Underworld: Blood Wars – recenzja filmu

Magdalena M. Jaroń

Od 2003 roku, kiedy to Len Wiseman zaproponował pierwszy film z serii Underworldna bieżąco śledzę losy Selene (Kate Beckinsale) i Michaela Corvina (Scott Speedman). Pierwsza część (Underworld), mimo iż oparta na tendencyjnym myśleniu o wampirach i wilkołakach, burzyła spory fragment ich stereotypowego obrazu. Druga – Underworld: Evolution – była miłym zaskoczeniem. Utrzymała dynamikę akcji, rozwinęła wątek głównych bohaterów (SeleneMichaela) i dała sporą dawkę miłej dla oka akcji. Trzecia – Underworld: Rise of the Lycansz jednej strony smuciła nieobecnością głównych bohaterów, z drugiej – okazała się naprawdę ciekawym prequelem. Przeniosła widza w nową rzeczywistość, a jednak pozostawiła z tymi samymi emocjami. Czwarta natomiast – Underworld: Awakening – zaskoczyła świeżością. No i oczywiście cieszył powrót głównego wątku, związanego z historią SeleneMichaela

 2003-underworld-2 underworld_evolution underworld_rise_of_the_lycans_ver6 file_164553_1_underworld_poster_version_2 

A piąta? No właśnie. Piata część – Underworld: Blood Wars – chyba rozczarowuje. O ile Len Wiseman miał pomysł na ciekawą narrację i utrzymanie widza w ciągłej niepewności, o tyle nowa reżyserka – Anna Foerster – nie. Sięga po wypróbowane rozwiązania, powtarza je. Niby dąży do ostatecznego rozstrzygnięcia tematu Michaela i córki Selene, ale to, w jaki sposób traktuje ten wątek, po prostu budzi ogromne rozczarowanie. Jeżeli reżyserka w ogóle nie chciała rozwiązywać go, to po co, w sposób sztuczny i naciągany, zdecydowała się zbudować na nim akcję? 

14733639_615973971906720_9038811416630394880_n underworld_blood_wars_ver6_xlg selene_blood_wars

Film rozczarowuje. Jest krótki – trwa 91 minut (dla porównania – Underworld – 121 min.). Podejmuje wątki z poprzednich części w bardzo sztampowy i niewystarczający sposób. Ostatecznie na chwilę przed końcem dowiadujemy się, co się stało z Michaelem. O Eve – córce SeleneMichaela – cicho sza, mimo, że jej temat przewija się w dialogach niemal przez całe 91 minut. I to w zasadzie największy minus. Bo już czas najwyższy zakończyć całą serię 🙂 Widzowie chyba na to zasłużyli 🙂 

underworld_blood_wars_ver7_xlgZupełnie bezzasadnie wprowadzono też nowe postaci, wokół których toczyła się akcja. Pozornie – bohaterowie związani z wątkami z poprzednich części. Realnie – w zasadzie nie wiedzieć po co znaleźli się w filmie. Jednym dobrym pomysłem było podtrzymanie obecności Thomasa (Charles Dance). Naprawdę trzeba pochwalić reżyserkę za powiązanie go z Amelią, która zginęła w pierwszej części serii. Ale oczywiście radość nie mogła trwać zbyt długo – Thomas w połowie filmu ginie, i to w mało spektakularnej walce. 

Ale są też i plusy. Dojrzewająca w tym filmie Kate Beckinsale doskonale nadaje się do roli wampirzycy o ograniczonej empatii i kamiennej twarzy. Mimo wielu produkcji, aktorka niestety nie dorównuje takim gwiazdom kina, jak chociażby Julianne Moore. Ale też nie wyobrażam sobie serii Underworld bez Kate. 🙂 I pomimo mojej krytyki przyznać muszę, że do całej serii wracam z przyjemnością. Coś więc w tych filmach i w grze Benckinsale musi być 🙂 

 

Nadal też można pocieszyć oko zwartą akcją i scenami walki, które odegrać mogą chyba tylko wilkołaki z wampirami 🙂 Mimo całego irracjonalizmu, miło się patrzy na biegającą w lateksie, z srebrnym gnatem w dłoni Kate, która zupełnie sama jest w stanie pokonać całą hordę lykanów. 

I to by było na tyle. Nie sądzę, abyśmy doczekali się szóstej części Underworldbo nie przypuszczam, aby obecna przyniosła producentom ogromne zyski. Żałuję, że historia MichaelaSelene nie została ostatecznie domknięta i w ciekawy sposób podsumowana. Mimo wszystko – film może cieszyć. Szczególnie widzów, którzy przebrnęli przez wszystkie jego części. Warto więc zobaczyć – dla zwykłej przyjemności 🙂 

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *