Wiesław Myśliwski – Traktat o łuskaniu fasoli – Recenzja w 500 słowach

Pewnego popołudnia spotkałam starszego pana, który ni stąd ni z owąd zaczął snuć opowieści. To o swojej młodości, o sąsiadach, których od lat nie widział, to znowuż o codzienności, która stale go ponagla. A on już stary. I zmęczony jej obecnością. Na początku słuchałam pobieżnie. Czekałam aż skończy, aby szybciutko uwolnić się od tego “gadania o niczym” i wrócić do obowiązków. Bo ich nie mało, a czasu jeszcze mniej. Ale on opowiadał i opowiadał. Płynnie przeplatał historie sprzed pół wieku z wydarzeniami z wczoraj – jakby w naturalny sposób dostrzegał w nich logiczną konsekwencję losu. Nawet się nie spostrzegłam kiedy wplótł pomiędzy to wszystko moją uwagę i ciekawość. I tak właśnie rozpoczęła się nasza znajomość. Wiesława Myśliwskiego poznałam w trakcie lektury “Traktatu o łuskaniu fasoli“.

Traktat o łuskaniu fasoli” nie jest przewidywalną lekturą. A przewidywalne dzisiaj stają się niemal wszystkie książki. Przewidywalne w tym sensie, że budowane są na bardzo przeciętnej fabule – problemie, wokół którego bohaterowie krążą niczym ćmy wokół rozżarzonej lampy. Już po pierwszych dziesięciu stronach każdy czytelnik wie, że koniec nastąpi w chwili, gdy bohaterowi w końcu uda się dotrzeć do tego płonącego jądra. A wówczas trzeba po prostu – z takim czy innym wrażeniem – sięgnąć po kolejną książkę.

Wiesława Myśliwskiego tego nie ma. Nie ma wartko skręconej fabuły, nie ma też obietnicy jej końca. Jest dziwne poczucie płynności, które towarzyszy czytelnikowi od samego początku. Niekiedy jest ono drażniące, bowiem pozostawia w niedosycie nierozstrzygnięcia przywoływanych historii. Innym razem nawet nużące, bo zdaje się wprowadzać wiele nieistotnych dla rozmowy szczegółów. Ale tak naprawdę skąd wiadomo, które są, a które nie są istotne?

Jednak w “Traktacie o łuskaniu fasoliWiesława Myśliwskiego jest dla czytelnika ukryte pewne zadanie. To czujność. Myśliwski wymaga od odbiorcy czujności. Dlatego też wplata w opowieści pozornie o niczym krótkie zdania-klucze, sensy zamknięte w kilku słowach. Są to mądrości dojrzałego człowieka, który ma nie tylko prawo, ale też możliwość ocenić większość zdarzeń z PERSPEKTYWY swojego życia.

Podmiot Myśliwskiego opisuje więc swoje lata szkolne. Wspomina, że wieczorami zdarzało mu się (a pokój dzielił z kolegami) mówić do siebie. Najczęściej chował wówczas głowę pod kocem i po prostu mówił…

Czemu w łóżku to robiłem, nakrywając się w dodatku kocem? Nie wiem. Może słowa potrzebują ciepła, gdy się rodzą od nowa. Bo też kiedy znalazłem się w tej szkole, byłem prawie niemową. [“Traktat o łuskaniu fasoli” Wiesław Myśliwski]

Nie będę więc zdradzać treści, ani przytaczać czy interpretować kolejno przywoływanych przez Myśliwskiego zdarzeń. Bo to bez sensu. “Traktat…” jest bardzo spersonalizowaną opowieścią-lustrem. Każdy zobaczy w nim odbicie swojej twarzy. Dla niektórych przytoczone wyżej zdanie z powieści będzie kompletnie bez znaczenia i zginie w cieniu jednej z wielu historii. Odnajdą natomiast inne, które może mnie umknęły w trakcie lektury.

A jak to z lustrem bywa – zapewne za kilka lat odbicie w nim znacząco się zmieni. Będzie można ujrzeć już zupełnie inną twarz. I to czyni dzieło Wiesława Myśliwskiego ponadczasowym i ponadpokoleniowym.

OCENA
  • 10/10
    Język - 10/10
  • 9/10
    Fabuła - 9/10
  • 9/10
    Bohaterowie - 9/10
  • 10/10
    Dodatkowe walory (1-10) - 10/10
9.5/10

PODSUMOWANIE

Myśliwski bez wątpienia zasługuje na miano Mistrza języka polskiego. Tak czystego, pięknego, plastycznego i lekkiego zarazem języka dawno nie dotknęłam. Lektura “Traktatu…” jest więc ogromną przyjemnością.
Fabuła – praktycznie jej brak, chociaż bardzo uparci mogliby się doszukiwać wątków pozwalających zrekonstruować życie głównego bohatera. Myślę, że to bez sensu – magia polega na mozaikowości. Trudny to zabieg, bardzo trudny. Ryzykiem jest utrata uwagi odbiorcy, a przez to niemożność przekazania sensu. Czasami rzeczywiście brakuje bardziej rozbudowanych dialogów, drażnić może mała wartkość opisywanych zdarzeń. Ale może na tym polega ich wyjątkowość?

Przeczytaj również...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *