Wędrowny blask

Magdalena M. Jaroń

Wczoraj miałam okazję drugi raz zagościć na widowni “Słynnego niebieskiego prochowca” wystawianego przez Teatr Piosenki. Cel był jeden: przygotować recenzję dla portalu kulturalnego (Wyspa Kultury). Ale – Adamie wybacz! – nie mogę. Nie napiszę recenzji i nie posklejam zdań w puste “było dobrze, ale”. Cały dzisiejszy dzień zastanawiałam się co począć z tą całą toną refleksji, które ze mną zostały. W końcu zasiadłam i zaczęłam pisać. Ale nie recenzję taką jak inne, bo, Drodzy Artyści Teatru Piosenki, zasłużyliście na coś więcej. Przyjmijcie więc, proszę, kilka zdań, które chciałabym, aby z Wami zostały. Ale niech nie zostają zbyt długo i nie przywiązujcie się do nich nadto, abyście byli wolni i mogli tworzyć dalej.

Drodzy Artyści,

dzięki Waszemu zaproszeniu miałam okazję obejrzeć “Słynny niebieski prochowiec” w maju br. – był to dla Was jeden z pierwszych spektakli, który przedstawiliście na deskach fantastycznej sali koncertowej. W tym, co wówczas ukazaliście, słychać było swego rodzaju tajemnicę wymagającą odkrycia – spektakl pomimo swoich kilku drobnych wad mógł się po prostu podobać. Trudno było jednak nazwać to COŚ – pozostawało niedefiniowalne. Ale to był czas, kiedy nie do końca daliście się poznać – w równym przeżywaniu z Wami całej historii przeszkadzała przede wszystkim akustyka. Zamiast Wam pomóc, zatrzymała Was w budowaniu relacji z odbiorcą. Zastanawiacie się dlaczego po raz kolejny o tym piszę? Nie, nie dlatego, aby wytykać błędy. Wręcz przeciwnie. Wczoraj, w Toruniu, dane mi było usłyszeć, jaki ogrom pracy włożyliście w uporanie się z dźwiękiem – tworzywem Waszej codziennej pracy. I z ręką na sercu przyznaję, że pierwszy raz w życiu widzę, aby ktoś w tak krótkim czasie dokonał tak znaczących zmian. Sztuka niekiedy nie dogaduje się z czasem – nie może za nim nadążyć, jest zbyt ospała i drepce daleko za oczekiwaniami odbiorców. A Wam się jednak udało! Po drugiej stronie – na widowni – naprawdę czuć (nie tylko słychać) wszystkie te godziny, które spędziliście na próbach – doskonaląc to, co powołaliście do życia.

A dla odbiorcy to największy skarb – otrzymać piękno w najczystszej postaci; takie, które może przeżyć bez żadnego ‘ale’, a nawet może zabrać ze sobą do codzienności. Zdaję sobie sprawę z tego, jak wiele trudu kosztuje budowa i udoskonalanie takiego dzieła. Dlatego chylę przed Wami czoła i dziękuję Wam z całego serca za odpowiedzialność, z którą wkraczacie na scenę.

Wypada Wam, Drodzy Artyści, podziękować też za to, że przestaliście grać. Bo “Słynny niebieski prochowiec” przestał być tylko spektaklem. Wczoraj pokazaliście, że żyjecie tymi tekstami, a cohenowskiej inteligencji pozwoliliście dojrzeć w sobie. Zmieniliście się od maja – nie odśpiewujecie już piosenek, nie wchodzicie na scenę odegrać kolejną z ról. Staliście się tymi dźwiękami – pozwoliliście im zamieszkać gdzieś wewnątrz siebie i rozkwitać na swój, indywidualny oraz inny dla każdego sposób. “Słynny niebieski prochowiec” Was zmienił i ogromnie mnie to cieszy. Bo całkowicie udało Wam się zatrzeć granice między rzeczywistością a teatralną fikcją. Brak w Waszym spektaklu Łotmanowskich ram, więc albo rzeczywistość całkowicie przełożyliście na język Cohena, albo Cohenowi pozwoliliście zasmakować nieco naszej szarej codzienności.

Drodzy Artyści, pozwólcie, że zwrócę się do Was bezpośrednio. Słowa te przyjmijcie jako “tradycyjną” recenzję Filozofii Sztuki. 🙂

Romanie (Roman Kołakowski/Stary Poeta), wypada Ci podziękować za pokorę, którą upiększasz ten spektakl. Od samego początku, pierwszych dźwięków, jesteś jego wyczuwalną duszą. Potrafisz obudzić u odbiorcy świadomość tego, że… czeka. Każesz mu czekać na siebie, potem zmuszasz do czekania na kolejną narrację. Uczysz więc pokory i wytrwałości w tym czekaniu. Ale nie w tym cała mądrość i bogactwo Starego Poety. Jego siła tkwi w tym, że umie pozostać w tle – mówi, kiedy mniej doświadczonym zabraknie głosu. Ale nie oburza go bunt (“Demokracja”), przygląda się też w milczeniu młodzieńczym ekscytacjom (“Jestem Twój”). Kiedy jednak Stary Poeta zabiera już głos – jest on silny, mocny i nieznoszący sprzeciwu. Na początku dziwiło mnie to wycofanie – teraz odkrywam jego wartość. Od początku do końca pozostajesz pokorą. 

