Tęskno – Mi – Recenzja

Im więcej takich płyt trafia w moje ręce, tym większą mam wiarę w to, że młodzi artyści, piszący przyszłość polskiej muzyki, nie będą zastępowani wszędobylską elektroniką. Szacunek do instrumentów i ich naturalnego brzmienia – to jest to, co pozwala tworzyć utwory ponadczasowe. Dlatego właśnie płyta zespołu “Tęskno“, zatytułowana przewrotnie “Mi“, jest warta uwagi.

Nie chodzi oczywiście o to, aby od wspomnianej wyżej elektroniki stronić i traktować ją jak samo zło. A kysz! Nie, nie, nie… Ale, na Boga, umiaru w tym trzeba! Jeżeli mamy uzdolnionych artystów z pomysłem na brzmienie, indywidualne i oryginalne, to dlaczego ma ono nie zapaść w pamięć w swym naturalnym pięknie?

Tym bardziej cieszy mnie fakt, że album “Mi” stara się na pierwszym planie pozostawić zgrabną i ciekawą linię melodyczną, a prowadzi ją ścieżkami usłanymi pianinem i smyczkami. I to jest to! Muzyce naprawdę nie trzeba więcej, aby cieszyć się autentycznością – wystarczy (tylko i aż!) talent, pomysł na ciekawą, muzyczną opowieść, no i warsztat.

Tęskno“, jak można usłyszeć na płycie, doskonale odnajduje się w tym pozornie kameralnym i ascetycznym świecie. Pozornie, bo tylko forma ma minimalistyczny wymiar. Pod nią ukryta została cała gama kolorów – emocji, którymi artystki żonglują niezwykle sprawnie.

To, co zasługuje na pewno na uznanie, to doskonała korespondencja nastrojów – poziom tekstowy i brzmieniowy tworzą dzięki temu spójny komunikat. Płyta, już w trakcie pierwszego odsłuchu, zmusza do tego by zwolnić. Wszystko zaczyna się więc dziać w slow motion. A to przecież takie niedzisiejsze i niemodne.

Tęskno” stawia jednak przed odbiorcą wyzwanie – artystki zachęcają do wejścia w świat pełen synergii. Pozornie banalne, ale w praktyce okazuje się wędrówką przez wyrwane z codzienności momenty, chwile zapisane w dźwiękach i poetyckich tekstach. Synergia ujęta w albumie “Mi” dąży do redefinicji podstawowych pojęć – i za to ambitne zadanie należą się artystkom brawa. Nie korzystają z utartych, powszechnych znaczeń fundamentalnych pojęć. Swoją opowieść o miłości, bliskości czy samotności zapisują od nowa.

Mi” jest więc niczym tabula rasa – czysta kartka, pozbawiona znaczeń i kulturowych kontekstów. To niezauważalna już w swojej codzienności powszechność pozwala “Tęskno” zapisać te znaczenia od nowa. I tak oto relacje opisywane są poprzez pryzmat codzienności, jak chociażby w “Razem“. W ostatecznym rozrachunku przyznać należy, że jest to piękny obraz szarej monotonii – nasączony wyjątkowymi momentami, przypadkowymi spotkaniami. “Mi” dodaje więc kolorytu do tego, co już od dawna pozbawione zostało żywiołowych barw.

Jednak taki niezwykły wymiar tworzą nie tylko teksty. Muzycznie również płyta wpisuje się w tę narrację. Jest pozornie codzienna, zwyczajna, a nawet chciałoby się rzec – powszechna. Ale tylko pozornie, bo taki ascetyzm pozwala dotknąć wyraźnie zaakcentowanych połączeń brzmień. To jak przypadkowe spotkanie na przystanku autobusowym – dla wielu pozostanie niedostrzegalnym momentem codzienności. Ale gdyby przywiązać do niego więcej uwagi, z takiego spotkania można wyjść z obrazem twarzy drugiego człowieka – uśmiechniętej, smutnej, zamyślonej, obojętnej, wzruszonej…

Tak właśnie brzmi “Mi” – jak mozaika momentów wyjętych ze zwykłego, codziennego dnia. Oczywiście na albumie nie brakuje elektroniki – i ona się pojawia. Zgrabnie jednak została wykorzystana do uzupełnienia tła w tych utworach, w których rzeczywiście prosiło się o mocniejsze brzmienie. Pozostałe – doskonale radzą sobie z akustycznym wymiarem.

Płyta “Mi” zespołu “Tęskno” może brzmieć w sposób zdystansowany. To właśnie ten minimalizm dźwięków daje takie wrażenie. Jednak czy nie lubimy i nie szukamy takiego porządku? Porównać to można do pięknego, choć niedużego salonu urządzonego w stylu skandynawskim. Tam biel sprawia, że każdy detal staje się doskonale widoczny i wyeksponowany. W pierwszej chwili wnętrze razi chłodem. Jednak już po kilku minutach dostrzegamy pełne ciepła drewniane akcenty, dzięki którym skandynawski salon staje się przytulny. I taki właśnie jest album “Mi” – trzeba “w nim” trochę pobyć, aby dostrzec każdy drobiazg. Wtedy okazuje się, że “Mi” jest bardziej “nasz”, niż wydawało się to na początku.

Podsumowanie
  • 7.8/10
    Okładka/ Opakowanie - 7.8/10
  • 9/10
    Muzyka - 9/10
  • 10/10
    Teksty - 10/10
  • 7.8/10
    Wokal - 7.8/10
8.7/10

Summary

Dziewczyny brzmią doskonale – to bez dwóch zdań. Dobrały odpowiedni styl i brzmienie do charakterystyki głosów. Ich wokal zawsze powinien być na pierwszym planie – nie mają głosów zdolnych do walki o pierwszeństwo. Niestety, na płycie kilka razy instrumenty im nie ustępują. Takie momenty mocno zaburzają somnambuliczną strukturę. A szkoda 😉

Przeczytaj również...

1 komentarz

  1. Super recenzja. Wasza jako pierwsza po kilkukrotnym przesłuchaniu albumu i miałam sama w zamyśle napisać swoją opinię, ale za dużo tu ładnych słów padło i aż nieśmiało się czuję 😉 Trafiłam na nie przypadkiem, ale pokochałam je właśnie przez to skandynawskie, białe, ecru brzmienie i maaasą klasycznych instrumentów. Także odnoszę wrażenie że “Młoda Polska” idzie muzycznie w piękną stronę 🙂
    Ps.i dziękuje za wzbogacenie mojego słownika – somnambuliczna struktura. Cóż za nazwa! 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *