

Po drugie – w utworze – i mam tutaj na myśli oczywiście partie wokalne – pojawia się “schodkowanie” (Nie-bo- – to– je-go–świat…). Zachowanie w takim momencie płynności, spójności, bez efektu “szarpania” jest po prostu trudne. A jednak się udaje!

I po trzecie – ten moment, kiedy pojawiają się brawa – po pierwszych wersach, gdy Kasia pozostawia “miejsce” muzyce. Dopiero wówczas, gdy je usłyszałam, dotarło do mnie w jakim skupieniu wszyscy obecni w sali koncertowej delektowali się każdym dźwiękiem. Czy trzeba tutaj coś więcej dodawać?

A potwierdzeniem wokalnego kolorytu Kasi jest wykonanie kolejnego utworu – “Zabij mnie“. A refren – mmmm…. majstersztyk jeżeli chodzi o równe utrzymanie dźwięku. I pomyśleć, że nagrywane na żywo?! 🙂

“…przejdę łatwo jak po szkle…”

IMG_7883Oszukam czas” to jeden z tych utworów, który “smakuje” o wiele lepiej dzisiaj. I nie chodzi o wykonanie, aranżację. Chodzi o wspomnienia. O magię tych wyjątkowych momentów, wydarzeń i historii, które już się zdarzyły i które dzisiaj pozwalają zaśpiewać: Przez dzień… przejdę łatwo jak po szkle… Zabiję strach… Rozproszę wszystkie myśli złe. 🙂

Album “Live” raczy bardzo łagodną aranżacją – można nawet powiedzieć, że dojrzałą. Ale nie zabrakło tam, tak istotnej dla tego utworu dynamiki. Zespół spisał się na medal. Odmienił utwór i jednocześnie w ogóle go nie zmienił. Brawo! 🙂

“…kolejny raz proszę cię o ostatnią szansę…”

Piosenka księżycowa” to utwór od którego, dla mnie, wszystko się zaczęło. Przy akompaniamencie Włodka Pawlika, aż grzechem byłoby pisać. Tutaj dźwięk fortepianu i głos Kasi zarysowują granice niezwykłej przestrzeni – a w niej cały dramatyzm nieznanych historii. Bezimiennych zdarzeń. W środku tej historii dwoje kochanków: bez imion, bez wieku, bez twarzy, bez głosu, bez znaków szczególnych. A jednak tak wyraźni i bliscy. Tak dobrze znani w swojej wspólnej samotności, że aż przerażają.

I pewnie nikt z nas nigdy się nie dowie ile historii znalazło swój happy end przy wersie …znowu będziesz ufał mi….

“…gdy chcesz to płacz…”

Pocałuj noc” to utwór przy którym niegdyś rozpościerałam skrzydła. To mój prywatny utwór wolności, który pozwalał mi żyć.

Spróbuj choć raz odsłonić twarz
I spojrzeć prosto w słońce
Zachwycić się po prostu tak 
I wzruszyć jak najmocniej
Nie bój się bać, gdy chcesz to płacz
Idź szukać wiatru w polu
Pocałuj noc, najwyższą z gwiazd
Zapomnij się i…

..tańcz

Ten utwór był niegdyś artystyczną zgodą na to, czego nastolatce nie wypadało robić. Kiedy jeszcze chciałam być dzieckiem, a już nie wypadało. Kiedy już chciałam być kobietą, a jeszcze nie wypadało. Kiedy chciałam być dorosła, ale jeszcze nie mogłam. 🙂

IMG_1844Pamiętam też, jaki uśmiech pojawił się na mojej twarzy, gdy usłyszałam ten utwór na żywo, podczas koncertu w Gdańsku. Z perspektywy lat i z miejsca, w którym dzisiaj jestem, ta beztroska i wolność smakują jeszcze lepiej. Jako dojrzała kobieta mogłam sobie pozwolić na to, aby rozłożyć ręce, zamknąć oczy, przepuścić przez siebie wszystkie dźwięki i po prostu z największą autentycznością na jaką mnie stać zaśpiewać:

Spróbuj choć raz odsłonić twarz
I spojrzeć prosto w słońce
Zachwycić się po prostu tak 
I wzruszyć jak najmocniej
Nie bój się bać, gdy chcesz to płacz
Idź szukać wiatru w polu
Pocałuj noc, najwyższą z gwiazd
Zapomnij się i…

..tańcz

“…znalazłam sny z dziecięcych lat…”

Wstyd” to utwór przy którym nie potrafię stać obojętnie. A koncertowa aranżacja, wzbogacona o brzmienie skrzypiec (Mateusz Smoczyński), to tak naprawdę najskuteczniejsza recepta na katharsis. Słowa. Wokal. Muzyka. Dramatyzm. Samotność. Mądrość. Wspomnienia. Dynamizm. Emocjonalność. Bezradność. Bezbronność. Kobiecość. Zmysłowość.

To wszystko tworzy jedną historię. To strumień świadomości. To dźwięki, przy których każdy maluje siebie na nowo.

“…znowu muzyka spłynie z gwiazd…”

Na koniec pozwolę sobie jeszcze wspomnieć o kilku kwestiach.  Po pierwsze – wyjątkowo ciekawym odkryciem są dla mnie nowe utwory Varius Manx & Kasi Stankiewicz. “Ameryka” i “Piątek” to piosenki, które wyrastają z melancholii. “Ameryka” budzi duchy przeszłości, aby powstać z popiołu wspomnień jak feniks. A “Piątek” to takie prozaiczne, powszednie odrodzenie – taka iskierka nadziei na co dzień. Czy to zapowiedź odrodzenia Varius ManxKasi? Trudno powiedzieć.

Wiem jedno – za płytę z koncertowym wydaniem tych wyjątkowych, dwudziestu jeden utworów, jestem Kasi i chłopakom bardzo wdzięczna. 🙂 Ten piątkowy prezent okazał się dla mnie szkatułką wspomnień, która przyniosła wiele wzruszeń, wspomnień, emocji. Ożyły obrazy sprzed lat.

Dziękuję.