Aleksandro (Aleksandra Radwan/Zuzanna), przyjmując rolę Zuzanny podjęłaś się wyjątkowo trudnego zadania – wprowadzenia odrobiny lekkości do trudnej, metafizycznej wędrówki nasączonej cohenowskim humorem. Na Twoich ramionach spoczęło uniesienie spektaklu ponad ciężar przemijalności, samotności i samoświadomości. I udało Ci się to! W maju pisałam, że dla wykonywanego przez Ciebie utworu  “Zuzanna” (w duecie z Rafałem) pójdę na spektakl drugi raz. Słowa dotrzymałam. Teraz pozostaje mi dopisać, że dla tego wykonania pójdę i trzeci, i czwarty!

Spektakl nie byłby tym samym bez Twojej roli i głosu. Wniosłaś do niego zmysłowość, słodycz i urok beztroski. A wraz z tym – także przyciągającą niewinność, o której w dorosłym życiu zdarza się zapominać. Jesteś dla “Słynnego niebieskiego prochowca” tą cząstką, która pozwala Staremu Poecie zapomnieć się niekiedy w epikurejskiej radości. Grasz zarówno swoim głosem, jak i ciałem – w fantastyczny sposób zagospodarowujesz przestrzeń wokół siebie. Nie walczysz o nią, nie wykorzystujesz siły do tego, by BYĆ. Od początku do końca pozostajesz delikatnością. 

 

Bartłomieju (Bartłomiej Abramowicz/Muzyk), trudna to rola dla muzyka, kiedy grać musi… muzyka 🙂 Wydawać by się mogło, że będziesz tłem dla spektaklu, ale Ty nawet na chwilę nie pozostałeś więźniem fortepianu. Do widowiska zawsze wprowadzasz odrobinę nonszalancji i jazzowo-bluesowej frywolności. Swoją grą otwierasz więc przestrzeń wyobraźni – dajesz jej wolność. Fantastycznie patrzy się na Twoją grę, kiedy w wydobywaniu spod klawiszy kolejnych dźwięków uczestniczy całe ciało. Od początku do końca jesteś wolnością. 

 

Grzegorzu (Grzegorz Bukowski/Gość), przypadła Ci w udziale rola dość niewdzięczna, naznaczona przemijaniem. Ale Tobie w tej ulotności i chwilowości udało się stworzyć skończoną, w pełni zarysowaną postać. Swoją grą oraz interpretacją Cohena włożyłeś w bezosobową postać Gościa zarówno jego pragnienia, jak i lęki. Przepuściłeś przez sito własnych doświadczeń postać będącą NIKIM i dzięki temu udało Ci się stworzyć EverymanaKAŻDEGO. Stale jednak akcentujesz swoje uwikłanie w przemijalności – w byciu tylko na chwilę, w byciu wiecznym tułaczem. Dajesz swoją grą “Słynnemu niebieskiemu prochowcowi” niezwykle silny wydźwięk egzystencjalny. Pozostawiasz widza z głębszą refleksją – z koniecznością zdefiniowania swoich lęków przed przemijaniem. Od początku do końca jesteś momentalnością.

 

Marcinie (Marcin Kątny/Obcy), w majowej recenzji miałam Ci za złe, że tak “niepunkowo” zinterpretowałeś “Demokrację“. Wczoraj jednak, kiedy nie musiałeś walczyć z perkusją o głos, a akustyka sali koncertowej pozwoliła Ci pozostać jedynym pierwszoplanowym bohaterem sceny, zrozumiałam jak daleki był mój odbiór od Twojej interpretacji. Przyjmij więc moje przeprosiny za minioną ocenę. Tak, przyznaję się do błędu 🙂 bo udało Ci się swoją pracą nad rolą Obcego udowodnić mi to. I gratuluję Ci tego. Uwierz, dla krytyka, który sztukę kocha prawdziwie, nie ma nic piękniejszego niż móc odwołać swoje wcześniejsze zarzuty. Gratuluję Ci wytrwałości w budowaniu tej roli – postawiłeś na autentyczność i siłę, balansującą na granicy agresji. Dzięki temu Twój przekaz był czytelny, zrozumiały i przede wszystkim dosadny. Zaskoczyłeś mnie także swoim wykonaniem “Kto przez ogień”, którego na żywo nie miałam okazji usłyszeć (utwór znajduje się tylko na płycie). Brawo! To perełka dla tego wydawnictwa – wyrazisty kontrapunkt, będący czymś zupełnie innym. Będący Obcym dla pozostałych utworów. Od początku do końca jesteś siłą. 

 

Rafale (Rafał Konieczny/Młody Poeta), chylę czoła przed aranżacjami, które stworzyłeś. Cohen nigdy wcześniej nie brzmiał dla mnie tak… młodo 🙂 Nie bałeś się zmienić tempa utworów Mistrza, a tym samym i całego ich wydźwięku, czego doskonałym przykładem może być Twoja aranżacja “Cygańskiej żony“. Nasączoną melancholią historię zamieniłeś w prawdziwy żywioł. Postawiłeś na autentyczność – to właśnie słychać w poszczególnych dźwiękach, w pięknie współgrających partiach instrumentalnych. Dałeś tym utworom zupełnie nowe dusze – piękne, ale czasem i smutne. Stworzyłeś muzyczną narrację, która dla widza była czytelnym drogowskazem. Zarówno jako dyrektor muzyczny projektu, jak również Młody Poeta, zwróciłeś “Słynnemu niebieskiemu prochowcowi” młodość. Od początku do końca byłeś witalnością. 

 

Agato (Agata Klimczak/Jane), celowo zostawiłam sobie Ciebie na koniec 🙂 Bo w zasadzie o Twoim głosie i Twojej grze byłabym w stanie napisać osobny artykuł. Masz niepowtarzalny głos, którym naprawdę możesz całkowicie złamać odbiorcę – nawet tego najbardziej niewrażliwego. To ogromny dar, ale jeszcze większa odpowiedzialność, aby tak kierować dźwiękami, by burzyły mury, nie mosty. Z jakichś niezrozumiałych dla mnie przyczyn masz jednak w sobie mądrość, która pozwala Ci zachować roztropność. Odwiedzam najróżniejsze sale koncertowe i bywam na recitalach przeróżnych artystów, ale wierz mi, że nigdy wcześniej nie słyszałam takiego altu. I nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo żałuję, że nie dane mi było w pełni się nim zachwycić w maju.

Wokół swojej postaci – Jane – stworzyłaś wyjątkową przestrzeń, pozwalającą na bardzo intymną relację z odbiorcą. Każdy, kto tylko chciał i miał odwagę, mógł wejść w najgłębsze zakamarki duszy… swojej własnej. Jak to się stało? Nie wiem i chyba nie do końca rozumiem. Ale mam też pewność, że właśnie na tym powinna polegać sztuka – musi pozostać kluczem. Czy robisz to intuicyjnie, czy po prostu znasz sekret – bez różnicy. To nieistotne. Emanuje od Ciebie taki poziom autentyczności, który czasami przeraża. Bo każdy z nas boi się prawdy. Ty jednak nie odpuszczasz – idziesz śladem arystotelesowskiej recepty na katharsis. Nie chcesz tworzyć sztuki, która bawi dla siebie samej jedynie i dla poklasku – patrząc na to jak grasz mam pewność, że wierzysz w Jane, jesteś nią w pełni.

Nawet nie wiesz, jak brakuje mi na płycie dwóch utworów: “Ten walc” i “Wędrowny blask”. Pozostaje mi jedynie cierpliwie czekać na drugą część wydawnictwa 🙂 Od początku do końca jesteś intymnością.

 

Na koniec wspomnę jeszcze o jednym – tym razem już jako filolog. Nikt, ale to NIKT, Drodzy Artyści, nie może zarzucić Wam złej dykcji. Ja wiem, że dla wielu to może być dość trywialna kwestia. Wierzcie mi, że widz jednak odczuwa niepowtarzalną przyjemność, kiedy nie katuje się go hiperpoprawnością w wygłosie, a darzy wyraźną artykulacją, której największym skarbem są płynne, ale i zdecydowane przejścia pomiędzy sylabami. Każdy z Was może być naprawdę dymny z tego jak śpiewa. I cieszę się, ogromnie się cieszę, że dane mi to było usłyszeć.

To tyle, Drodzy Artyści. 🙂 Przyjmijcie te słowa, jako recenzję nie tylko spektaklu, ale przede wszystkim Waszej pracy nad “Słynnym niebieskim prochowcem“. Z całego serca gratuluję Wam też płyty. Wybaczcie, ale nie potrafię traktować jej jako “czegoś” osobnego – dla mnie już zawsze będzie ona zapisem najsilniejszych emocji, którymi wzbogaciliście swój występ.

 

Przeczytaj również...

2 komentarze

  1. podpisuję się pod tą opinią obiema rękami..serduchem i każdym nerwem..Cohena uwielbiam od dekad… To co zrobił Roman Kołakowski z tą cudowną Ekipą… bez udziwnień, przerysowań w ciekawej aranżacji… a On sam jakby wycofany ale jak świetnie wyrazisty i potrzebny… ciary po kręgosłupie… a Cohen odkrywany ciągle na nowo…na tym myślę polega Jego Geniusz… polecam każdemu

    1. Dziękujemy bardzo. Dla takiej recenzji warto tworzyć teatr. Jesteśmy dla Was – odbiorców i bez Was nie istniejemy…
      Będziemy pracować jeszcze ciężej, bo wierzymy, że to ma sens. Do zobaczenia niebawem!
      Agata Klimczak Teatr Piosenki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *